32. EDF PAKA od rana do nocy. Wywiad z Agatą Nowakowską i Igorem Sumarą

32. EDF PAKA już za nami. Razem z KĄSKIEM ŻARTU postanowiłyśmy przybliżyć Wam ludzi, o których na co dzień się nie wspomina, a którzy sprawiają, że cały ten festiwal mógł ożyć i otworzyć swoje podwoje dla publiczności oraz artystów.

KARINA KĄSEK przeprowadziła w imieniu swoim i naszym przygotowany wspólnie wywiad z dwiema niezwykłymi osobami, które dbały o przebieg imprezy. Jedną z nich jest nasza redakcyjną koleżanka, AGATA NOWAKOWSKA, która koordynowała pracę wolontariuszy 32. PAKI. Drugą – człowiek, który potrafi rozwiązać każdy problem, producent i inspicjent tegorocznej edycji festiwalu, IGOR SUMARA.

Mogliście już wysłuchać rozmowy z nimi we wspomnianej audycji Kariny. Na pewno jeszcze będziecie mogli do niej wrócić na kanale yt Kąska Żartu, który serdecznie polecamy. Poniżej wersja tej rozmowy dla preferujących lekturę.

Igor_Agata

Agata w otoczeniu Wolontariuszek 32. EDF PAKI i Igor na scenie z Waldemarem Wilkołkiem, w obiektywach wspaniałych, pakowych fotografów: Mariusza Grabowskiego i Anny Jackowskiej

KARINA KĄSEK:
Witam Serdecznie. Ze mną podpora 32. EDF PAKI, Agata Nowakowska, czyli koordynatorka wolontariatu.

AGATA NOWAKOWSKA:
Witam bardzo serdecznie.

KARINA:
Igor Sumara, czyli producent i inspicjent 32. EDF PAKI.

IGOR SUMARA:
Dzień dobry!

KARINA:
Dzień dobry. Mam dla Was takie wspólne pytanie na pierwszy rzut. Jaki był najdziwniejszy rekwizyt, jaki musieliście załatwić artystom podczas tej PAKI?

IGOR:
Rekwizytami chyba zajmowałem się ja. Ja przyjmowałem zgłoszenia od kabaretów, próbowałem je załatwić. Chyba najdłużej mi zeszło załatwić wózek sklepowy, który był potrzebny dla Grupy Paszkot, którą gorąco pozdrawiam. Ale udało się. Kwestia kilku telefonów, kilku próśb, kilku obiecanych zaproszeń. I udało się.

AGATA:
Tak, a później wolontariusze przejęli już rolę, żeby ten wózek doprowadzić do Rotundy. Śmiechu było co niemiara, bo wiadomo: jeżdżenie wózkiem sklepowym po jednej z głównych ulic Krakowa…

KARINA:
…tu zaistniał Kabaret Bez Przesady.

AGATA:
Tak, oczywiście, Kabaret Bez Przesady. Serdecznie pozdrawiamy Anetę!

KARINA:
No dobrze, to zdradźcie, jak wygląda Wasz festiwalowy dzień. Czym się zajmujecie? Bo ludzie, którzy przychodzą na występy, już patrzą na gotowe, a Wy tam robicie ciężką robotę. Co robicie dokładnie, powiedzcie?

AGATA:
Wszystko. My się zajmujemy wszystkim. Od rana do nocy, tak naprawdę. Od przygotowania garderoby, rozłożenia roll-upów, zrobienia scenografii… Wiadomo, że w mniejszym stopniu, bo my się sceną nie zajmujemy, ale wywieszenie kotar, jakieś obrazki, nie obrazki, antyramy. Wolontariusze robią generalnie wszystko. Wszystko co widać, i czego nie widać.

IGOR:
Tak, wolontariusze zajmują się całą estetyką. Od środy, tak naprawdę, przed Paką mieliśmy montaż całej scenografii, całego oświetlenia, całego dźwięku. Tym akurat zajmowali się panowie z Rotundy. Natomiast my odpowiadamy za to, żeby wszystko było na czas, wszystko było porozkładane, i żebyśmy mieli odpowiednią ilość osób, żeby się tym zająć. Wolontariusze rozkładali na przykład dolną salę. Przygotowywaliśmy tam projekcję filmu z Zielonej Góry, która odbyła się w czwartek. Górną recepcję, na której wszyscy mogli swoje prośby, zażalenia składać, kupować płyty i bilety na kolejne dni. Cała otoczka festiwalu jest tak naprawdę tworzona przez ludzi, którzy chcą to robić z pasji, z zamiłowania do kabaretu.

KARINA:
Wiadomo, że to są bardzo obciążające dni dla Was. Co Wam pomaga przetrwać?

IGOR:
Kawa!

AGATA:
Kawa. Dożylnie.

IGOR:
Tak, a w niedzielę już ReBull. Jest ciężko.

KARINA:
Dla Was który dzień był najtrudniejszy na festiwalu? Najbardziej wyczerpujący?

AGATA:
Dla mnie pierwszy. Benefis. Już przekonałam się po tamtym roku, że start jest najgorszy. A później to z górki.

IGOR:
Ja akurat w drugą stronę. Dla mnie najgorszy był ostatni dzień, ze względu na charakter obowiązków, jaki do mnie należał. W sobotę mieliśmy w Rotundzie demontaż, który zakończył się około wpół do dwunastej w nocy. Demontaż trwał kilka godzin, po czym na dolnej sali odbyło się oficjalne ogłoszenie wyników, mała impreza, która po tym wszystkim tam się odbyła… A od godziny szóstej rano następnego dnia mieliśmy przenoszenie i montaż scenografii w Kinie Kijów. Z Rotundy nie wiem, o której wyszedłem, nie pamiętam dokładnie, która była godzina, ale w okolicach trzeciej, już w niedzielę, a byłem z powrotem w niej o piątej trzydzieści, żeby przenieść cały sprzęt. Natomiast cała niedziela upłynęła mi pod znakiem prób z panem Krzysztofem Jaślarem i z kabaretami. Więc tak naprawdę mój dzień zakończył się późno w nocy w niedzielę, kiedy z powrotem trzeba było rozmontować scenografię w Kijowie i przenieść ją do Rotundy.

KARINA:
Czemu w ogóle podjęliście się tak odpowiedzialnych zadań? Co Wam to daje? Co Wam daje taka Paka?

AGATA:
Co nam daje? Satysfakcję. Ale to dopiero po całym festiwalu. Jak wiesz, że zasuwasz przez cztery bite dni, od rana do nocy, ale stajesz się częścią tego zespołu, który to zrobił, że to wyszło, i wyszło też dzięki tobie.

IGOR:
Trzeba wziąć pod uwagę że to już 32. Paka.

KARINA:
A Twoja która?

IGOR:
Nie moja trzydziesta druga. Nie wiem, która to jest moja Paka. Taka aktywna… Pierwsza jako producent. Druga jako inspicjent. A jako Wolo… Czwarta. Nie pamiętam dokładnie. Ale ja z Paką jestem związany długo, ze względu na zaszłości rodzinne, to nie jest istotne. Natomiast co mnie motywuje? Tak, jak Agata powiedziała. To, że możemy być częścią tego wszystkiego. I patrzeć później, słyszeć od ludzi, że „bardzo fajna Paka”, że „udało się”, że „nigdy w życiu się tak głośno nie śmiałem”. I to często od ludzi, którzy z kabaretem nie są związani, albo nie są wielkimi fanami kabaretu. I to, że oni mogą zobaczyć tę sztukę na żywo może zapalić w nich to zainteresowanie. To jest najfajniejsze.

KARINA:
Pytanie dla Ciebie Igor. W sumie byłeś cały czas z tyłu sceny, ogarniałeś tam technicznie. I pytanie: czy artyści są bardzo wymagający wobec Ciebie? Czy mają duże wymagania co do tego? Czy bardziej przymykają oko, jak czegoś nie ma?

IGOR:
Nie. Wbrew pozorom większa nerwówka na zapleczu sceny, w garderobach, jest przed konkursami. I to samo było na Półfinałach, i to samo mogłem zaobserwować teraz. Też nie dziwię się artystom. Dla nich to jest jedyna szansa w roku na zaistnienie na największym konkursie kabaretowym w Polsce. I najstarszym. Dlatego dla nich brak jakiegokolwiek rekwizytu, jakakolwiek droga na skróty, czy jakieś przeszkody na scenie, które mogą się pojawić, są tak naprawdę dużym ciosem. I oni chcieliby tego uniknąć za wszelką cenę. Dlatego da się wyczuć tę nerwówkę. Wracając do Grupy Paszkot, którą już pozdrawiałem, na Półfinałach poprosili mnie o drabinę. I w dzień, w którym przyjechali na próby, okazało się, że drabina, którą załatwiłem, była drewniana, a oni do skeczy potrzebowali drabiny takiej aluminiowej. Co jakby oddaje charakter tego, że artyści chcą mieć wszystko na tip-top. Natomiast wyjadacze sceny kabaretowej tak naprawdę nie mają wielkich wymagań. Dla nich zwykle wystarczające są jeden-dwa stoliki, krzesełka, które i tak sami sobie wyniosą, które można ustawić jak nam się podoba. Oni są już tak ograni ze scenariuszem. Dla nich jest to wszystko jedno.

KARINA:
Agato, a Ty jak będziesz wspominała tę Pakę? Jakie było najtrudniejsze zadanie, któremu musiałaś podołać? Bo Igor musiał zamieniać drabiny. A Ty?

AGATA:
A ja musiałam wchodzić pod krzesło w trakcie, kiedy już była publiczność, gdyż zapomniałam wyciągnąć jednej z kartek, z tych karteczek do głosowania, które mieli jurorzy podczas pojedynków. Pokleiłam wszystkie pod krzesła, po czym się okazało, że pani ze Szwecji, która miała być gościem honorowym, tych karteczek nie miała, bo wszystkie były już porozklejane. Więc wylądowałam pod krzesłem jednego z gości EDF-u.

KARINA:
Jak to wspominasz? Zostanie Ci to w pamięci?

AGATA:
Oczywiście. Do kolejnej Paki. Może kolejna Paka znów mnie czymś zaskoczy.

KARINA:
A Ty Igor też przeżyłeś coś na scenie, bo wystąpiłeś w skeczu Ani Mru Mru i Kabaretu Moralnego Niepokoju. Jak się czułeś, będą w gronie tak znanych i szanowanych artystów?

IGOR:
Nie ukrywam, było to dla mnie zaskoczenie, że to się wydarzyło. I udało. Gdyż ja nie jestem związany z tą funkcją bycia inspicjentem na co dzień. Ale wolałem nie wspominać o tym Waldkowi Wilkołkowi, który mnie o to poprosił przed wejściem na scenę, czy mógłbym zostać ich inspicjentem do skeczu, który parodiował zachowania osób odpowiedzialnych za produkcję kabaretonów telewizyjnych. To było takie pokazanie kabaretonu od kulis. Ja miałem zostać inspicjentem, który na scenie wynosi parę rzeczy, który oznacza, jak to się mówi, fiksuje, pewne miejsca na scenie. Zostałem o to poproszony. Mogę zdradzić, że jedyne co zrobiłem w kierunku, żeby to wypadło bardziej realistycznie, to zaopatrzyłem się w koszulkę Rotunda Crew. A normalnie występuję w swoich prywatnych koszulkach.

KARINA:
Mogłeś założyć Fair Play Crew.

IGOR:
To działo się w trakcie pojedynków. Nie chciałem nikogo faworyzować. Udało się. Nie potknąłem się, nikogo nie zabiłem. Tak że ja jestem bardzo zadowolony.

KARINA:
Planujesz dalsze występy?

IGOR:
Mam nadzieję, że nie.

AGATA:
Z Kabaretem Bez Przesady.

IGOR:
Z Kabaretem Bez Przesady może. Zobaczymy, czy zostanę o to poproszony.

KARINA:
Który serdecznie pozdrawiamy! Wiadomo, że pracowaliście przez cały festiwal, ale czy mieliście okazję obejrzeć troszeczkę występujących? Czy popieracie werdykt jury czy macie swój własny?

AGATA:
Ja widziałam skrawki. Jakieś urywki. Widziałam może ze dwie, trzy grupy konkursowe, więc wolałabym się nie wypowiadać na ten temat, bo na pewno moja ocena nie byłaby obiektywna z tego względu.

IGOR:
Ja byłem obecny na większości prób większości występujących, bo musiałem je nadzorować i koordynować. Czy zgadzam się z werdyktem? No na pewno werdykt, jeśli chodzi o czołowe miejsca, był bardzo trudny. Grand Prix i pierwsze trzy miejsca. Rozmieściłbym tych samych artystów, może na nieco innych miejscach. Ja zostałem wielkim fanem dziewczyn z A Jak. Bardzo podoba mi się ich podejście do kabaretu. Wojtek Fiedorczuk też oczywiście zasłużone Grand Prix, jak najbardziej. Czy ja wiem… Na tyle się zżyłem z tymi artystami przez okres Półfinałów i Finałów, że ja kibicuję wszystkim.

KARINA:
To który jeszcze moment z Paki zapamiętacie przynajmniej do następnej Paki?

AGATA:
Może ten niedzielny after, już po całości.

IGOR:
Tak.

AGATA:
Wszystkim ulżyło.

IGOR:
Tak, mieliśmy takie poczucie, że skończyło się, udało się. Jeszcze nie zaczęła nas łapać taka chandra pofestiwalowa, która się zdarza. No i można się było w końcu wyluzować.

KARINA:
Zachęćcie odbiorców do tego, żeby śledzili wydarzenia na Pace i może wstąpili do wolontariatu.

IGOR:
Ja mogę zachęcić, bo to jest naprawdę bardzo ważny dla Krakowa, dla młodych kabaretów festiwal. I naprawdę trzyma bardzo wysoki poziom. Już od Półfinałów zapraszam na przyszły rok. A nuż nam się uda, że będę go produkował, a nuż zobaczycie mnie biegnącego z drabiną, czy z wózkiem sklepowym.

KARINA:
A nuż wystąpisz jeszcze z Ani Mru Mru i Kabaretem Moralnego Niepokoju. A Ty, Agato?

AGATA:
Ja może pochodzę jeszcze pod krzesłami. Serdecznie polecam Pakę, wydarzenia z Paką związane i niepowtarzalną, klimatyzowaną Rotundę.

KARINA:
Dzięki za rozmowę. Była ze mną Agata Nowakowska i Igor Sumara.

AGATA:
Dziękujemy bardzo!

Serdecznie dziękujemy Karinie za tak owocną współpracę! Szczegóły i aktualności na temat jej audycji, której możecie słuchać w czwartki o 9.45, znajdziecie na fan page’u Kąska Żartu.

Zebrała i komentarzem opatrzyła
PAULINA JARZĄBEK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s