MUZA PODKASANA. O NIEGRZECZNYM KABARECIE [cz. IV]

MUZA PODKASANA. O NIEGRZECZNYM KABARECIE

IV Pieprzne Słówka – skandale obyczajowe w poezji Boya

Kabaret literacki w Polsce nie miałby w sobie tej lekkości zabawy z językiem, gdyby nie Tadeusz Boy-Żeleński i jego Słówka. Oczywiście byłoby wielką niesprawiedliwością ograniczać twórczość Balonika tylko do tekstów Boya. Pisywali tam przecież i Edward Leszczyński, i Adolf Nowaczyński, a i inni autorzy się pojawiali. Niemniej jednak to Żeleńskiego cytuje do dziś cała Polska. Zobaczmy, jakież to zakazane obyczajowo treści kryły się w tych niepozornych wierszykach.

400px-Page_Tadeusz_Boy-Żeleński-Słówka_008_grafika

Zdjęcie Tadeusza Boya-Żeleńskiego dołączone do jednego z pierwszych wydań Słówek

Cały ten ambaras

Zacznijmy od tego, że sam autor należał do mężczyzn kochliwych, a jego uczucia były raczej chętnie odwzajemniane, nie tylko przez uroczą żonę, Zosię (tak, tę z Wesela). W pamiętnikach z tamtych lat zostało sporo domniemań i przypuszczeń, ale i Boy nie wypierał się specjalnie tych swoich miłostek. Nic dziwnego, że ślady fascynacji płcią piękną pozostały i w jego wierszach.

Dodajmy do tego, że jako młodzieniec był zafascynowany swoim kuzynem, Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem, autorem gorących erotyków. Słówka obejmują nie tylko satyryczne wierszyki i piosenki z Zielonego Balonika, ale również inne formy wierszowane, w tym także poświęcone konkretnej kobiecie wiersze miłosne. Ale o tym dalej.

Swój zmysł obserwatorski autor wykorzystywał do odmalowywania zachowań konserwatywnego mieszczaństwa Krakowa. W znanym wierszu, zaczynającym się od słów „Kto poznał panią Stefanią / ten wolał od innych pań ją”, krytykował m.in. bałwochwalczy, a równocześnie pełny hipokryzji, kult dziewictwa. Pointa tego wiersza jest z nami do dzisiaj: „I w tym cały jest ambaras / Żeby dwoje chciało na raz”.

Po ten temat sięgał zresztą dosyć często, co sprowadzało się mniej więcej do opinii zawierającej się w dwuwersie Ernestynki: „Mówili o niej bógwico / że jest tylko półdziewicą”.

Z kolei niesforny Franio „Lubił widzieć u siostrzyczki / Kiedy zdejmuje spódniczki. / Zaraz robił się niebieski / I w oczach miał rzewne łezki”. Za tego oto Frania poeta przebrał się podczas jednej z sylwestrowych zabaw kostiumowych w kawiarni Michalika.

Czwartą historią, zamykającą ten zestaw (Tetralogię z kajetu pensjonarki), była opowieść o Ludmile, która mimo pokaźnych rozmiarów była „dosyć marzycielska” i śniła o Rycerzu, którego „z wielką ochotą” „uwieńczała (…) swą cnotą”. Czyniła to z takim zapałem, że „łóżko wpadło w Urynał”, co zakończyło się znaną nam aż nazbyt pointą: „Oto jak nas, biednych ludzi, / Rzeczywistość ze snu budzi”.

Takie wiersze recytował autor w Zielonym Baloniku. Dzisiaj te treści wydają się dosyć niewinne. Wtedy gotowały krew w niejednej polskiej matronie.

Krakowskie smaczki

Autor najwyraźniej również i w swej twórczości nie umiał oprzeć się urokom pań, także tych sporo od siebie młodszych. W wierszu Z nastrojów wiosennych opisywał spacer pensjonarek:

Nie masz nic milszego ponad
Ciągnący żeński pensjonat.

[…]
Idą: duża, mniejsza, mała,
Kobiecości gama cała.

[…]
Pod kapotką granatową
Rysuje się to i owo.

[…]
Ta mała mogłaby troszkę
Obciągnąć sobie pończoszkę…

Tak spisał swoje wrażenia estetyczne z krakowskich plant. Panienki owe kroczyły ponoć najczęściej w dwóch rzędach, prowadzone przez wychowawczynię, nazywaną Kuropatwą.

Tadeusz również w utworach mocno dokumentalnych nie stronił od tematyki podszytej erotyką. Pisząc o znanym dziennikarzu, Ferdynandzie Hoesicku, w tekście Dzień P. Esika w Ostendzie, nie oszczędzał bohatera:

Strojna dziewczyna
Kibić przegina,
Luxus-kabina
Rozkoszą tchnie,
Ruchem pantery
Zrzuca jaegery
I gdzie hetery,
Tam Esik mknie.

Barwne półświatki,
Pulchne mężatki,
Obcisłe gatki
Śmieją się doń,
Esik się nurza,
Szczypie w odnóża,
To znów jak burza
Wciąga je w toń.

Później ta skrupulatność dokumentalisty przejawi się m.in. w bardzo odważnym odmalowaniu prozą historii Marysieńki Sobieskiej (ze słynną frazą „Włóż gatki, zwycięzco podhajecki!”).

Nóżka Markizy

Tymczasem jednak Boy pisze wiersze. W 1911 roku poznaje kobietę, która rzuci go do swych stóp. Jadwiga Mrozowska, aktorka teatralna, staje się adresatką ognistych erotyków i sentymentalnych wierszy miłosnych.

Najpierw w tekście Markiza jej postać rysuje się jako niebezpieczna kusicielka, której nie można się oprzeć.

Jam jest Markiza – ta sama,
Znana wam z dawnych powieści,
Ideał: kochanka, dama,
Co razem gardzi i pieści,

Co razem nęci i kusi,
W powabne iskrząc się błędy,
To znów w snach dławi i dusi
Zmorą straszliwej legendy;

Ja, której kaprys korony
Królewskie deptał tą nóżką,
A czasem znowu, szalony,
Paziów przygarniał w me łóżko;

W pochlebstwie od miodu słodsza,
W szyderstwie jak pocisk prędka,
W pieszczocie od bluszczu wiotsza,
To jak stal ostra i giętka.

Anegdota głosi, że tekst ten powstał, by artystka mogła zaprezentować się w drogiej sukni, sprowadzonej z Włoch specjalnie na spektakl w Krakowie, który to spektakl się nie odbył. Za ten gest Boy został wynagrodzony. Ponoć w naturze.

W świetle tych informacji nie dziwią zanadto odważne wyznania, zapisane mową wiązaną np. w Madrygale spod ciemnej gwiazdy (posłuchajcie też wersji muzycznej zespołu Nie-Toperz). Choć oficjalne wydania przemilczały imię adresatki, nikt nie miał wątpliwości, do kogo skierowany był ten tekst.

Chciałbym przy pani …uchnie
Być takim skromnym amantem,
Co go się puszcza przez kuchnię,
Zanim się puści go kantem.

(…)

Obmywszy z kurzów me ciało,
Jak można najidealniej,
Pukałbym potem nieśmiało
Do jej bieluchnej sypialni.

(…)

Z emocji leciutko dyszę
(Zwyczajnie, osoba w wieku),
Aż szept najdroższy usłyszę:
„No, właźcież prędzej, człowieku!”

Z szacunku słowa nie gadam,
Liberię szybko zdejmuję,
Kładę się w łóżko i: „Madame
est servie”, głośno melduję…

Ten romans pozostawił więc ślady nie tylko we wspomnieniach, ale i w poezji. Nawet w tych wrzących od emocji tekstach można jednak wyczytać między wierszami poczucie humoru autora.

Zmysłów szał

Jeszcze lepiej uwidacznia się ono w subtelnych parodiach francuskich piosenek sentymentalnych.

W jednej z nich już tytuł mówi wszystko: Piosenka sentymentalna, której jednak nie trzeba brać zanadto serio.

Może czasem wspomnisz słodkie chwile, gdym
Uczył pierwszych pieszczot twe nieśmiałe rączki,
Kiedym się upijał pierwszym dreszczem twym,
Młodziutkiego ciała gdym rozwijał pączki…
Dziś ty w pełnej krasie, jak dojrzały kłos,
Innym dajesz szczęście na twej piersi białej,
(Kłos nie ma piersi? To nic nie szkodzi, proszę nie przeszkadzać!)
Mnie w inne ramiona rzucił dobry los,
Dziś u moich kolan igra synek mały…

Gdy to dziecko dojdzie już chłopięcych lat,
(…) Ocal biedne dziecię od miłosnych mąk,
Niech je twoja dobroć do siebie przygarnie,
Niechaj pierwszą słodycz weźmie z twoich rąk,
Niech nie zna, co pragnień młodzieńczych męczarnie.

Dosyć bezpośrednia prośba. Ciekawa jestem reakcji odbiorców tego tekstu w czasie jego premiery. Tym bardziej, że Boy zaraz po ślubie rzeczywiście dorobił się syna, Stasia.

Autor nie żałował też sobie ironii w Piosence przekonującej:

Na wieki pomnieć będę ten
O twej miłości cudny sen,
Upojeń tyle;
Lecz nim me serce strącisz w grrrrrrrób –
Ach, pozwól zostać u twych stóp
Jeszcze choć chwilę!

Nim pójdę cicho i bez skarg,
Scałować pozwól z twoich warg
Ten wdzięk dziewczęcy –
Niech twoich ust niestarty ślad
Na ustach mych uniosę w świat,
Nie pragnę więcej…

W twych sukniach pozwól twarz mi skryć
I choć przez chwilę jeszcze żyć
Szczęścia wspomnieniem…
Gdy pieszczot mych palący szał
Twych zmysłów szukał, aż się stał – –
Wspólnym westchnieniem…

Ach, te upojenia, szały, drżenia zmysłów… Słychać tu chyba jeszcze echa fascynacji młodopolskimi rewelacjami Stacha Przybyszewskiego. Pytanie na ile działały te namowy na ewentualne wybranki. Być może wyśpiewane ze sceny przez Alfreda Lubelskiego (a może i przez samego poetę) nabierały podwójnej mocy.

Jeśli te wiersze gorszyły opinię publiczną i były czytane przez dorastające panienki po kryjomu, pod kołdrą, co musiało się dziać, gdy światło dzienne ujrzała Nowoczesna sztuka chędożenia. Niewtajemniczonym powiem tylko, że Trzynasta Księga Pana Tadeusza Fredry przy tym to nic! Choć trzeba przyznać, że Boy wykazał się wielką empatią, skupiając się w tej soczystej instrukcji dla uwodzicieli na potrzebach płci pięknej. Sam najwyraźniej takich instrukcji nie potrzebował.

Słówka skruchy

Na zakończenie fragment wiersza, w którym Boy rozlicza się ze swoją burzliwą przeszłością wielbiciela kobiecych wdzięków. A ponieważ był to dopiero rok 1915, to i teraźniejszością… i przyszłości. Miał chłopak zdrowie! Trzeba jednak przyznać, że każdą nową wybrankę kochał szczerze i ciężko znosił rozstania, zaś z żoną do końca życia łączyła go głęboka przyjaźń i wzajemne zrozumienie. A o swoich przeszłych miłościach we wspomnianym wierszu Ekspiacja pisał tak:

O paniach, co mnie kochały,
serdecznie nieraz myślę;
mają swój kącik mały,
lecz ciepły w mym umyśle.

(…)

wy, szałów wczorajszych dreszcze
rozwiane kędyś po świecie,
wy… czy pomnicie mnie jeszcze…
przebaczcie, jeśli możecie…

PAULINA JARZĄBEK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s