Archiwa tagu: Rotunda

Rotundo, w dal odpływasz… Czyli kabaretowy portret Klubu Rotunda

Rotunda to miejsce, które zapada w pamięć. Nieważne, czy spędziło się tam rok, kilka lat, kilka dekad, czy kilka godzin. My znałyśmy je od piwnicy po dach. Widziałyśmy każdy kąt. Znałyśmy tajne przejścia, garderoby, kuchnie, magazyny, scenę, widownię małej i dużej sali, Kabaretową. W biurze Stowarzyszenia PAKA (i w tym starym, i w tym nowym, wywalczonym) czułyśmy się u siebie, zwłaszcza, że i tam zdarzało się przechowywać sterty rzeczy na krzesłach. Znałyśmy ściany obwieszone plakatami nadchodzących imprez. Śmiech, dudniący w hallu, a czasem bywało, że gęstniejącą wokół niezręczną ciszę, ale zdecydowanie częściej to pierwsze. Wiedziałyśmy, skąd wynoszone są krzesła i że w poniedziałki i środy w małej sali grano w karty. I nawet najlepszy odświeżacz powietrza nie był w stanie zabić tej unoszącej się w powietrzu, specyficznej, peerelowskiej mgiełki starych murów.

Kabaretowa. Zdjęcie z 35-lecia Rotundy, Alicja Rzepa.

Kabaretowa. Zdjęcie z 35-lecia Rotundy, Alicja Rzepa.

Budynek, w którym znajduje się ten klub, ma już ponad sto lat. Klub w tym roku miałby ich ponad czterdzieści. W styczniu tego roku opublikowałyśmy obszerny artykuł o Rotundzie, w cyklu Krakowskie Miejsca Kabaretowe (przeczytacie go, klikając tutaj). Nie przypuszczałyśmy wtedy, że dzisiaj tamto podsumowanie może wybrzmieć tak symbolicznie.

Koniec epoki

Z Rotundą związane są początki tego bloga. Tam się poznałyśmy i tam postanowiłyśmy pisać o kabarecie rzeczy, które same chętnie byśmy poczytały. Z Rotundy pochodzi wiele naszych relacji z konkursów i przeglądów. Mówi się, że niektóre miejsca mają duszę. Ta rotundowa rozproszy się teraz po różnych zakątkach w Krakowie. Bo miejsca takie, jak to, ich dusze, tworzą ludzie: ich spotkania, rozmowy, pomysły, ich wejścia, wyjścia, zamknięte i otwarte drzwi. Uchylone okna, szepty w kącie, dyskusje przy stole. Bywało różnie. Nie zawsze wszystko układało się gładko, nie wszystkie chwile były radosne, ale zazwyczaj czas spędzany w Rotundzie był czasem spędzanym dobrze.

Rotunda dopiero co została zamknięta, przynajmniej na kilka lat. Bez niej na pewno nie będzie już tak samo. Chciałybyśmy podziękować za te wszystkie lata, które mogłyśmy w niej spędzić. Wyłączenie Rotundy z życia Krakowa oznacza koniec pewnej epoki.

Retrospektywa, ku pokrzepieniu

Pragniemy przybliżyć Wam obraz Rotundy tej nam najbliższej, kabaretowej, złożony ze wspomnień związanych z nią osób. Takich, które znały ją od dawna i tych, które czasem w niej tylko bywały. Tych, które spędzały w niej całe dnie, i tych, które wpadały przejazdem. Tych, które występowały na scenie, lub stały poza nią. Widzów. Artystów. Organizatorów. Każdy ma swoją Rotundę.

Poprosiłyśmy grupę osób z szeroko rozumianego środowiska kabaretowego, związanych z Klubem Rotunda w różny sposób, by odpowiedziały nam na dwa pytania:

1. Czym jest / była dla Ciebie Rotunda?
2. Jakie jest Twoje najlepsze wspomnienie kabaretowe związane z Rotundą?

Mamy nadzieję, że czytając te wspomnienia przypomnicie sobie własne ulubione chwile, spędzone w Rotundzie, wzruszycie się, a może uśmiechniecie. Nie cenzurowałyśmy odpowiedzi i nie ingerowałyśmy w ich treść, poza drobną korektą. Dostajecie więc destylat z rotundowych wspomnień autorów.

Nie chcemy dzielić wypowiedzi na te kabareciarzy i pozostałe, w końcu tworzymy to środowisko wszyscy razem. Dlatego też zamieszczamy je w porządku alfabetycznym, według imion przepytywanych.

Zobaczcie, jak wiele imion ma kabaretowa Rotunda.

ADAM WACŁAWIAK

Kabaret BudaPesz, zdobywca Grand Prix 29. PAKI (2013) z Kabaretem 7 minut Po

O Rotundzie

Nie można przenieść PAKI. Można paczkę ale PAKĘ ciężko już ruszyć. PAKA to przesyłka tylko w jedno miejsce. Do Rotundy. Tam można ją tylko otworzyć. W żadnym innym miejscu.

adamwaclawiak_polfinaly-29-paki

Adam Wacławiak w skeczu Kabaretu 7 minut Po. Półfinały 29. PAKI. Fot. Anna Jackowska

AGATA NOWAKOWSKA
Wolontariuszka w PACE

O Rotundzie

Rotunda jest dla mnie miejscem szczególnym z kilku, a może i kilkunastu powodów. Ograniczę się do dwóch, które jako pierwsze wpadły mi do głowy, bo gdybym chciała wymienić wszystko, co zawdzięczam Rotundzie i ludziom z nią związanym, to nasz artykuł rozrósłby się do niewyobrażalnych rozmiarów. Pierwszym i niewątpliwie najważniejszym aspektem są ludzie, których miałam szczęście poznać. Wspólnie podczas mniejszych i większych imprez kabaretowych przeżyliśmy nie jedno, a czas spędzony podczas pracy jak i odpoczynku zawsze kojarzył się z czymś przyjemnym. Kolejny powód, a właściwie cała grupa powodów związana jest z nowościami, czymś czego nigdy wcześniej przed wejściem do Rotundy nie doświadczyłam. To w Rotundzie pierwszy raz zostałam wolontariuszką, uczestniczyłam w organizacji festiwali, oglądałam na żywo najlepsze w kraju kabarety. Z tych mniej poważnych rzeczy to np. sprawdziłam w 10 minut bilety 400 osób wchodzących na widownię i zrobiłam moje pierwsze w życiu „blajtki”. Zaczęłam też wierzyć, że rzeczy niemożliwe nie istnieją.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Najlepsze wspomnienie dotyczy 30 PAKI, czyli mojej pierwszej. Idealnie odzwierciedla też to, o czym wspomniałam przy wcześniejszym pytaniu – rzeczy niemożliwe nie istnieją. Szczególnie jeśli chodzi o PAKĘ i Rotundę. Na pewno ciężko jest to sobie wyobrazić lub można uznać za niewykonalne, ale salę Rotundy da się w blisko 30 minut zamienić w salę balową z prawdziwego zdarzenia. Nie brakowało niczego, nawet czerwonego dywanu. A już na pewno naszej gigantycznej satysfakcji z tego, czego udało się dokonać.

Kuchenne selfie. ImproFest 2015.

Kuchenne selfie. ImproFest 2015.

AGNIESZKA KOZŁOWSKA
Autorka książek o PACE, rzecznik prasowy PAKI, współorganizatorka festiwalu od pierwszych PAK

O Rotundzie

Rotunda to dla mnie nie miejsce, lecz ludzie, których tu spotykałam przez lata. To dawni kabareciarze z każdym rokiem starsi i młodzi – zaczynający swoją karierę. Przez wiele lat było oczywiste, że to właśnie tu spotkamy się przynajmniej raz w roku – wiosną. To moi koledzy ze studiów, z którymi „walczyliśmy o wolność”. To osoby przez duże O – zasiadające w Jury PAKI, z którymi udało się nawiązać nici przyjaźni. To moje koleżanki i koledzy z biura, wolontariusze, technika i inni pracownicy.
Mam nieodparte wrażenie, że aby bywać i pracować w Rotundzie trzeba być wyjątkowym typem człowieka.
Szaleńcem?

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Wspomnień jest cała masa. O tym, jak na przykład Władek Sikora wydawał odgłos trąbką i z całej Rotundy, ze wszystkich jej kątów wybiegali ludzie, aby zobaczyć „pięterko”, albo jak szedł na kolanach wokół budynku a z nim cała zielonogórska ekipa. O tym, jak Kabaret Moralnego Niepokoju częstował wszystkich „smalcem moralnego niepokoju” z dodatkiem ogórka i wódeczki. Jak Tosiek z baru serwował znakomite, ogromne golonki i można było palić, ale nie było takiej potrzeby, bo stężenie dymu było tak duże, że wystarczyło oddychać. O tym, jak odbyli się pierwsi „Spadkobiercy” z Tymem, Rewersem i Wujasem (który wówczas użył epokowego stwierdzenia, że „córka to prawie jak syn”) i pierwsze kabaretowe pojedynki, o tym, jak…
Mówiłam, że masa?

1012901_770993796245764_1011797852_n

Agnieszka Kozłowska i Władysław Sikora na scenie Rotundy. W tle Kabaret 7 minut Po i Agata Słowicka. Fot. Anna Jackowska

Jury i publiczność. Fot. z archiwum PAKI

Jury i publiczność. Fot. z archiwum PAKI

AGNIESZKA TREMBECKA
Była barmanka Kabaretowej Cafe

O Rotundzie

Krótko mówiąc, Rotunda to miejsce z niezwykłym klimatem i charakterem.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Wspomnień jest wiele. Bardzo fajnie było pracować na wszelkiego rodzaju eventach, a także zawrzeć nowe znajomości.

Artur Andrus przy barze Kabaretowej. Fot. z archiwum PAKI

Artur Andrus przy barze Kabaretowej. Wtedy jeszcze rządził tam legendarny Tosiek. Fot. z archiwum PAKI

A JAK
Zdobywczynie II miejsca i Nagrody Publiczności 32. PAKI (2016)

O Rotundzie

Rotunda to miejsce, w którym po raz pierwszy wystąpiłyśmy razem, jako kabaret A JAK! To taka nasza „scena-matka” 😀

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Najlepszym wspomnieniem jest dla nas występ na deskach Rotundy podczas finałów 32. PAKI. Dostałyśmy wtedy nasze pierwsze sceniczne kwiaty 😉 A tak na serio – tej atmosfery, reakcji publiczności, życzliwości prowadzącego i organizatorów nie zapomnimy nigdy! Nagroda Publiczności od widzów PAKI jest jednym z naszych najważniejszych wyróżnień 🙂

Kabaret A JAK podczas 32. PAKI. Fot. Anna Jackowska

Kabaret A JAK podczas 32. PAKI. Fot. Anna Jackowska

ALAN PAKOSZ
Kabaret PUK, Grupa AD HOC, organizator Festiwalu ImproFest

O Rotundzie

Rotunda jest dla mnie wspaniałym miejscem. Miejscem, w którym zaczęła się moja przygoda z kabaretem. Miejscem, w którym spędziłem mnóstwo dobrych chwil i grałem niezliczoną ilość kapitalnych występów. Miejscem, w którym odbywała się PAKA i ImproFest. Miejscem, w którym rozwijałem się jako kabareciarz, improwizator i organizator. Rotunda jest dla mnie wspaniałym miejscem.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Najlepszych wspomnień związanych z Rotundą na pewno było sporo. Pamiętam doskonale jak awansowaliśmy do finału PAKI i tam otrzymywaliśmy nagrody. Pamiętam jak popłakałem się ze szczęścia po cudownym spektaklu The Mischief na festiwalu ImproFest parę lat wcześniej. Mam też mnóstwo dobrych wspomnień związanych z Cabaretowa Cafe i rozmów, które tam odbyłem 😉

13063241_1165410520137421_8563660990908808478_o

Alan Pakosz improwizuje. Fot. Anna Jackowska

ALICJA RZEPA
Organizatorka PAKADEMII, współpracowniczka Stowarzyszenia PAKA, rotundowa Pani Fotograf

O Rotundzie

Rotunda to dla mnie spory kawałek życia – ¼ można by rzec. Do Rotundy trafiłam w listopadzie 2010 roku, czyli de facto równe 6 lat temu. Od tamtej pory Rotunda i imprezy pakowskie wyznaczały rytm mojego krakowskiego życia. Pamiętam kiedy pojawiłam się tam po raz pierwszy, błądziłam po parterze szukając jakiegoś biura. Ciemno, nic nie widać. W końcu dotarłam pod jakiś czerwony neon i wkroczyłam do zadymionej (jeszcze przed zakazem palenia) Kabaretowej. Po zajęciach lub w przerwach między wykładami przesiadywałam w sekretariacie wypisując plakaty i pomagając ówcześnie pracującej w sekretariacie Asi w pracach biurowych. Od tego zresztą zaczęła się moja przygoda z pracą w kulturze.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Pierwsza PAKA to był dla mnie taki szok pomieszany z euforią; uczucie porównywalne z momentem, kiedy pierwszy raz wchodzisz na wysoki szczyt i podziwiasz te piękne widoki wokół. Niby słyszałeś jak tam jest i widziałeś całkiem fajne zdjęcia, ale jeśli sam tego nie przeżyjesz to nie poczujesz. A jak już poczujesz to na pewno wrócisz.
I takim wspomnieniem, które chyba mogę nazwać pierwszym, jest sytuacja kiedy stoję w oknie sekretariatu, słyszę wrzawę, piski i śmiechy, patrzę na dół, a na parking koło Żaczka zajeżdża samochód z wychylającym się (chyba) Marcinem Wojciechem w stroju żołnierza, a za nim biegnie grupka osób. Wtedy pomyślałam sobie „WOW, ja tu jestem”.
A później to już sama magia: magia wydarzenia, magia ludzi i nie do zastąpienia niczym magia miejsca. Atmosfera dusznej – i może nie do końca pachnącej fiołkami – Rotundy, to był jednak taki czar jedyny w swoim rodzaju. Klub logistycznie fantastyczny, pełen zakamarków, miejsc do siedzenia. Lubiłam przesiadywać w loży na dolnej sali i myśleć nad historią tego miejsca, wyobrażać sobie tych wszystkich ludzi, którzy wiele lat wcześniej też przeżywali w tym miejscu wspaniałe chwile. To się unosiło w powietrzu.
Chociaż od dwóch lat już w Rotundzie nie pracuję, to wiedziałam, że w każdej praktycznie chwili dnia i nocy mogę wejść do środka i na 110% spotkam tam kogoś znajomego – w jednym z biur, przy barze, za barem. I spędzę tam świetny czas przy kawie czy moim „małym piwie”, które było owiane wieloma śmiesznymi docinkami, bo chyba tylko ja tam piłam małe piwo. No i Gibki też takie pił. A Gibki nauczył mnie robić łódeczki z paragonów. I to też było w Rotundzie. Dużo jest takich drobnych sytuacji związanych z Rotundą, które na zawsze pozostaną mi w pamięci i wywołają uśmiech na ustach.

4

David Mbeda Ndege błogosławiony między niewiastami 32. PAKI. Fot. Karolina Koniecko

ANDRZEJ DOMAGALSKI
Współautor książki Kabaret w Polsce 1950-2000, animator imprez Rotundy w pierwszych dekadach jej działalności, dziennikarz

O Rotundzie

Studenckie Centrum Kultury Rotunda, od momentu otwarcia w 1974 – po 8-letnim remoncie – było klubem, który kochało się od pierwszej w nim bytności. Liczyła się bogata oferta programowa, jak i atmosfera, dzięki której klub ściągał do siebie młodych, utalentowanych twórców z legitymacją studencką w kieszeni. W minionym wieku klub zaliczany był do najlepszych centrów kultury studenckiej. Dominowało wówczas kilka: uświęcone tradycją „Pod Jaszczurami” na krakowskim Rynku, wrocławski „Pałacyk”, stołeczne „Stodoła” i „Hybrydy”, gdański „Żak” z legendarnym Bim-Bomem, poznańska „Od Nowa” czy też łódzkie „77”.
Rotunda przez cztery dekady stała się kultowym miejscem, które swoją legendę zbudowało na szerokim rozumieniu kultury i promowaniu jej różnorodnych form. Miałem wielką przyjemność pracować w klubie przy Oleandrach przez kilka lat. Jako tzw. programowiec, realizowałem przez kilka sezonów setki, jeśli nie tysiące imprez, począwszy od teatru (od I Krakowskich Reminiscencji Teatralnych w 1975 r., m. in. stworzyłem i realizowałem imprezy: Jazz Juniors i Konkurs Inicjatyw Kabaretów Studenckich), piosenki, kabaretu, muzyki poważnej, występy zespołów folklorystycznych, koncerty muzyki chóralnej, teatru, a skończywszy na filmie. To była moja młodość, jak zawsze szalona, pełna pasji, nie do powtórzenia. Jedyna, a Rotunda była jej kwintesencją.
Dzień bez artysty na scenie klubowej był dniem straconym. Czuwała nad tym kilku- lub też kilkunastoosobowa ekipa z działu programu. Nader często byli to studenci krakowskich uczelni – z Krakowa, jak i z pobliskiego akademika. Przy okazji studiów wchodzili w kulturę i sztukę niejako od środka. Byli niezawodni, podziwiani w skrytości przez potentata na rynku imprez – krakowską Estradę. Jesienią ub. roku zawitałem po latach do Rotundy, mieliśmy z Leszkiem Kwiatkowskim spotkanie autorskie. Ogarnęła człowieka rozpacz, dolna sala, tzw. trumna, wymalowana była na czarno. Ponura, przygnębiająca atmosfera, zbierało człeka na wymioty. Siedliśmy z kolegą i piliśmy wódkę bez słowa, niemal ze łzami w oczach. Wspomnienia niezapomnianych koncertów nie dawały nam spokoju, przebijały się przez czarny nastrój/wystrój.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

W latach mojej działalności kabaret stał na wysokim poziomie. Na wysoką jakość tej sceny składały się świetne teksty literackie i równie dobrzy aktorsko wykonawcy. Rotundę uwielbiali artyści nie tylko krakowscy, ale i warszawscy. Wojciech Młynarski, Jonasz Kofta, Adam Kreczmar, Jan Pietrzak, Jan T. Stanisławski bywali częstymi gośćmi klubowych imprez. Stworzyliśmy nie tylko KIKS, kilka lat później powstała PAKA. W naszym KIKS-ie po laury sięgał m. in. Jacek Kaczmarski i Przemek Gintrowski, jak i Andrzej Poniedzielski. Tłumy widzów z miasta waliły ponadto na Akademię Humoru, comiesięczną porcję satyry (rektor Bruno Miecugow, dziekan Marek Pacuła, amfiteatralny układ widowni na scenie). W rolę wykładowców wcielała się czołówka polskich mistrzów artystycznej satyry: Wojciech Młynarski, Jan T. Stanisławski, Jonasz Kofta, Jacek Fedorowicz, Adaś Kreczmar, artyści z Piwnicy pod Baranami i wrocławska Elita, żeby tylko poprzestać na nich.
Podczas jednej z imprez Sceny Kabaretowej na dolnej scenie zaprezentował się Tercet na Luzie z Elą Jodłowską i Jackiem Nieżychowskim w składzie i z gościnnym udziałem mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą – Władysławem Komarem. Złoty medalista w tym kabarecie śpiewał dwie piosenki Tewje Mleczarza z musicalu „Skrzypek na dachu”. Przed pierwszym wejściem pytam kulomiota: – Pięćdziesiątka starczy?, na co rozochocony Komar rzecze: – No coś ty, Andrzej, daj coś większego. Zacząłem szukać większego naczynia, od pań z kuchni pożyczyłem popularną dawniej wtedy tzw. musztardówkę. Nalałem mistrzowi, wypił jednym duszkiem i wyszedł na scenę, zaśpiewał. Wrócił do mnie, przechylił kolejną, podobnie było przy drugiej piosence. Musiałem szybko załatwić drugą służbową butelkę. Opłacało się, Komar zebrał gromkie brawa, osobiście wyraził mi wdzięczność za dopingowe wsparcie, wpisując stosowne słowa, łechcące próżność człowieka, do klubowej księgi pamiątkowej. Słowa historyczne, pełne liryzmu, ale i niemal złośliwej satyry w wydaniu Komara i Jodłowskiej zapisane są w księdze pamiątkowej Rotundy, która spoczywa w moim archiwum domowym.

Grafika
1. Od lewej Andrzej Pacuła, Marek Materna i Jerzy Pyżalski. Połowa kabaretów Kit i Ssak, działających w Rotundzie. Fot. Marian J. Curzydło

Grafika
2. Satyrycy związani z Rotundą, bracia Marek i Andrzej Pacułowie. Fot. Marian J. Curzydło


3. Grzegorz Bukała i Wały Jagiellońskie na Scenie Kabaretowej Rotundy. Fot. Marian J. Curzydło

ANDRZEJ TALKOWSKI
Zdobywca Grand Prix 16. PAKI (2000) z kabaretem Kuzyni, artysta Piwnicy Pod Baranami, właściciel Teatru Szczęście

O Rotundzie

Rotunda była dla mnie cudownym miejscem, gdzie odbywał się najbardziej niesamowity festiwal artystyczny – PAKA! To był festiwal na najwyższym światowym poziomie artystycznym. Żyło się od PAKI do PAKI, bo Świętem Bożego Narodzenia i Sylwestrem były Finały PAKI, a dzień po PACE zaczynał się nowy rok. Rotunda to dla mnie było miejsce, gdzie można było spotkać życzliwych, wspaniałych ludzi, z Mirkiem, Aliną i Agnieszką na czele 🙂

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Najlepsze wspomnienie to oczywiście Grand Prix PAKA 2000 :), ale również spektakle, skecze, numery, żarty kabaretów Koń Polski, Potem i Grupy Rafała Kmity, Fajf, Bez Nas i wszystkich innych finalistów… oraz najważniejsze (!) – występ na scenie PAKI mojego poczętego dziecka 🙂

Andrzej Talkowski z Kabaretem Kuzyni i publiczność przykryta gazetą. Fot. z archiwum PAKI

Andrzej Talkowski z Kabaretem Kuzyni i publiczność przykryta gazetą. Fot. z archiwum PAKI

ANETA TABISZEWSKA
Miłośniczka kabaretów, wolontariuszka w PACE, dziennikarz Verbum Na Polu

O Rotundzie

Rotunda jest dla mnie miejscem wieloznacznym. Na pierwszym miejscu jest moim domem. Po prostu. Domem wypełnionym sympatią, śmiechem, zabawą, ale także domem wypełnionym miłością. Tak, miłością. Wzajemną miłością ludzi do siebie, miłością do wspólnej pasji, miłością do artystów kabaretowych, miłością do skeczy, piosenek. Nie mniej ważnym od domu rodzinnego. Rotunda jest dla mnie także miejscem, gdzie totalnie odpływam w inny wymiar. Jest odskocznią od życia. Wchodząc zaciągam się tym specyficznym zapachem i przenoszę się w inny świat, w świat mojej pasji- kabaretu. I wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Zapominam o trudach dnia codziennego i o problemach, odkładam telefon i odpływam w ten mój świat…

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Wspomnień z nią związanych mam mnóstwo… Pamiętam swoją pierwszą PAKĘ, 30. Pamiętam ogrom włożonej przez nas wszystkich pracy, ale także i tą satysfakcję, że wszystko się udało. Ach, ten pamiętny bal… To było przeżycie… Pamiętam swój pierwszy ImproFest, gdzie Rotunda zamieniła się w dom strachów, a ja prowadzałam ludzi po jej nieznanych zakątkach. Pamiętam pojedyncze występy, kiedy to na jednym z nich wykonaliśmy coś wręcz niemożliwego: sprawdziliśmy bilety ponad 400 osobom w niespełna pół godziny. Pamiętam jak siedziałyśmy w małym pomieszczeniu w ścianie i puszczałyśmy prezentacje i tablice wyników pojedynków. Pamiętam jak z tego też pomieszczenia rzucałyśmy piłeczkami w ludzi, przy jednej z piosenek Łowców.B Pamiętam jak malowałam jednego z artystów tuż przed występem. Pamiętam jak jechałam wózkiem sklepowym przez aleje do Rotundy. Pamiętam wspólnie wykonaną pracę przy reanimacji królików czy scenografii. Pamiętam swój przypadkowy i spontaniczny występ na PACE. Pamiętam te liczne rozmowy z artystami i z moimi kochanymi współtowarzyszami, przy kawie, soku, piwie, w Kabaretowej, na dolnej sali, w garderobie czy biurze, o 12 w południe czy o 1 w nocy. Pamiętam wszystko, bo najlepszych chwil w życiu i wspaniałych ludzi się nie zapomina.

12272905_953624464704553_687506009_n

Pokój gotowy na przyjazd improwizatorów! ImproFest 2015. Fot. Małgorzata Dutkiewicz

 

DAVID MBEDA NDEGE
Laureat 32. PAKI

Wstawiamy wypowiedź Davida, którą przysłał w formie video. Przepisanie jej odebrałoby jej cały urok.

O Rotundzie:

GRZEGORZ POROWSKI
Niestrudzony archiwizator koncertów PAKI, organizator Tarasowych Spotkań Kabaretowych

O Rotundzie

To trudne pytanie. To miejsce, które przyciąga mnie na wiosnę do Krakowa, by spotkać przyjaciół i obejrzeć najnowsze spektakle kabaretowe podczas PaKI. To pamięć o Panu Tośku i jego barze, którą podtrzymujemy razem z żoną, przekazując, podobnie jak czynił to Pan Tosiek, skrzynkę piwa dla najlepszego naszym zdaniem konkursowego kabaretu. Bo Rotunda to nie tylko kabaret, to przede wszystkim ludzie. I dla tych ludzi przyjeżdżam tu od 1997 roku.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Nie mam jednego, najlepszego wspomnienia kabaretowego związanego z Rotundą. Mam masę wspaniałych wspomnień. To pierwsze obejrzenie spektaklu „Wszyscyśmy z jednego szynela” i to od razu z udziałem orkiestry. To krzesła połamane przez Smutnego. To pierwszy kontakt z działalnością Grupy MoCarta. Wspaniały koncert o tym co się wydarzyło od PaKI do Paki w reżyserii Tomka Jachimka i piosenka o pogrzebie Czesława Miłosza, Jego autorstwa. To wielka radość, że większość tych wspomnień mogę odświeżyć dzięki moim nagraniom wideo.

IGOR SUMARA
Inspicjent 32. PAKI, człowiek niezastąpiony, który potrafi zastąpić kilku innych

O Rotundzie

Miejscem zagadkowym. Pracując kilka lat z rzędu na Pace za każdym razem byłem w stanie odnaleźć w niej drzwi lub schowek o którym wcześniej nie miałem pojęcia. Na czas festiwalu stawała się moim drugim, a w zasadzie pierwszym domem bo to tam spędzałem większość doby. Rotunda kojarzy mi się jeszcze z kurzem, który był na zapleczu w ilościach hurtowych. Śmiem twierdzić, że gdyby ktoś wynalazł efektywną technologię przetwarzania roztoczy na surowce budowlane, Rotundzie nie groziła by żadna katastrofa.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Te najlepsze wspomnienia są zamazane, bo pochodzą z późnych godzin nocnych z dolnej małej sali rotundy.
Jeśli chodzi o wspomnienie kabaretowe, to chyba moja pierwsza w życiu wizyta w Rotundzie, za dzieciaka byłem na kabarecie Potem (końcówka lat 90.) niewiele pamiętam, ale chyba od tego momentu Potem stał się moim ulubionym kabaretem 🙂

14793904_10210141453669390_1044803007_n

Igor Sumara w skeczu Kabaretu Ani Mru Mru, z Waldemarem Wilkołkiem. 32. PAKA. Fot. Anna Jackowska

IZABELA LEONARCZYK
Do niedawna część biura Stowarzyszenia PAKA, Komisarz Konkursu 32. PAKI

O Rotundzie

Rotunda, to dla mnie, mówiąc górnolotnie – Legenda, a mówiąc tak życiowo – miejsce pracy. Spędziłam w niej 6 lat. I to dosłownie, przychodząc codziennie od poniedziałku do piątku do biura. To naprawdę ciekawe połączenie, gdy jedno miejsce ma dla ciebie 2 twarze, gdy spędzasz w nim wiele wieczorów na wspaniałych koncertach relaksując się w towarzystwie znajomych, a następnego dnia rano tam wracasz i kompletnie zmienia ono charakter w Twojej głowie, będąc areną, na której realizujesz swoje zawodowe obowiązki, gdy z jednej strony masz z tyłu głowy historię „klimatyzowanej sali krakowskiego klubu Rotunda”, a z drugiej strony po prostu dbasz o rozstawienie na niej właściwej ilości krzeseł dla publiczności i rozmieszczenie materiałów reklamowych. Zatem Rotunda jest dla mnie legendą która stała się częścią mojej codzienności.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Zacznijmy od tego, że 90% moich wspomnień związanych z Rotundą jest „kabaretowych”, a jest ich tak dużo i są tak piękne, że trudno mi wyróżnić jedno. Naprawdę, byłoby to niesprawiedliwe. Oczywiście, najwspanialsze wiążą się naturalnie z Przeglądem Kabaretów PAKA, który od strony organizacyjnej przeżyłam w Rotundzie 6 razy, począwszy od 27. PAKI, na 32. skończywszy, a każdą z nich w nieco innym charakterze. Na podkreślenie i specjalne zaznaczenie zasługują na pewno 2 rzeczy:
– Ogólny klimat panujący podczas PAKI. I nie chcę tu rozstrzygać, czy większy wpływ na to ma specyfika środowiska kabaretowego, ludzi, którzy niejednokrotnie doskonale się znają, często spotykają i tworzą po prostu zgraną grupę zdolnych ludzi, którzy się lubią; czy właśnie specyfika miejsca, która sprzyja takiej integracji, ze swoimi wszystkimi zakamarkami, surowością i tajemniczością, ciasnotą Kabaretowej Cafe i pierwszym wiosennym ciepłem ogródka przed nią.
– 30. PAKA, która była wyjątkowa ze względu na swoją jubileuszowość. Wszystko podczas niej było bardziej dostojne i ważne. Przy okazji był to czas wspomnień i powrotów do przeszłości, początków kabaretu w Rotundzie. A zwieńczeniem był uroczysty bal – nigdy nie zapomnę, jak sala Rotundy w pół godziny naszymi rękami przeistoczyła się z sali widowiskowej z ponad 400 krzesełkami po występie w piękną i elegancką salę balową. I to niech będzie podsumowanie – to miejsce magiczne, i wszystko jest tam możliwe.

14800770_1168441606556170_1450230457_n

Balujemy na 30. PACE. Fot. Anna Jackowska

JULIA KOZŁOWSKA
“Dziecko PAKI”, zna Rotundę od urodzenia, czyli od dobrych -nastu lat

O Rotundzie

Czym jest dla mnie Rotunda?
Obecnie – pustostanem – pięknym, choć starym… wyjątkowym pustostanem, fabryką wspomnień, dobrych i złych chwil…
Gdy zaczynam wspominać Rotundę, przed oczami ukazuje mi się moje własne dzieciństwo (od 3-ego roku życia przychodziłam na Festiwal), każdą Pakę w niej spędzoną, Rockotekę, pierwszy koncert, włożoną pracę i wszystkie pozytywne i mniej pozytywne znajomości, emocje.
Czym była dla mnie Rotunda?
Była, i mimo, że jest tym wyjątkowym pustostanem – dalej jest dla mnie drugim domem, pracą i pasją. Każdy korytarz, każdy metr Rotundy ma swoją historię – piękną i tą mniej… Być może dlatego jest tym jedynym, niezwykłym pustostanem.

julka_soniabohosiewicz-fot-agnieszka-kozlowska

Julka i Sonia Bohosiewicz. Fot. z archiwum Agnieszki Kozłowskiej

julka_dariuszkamys_fot-agnieszka-kozlowska

Julka i Dariusz Kamys. Fot. z archiwum Agnieszki Kozłowskiej

KAROLINA KORNESZCZUK-PODOBA
Koordynator biura Stowarzyszenia PAKA, Organizatorka PAKI, Jazz Juniors i innych imprez Rotundy

O Rotundzie

Rotunda jest dla mnie drugim domem.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Pierwsze takie wspomnienie mam jeszcze z lat 90-tych, kiedy to członkowie Kabaretu Czyści Jak Łza potrzebowali podstawionej osoby z publiczności, i żyjący jeszcze wtedy Mirek Wujas “podstawił” im mnie.
Drugie, to jak Kabaret Młodych Panów zaśpiewał na scenie, specjalnie dla mnie, piosenkę Dziewczyna z inkubatora.

Karolina_Agata_Aneta_fot. M. Grabowski

Karolina Korneszczuk-Podoba z Agatą Nowakowską i Anetą Tabiszewską. Fot. Mariusz Grabowski, FotoBudka

MAREK STAWARZ
Kabaret BudaPesz, Teatrzyk O Rety, zdobywca Grand Prix 29. PAKI (2013) z Kabaretem 7 minut Po

O Rotundzie

Lubię to miejsce, zawsze kojarzy mi się z duszną, nerwową atmosferą, ze zdenerwowaniem, koreczkami z serem i winogronami, z ganiającymi chłopami podpinającymi wijące się tu i ówdzie kable… babeczkami z identyfikatorami oraz takimi w cieście, a właściwie z ciasta, a właściwiej z ciasta w cieście… z rozbitą szybą w moim passacie i Karoliną Korneszczuk kombinującą odpowiednich rozmiarów tekturę mającą zapełnić puste miejsce po niedawno co wybitej szybie… z stertą ubrań, potem, długimi bezsensownymi rozmowami i komentarzami po dopiero co zakończonych występach lub jeszcze nudniejszymi z perspektywy czasu i pozbawionymi sensu rozmowami na temat „rozmów z żyri”. PAKA w innym miejscu, to nie PAKA. Tyle.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Półfinały PAKI, program z kucharzem… To był dobry program i dobry występ, a nas nie puścili dalej… Co prawda rok później zdobyliśmy granda ale wspomnienie zostało. Rotunda zawsze mi się kojarzy z PAKĄ. Poza PAKĄ nie wiele tam zaglądałem. Nie żebym coś miał przeciw, po prostu busy mi nie jeżdżą przez aleje.

Marek Stawarz w monologu Kabaretu 7 minut Po. Półfinały 29. PAKI. Fot. Anna Jackowska

Marek Stawarz w monologu Kabaretu 7 minut Po. Półfinały 29. PAKI. Fot. Anna Jackowska

PAULINA JARZĄBEK
Kabaretowa maniaczka, redaktor naczelna Verbum Na Polu

O Rotundzie

Rotunda była dla mnie miejscem legendarnym, do odkrywania.
Pojawiła się w moim życiu za sprawą kabaretów lata świetlne temu. 27. PAKĘ spędziłam już jako wolontariuszka Stowarzyszenia. Wtedy zaczęło się dla mnie odkrywanie labiryntu korytarzy, biur, schowków. Pamiętam tak zwany Prysznic obok głównego biura PAKI. Tego małego, ciasnego, gdzieś w lochach, a ściślej na końcu korytarza przylegającego do kulis sceny na malej sali. Nie mam pojęcia, jak udawało nam się wyciągnąć stamtąd te wszystkie banery i roll-upy. Pomieszczenie obok Prysznica służyło zazwyczaj za magazyn, czasem za garderobę, a sporadycznie za… biuro. Spędziłam w tych dwóch małych pomieszczeniach wiele pięknych, dziwnych, strasznych chwil. Miałam wrażenie, że ściany magicznie się rozciągają, by pomieścić to wszystko.
Zapamiętam hasła, określające różne punkty Rotundy. Dla niewtajemniczonych to brzmi jak szyfr. Bo zazwyczaj wyglądało to tak, że ktoś rzucał: “Zanieś to …” i tu następował wspomniany szyfr: do pokoju Wiktora, do Łukasza, do garderoby (- Górnej, czy dolnej? – Górnej.), za bar, do Kabaretowej, za ladę, do Etiudy, na małą salę, na dużą salę. Albo po prostu “do chłopaków”, albo “dziewczynom”. A zdarzało się, że padało tylko “Weź to rzuć gdzieś tam tam, no wiesz, gdzie”. I wiedzieliśmy.
I ta cała toponimia w jakiś sposób wiązała się z ludźmi. Bo moja Rotunda to przede wszystkim spotkania, również takie, które wpłynęły na moje życie w znaczący sposób. To chwile przegadane w Kabaretowej, z dziewczynami z baru, z kabareciarzami, wolontariuszami. To loże przy małej sali, to schody, przez które najpierw wchodziłam jako widz, a potem sama sprawdzałam bilety. Rotunda to osobny świat, który uwielbiałam odwiedzać, nawet, jeśli nie zawsze bywało kolorowo.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Kabaret 7 minut Po na 29. PACE! Moje kabaretowe objawienie. Zakochałam się wtedy w tamtym ich świecie. Kabaret się rozpłynął, a miłość trwa.
Ale takich wspomnień jest wiele. Zdecydowanie zbyt wiele, jak na tak krótką formę wypowiedzi. Na przykład zbiorowe wykonanie piosenki Blok na 30. PACE. Tańczący Sikor. Kabaret A Jak na pierwszej, i miejmy nadzieję, nie ostatniej, Niebywalencji. ImproFestowe króliki. Dużo królików. Występ legendarnego kabaretu Ucho (ktoś to jeszcze pamięta?). I te wszystkie chwile, gdy oglądałam kabaret Hrabi na żywo. Artur Andrus w stroju świnki. I jak usłyszałam na scenie piosenkę z moim tekstem w wykonaniu Grupy PS. Długo by wymieniać. Rzeczywiście, trudne pytania wymyśliłyśmy.

remontujemy-pake_lipiec-2012

Remontujemy PAKĘ. Lipiec 2012. Fot. Karolina Korneszczuk-Podoba

plakat_biuro

Fot. Alicja Rzepa

PAULINA TROJECKA
Dyrektor Stowarzyszenia Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA

O Rotundzie

Jestem związana z Rotundą od ponad 10 lat, co wiąże się z ogromnym bagażem doświadczeń zawodowych, wspomnień, radości i smutków. Setki koncertów, kabaretonów, wydarzeń – to coś, o czym nie zapomnę do końca życia. Ale Rotunda to dla mnie przede wszystkim ludzie, których tu poznałam, a wśród nich przyszły Mąż 🙂

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Uczestniczyłam w wielu wydarzeniach kabaretowych w Rotundzie, stąd i dużo wspomnień. Ale chyba najmilszym jest moment, kiedy okazało się, że to co jest rozrywką i zabawą, może stać się wyzwaniem zawodowym.

W pracy. Pakowanie PAKI, 2016. Fot. Aneta Tabiszewska

W pracy. Pakowanie PAKI, 2016. Fot. Aneta Tabiszewska

PIOTR GUMULEC
Kabaret Chyba, konferansjer

Mój Boże. Całe moje kabaretowe życie się z tym wiąże. Byłem na każdej Pace od 2009 roku. Z Rotundą wiąże się mój największy zawodowy stres czyli występ na benefisie Roberta Górskiego. Zrobiłem tam jego parodię, kosztowało mnie to miliard siwych włosów. Poza tym to moje pierwsze konferansjerskie początki… Ciężko w to uwierzyć, że to se ne vrati.

Guma na 32. PACE. Fot. Anna Jackowska

Guma na 32. PACE. Fot. Anna Jackowska

WŁADYSŁAW SIKORA
Kabaret ADI, animator Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego

O Rotundzie

Pytania są dla mnie trochę trudne. Ilość przeżyć i emocji, które przeżyłem w tym klubie jest ogromna. Ale te emocje są związane z ludźmi a nie z miejscem. Rotunda była miejscem sprzyjającym takim kontaktom, rozmowom, emocjom – ale to ludzie byli przyczyną tych przeżyć.
Kiedy Rotunda była pełna interesujących ludzi – to konstrukcja klubu, wielość miejsc – dawała możliwość przeżywania w sposób zagęszczony spotkań z nimi. Ale to ludzie stanowili o atrakcyjności tych spotkań.

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Wybranie jednego wspomnienia spośród bardzo wielu jest dla mnie niemożliwe. Z 30 lat wybrać jedno tylko – jak?

Władysław Sikora podczas Koncertu I dekady PAKI. 30. PAKA. Fot. Anna Jackowska

Władysław Sikora podczas Koncertu I dekady PAKI. 30. PAKA. Towarzyszy mu kabaret Hrabi i Kabaret Róbmy Swoje. Fot. Anna Jackowska

ZUBI LECH
Dyżurny Widz Kabaretowy Kraju, od lat wierny PACE

O Rotundzie

Chyba każdy ma takie miejsce, do którego lubi wracać. Dla mnie, jednym z takich miejsc jest właśnie Rotunda.
Nawet jeśli nic się tam nie dzieje, coś mnie ciągnie na Oleandry. Nie pamiętam, kiedy zaczęła się ta przyjaźń, czyli zapewne bardzo dawno. Rotunda to nie tylko miejsce. To także ludzie, kabarety, dobra zabawa i rozmowy do świtu (a to już raczej pod Rotundą ;)).

Najlepsze wspomnienie kabaretowe

Najlepsze wspomnienie kabaretowe związane z Rotundą?
To chyba to, kiedy stałem się częścią kabaretu Inaczej (za co jestem ogromnie wdzięczny) i wystąpiłem na scenie Rotundy. To była najgorsza Wróżka w historii teatru, ale dla mnie bardzo ważna rola :).

Oczywiście brak mi będzie tego miejsca, ale mam nadzieje, że kabarety tam jeszcze wrócą.
To tylko kwestia czasu.

Dzinsowa Wrózka w akcji. Fot. Anna Jackowska

Dżinsowa Wróżka w akcji. Fot. Anna Jackowska

10985922_974923902519418_5535024770746759140_n

Dżinsowa Wrózka roztacza czar. Fot. Anna Jackowska

POST SCRIPTUM

Zdajemy sobie sprawę, że lista wymienionych tutaj nazwisk powinna być dłuższa. Nie udało nam się dotrzeć do wszystkich, do których chciałyśmy dotrzeć, a może wręcz powinnyśmy. Wszystkim, którzy odpowiedzieli na naszą prośbę, jesteśmy wdzięczne za poświęcony nam czas.

Pozostawiamy ten artykuł jako formę otwartą. To oznacza, że jeśli w przyszłości ktoś chciałby dołączyć swoje odpowiedzi na nasze pytania, by współtworzyć obraz naszej kabaretowej Rotundy, będzie to mógł zrobić, a my dołączymy tutaj jego wypowiedź.

Czekamy na Wasze zgłoszenia drogą mailową:
verbumnapolu@gmail.com

ANETA TABISZEWSKA, PAULINA JARZĄBEK, AGATA NOWAKOWSKA

Aneta_1

Reklamy

Małopolskie Festiwale Kabaretowe [III]

Grafika

W kolejnej części naszego cyklu o Festiwalach Małopolskich przyszedł czas na – można by rzec – niemowlę w tej kategorii. Bowiem festiwal, o którym dziś będzie mowa, nie ma nawet roku.

NIEBYWALENCJA

Niebywalencja, czyli Festiwal im. Jeremiego Przybory. Pomysł na ten festiwal zrodził się w głowie Agnieszki Kozłowskiej (dyrektorki artystycznej Niebywalencji), natomiast został zorganizowany przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA w Centrum Kultury Rotunda. Nasuwają się na myśl dwa pytania: co to Niebywalencja i dlaczego Jeremi Przybora? Już mówię. Zacznę trochę przewrotnie od drugiego pytania. Jeremi Przybora to pisarz, poeta, aktor, piosenkarz i satyryk, a także autor i współtwórca Kabaretu Starszych Panów. Jego twórczość była i jest dla innych punktem odniesienia. Był on wybitną postacią w świecie kultury. Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA postanowiło zorganizować festiwal, by upowszechnić jego dorobek artystyczny. A co to jest ta Niebywalencja? To wyjątkowa wyspa, która została stworzona przez Przyborę do musicalu „Piotruś Pan”. Organizatorzy o nazwie festiwalu na swojej stronie piszą tak: „Dla nas jest symbolem całej twórczości Pana Jeremiego. To wyspa wyjątkowości na morzu bylejakości, świat wzruszeń, komizmu i inteligencji w specyficzny sposób połączonych. Chcemy, aby te wartości nadal były w cenie – dlatego tak nazwaliśmy nasz Festiwal.”

Jeremi Przybora

Pierwsza edycja miała miejsce 18-19 grudnia 2015 roku. Festiwal składa się z części konkursowej, części upamiętniającej twórczość Jeremiego Przybory przez współczesnych artystów oraz z koncertu galowego. Gośćmi pierwszej Niebywalencji byli: Teresa Drozda, Magda Umer, Artur Andrus, Krzysztof Jaślar, Fair Play Crew, Karol Kopiec oraz warszawski chór Collegium Musicum z dyrygentem Andrzejem Borzymem, a także laureaci konkursu.

Druga odsłona Festiwalu ma się odbyć w dniach 21-23 października 2016 roku. Programu jeszcze nie znamy.

Niestety nie mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu, dlatego nie przytoczę Wam anegdotki, ale doszły mnie słuchy, że herbatka była wyśmienita! 🙂

Niebywalencja to jak na razie najmłodszy festiwal w Małopolsce, co nie oznacza, że jest gorszy. Wręcz przeciwnie, wprowadził on swego rodzaju powiew świeżości. Mam nadzieję, że powoli raczkując zdobędzie grono wiernych miłośników, bo twórczość Jeremiego Przybory na pewno jest tego warta! A i ja nie omieszkam się wybrać w tym roku na to zacne wydarzenie.

ANETA TABISZEWSKA

Zmagania konkursowe finałów 32. EDF PAKI [recenzja]

Co prawda będąc Wolontariuszką nie mogłam pozwolić sobie na obejrzenie wszystkich koncertów PAKI, ale postanowiłam, że pokazy konkursowe (15 i 16 kwietnia) muszę zobaczyć za wszelką cenę. I postanowienia dotrzymałam!

zbiorowe

Finaliści podczas koncertu galowego, fot. Anna Jackowska

Zawsze czekam na ten moment w czasie Paki, gdy będę mogła obejrzeć programy wszystkich finalistów. W tym roku nikt mnie nie powalił na kolana, ale też nie mogę powiedzieć, że poziom był zły. Owszem, był może nierówny, ale w każdym z tych wystąpień jestem w stanie znaleźć jakiś pozytywny element, bez szczególnego wysilania się. To dobrze. To znaczy, że jest na czym budować.

DZIEŃ PIERWSZY

Pokazy finałowe PAKI w tym roku obejrzałam po raz ósmy. Przez tyle lat nauczyłam się inaczej patrzeć na kabarety konkursowe. Widzieć w nich, poza potknięciami, wszystkie cechy rokujące dobrze na przyszłość.

Z racji moich preferencji scenicznych najmniej podobali mi się soliści, a najbardziej śpiewające kabarety, w tym genialnie wykonane piosenki konkursowe.

Bo pierwszego dnia konkursu na scenie zaprezentowali się także finaliści konkursu piosenek PAKI, walczący o nagrodę im. Mirka Wujasa. Rotundowa publiczność obejrzała więc wykonania czterech utworów słowno-muzycznych.

Trzech uczestników: Michalina Putek, Kabaret BudaPesz i Kabaret Róbmy Swoje, przeszło do tego etapu z eliminacji konkursu piosenki, czwarty – Nic Wielkiego, to laureat przeglądu OSPA, zaproszony do udziału przez organizatorów.

Pisałam już o tym, ale co tam: podoba mi się głos Michaliny Putek. Dosyć nietypowy, jak na dziewczynę, mocny i niski, dobrze brzmiący w bluesie. Nie dziwi więc, że jej utwór nosi tytuł „Kartonowy Blues”. Natomiast nie jestem pewna, czy nazwałabym tę piosenkę kabaretową, choć mam dużą tolerancję dla form używanych w kabarecie. Na pewno jest to dobra piosenka, choć nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć jako taka. Głos wykonawczyni za to pamiętam znakomicie.

Michalina Putek

Michalina Putek, fot. Anna Jackowska

Bardzo cieszy mnie wygrana Kabaretu BudaPesz, ale choć gorąco im kibicowałam, byłam przekonana, że serca Jury zdobędzie raczej utwór Kabaretu Róbmy Swoje. Też zresztą świetny, ale o tym za chwilę. Wracając do zwycięzców konkursu piosenki, ich „Rodzina na swoim” to nie tylko dobrze napisana, ale i znakomicie zagrana piosenka. Zagrana aktorsko, bo w warstwie muzycznej był to pół-playback. Czego odrobinę żałuję, bo wiem jak dobrze Panowie brzmią z muzyką na żywo. Rozumiem jednak takie posunięcie. Na pewno pozwoliło im to w pełni zaprezentować umiejętności interpretatorskie, których im nie brakuje. Podejrzewam, że i przysłowiową książkę telefoniczną byliby w stanie wyśpiewać w interesujący sposób. Tekst tej piosenki znam już niemal na pamięć. Dobrze, że po 7 minut Po mam komu fanować. Tak trzymać!

BudaPesz

Kabaret BudaPesz, fot. Anna Jackowska

Moi drudzy faworyci do piosenkowej nagrody, Kabaret Róbmy Swoje, wykonali utwór na czasie, „Smog Song”. Z ostatniej płyty Krakowskiego Barda. Tego kabaretu zawsze słucham z ogromną przyjemnością, więc i tutaj się nie zawiodłam. I nawet scena była „szarsza i szarsza”. Bardzo dobry utwór, szybko wpadający w ucho, zgrabnie napisany i skomponowany. Po prostu Róbmy Swoje w scenicznej pigułce. I jeszcze ciekawie zaprezentowana treść. Czego chcieć więcej.

Róbmy Swoje

Kabaret Róbmy Swoje, fot. Anna Jackowska

Podobała mi się również melodyjna piosenka zespołu Nic Wielkiego, „Idealna”, zaśpiewana przez dwie dziewczyny, przy męskim akompaniamencie. Radosna i niebanalna.

Nic wielkiego

Nic Wielkiego, fot. Anna Jackowska

Ogólnie poziom konkursu piosenki oceniam jako wysoki. To dobrze wiedzieć, że piosenka kabaretowa ma się tak dobrze. Artyści do gitar!

Po prezentacjach muzycznych przyszedł czas na konkurs główny przeglądu. Szymon Łątkowski zaprezentował program w formie one man show, którego akcja działa się na przystanku autobusowym. O ile treść programu niezbyt mi odpowiadała, o tyle muszę przyznać, że formalnie nie mam temu wykonawcy nic do zarzucenia. Występ sprawiał wrażenie przygotowanego perfekcyjnie. Szymon wywalczył sobie u Jurorów trzecie miejsce, wspólnie z drugim solistą wieczoru, Davidem Mbeda Ndege.

Szymon Łątkowski

Szymon Łątkowski, fot. Anna Jackowska

Drugi punkt tej części wieczoru według mnie był bardzo dobry. Czołówka Piekła to dosyć klasyczny kabaret, oparty na skeczach i piosenkach. Tym razem spiętych tematyką sportową w programie „Pęknięty Bidon”. Urzekły mnie zwłaszcza hymny kibiców, śpiewane w konwencji chóru chłopięcego. Piękne! Do tej pory śmieję się do wspomnień. Nic dziwnego, że Panowie zdobyli pierwsze miejsce. Według mnie całkiem zasłużenie, choć w prywatnym rankingu ustawiłam ich nieco niżej ze względu na zajęcie w nim pierwszego miejsca przez inny kabaret, A jak. Ale nie uprzedzajmy faktów. Czołówko, szacunek za piękną, sportową walkę!

Czołówka Piekła

Czołówka Piekła, fot. Anna Jackowska

Jako trzeci wystąpił tego wieczoru David Mbeda Ndege, o którym wspomniałam już wyżej. Tak oto w nielicznym gronie artystów estrady uprawiających stand-up, a których lubię słuchać, pojawił się kolejny twórca. Podobał mi się dystans, z którym David mówił o sobie, który wydawał się naturalnym elementem jego osobowości, a nie tylko narzuconą przez konwencję pozą sceniczną.

David Mbeda Ndege

David Mbeda Ndege, fot. Anna Jackowska

DRUGI DZIEŃ

W drugim dniu konkursu zabrakło co prawda prezentacji konkursowych piosenek, ale za to wystąpiły dwa mocno rozśpiewane kabarety. Pojawili się również dwaj soliści.

Marcin Zbigniew Wojciech nie zaskoczył mnie niczym. Choć uważam, że jego monologi brzmią lepiej niż przed kilkoma laty, gdy słyszałam go po raz pierwszy, to nadal nie moje klimaty. Podobała mi się za to bardzo użyta w jego programie animacja z kilkoma Marcinami na ekranie.

Marcin Wojciech

Marcin Zbigniew Wojciech, fot. Anna Jackowska

Grupa Paszkot, w której czterem kobietom towarzyszy trzech mężczyzn, stworzyła bardzo ciekawy, mocno muzyczny, „brzydki” tematycznie program. Ujęło mnie to musicalowe ogranie niewygodnych tematów oraz pokrętne zapowiedzi Karoliny Pańczyk. Cieszy mnie tak mocne oparcie programu na piosence. Chętnie obejrzę występ tego kabaretu raz jeszcze na spokojnie, jeśli tylko nadarzy się okazja.

Paszkot

Paszkot, fot. Anna Jackowska

Wojciech Fierdorczuk wywalczył sobie swoim stand-upem Grand Prix festiwalu. Należą mu się za to gratulacje, chociaż ja nie przyznałabym tej nagrody w tym roku. Niemniej jednak styl nagrodzonego określiłabym jako elegancki stand-up. Rzeczywiście dobrze słuchało się tego programu, choć nieszczególnie zapał mi w pamięć. Ogólne wrażenie mam jednak bardzo pozytywne i żałuję, że nie potrafię dokładniej określić jego stylistyki. Myślę jednak, że ten repertuar spodobałby się także osobom, które ze stand-upem są raczej na bakier.

Wojciech Fiedorczuk

Wojciech Fiedorczuk, fot. Anna Jackowska

Najmocniej (poza kabaretem BudaPesz, rzecz jasna, ale to już ustaliliśmy) trzymałam kciuki za kabaret A jak! Po pierwsze dlatego, bo już w czasie Niebywalencji wiedziałam, że muzycznie dziewczyny dają radę. Po drugie – bo to skład w pełni kobiecy, a takie zasługują na pielęgnację i szczególne szerzenie wici w świecie. I po trzecie – bo to grupa krakowska i mój lokalny patriotyzm mógł się wyżyć. Cztery panie zdobyły miejsce numer dwa uśmiechami numer 5 i Mchem Zbigniewem. Zbigniew na pewno jest dumny. Ich program był mocno, ale bez przesady, feministyczny, pokazujący raczej tę silniejszą stronę kobiecości. I jakże pięknie użyto w nim tłuczka do mięsa! Kwartet Okazjonalny by się nie powstydził. Zapowiada się to bardzo dobrze. Mam nadzieję, że na zapowiedziach się nie skończy, bo w takiej tematyce nie trudno o przekroczenie granic dzielących sztukę od kiczu. A tutaj, choć nadal ze smakiem, bywało blisko pójścia po bandzie. Niemniej jestem dobrej myśli i życzę dziewczynom dalszych sukcesów.

A jak

Kabaret A Jak, fot. Anna Jackowska

Wspomnę jeszcze mimowolny debiut mojej redakcyjnej koleżanki, Anety, która drugiego dnia, w przerwie miedzy dwoma kabaretami, pełniąc swoje obowiązki, przeszła do historii festiwalu wymiatając spektakularnie scenę. Rozwój jej kariery możecie już śledzić na fan page’u One Woman Show Bez Przesady. Polecam.

Tej niespodziewanej premiery nie byłoby, gdyby nie prowadzący, Tomasz Jachimek, który pełnił rolę konkursowego konferansjera. I to całkiem nieźle. Na uwagę zasługuje przede wszystkim jego piosenka o Jury, w składzie: Jacek Fedorowicz, Jacek Kołodziej, Krzysztof Jaślar, Rafał Kmita i Marcin Wójcik.

Może nie wszystkie wystąpienia finalistów przykuły moją uwagę i zdobyły moje serce, ale zawsze chętnie poznaję nowe formy i grupy, oraz programy tych, których już kiedyś widziałam. To niezwykle interesujące i budujące, śledzić czyjś rozwój od początków. Mam nadzieję, że zwycięzcy tegorocznej edycji Paki wykorzystają swoje szanse w kreatywny sposób i nie spoczną na laurach, tylko będą dalej szukać dróg rozwoju. Życzę im tego. Szacunek!

PAULINA JARZĄBEK

GÓRALU CZY CI NIE ŻAL… czyli benefis Roberta Górskiego [relacja/recenzja]

Tegoroczna 32. EDF PAKA zaczęła się od benefisu, czy też jak kto woli roastu/rusztu Roberta Górskiego, z okazji jego czterdziestych piątych urodzin i dwudziestoletniej pracy artystycznej. Wydarzenie miało miejsce 14 kwietnia 2016 roku, w klimatyzowanej sali Rotunda.

Góral

Fot. Anna Jackowska

Świętowanie otworzył Marcin Wójcik z piosenką oczywiście o Jubilacie. Członek Kabaretu Ani Mru Mru poprowadził cały benefis, co nie powinno dziwić, gdyż wszyscy wiemy, że tworzą duet doskonały i po prostu nie mogło być inaczej. Natomiast o sferę muzyczną zadbał zespół The Jobbers. Pierwszy roastowanie zaczął kolega z Kabaretu Moralnego Niepokoju – Mikołaj Cieślak. Prawie cały swój monolog poświęcił Tomaszowi Jachimkowi, jedyne czego publiczność się dowiedziała to, że życie seksualne Roberta to nie jego ,,konik”. Zakończył swoją wypowiedź wierszem o Beneficjencie.

Kolejnym gościem był Michał Wójcik, któremu Jabbar napisał życzenia dla Górala, a on miał je pokazać i publiczności i Jubilatowi. Niestety nie przytoczę treści tych życzeń, bo Michał pokazał je tak dobrze, że zamiast zapisywania wolałam się śmiać.

Następnym występującym był kolega z planu Górskiego – Paweł Domagała. Podzielił się on z publicznością m.in. tym, że Robert jest dla niego legendą kabaretową, że już dawno mógł przejść do TVN, ale został lojalny TVP 2 oraz że Jubilat jest doskonałym aktorem.

Później przyszła pora na Tomasza Jachimka, który opowiadał o początkach działalności artystycznej Roastowanego. Widownia dowiedziała się, że w 1999 roku, Robert wraz z innymi kolegami obiecali sobie, że za nic na świecie nie będą mieć benefisu. No cóż… Jak widać nie wyszło. 🙂

Potem nastąpiło posiedzenie zarządu, bez udziału Górskiego, ale za to o Górskim. To był jeden z najmocniejszy punktów programu. Następnie na scenie pojawił się Piotr Gumulec, dla którego Jubilat był inspiracją w młodości i dzięki, któremu wybrał on scenę kabaretową, a nie inny zawód. Guma przyniósł ze sobą teczkę na Górala oraz tomik poezji napisany przez Beneficjenta i kolegów. Piotr śmiał się z tańca, śpiewu i dykcji Roberta, kwitując: „Trudno mówić o czymś, czego nie ma.” Na koniec zaprezentował parodię Jubilata. To był moim zdaniem najlepszy występ.

Kolejnym występującym był Marcin Partyka z zespołu The Jobbers, który przedstawił Roberta w zupełnie innym świetle – jako wybitnego muzyka, po czym na końcu okazało się, że chodziło o całkiem innego Roberta.

Później na scenie pojawiła się jedyna kobieta – Agnieszka Litwin-Sobańska, która zaśpiewała dla Jubilata Happy Birthday i wypowiedziała swój krótki monolog.

Następnie Kabaret Na Koniec Świata przedstawił widowni skecz Rada pedagogiczna, w którym chodziło o ukaranie niegrzecznego ucznia, jak się można domyślić, Górskiego. Kolejnym kolegą z kabaretu był Przemysław Borkowski, który zaprezentował wiersz o Beneficjencie. Cała uroczystość była co jakiś czas uzupełniania o archiwalne filmy/skecze z udziałem Górala, a także o życzenia i krótkie monologi kolegów, którzy nie mogli przybyć na „ruszt” – Macieja Stuhra, Andrzeja Poniedzielskiego i Artura Andrusa. Benefis zakończył się piosenką końcową w wykonaniu wszystkich artystów. Na scenę oczywiście wjechał tort dla Jubilata.

Generalnie całość podobała mi się. Jednak dla mnie nie był to w zupełności ani roast ani benefis. Występujący nie za bardzo chcieli „pojechać po bandzie”, więc więcej wychwalali niż cicho śmiali z wad Jubilata. Dla mnie cała uroczystość była na pograniczu roastu z benefisem, była taka wyważona i stonowana, ale uwielbiam Roberta Górskiego, więc bawiłam się może nie najlepiej, ale także nie najgorzej.

ANETA TABISZEWSKA

Anetka_Góral

Fot. Anna Jackowska

Krakowska Kronika Kabaretowa: Pierwszy etap Konkurs Piosenek 32. PAKI [relacja]

KTO?
Uczestnicy III Konkursu Piosenek PAKI: Drzewo A Gada, Trzecia Strona Medalu, Zespół Orange, Mieszko Minkiewicz, Michalina Putek, Paszkot, Róbmy Swoje, BudaPesz, PS

CO?
Konkurs Piosenek 32. PAKI, etap pierwszy

KIEDY?
4-5.03.2016 r., 18.00

GDZIE?
ROTUNDA, ul. Oleandry 1

KRAKOWSKA KRONIKA KABARETOWA
4-5 marca 2016 r.

[UWAGA: przed przeczytaniem tekstu koniecznie wsłuchaj się w sygnał Polskiej Kroniki Filmowej.]

I tak, już po raz trzeci, nasi dzielni uczestnicy zmierzyli się w boju o laur pierwszeństwa w dziedzinie piosenki kabaretowej. Walczyli w jedynej słusznej sprawie, albowiem piosenka od wieków stanowi podwaliny silnego kabaretu. W tej walce wspierał ich jedyny w swoim rodzaju konferansjer Piotr „Guma” Gumulec.

04.03.2016, piątek, 18.00
Pierwszego dnia zmagań rozradowana publiczność w klimatyzowanej inaczej sali krakowskiego klubu Rotunda obejrzała pięć podmiotów artystycznych: Kabaret „Drzewo A Gada”, Kabaret „Trzecia Strona Medalu”, Zespół „Orange”, Mieszka Minkiewicza oraz Michalinę Putek.

„Drzewo A Gada” zaatakowało piosenką Chłop się moczy przez oczy i był to atak zajadły i dynamiczny, choć utwór opowiadał o łzach męskich. Wykonaniu towarzyszyła choreografia pełna ekspresji, chyba nawet artystycznej. Warto zapoznać się z działalnością tej grupy kabaretowej, gdyż jest to działalność wpadająca w ucho i długo tam pozostająca.

Kabaret „Trzecia Strona Medalu” odpowiedział pytaniem , konkretnie Dlaczego?, stwierdziwszy jednoznacznie, że odpowiedzi nie ma. Po co zatem pytać? A choćby i po to, żeby mieć pretekst do napisania tekstu, połączenia go z muzyką i wykonania w takim oto konkursie, popierającym postulat „Więcej piosenek w kabarecie!”.

Zespół „Orange” zdecydowanie może pochwalić się intrygującym składem: instrumentalista (Maciej Bukłaga) wzorując się na swoim muzycznym guru, gitarzyście z Jaka to melodia?, zagrał z playbacku, wokalista (Mateusz Sitko) zaśpiewał bez playbacku. Panowie, kto wie, czy nie korzystniej wypadłoby odwrócenie tych ról. Życie jest życie, głosiło przesłanie utworu. Głosiło donośnie i w zróżnicowanych tonacjach wokalnych.

Mieszko Minkiewicz przypuścił szturm na widzów i Jury (Ewa Błachnio, Rafał Kmita, Zuzanna Dobrucka-Mendyk, Agnieszka Kozłowska) z piosenką Miłość to taka gra. Idealny poradnik dla mężczyzn szukających odpowiedniego prezentu dla swoich dam. Najlepiej na rocznicę, ale pewnie można podpiąć i inne święta. Idea słuszna, jako i wykonanie.

Michalina Putek wyróżniała się doskonałą techniką gry na gitarze i mocnym głosem, którym wyśpiewała Kartonowy Blues. I to tak wyśpiewała, że Jurorzy zaprosili ją do drugiego etapu konkursu. Jest siła w narodzie! Po piosence Pudło „7 minut Po”, to kolejna opowieść o przenośnym, kartonowym mieszkanku. Czyżby trend?

Ten utwór zakończył pierwszy dzień piosenkowych zmagań. Na placu boju, w pocie i znoju, pozostało jeszcze pięć piosenek.

05.03.2016, sobota, 18.00
Drugiego dnia do walki stawili się: Grupa „Paszkot”, Kabaret „Róbmy Swoje”, „BudaPesz” i Kabaret „PS” („Profanum Sacrum”).

Członkowie Grupy „Paszkot” wykonali brawurowo utwór o kocicach biurowych. „Baby górą!” chciałoby się krzyknąć, choć plątały się po scenie i osobniki płci męskiej. Ale, jak to mówią, każdy obraz potrzebuje tła, czyż nie? Tak czy inaczej, zaspokojono ponad normę dopływ kobiecości na scenę.

Kabaret „Róbmy Swoje” zaprezentował dwie piosenki. Smog song z ostatniej płyty krakowskiego barda (której bym wysłuchała z chęcią, gdyby istniała) oraz Marzenie, z pierwszej płyty krakowskiego kabaretu, Róbmy Swoje Piosenki (którą mam i polecam). Obie na czasie, obie barwnie opisujące rzeczywistość, choć ta pierwsza nieco szarsza. Smog Song zgarnął również miejsce w finale konkursu piosenki. Czuj duch! (Czuj, ale nie wdychaj! Przynajmniej nie w Krakowie.)

„BudaPesz”, czyli Marek Stawarz i Adam Wacławiak, poruszyli jakże ważną tematykę społeczną w piosence o wielu tytułach, oficjalnie nazywanej Rodzina na swoim. Pamiętajmy jednak, że choć Polska to dziki kraj, nadal jest to kraj piękny i postępowy (nie uściślając dokąd postępuje, przyjmijmy, że cały czas do przodu). Ten strzał także okazał się celny i zapewnił naszym dzielnym uczestnikom udział w drugim etapie konkursu.

Kabaret „PS” zgodnie z rozwinięciem nazwy („Profanum Sacrum”), rzucił się na głęboką wodę i przytoczył działa solidnej, stuletniej pieśni kabaretowej, wykonywanej niegdyś przez jej autora, Aristide’a Bruant, na ulicach Paryża, w „Czarnym Kocie” a i pewnie w innych przybytkach podkasanej muzy. Czarna zyskała drugą młodość, w nowym opracowaniu, z polskim tekstem i muzyką Kabaretu „PS”. Zakrzyknijmy gromko: „Niech żyje Czarna i (a co tam!) piersi jej!”.

Tym lirycznym akcentem bój o miejsca w finale dobiegł końca. Droga naszej partii muzycznej jest drogą słuszną, zatem należy nią podążać bez wahania! Niech duch Waszej walki będzie niezłomny. Idźmy z pieśnią na ustach powiewając sztandarem kabaretu wśród niedowiarków. Z bojownikami o wolność naszej i Waszej piosenki, którzy przeszli do drugiego etapu, do zobaczenia w finale 32. PAKI!

Pisała
PAULINA JARZĄBEK

Króliczki ImproFestu – w ogniu improwizacji [relacja]

KTO?
Grupa AD HOC, Przyjezdni, Teraz, Musical Improwizowany, Improkracja, Peleton, IGLU Theatre, Szymon Majewski, Aneta Zając

Stowarzyszenie PAKA, wolontariusze i Króliczki ImproFestu

CO?
V Międzynarowdowy Festiwal Improwizacji Scenicznej ImproFest

GDZIE?
Rotunda, ul. Oleandry 1

KIEDY?
20-21.11.2015 r.

 

Aneta_1

Trzy, dwa, jeden… Impro! Tak zaczynałyśmy. (fot. G. D.)

Nasza grupa zwiadowczo-desantowa, Króliczki ImproFestu, składała się z kilku podgrup. Jedne z nas wysłano na ściany – wyglądałyśmy tam bajecznie! Nasze starsze rodzeństwo, jeszcze z poprzedniej edycji, uświetniło występy na scenie. My z hallu trochę im zazdrościłyśmy, bo były najbliżej wydarzeń artystycznych. Szczęściarze! Chociaż kilku naszych też przedostało się do klimatyzowanej sali. Te na plakatach i ulotkach pozwiedzały świat, co najmniej Kraków, Tarnów i Skawinę, bo zostały wysłane na misję informacyjną w miasto. A część została z nami w Rotundzie i pomagały na miejscu. No i byli jeszcze ci… No… Organizatorzy. To oni nami zarządzali, ale o tym dalej. Oj, działo się w Rotundzie w ten weekend, w czasie V „ImproFestu”!

RAPORT KRÓLICZKÓW IMPROFESTU WYSŁANYCH NA MISJĘ DEKORACYJNĄ

Aneta_3

Mówiłyśmy, że była nas cała armia? (fot. A. T.)

Pochodzimy z papieru, konkretnie z różowego (chociaż my twierdzimy, że to fuksja) i białego. Wycinali nas i wycinali! Namnożyłyśmy się, jak, nie przymierzając, króliki! Setki! Silna grupa. Cieszyłyśmy się, bo wiadomo, „ImproFest” to nie byle jaka impreza, a w świecie królików też znana szeroko. Nie bez powodu. Co prawda w tym roku nie poznałyśmy słynnych Space Rabbits, ale nadrobimy to (taką mamy nadzieję).

Wymyślili nas organizatorzy, wśród nich, rzecz jasna „Grupa AD HOC” z Krakowa. Ci to mają pomysły! Taki „Festiwal” zorganizować to tylko oni mogli. I to międzynarodowy. Słyszałyśmy, że wycinają nas na ImproFest 2015 i że organizują go, jak zwykle, razem ze „Stowarzyszeniem PAKA”.

Aneta_13

Uzbrojenie SuperWolo. (fot. A. T.)

PIĄTEK

W piątek zaczęła się nasza misja. Przystrojono nami caaaały hol. Poza tym pomagałyśmy też przy szykowaniu recepcji i kącika dla prasy. Słyszałyśmy też sporo informacji wymienianych na korytarzu przez organizatorów. Nie od parady mamy takie pokaźne uszy. Wiemy na przykład, że na gości z całej Polski (a nawet i zza granicy!), którzy brali udział w części artystycznej, czekały pokoje z niespodziankami. Oj, ciekawe jesteśmy, jak przyjęli te atrakcje. Grzegorz Dolniak z „Przyjezdnych” (Warszawa) był chyba zadowolony.

Warto było spędzać całe dnie na korytarzach, naprawdę! Po schodach biegali członkowie „Grupy AD HOC”, był Szymon Majewski, grupa Teraz z Torunia. Wolontariusze, techniczni i organizatorzy dwoili się i troili, rozkładając roll-upy, banery, przygotowując garderoby, recepcję, szykując kącik prasowy, rozdając identyfikatory gościom. I takie balony były, chyba na naszą cześć, bo białe i różowe.

Później nasi koledzy z sali przekazali nam, że na scenie wystąpili „Przyjezdni” (Warszawa) ze spektaklem Pendolino, grupa „Teraz” (Toruń) zagrała „Wlesie”, a grupa AD HOC (Kraków) zaprezentowała Wieczór komedii improwizowanej, a Szymon Majewski był gościem specjalnym. Słyszałyśmy śmiech z sali aż na korytarzu. A, no i prowadzili to wszystko Michał Ociepa i Michał Próchniewicz. Podobno najlepsi konferansjerzy wieczoru, jeśli nie Festiwalu (co najmniej)!

Aneta_7

Nasi na sali. Przyczaili się i czekają. (fot. A. T.)

SOBOTA

W sobotę, jak się dowiedziałyśmy podsłuchując rozmowy wolontariuszek na korytarzu (nieładnie podsłuchiwać, wiemy, ale i tak nie miałyśmy nic do roboty na tych ścianach), rano było śniadanie dla gości. I tak już miało być do poniedziałku. Miłe. Też lubimy, jak nam ktoś podsunie marchewkę (np. z origami) na śniadanko.

W sobotę było trochę mniej biegania, bo nas już wszystkie zamontowano. Co prawda kilka z nas straciło wątek i padło ze zmęczenia, ale szybko uniosły nas troskliwe dłonie wolontariuszy i przyczepiły na właściwych miejscach. Upadł król, niech żyje król (hehe, taki dowcip branżowy).

Przez cały „Festiwal” obserwowałyśmy też, jak przedstawiciele mediów kręcą wywiady z gwiazdami „ImproFestu”. Ale zabawa!

Aneta_4

Kącik dla prasy. Tutaj też nas pełno. (fot. A. T.)

Co do improwizowania, widziałyśmy, że wolontariusze tez musieli się nieźle nagimnastykować, żeby wypełnić luki w planie. Zdolne bestie. Dobrze, że mieli okazję podwędzić czasem jakieś ciasteczko z cateringu (ups, a może nie powinnyśmy o tym wspominać?). Cieszymy się, że nie było potraw z królika. To by nam się nie spodobało. (Ale z tego, co mówili nasi przedstawiciele z garderoby, to jedzenie było super. Sprawdźcie na stronie organizatora dobroczyńców, co je tam dowozili, bo takich informacji nigdy za wiele, prawda?)

Wieczorem znowu było słychać echa śmiechu z sali. A zebrała się naprawdę spora publiczność. Wystąpili tym razem przedstawiciele impro z Gdańska – „Peleton”, ze spektaklem Coś nieoczekiwanego, „Improkracja” (Wrocław) z Improkracja penetruje. A potem był taki duuuży koncert z „AD HOC”, „Peletonem”, „Improkracją”, „Teraz”, „Przyjezdnymi” i „Musicalem Improwizowanym” (Warszawa), pod tytułem Punkt wyjścia. Właściwie to był punkt zejścia, bo po tym spektaklu wieczór się zakończył.

Aneta_8

Opanowałyśmy całą  recepcję. (fot. A. T.)

NIEDZIELA

Z niedzieli niewiele pamiętamy. Jak już nikogo nie było w nocy, to zlazłyśmy z tych ścian, i potupałyśmy trochę do rytmów z małej sali. Tamci to się dopiero bawili! Aż dudniło. Rano wróciłyśmy na miejsca, ale niewykluczone, że część z nas pomyliła miejscówki. Nikt nie zauważył, bo chyba wszyscy byli w naszym stanie. Ponoć nazywa się to „Rotunda 5 rano”.

Te z plakatów nad kącikiem prasowym to nawet się nie zdążyły porządnie do ścianki dokleić, bo potem widziałyśmy, że wolontariuszki je poprawiały. Szanujemy to. Ich sprawa.

Ostatni dzień ImproFestu otworzył „Musical Improwizowany” ze spektaklem Dwudziesty pierwszy wiek. później byli goście ze Słowenii – „IGLU Theatre” z Three faces. No i na końcu wieeelki finał ze wszystkimi uczestnikami Festiwalu. Gościem specjalnym tego dnia była Aneta Zając. Słyszałyśmy, że bardzo się podobało.

Później publiczność opuściła salę, w garderobie zostali jeszcze artyści, a wolontariusze zaczęli składać dekoracje. Zebrali nas do pudełek i teraz czekamy na przyszły rok, aż znowu nas wyciągną i powieszą na ścianach, bo to była genialna zabawa. Na pewno jeszcze o nas usłyszycie.

Agata_2

Upadł król… Niech żyje król! Hłe, hłe, hłe. (fot. A. N.)

ZEZNANIA ŚWIADKÓW

A tak o koncertach festiwalu opowiadali nam później świadkowie tych wydarzeń:

Paulina
Widziałam „Wieczór Komedii Improwizowanej” Grupy AD HOC. Do AD HOCów zawsze chętnie wracam. Nie ukrywam, że to moja ulubiona grupa impro. Z biegiem lat stają się coraz lepsi. I naprawdę lubię te „Wieczory”, nigdy mnie nie rozczarowują, a widziałam ich już sporo. Tym razem też wyszło wspaniale.

Udało mi się obejrzeć także „Improkracja Penetruje”. Ciekawa forma. Nie wszystkie scenki podobały mi się w równym stopniu, ale ta „Improkracja” również jest bardzo mocną grupą, może nieco bardziej teatralną niż kabaretową w charakterze. Na pewno są świetni technicznie. To był dobry spektakl, wspominam go z przyjemnością.

Aneta
W piątek miałam okazję oglądać występy „Przejezdnych”, „Teraz” oraz „Wieczór Komedii Improwizowanej” „Ad Hoc”, ze specjalnym udziałem Szymona Majewskiego. Program pierwszej z wymienionych grup bardzo mi się podobał, miał ciekawe wątki, był dynamiczny, nie pozwalał widzowi się nudzić. Druga z grup nie przypadła mi do gustu. Według mnie na scenie był straszny chaos i zbyt dużo absurdu. Ostatni występ powalił mnie na kolana. Widziałam kilkakrotnie występy „Ad Hoc” i byłam przygotowana na to, że dadzą czadu, ale nie sądziłam, że aż tak! Majstersztyk. Brawo, brawo, brawo! Ponadto nie mieli łatwego zadania, ponieważ występowali z gościem specjalnym, dla którego improwizacja to nowość, ale wybrnęli z tego obronną ręką. Widać było, że Szymon czuje się wśród nich jak syrenka w wodzie (na dodatek pędząca bimber).

W sobotę pozwoliłam sobie zobaczyć występy „Peletonu”, „Improkracji” oraz „Punkt wyjścia” Ad Hoc. Od roku jestem fanką „Peletonu”, tak że co do tej grupy się nie zawiodłam, dali świetny popis swoich umiejętności. „Improkracja” ze swoim programem „Improkracja Penetruje” na pewno zadziwiła widza, bowiem do fragmentów początków filmów pornograficznych, dogrywali swoje własne zakończenia. Pomysł ciekawy, a i wykonanie dobre. Z występów improwizatorów podczas „Punktu wyjścia”, oczywiście najbardziej podobała mi się interpretacja „Ad Hoc’ów”. I już chyba nic więcej nie napisze, bo pomyślicie, że jestem mało obiektywna, ale to co oni robią na scenie przemawia do mnie i bawię się przy tym świetnie!

Karina
Z racji tego że byłam wolontariuszem, nie miałam okazji zobaczyć wszystkich występów podczas „ImproFestu”, ale z tych które udało mi się obejrzeć jestem bardzo zadowolona. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Szymon Majewski, którego pierwszy raz widziałam w roli improwizatora, i który według mnie podołał powierzonemu mu zadaniu. Z grup improwizacyjnych najbardziej podobała mi się „Improkracja”. Nie ukrywam, ze formę „Improkracja penetruje” miałam okazję widzieć po raz pierwszy i powiem też, że trochę się jej bałam, ale zostałam pozytywnie zaskoczona, jak zawsze. Wielki szacunek należy się także „Musicalowi improwizowanemu”, który mimo tego, że wystąpił po raz pierwszy na „ImproFeście”, tak szybko wzbudził sympatię i miłość rotundowskiej publiczności.

Jan Rabbit (dyżurny królik sceniczny)
Nie podobało mi się. To znaczy formalnie ok, ale nie było nic o królikach. Skandal! Hańba! Ujma! … [Dalszą wypowiedź ocenzurowano ze względu na jej brutalność – Red.].

Festiwalowe wspomnienia KRÓLICZKÓW IMPROFESTU spisała PAULINA JARZĄBEK

10/10 czyli urodziny. Kabaret Młodych Panów. [recenzja]

KTO?
Kabaret Młodych Panów

CO?
10/10 czyli urodziny. Kabaret Młodych Panów.

KIEDY?
07.10.2015 r., 20:30

GDZIE?
Centrum Kultury Rotunda

CCC_5Źródło: http://www.rotunda.pl

W środę, 7 października 2015 roku, w klimatyzowanej sali klubu Rotunda miał miejsce urodzinowy występ Kabaretu Młodych Panów, z okazji 10-lecia ich działalności artystycznej.

Jak przystało na jubileusz był zakulisowy tort, a publiczność odśpiewała gromkie sto lat. I tak otwarto program ,,10/10, czyli urodziny!”, którego podstawą był motyw kulinarny.

Jeśli chodzi o scenografię, najbardziej urzekły mnie czerwone obrusy, pokrowce na krzesła i fartuchy kabareciarzy z wyszytą nazwą kabaretu. Pomysł fajny i oryginalny.

Skecze były ciekawe, prezentowane naprzemiennie stare – nowe. Publiczność bawiła się świetnie, nawet przy tych starszych numerach. Ja niestety tak już mam, że skecz obejrzany trzeci czy czwarty raz średnio mnie śmieszy, ale za to przy nowych się ubawiłam.

Skecz, który bardzo mi się podobał przedstawiał randkę dresa z dziewczyną w restauracji. W rolę dziewczyny wcieliła się Asia z widowni. Oprócz dialogów między kabareciarzami, wplątane były głosy z taśmy, utożsamiane z myślami aktorów. I właśnie pomysł z taśmą był dla mnie hitem! Wiemy, że publiczność rzadko daje się wyciągnąć na scenę, a jak się na niej już znajdzie to jest zestresowana, że będzie musiała coś mówić. Kabaret Młodych Panów wybrnął z tej sytuacji wyśmienicie, dziewczyna nic nie musiała robić, co za tym idzie, nie stresowała się, a i skecz wypadł super.

Na koniec została odśpiewana piosenka. Ale na tym się nie skończyło, bowiem widzowie domagali się bisu. I był. Podwójny. Z restauracji przenieśliśmy się do galerii handlowej na zakupy z góralem i jego Hanusią. Potem na scenie pojawił się zespół ,,Muzyczny trójząb Neptuna”, który po wyczerpaniu piosenek ze swojego repertuaru, zaczął muzyczną improwizację z widownią.

Podsumowując, cały występ spójny, przemyślany, skecze wykonane z energią, publiczność dopisała i bawiła się wyśmienicie. Jedyny minus: za mało!

ANETA TABISZEWSKA