Archiwa tagu: Kinoteatr Wrzos

Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu [skrót / refleksja]

Co?

Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu

Kto?

Grupa Pod Żartem (Łapanów), Kabaret Nomen Omen, Grupa PS,

Kiedy?

13.12.2016 r., 18:30

Gdzie?

Kinoteatr Wrzos, ul. Zamoyskiego 50

 

OSTRZEŻENIE

Może być łzawo, mało obiektywnie i przydługawo. Jeśli nie interesują Cię szczegóły genezy imprezy i jej powstawania, przejdź od razu do opisu wieczoru, w drugiej części tekstu.

Mogłoby się wydawać, że w czasach, kiedy politycy szaleją za zamkniętymi drzwiami, robiąc z rządzenia szopkę, której nie powstydziłoby się pióro Zielonego Balonika, takie imprezy, jak Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu, nie mają żadnego znaczenia. Niemniej jednak dla sporej grupy ludzi było to wydarzenie ważne, trochę zabawne, trochę nostalgiczne, a trochę dające nadzieję.

 

pozegnanie-wrzosu

Fot. Piotr Musiał

Jak powstał pomysł Kabaretowego Pożegnania Wrzosu?

O Kinoteatrze Wrzos i jego miejscu w krakowskim środowisku kabaretowym, pisałam już wcześniej, więc jeśli interesuje Was szerzej ta tematyka, odsyłam do wspomnianego artykułu. O tym, że wkrótce zapadnie w sen zimowy i przeobrazi się w Teatr KTO (co w sumie dla okolicy jest chyba pożądaną zmianą), też już wspominałam, więc nie będę do tego wracać. Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu było wypadkową tych dwóch faktów.

Od dawna czułam się mocno związana z tym miejscem i chciałam jakoś podsumować jego kabaretową działalność. Oczywiście, to była tylko jedna z gałęzi działania Wrzosu, ale jednak dosyć intensywna. Razem z Szymonem Jureczką z Grupy PS, po szybkiej, ale intensywnej rozmowie, podjęliśmy szalony plan zorganizowania godnego pożegnania Wrzosu. Liczyliśmy na udział przynajmniej trzech grup, choć baliśmy się, że zerowy budżet przedsięwzięcia raczej odstraszy niż zachęci obietnicami tak obłędnej gaży. Jakież było nasze zdumienie, gdy kolejne zespoły wyrażały chęć uczestnictwa. Wkrótce nasze rozpiski godzinowe zaczęły przypominać skomplikowane zestawienia sudoku z hasłami krzyżówki.

Ale udało się, po kilku tygodniach planowania, zapraszania, dopinania i spisywania, zrobiłam plakat (Najbardziej pstrokaty w mojej karierze. Czy ktoś zauważył, że w kolorach Podgórka? ;)), rozesłałam informacje w świat, ustaliliśmy grafik prób i występów. Wcześniej pomagałam przy organizacji takich grań, ale nigdy nie musiałam myśleć o tylu detalach samodzielnie. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wyczerpujące jest ustalanie szczegółów wydarzenia, w którym udział bierze tak pokaźna liczba artystów. Ale przy wzajemnym wsparciu, udało się. Na szczęście nie musieliśmy się zajmować nagłośnieniem – od tego mieliśmy fachowca (lokowanie produktu: polecam Michała Warmusza!). Oczywiście, nie było idealnie, jednak pojawiające się problemy rozwiązywaliśmy na bieżąco i wreszcie dokonaliśmy tego: Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu ruszyło.

Jak to wyglądało? Inkubator i Podgórek na jednej scenie

Chcieliśmy zaprezentować przekrój przez kabaretową działalność Wrzosu. W programie wieczoru znaleźli się więc uczestnicy Inkubatorów Kabaretowych (Grupa Pod Żartem z Łapanowa, Kabaret Nomen Omen, Grupa PS, Kabaret Trzecia Strona Medalu) oraz reprezentanci Podgórka (Kabaret Róbmy Swoje i Kabaret BudaPesz). Dlatego też na scenie miało pojawić się dwóch konferansjerów: debiutujący w tej roli Szymon Jureczka (Grupa PS) i Marek Stawarz (BudaPesz). Ostatecznie Najlepszych Konferansjerów Ever było aż trzech, bo w pierwszej części wieczoru Szymona wspierał Paweł Sadowski (Róbmy Swoje). Żałujemy, że Andrzejowi Talkowskiemu nie udało się do nas dołączyć tego dnia, bo również był mocno związany z tym miejscem. Nie zabrakło wspomnień o Kabarecie 7 minut Po, dzięki któremu to wszystko się zaczęło. Publiczność dopisała i oklaskiwała z równym entuzjazmem i te młodsze, i te starsze stażem kabarety.

Jako pierwsi wystąpili młodzi artyści z Łapanowa. Łapanowskie Grupy Kabaretowe trafiły do Wrzosu oczywiście przez „Siódemki”, dzięki warsztatom kabaretowym, a potem Inkubatorom. To młode środowisko kabaretowe dzielnie wspiera Piotr Musiał. 13 grudnia łapanowska formacja, Grupa Pod Żartem (czy też Kabaret Zgred, zgodnie z krążącymi pogłoskami) zaprezentowała swoje interpretacje scenek m.in. Kabaretów Adin i Limo. Ponoć pracują już nad własnym repertuarem, więc strzeżcie się, kabaretowi wyjadacze! Nadchodzi nowe!

p1210427

Fot. Monika Bartosik

Kolejnymi wykonawczyniami były dwie dziewczyny, Kabaret Nomen Omen, Karolina Buszczak i Magdalena Kubicka, które przeczą powszechnemu przekonaniu, że kobiety niezbyt prężnie działają w kabarecie. Te działają, radzą sobie świetnie, doskonalą warsztat. Do Wrzosu trafiły również przez Inkubator Kabaretowy, jeszcze w składzie mieszanym. Jest między nimi sceniczna chemia. Obserwowałam ich ewolucję przez kilka Inkubatorów i po wtorkowym graniu przyznaję, że zmieniają się na lepsze. Skecz o dziennikarce warszawskiej i krakowskiej zręcznie operował stereotypami i był najzwyczajniej w świecie zabawny. Tak trzymać.

p1210438

Fot. Paulina Jarząbek

Trzecim zespołem pierwszej części wieczoru była Grupa PS (wcześniej Kabaret PS). Ten zespół jest weteranem Inkubatorów Kabaretowych. Ponoć padła nawet propozycją, by zmienić nazwę cyklu na nazwę grupy. PS, czyli Profanum Sacrum, znam najlepiej, ponieważ znaczna część tekstów piosenek wykonywanych przez ten skład jest mojego autorstwa. Liderem Grupy jest Szymon Jureczka, który na czas występu zamienił podkładkę konferansjera na gitarę basową. Chyba najstarsi Podgórzanie nie pamiętają już, ile osób przewinęło się przez tę grupę od początku jej istnienia, ze szczególnym naciskiem na sekcję wokalną. Żywa ilustracja powiedzenia „Kobieta zmienną jest”. 13 grudnia Grupa PS wystąpiła, jak określiła to nasza flecistka, w składzie prehistorycznym: Paulina Lekan (wokal), Paulina Zabłocka (wokal), Magdalena Małek (wokal, flet, klawisze), Jakub Ruszil (gitara), Szymon Jureczka (bas). Po raz pierwszy (i ostatni) na scenie Wrzosu wystąpiłam również ja, dołączając do śpiewających Paulin. Program PS otworzył cover piosenki Los Trabantos, który Grupa PS często grywała na próbach we Wrzosie, ku pokrzepieniu serc. Wystąpił z nami również szmaciany Pan Kukiełka, któremu dedykowałam Balladę o Winnym Wszaku. A niech ma! Ponadto okazało się, że piosenka finałowa Grupy ma potencjał bisowy. Ot, taka cenna wiedza.

pees2_piotr-musial

Fot. Piotr Musiał

 

Po krótkiej przerwie nastąpiła zmiana konferansjera i do Szymona dołączył Marek Stawarz. Tę część wieczoru otworzył Kabaret Róbmy Swoje, który współtworzył podgórkową rzeczywistość kabaretową i wystawiał we Wrzosie swój program Biuroza. W Kinoteatrze zadebiutowało także wydawnictwo muzyczne tej grupy, Róbmy Swoje Piosenki. To tam miała miejsce premiera tej płyty. Z Wrzosem pożegnali się wylewnie, proponując zgromadzonym widzom  wybór swoich piosenek, w tym jedną lekką improwizowaną. Paweł Sadowski pożegnał sceniczne deski, bardzo dosłownie. Tomasz Zatorski wyśpiewał posępną pieśń o poziomie smogu w Krakowie. Na zakończenie pojawił się zespół pieśni i tańca Koła Gospodyń Miejskich, Kserowianki. Zważając na tematykę, był to chyba nawet bardziej Zespół Cieśni Nadgarstka. I choć refrenem piosenki wracała ta prawda, że „zamykają Wrzos”, to w tle pojawiła się też nadzieja, że ktoś tam, gdzieś tam, w odległej galaktyce, stworzy Wrzos nowy. Czego nam wszystkim życzę w te święta.

p1210586

Fot. Monika Bartosik

Piątym wykonawcą  był Kabaret BudaPesz, tworzony przez wspomnianego Marka Stawarza i Adama Wacławiaka. Obaj panowie niegdyś należeli do Kabaretu 7 minut Po, przez co, wśród artystów występujących tego wieczoru, byli najdłużej związani z Kinoteatrem Wrzos. Jak już wspominałam, kabaretowa przygoda we Wrzosie rozpoczęła się od „Siódemek”. To ten kabaret organizował Festiwal Kabaretu Podgórek, warsztaty kabaretowe, pierwsze Inkubatory Kabaretowe. Potem idea Inkubatorów została przejęta przez Marka Stawarza. Adam Wacławiak urządzał tam swoje recitale kabaretowe. I wreszcie tam debiutowały pierwsze skecze i piosenki Kabaretu BudaPesz. Kabaret przedstawił fragmenty programu, który prezentował w czasie (a jakże) Inkubatorów Kabaretowych. Nie zabrakło także najbardziej znanej piosenki tej grupy, Rodzina na swoim, obrazującej stwierdzenie, że nasza piękna Polska to naprawdę „Dziki kraj”. BudaPesz konsekwentnie podąża w kierunku bardzo aktualnej satyry społecznej. Panowie nie uciekają jednak od absurdu. Na pewno warto też zwrócić uwagę na ich dbałość o słowo, widoczną zarówno w tekstach piosenek, jak i w skeczach.

p1210674

Fot. Paulina Jarząbek

Na zakończenie wieczoru wystąpił Kabaret Trzecia Strona Medalu, który logistycznie powinien pojawić się przed przerwą, wraz z pozostałymi bywalcami Inkubatorów Kabaretowych, ale prezentował tak ekspresyjny program, że idealnie spełnił rolę finału. Ponadto owa ekspresyjność zakończyła się eksplozją konfetti, które pokryło pół sali srebrzystą warstewką. To się nazywa szum godny ostatniego pożegnania. Nowy program Kabaretu opowiada o mediach społecznościowych i jest naprawdę interesującą analizą współczesnego człowieka, żyjącego w wirtualnej rzeczywistości.

p1210799

Fot. Paulina Jarząbek

 Ostatnie brawa, ostatnie westchnienia, ostatnie „do widzenia” i Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu dobiegło końca. Jeszcze tylko wspólna fotografia i tak oto zyskaliśmy do kolekcji wspomnień te z wieczoru 13 grudnia 2016 roku.

 Hymn dziękczynny prozą

Ten wieczór nie udałby się tak wspaniale, gdyby nie „samopomoc koleżeńska”. Mikroporty pożyczane od Piotra Musiała i Kabaretu Róbmy Swoje. Użyczane wzajemnie instrumenty. Pomoc w przenoszeniu rekwizytów. Elastyczność przy grafiku prób. Szybkie reakcje na pojawiające się problemy. Cierpliwość realizatora, Michała Warmusza. Wsparcie duchowe (i metrażowe) Łąka Cafe. Podziękowania należą się także Agnieszce Skotnicznej, która użyczyła nam wrzosowej sali jeszcze ten jeden raz i Szymonowi Jureczce za przyklaśnięcie pomysłowi na ten wieczór i pomoc w organizacji. Dzięki Wrzosowi miałam poczucie czynnego udziału w krakowskim środowisku kabaretowym. Nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć wszystkich, którym należą się podziękowania, więc jeszcze raz dziękuję każdemu, kto przyczynił się do zrealizowania tego szalonego Kabaretowe Pożegnania Wrzosu. Do zobaczenia w innych miejscach.

 

PAULINA JARZĄBEK

 

WIĘCEJ NA TEN TEMAT:

Inkubator Kabaretowy

To wylęgarnia nowych pomysłów i form istnienia na scenie kabaretowej powołana do życia przez Kabaret 7 minut Po w Kinoteatrze Wrzos w Krakowie. Mniej więcej raz na miesiąc Kinoteatr Wrzos udostępniał swoją przestrzeń estradową na eksperymenty na żywym organizmie kabaretowym, z prawdziwą publicznością na widowni, możliwością przeprowadzenia próby i wszystkimi innymi elementami niezbędnymi do wystawienia programu na scenie. Tutaj można było wypróbować swój nowy program.

Imprezę organizował Marek Stawarz.

Krakowski Festiwal Kabaretu PODGÓREK

Wcześniej Podgórski Festiwal Kabaretu PODGÓREK. Początki Podgórka sięgają 2010 roku, ale oficjalnie pierwsza edycja festiwalu odbyła się w 2013 roku. Festiwal organizował Kabaret 7 minut Po. Podgórek miał udowodnić, że kabaret to miejsce, w którym spotykają się różnorodne idee i formy sztuki. Zachęcał do czynnego uczestnictwa w życiu środowiska kabaretowego i poznawania niszowych twórców kabaretowych.  Proponował wyjście poza kabaret telewizyjny. Było to cykliczne święto kabaretu, gdzie prezentowano przekrój przez szeroko rozumianą twórczość kabaretową: kabaret klasyczny, stand-up, improwizacja kabaretowa, kabaretowe grupy teatralne, kabaret piosenki i absurdu.

Więcej informacji znajdziecie w artykule Anety Tabiszewskiej z cyklu Małopolskie Festiwale Kabaretowe na naszym blogu.

 

Kinoteatr Wrzos

Jednostka Domu Kultury Podgórze. Znajduje się w budynku z XIX wieku, przy ul. Zamoyskiego 50. Miejsce przyjazne młodym twórcom. Tutaj odbywa się Festiwal Animacji OFAFA. We Wrzosie można było obejrzeć filmy Władysława Sikory, kabaret na żywo, recitale kabaretowe. Młodzi Twórcy mogli przepróbować swoje programy w czasie Inkubatorów Kabaretowych. Cyklicznie odbywał się tutaj także Festiwal Podgórek, prezentujący kabarety nietelewizyjne i niszowe, oraz znane grupy kabaretowe, uznawane za klasyczne.

 

 

Reklamy

Rozmówki Kabaretowe [odc. 1]: Z Alicją w kranie korpoczarów. Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje i pierwszy program Kabaretu BudaPesz

WSTĘPNIAK

Bardzo chciałam napisać coś po sobotniej Biurozie we Wrzosie, bo bawiłam się znakomicie. A dobro trzeba szerzyć. Nie chciałam jednak pisać kolejnej zwykłej recenzji. Olśniło mnie w czasie prywatnej rozmowy o tym wydarzeniu z ALICJĄ RZEPĄ, naszą okazjonalną Panią Fotograf – tak, to jest to! Trzeba zacząć rozmawiać o kabarecie i zaszczepić taką potrzebę u innych. Postanowiłyśmy z Alą przedłużyć naszą wymianę poglądów na temat sobotniego wieczoru i wszystko zachować dla potomności. Efekty tego działania przedstawiam poniżej. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz uda mi się skorzystać z takiej formy przekazania myśli. Zapraszam na pierwszy odcinek z cyklu Rozmówki Kabaretowe.

IMG_1429

Szyld firmy Biuroza z o.o., fot. Alicja Rzepa

KTO?
Kabaret Róbmy Swoje i Kabaret BudaPesz

CO?
Program BIUROZA i program BudaPeszów

KIEDY?
23.04.2016 r., 20:00

GDZIE?
Kinoteatr Wrzos, ul. Zamoyskiego 50

ROZMÓWKI KABARETOWE

ODCINEK 1

Z Alicją w kranie korpoczarów. Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje i pierwszy program Kabaretu BudaPesz

PAULINA:
Chciałabym wprowadzić tradycję rozmowy o spektaklach kabaretowych. Rozmawia się o filmie, o teatrze, o książce, dlaczego by nie pomówić o kabarecie. Cieszę się, że zgodziłaś się być moją pierwszą rozmówczynią. Tym bardziej mnie to cieszy, że bardzo chciałam coś o tym sobotnim spektaklu napisać, ale ponieważ to nie było moje pierwsze zetknięcie z tymi kabaretami, a bardzo je lubię, powstała by po prostu kolejna pozytywna recenzja. A tak mamy szansę powymieniać się poglądami.

Wcześniej rozmawiałyśmy już chwilę o tym spektaklu. Wspomniałaś, że nie wiadomo co było fikcją, co groteską. Ty widzisz w Biurozie takie codzienne sytuacje?

No i czy już widziałaś ten spektakl? Bo ja go już widziałam kilka razy, ale wciąż w nim coś nowego odkrywam.

ALICJA:
Po pierwsze WOW – bardzo się cieszę i dziękuję, że wybrałaś mnie na pierwszą rozmówczynię! Wydaje mi się, że nastały dla kabaretu ciężkie czasy, więc warto o nim rozmawiać. Najlepiej dużo i często…

Biurozy wcześniej nie widziałam, a teraz mam nadzieję, że zobaczę jeszcze nie raz a i od soboty intensywnie polecam ją znajomym. Tak jak mówisz, z każdym kolejnym oglądanym występem zapewne odkrywa się nowe dno, bo pierwszy zachwyt na pewno wiele przekazów blokuje 😉

IMG_1481

Radość niewypowiedziana, fot. Alicja Rzepa

Jeśli chodzi o samą treść, to w świetle mojego bardzo skromnego korporacyjnego doświadczenia mogę powiedzieć, że ciężko mi odróżnić w tym programie groteskę od samej prawdy. Absurdy w pracy pojawiają się na każdym kroku i w skeczach niekoniecznie zostały przerysowane, czasem wystarczyło je narysować, albo po prostu naszkicować. Bardzo modne są wizerunkowe kampanie CSR-owe, które mają ocieplić wizerunek marki, kierowane są na zewnątrz, podczas gdy pracownicy sami nie wiedzą, kiedy dochowali się dorosłych dzieci i ze stresu budują swoją codzienną dietę na obgryzaniu paznokci.

Ja w ogóle wypracowałam sobie już własną ideologię, że życie jest zbyt krótkie, by marnować je na pracę, której się nie lubi, albo przez którą czas przecieka nam przez palce, a takie naprawdę ważne rzeczy, na których powinniśmy budować trwałe szczęście, gdzieś bokiem nam umykają. Ja na serio uważam, że lepiej zarabiać niekorporacyjne stawki i skupić się na prawdziwym życiu, bo w pracy nie ma ludzi niezastąpionych, a nawet najbardziej lojalnego pracownika też można zwolnić. Może do bólu mrocznie to zabrzmiało, ale Biuroza śmiechem-żartem to potwierdza. A moja filozofia życiowa, to temat na inną okazję i wywiad rzekę 😉

PAULINA:
Dobra, a jak już mówimy o takim krzywym zwierciadle, co powiesz o kabarecie BudaPesz? Poza tym, że Marek i Adam tworzą razem przeuroczy duet, to moim zdaniem świetnie uzupełniają tę tematykę, którą podjął Kabaret Róbmy Swoje w Biurozie. Z racji tego, że u nich króluje taka tematyka społeczna, wcale nie tak daleka od tego korporacyjnego mikroklimatu Biurozy.

IMG_1766

Marek Stawarz, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Przeuroczy duet to mało powiedziane. To czysta znakomitość! Uwielbiam patrzeć jak twarz Adama w emocjach jest twarzą zupełnie innego człowieka niż poza sceną. Z resztą mogę to powiedzieć o obydwu panach. Ten ich program jest bardzo spójny i konsekwentny w formie. Nie ma tu przerostu formy nad treścią, bo taką treść ciężko by było czymś przebić.

PAULINA:
Zdecydowanie. Zgadzam się z Tobą w pełni. Teraz tak trudno o kabaret, który przedkłada treść nad formę, to widać zwłaszcza w telewizji. Ładny obrazek, a za nim płaskie slogany. Tym lepiej uwidacznia się taka odwrotna tendencja, tak jak u BudaPeszów. Choć tutaj i obrazek jest niczego sobie.

IMG_1794

Adam Wacławiak, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Oni mają bardzo dużo do powiedzenia i szkoda by było przykryć to kostiumami i rekwizytami. Chłopaki są piekielnie inteligentne i wyraźnie zakładają, że taki też widz przychodzi ich oglądać. Nie ma tłumaczenia puenty ani żartu w stylu „kawa na ławę”. Ja lubię pomyśleć, nawet jeśli coś dociera do mnie ze „współczynnikiem opóźnionego dojścia” (vide Adam Grzanka). Problemem większości kabaretów komercyjnych jest podawanie widzowi żartu na tacy. Kabaret przestał intrygować, a zaczął przynudzać. Żonglerka słowna i skojarzeniowa u BudaPeszów jest cud-miód.

IMG_1819

BudaPesz w komplecie, fot. Alicja Rzepa

Czy pasują do Biurozy? Trochę tak, na pewno właśnie inteligencją i spostrzeżeniami na temat takich najbardziej przyziemnych spraw. Balansują też na podobnym poziomie absurdu. Kiedy pokazują ten pełny program, bo zapomniałam?

PAULINA:
Też bym to chciała wiedzieć. A jest jakiś moment w tym sobotnim spektaklu, który szczególnie zapadł Ci w pamięć? Ja się zastanawiałam, czy ja mam taki ulubiony moment, ale chyba uwielbiam ten spektakl w całości, jeśli chodzi o samą Biurozę. Natomiast mogłabym wskazać moją ulubioną piosenkę, przynajmniej na ten moment – zdecydowanie Team leader. Jakoś mi tak pasuje energia tego utworu. Bardzo lubię też Siedź-song, bo to jest takie prawdziwe! Myślę o tej piosence, ile razy zasiedzę się do późnej nocy nad jakimś tekstem, czy korektą.

W BudaPesz zdecydowanie najbardziej podobają mi się piosenki, bo ja generalnie jestem fanką piosenki w kabarecie. Uważam, że piosenki wychodzą im genialnie! Są tak świetnie zinterpretowane. Gdyby była muzyka na żywo, to można by w ogóle mdleć z zachwytu.

A Ty, masz taki moment/momenty, które jakoś tak bardziej chwyciły Cię za serce w sobotni wieczór?

ALICJA:
W pamięć najbardziej chyba zapadł mi skecz, w którym Róbmy Swoje rysują strukturę zatrudnienia i życie służbowe przy pomocy kubków. Przełożenie realiów pracy na tak banalny przedmiot (każdy przecież ma swój ulubiony kubek, nie uwierzę, że nie!) było genialne. I ja tam widziałam siebie. Zwłaszcza w puencie, bo zdarzyło mi się być pełnoetatowym pracownikiem na „połówce”, wychodzącym z biura o 22:00.

IMG_1522

Kawa na pół etatu, fot. Alicja Rzepa

Uważam, że obydwa te kabarety robią świetną piosenkę kabaretową. Ostatnio utarło się, że najlepiej jest wybrać którąś piosenkę z tych, co akurat są nadawane w trybie „heavy rotation”, zmienić słowa i mamy hit (są oczywiście wyjątki). Oczywiście tak jest łatwiej, bo poprzez reminiscencje podobają nam się melodie, które już raz słyszeliśmy… Ale to piosenkę „Tanie dranie” zna prawie każdy, a nie „Wszystkie małe cycki”.

Mam ogromną nadzieję, że takie kabarety jak Róbmy Swoje i BudaPesz wskrzeszą w ludziach wiarę w piosenkę kabaretową – i to nie tylko wśród fanów kabaretu.

PAULINA:
Jeszcze chciałabym się odnieść do spektakli na żywo, do występów kabaretowych na żywo. Czasem to się wiąże z jakimiś technicznymi problemami. I myślę, że w takich sytuacjach właśnie wychodzi cały profesjonalizm artystów. To, że są zdolni do zachowania zimnej krwi w każdej sytuacji i nie przerywają grania, nie robią z tego wielkiej sensacji, tylko kontynuują jakby nigdy nic. Zresztą widziałyśmy to też na scenie w sobotę, w czasie występu Róbmy Swoje. To jest w ogóle też to, co decyduje o takich smaczkach kabaretu na żywo, tworzy taką niepowtarzalną atmosferę. Co Ty o tym myślisz?

IMG_1682

Takie tam klasyczne zebranie, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Ja uważam, że w kryzysowej sytuacji na scenie nie tyle widzimy profesjonalizm artysty, ile to jakim jest człowiekiem. Oczywiście, można tupnąć, obrócić się na pięcie i wrócić do hotelu, ale w tym momencie artysta ignoruje publiczność, która przyszła na jego występ (i dzięki której de facto jego działalność artystyczna ma rację bytu), ignoruje organizatorów i techników (którzy przecież grają z nim do tej samej bramki i nie sknocili niczego specjalnie). Profesjonalizm wydaje mi się być osobną sprawą, chociaż do pewnego stopnia i tutaj można o nim mówić.

Publiczność uwielbia, kiedy na scenie idzie coś nie tak. Rolą kabareciarza jest obrócić tę sytuację w żart. Bo od tego jest 🙂 I to są smaczki, o których Ty mówisz. Bardzo smaczne kąski nawet!

PAULINA:
Ok. Poprosiłam Cię też o to, żebyś zrobiła dla mnie fotorelację z tego wieczoru. Sama nieraz biegałam z aparatem po sali. Dziękuję, że mnie teraz od tego wybawiłaś. I pytanie, czy Ty, jako fotograf, czujesz, że jakoś inaczej patrzysz na spektakl, gdy masz w dłoni aparat? Bo ja mam taką tendencję do skupiania się na drobiazgach wizualnych i choć oglądam te występy także fotografując, to mam wrażenie, że wtedy umykają mi pewne detale samego spektaklu. Poprzednim razem właśnie tak oglądałam Biurozę i BudaPesz również, więc teraz mogłam się skupić tylko na odbiorze. Co było, nie ukrywam, bardzo przyjemne. Czy dla Ciebie jest jakaś różnica między odbiorem spektaklu, gdy jesteś w roli fotografa i gdy jesteś tylko widzem? Co np. przykuwało Twoją uwagę w sobotę? Bardziej ulotność chwili, czy np. rozważanie, czy z tego będzie dobry kadr? 😉

ALICJA:
Ja nie muszę już myśleć o tym, czy dobrze kadruję, albo jak dopasować ustawienia do światła, które może nie jest bardzo dynamiczne, ale jednak na przestrzeni skeczu się zmienia. Oczywiście ograniczenia sprzętowe w przypadku mojego staruszka pojawiają się często, więc nie jestem maestro jakości a i kadry pozostawiają wiele do życzenia, bo ruchu na scenie jest sporo. Często to jest ułamek sekundy, kiedy można coś uchwycić i wtedy nie ma czasu na rozważanie przesunięcia kadru odrobinę w prawo [np. foto: Magda i chłopaki na krzesłach-śmigłach].

IMG_1636

Pełny odlot, fot. Alicja Rzepa

Odbiór to zupełnie inna kwestia. Chociaż jak wspomniałam wyżej, nie muszę intensywnie myśleć już nad stroną techniczną, to nadal dużo rzeczy mi umyka i muszę dopytywać siedzące obok osoby „z czego się śmieją?” albo „co? co on powiedział?”. I jednak nie da się tak delektować tym, co dzieje się na scenie, zwłaszcza, kiedy mamy do czynienia z kawałem dobrej roboty – a w przypadku Róbmy Swoje i BudaPeszu właśnie tak było! Następnym razem na pewno nie zabieram ze sobą aparatu 🙂

PAULINA:
Super. Popieram! Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. I oczywiście polecamy wszystkim doświadczenie mocy Kabaretu Róbmy Swoje i Buda Pesz na własnej skórze.

PAULINA JARZĄBEK

PS: Jeśli widzieliście ten spektakl, napiszcie nam o swoich wrażeniach w komentarzach. Chętnie poznamy inne opinie.

Inkubator Kabaretowy: Tomek Biskup i Kabaret BudaPesz [recenzja]

KTO?
Tomasz Biskup, Kabaret BudaPesz, Marek Stawarz

CO?
Inkubator Kabaretowy

KIEDY?
26.02.2016 r., 18.00

GDZIE?
Kinoteatr „WRZOS”, ul. Zamoyskiego 50

Bardzo lubię „Inkubator Kabaretowy”. Śledzę go od pierwszej edycji i widziałam już niejedno. Przewidziany jako poligon doświadczalny dla twórców eksperymentujących z formami scenicznymi około kabaretowymi, jest doskonałym miejscem do testowania nowych programów lub kierunków rozwoju. Jest to również źródło wielu niespodzianek – nigdy nie wiadomo, co pojawi się na scenie i jaka w danej edycji będzie frekwencja. Mogłabym pisać na ten temat długo, może kiedyś pokuszę się o podsumowanie tej cyklicznej imprezy. Teraz chciałabym się podzielić wrażeniami z tego konkretnego wieczoru.

Inkubator Kabaretowy

Inkubatorowa grafika, autor: Marek Stawarz

Na prowadzeniu

Od dłuższego czasu „Inkubator Kabaretowy” jest organizowany przez Marka Stawarza, który pełni także rolę konferansjera. I to nie byle jakiego, bo o wyjściu do sklepu (czy do drukarni) potrafi opowiadać tak, że pointa przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Chapeau, że tak powiem, bas. Również i tym razem się na panu prowadzącym nie zawiodłam.

Jego eminencja na scenie

Co więcej, nie zawiodłam się także na gościach wieczoru. Przyznaję – stand-upu nie czuję i omijam szerokim łukiem. Z kilkoma wyjątkami. Jednym z nich jest stand-up Tomka Biskupa, który wystąpił w pierwszej części wieczoru. To jest dla mnie naprawdę zabawne. Właśnie zabawne, a nie śmieszne. Lubię jego tok myślenia, jego porównania i styl mówienia, lubię historie, które opowiada. Znam ten stand-up, może nie jakoś wybitnie, ale znam i wiedziałam, że mi się spodoba. Może przez to, że bardzo lubię czytać jego bloga (polecam), przenoszę tę sympatię również na to, co robi na scenie.

P1200071

Marcin Prokop polskiej estrady.

Nie rozczarowałam się także jego monologami kabaretowymi. Mam wrażenie, że Tomek jest dużo lepszym aktorem, niż sam uważa, co zresztą pokazuje doskonale grą w kabarecie PUK. Na pewno jest tzw. aktorem charakterystycznym. Swoim one man show udowodnił, że potrafi wcielić się w imponująco różne postaci, od poety po bohatera reklamówki (takiej telewizyjnej, nie takiej z supermarketu). I wszystko to wykonał naprawdę dobrze. Było to bardzo przyjemne doświadczenie sceniczne, widzieć go w tych wszystkich rolach, które sobie narzucił. Poza tym odkryłam, że naprawdę jest podobny do Marcina Prokopa (serio!), którego tak zabawnie sparodiował. Nie mogę napisać, że wszystkim byłam absolutnie zachwycona (większością na pewno), ale zasadniczo całość tego krótkiego wystąpienia była solidnie przygotowana (lub na taką wyglądała), więc polecam z czystym sumieniem.

BudaPesz w natarciu

Drugim bohaterem wieczoru był Kabaret „BudaPesz”, który zawiązał się całkiem niedawno i właśnie w czasie „Inkubatora” testował pierwsze, przedpremierowe zalążki programu. Bardzo obiecujące. Jednak zaznaczę od razu, że tu mogę być nie do końca obiektywna, ponieważ grupę tę tworzą panowie, których w kabarecie podziwiam od lat kilku i śledzę na scenie z uporem maniaka: Adam Wacławiak i Marek Stawarz (tak, pan prowadzący, a co!).

Na ich krótką prezentację złożyły się dwie piosenki (Rodzina na swoim, System Apolonii) oraz skecz, zagrany na kompletnym blackoucie. Ten duet zna się na rzeczy. Jest między nimi energia, która z łatwością przekazują publiczności. Bardzo podobała mi się pierwsza piosenka, Rodzina na swoim, zarówno jej interpretacja, jak i treść, z Adamem, Ewą i wężem ogrodowym, zwłaszcza, że słyszałam jedną z pierwszych wersji i mogłam prześledzić jej ewolucję.

P1200115

Świeżynka kabaretowa, grupa BudaPesz.

Z drugim utworem, Systemem Apolonii, już mam lekki problem, choć jest on bardzo dobry. Pod każdym względem. Jednak jakoś już od pierwszych przesłuchań nie mogę się do niego przekonać i nie bardzo potrafię powiedzieć, dlaczego tak jest. Najlepiej sprawdźcie sami własne odczucia, pierwszej wersji możecie posłuchać tutaj, jeśli jeszcze dotąd nie mieliście okazji. Muszę jednak przyznać, że w tym wykonaniu piosenka brzmiała nawet dla mnie zadziwiająco dobrze. A i choreografii nie zabrakło, bardzo żywiołowej.

Skecz pojawił się jako drugi punkt programu i, jak już pisałam, został wykonany przy całkowitym wyciemnieniu sali, więc jedynymi narzędziami aktorów były ich głosy i dźwięki. Efekt był świetny. Moim zdaniem panowie mogliby spokojnie zrobić karierę w dubbingu. Nie będę opisywać tej scenki, bo najlepiej ją po prostu obejrzeć, czy też raczej wysłuchać. Miłośnicy niestandardowego humoru estradowego na pewno będą usatysfakcjonowani. Ja byłam.

P1200127

Bohaterowie wieczoru w komplecie.

Lokowanie pełnowartościowego produktu

Cały wieczór uważam za bardzo udany. Jest nadzieja w kabarecie. Cieszę się, że nadal znajduję na to potwierdzenie. Zawsze polecam kabaretowe występy na żywo, a szczególnie tych mniej znanych, nie telewizyjnych twórców. Nic nie daje takiej radości, jak świadomość, że właśnie odkryło się kogoś niezwykłego, kto potrafi nas rozbawić i może zaciekawić jakąś formą, czy tematyką. Dlatego właśnie warto wpadać na „Inkubator Kabaretowy”. Kolejny już 1 kwietnia, w Kinoteatrze „Wrzos” przy ulicy Zamoyskiego 50.

PAULINA JARZĄBEK

Krakowskie Miejsca Kabaretowe [cz. VII]

KRAKOWSKIE MIEJSCA KABARETOWE

VII KINOTEATR WRZOS

Kinoteatr „Wrzos” znajduje się w malowniczej Dzielnicy XIII Krakowa, w Podgórzu, przy ulicy Zamoyskiego 50. Wielbicielom sztuki kabaretowej może kojarzyć się przede wszystkim z festiwalem „Podgórek”, który jest organizowany w tym miejscu od kilku lat. Zanim jednak opowiem o „Podgórku” i innych kabaretowych inicjatywach, kilka słów o historii „Wrzosu” i jego otoczeniu.

KINOteatr WRZOS - logo

Oficjalne logo Kinoteatru.

BUDYNEK DAWNIEJ

Budynek kinoteatru powstał na długo przed połączeniem Podgórze i Krakowa, kiedy jeszcze ta bogata historycznie dzielnica była samodzielnym miastem. Ulica Jana Zamoyskiego, przy której znajduje się omawiany przeze mnie obiekt, jeszcze przed 1917 rokiem nosiła nazwę Mickiewicza. Z tej malowniczej ulicy mamy wgląd w stare Podgórze – zaczyna się przy Kościele św. Józefa a kończy przy Rondzie Matecznego. Każdy krok to zetknięcie z przeszłością dzielnicy zapisaną w murach. Idąc w stronę „Wrzosu” od wspomnianego kościoła mijamy wejście do Parku Bednarskiego, kompleks sportowy „Korona” i zabytkowe kamienice. I wreszcie, pod numerem 50 znajdziemy Kinoteatr „Wrzos”.

Budynek ten był wielokrotnie przebudowywany. Jeszcze w XIX wieku był jednopoziomowym parterowym Domem Przytułku Zgromadzenia św. Wincentego a Paulo. Wybudowano go w latach 1887-1889. W latach 50. XX wieku został przebudowany i przekształcony na Kino „Wrzos”. Zachowały się jeszcze szkice architektoniczne z tego okresu: plany i rysunki, które można było oglądać w czasie wystawy poświęconej historii tego miejsca w hallu kina.

KinoteatrWrzos_1954.png

Rysunek projektowanego wyglądu Kina Wrzos z 1954 roku (materiał z wystawy dot. historii Wrzosu)

KINOTEATR

Z tego okresu we wnętrzach przetrwała zabytkowa drewniana boazeria. Obecnie budynek jest po wielkim remoncie i w oczekiwaniu na kolejne. Dysponuje coraz lepszym sprzętem nagłośnieniowym, który mistrzowsko obsługuje najlepszy realizator co najmniej Krakowa, Michał Warmusz (sprawdźcie też jego zespół, „Meeow”). Jestem związana z tym miejscem mniej więcej od 2013 roku, zdążyłam je pokochać na dobre i na złe. Peerelowski wystrój nieco trąci myszką, nie jest to łatwe w obsłudze otoczenie, ale ile ma w sobie uroku! Nawet niebieskie fotele skontrastowane z zielonym sufitem sali głównej (swoją drogą, bardzo wygodne). Na widowni mieści się 150 widzów.

Kinoteatr „Wrzos” jest jednostką należącą do Domu Kultury „Podgórze” i oprócz filmów możemy w nim zobaczyć koncerty, spektakle teatralne oraz kabaretowe. Galeria „Wrzosowisko” w hallu prezentuje obrazy i grafiki. Od niedawna ponownie działa regularnie Dyskusyjny Klub Filmowy „Klatka”. W tym miejscu od wielu lat odbywa się Ogólnopolski Festiwal Autorskich Filmów Animowanych „OFAFA”. Z kinoteatrem związany jest również Teatr Otwarty TO, który grywa tutaj regularnie swoje spektakle dla dzieci.

P1080625

Fotele w pełnej gotowości, w oczekiwaniu na Widzów (fot. P. J.)

NA POCZĄTKU BYŁ KABARET

Rzecz jasna trafiłam tutaj przez Kabaret. Konkretnie „7 minut Po”, który we „Wrzosie” myszkował na długo przede mną. Tutaj oglądałam ich programy, nawet nie pamiętam ile razy (choć pewnie jestem w stanie to policzyć, jeśli się skupię). Tutaj uczestniczyłam w niezwykłym przeglądzie kabaretowym, Festiwalu „PODGÓREK” – najpierw jako widz, później – wspomagacz. Tu mogłam brać udział w takich niezwykłych imprezach, jak recitale kabaretowe, „Inkubator Kabaretowy”, „Komiczna Animacja”, występy artystów o krakowskim (ale nie tylko) rodowodzie i niezbyt telewizyjnym humorze, który za to sprawdza się znakomicie na niewielkich scenach (np. „Róbmy Swoje”, „Inaczej”, „Stado Umtata”). Tutaj wreszcie udało mi się obejrzeć filmy Władysława Sikory na dużym ekranie. We „Wrzosie” zetknęłam się także z „Teatrem Clowna Feliksa” Andrzeja Talkowskiego (Kabaret „Kuzyni”), który jest przeuroczym spektaklem w konwencji cyrkowej i jednym z moich ulubionych spektakli kabaretowych.

Z kinoteatrem, oprócz wspomnianego kabaretu „7 minut Po”, związane są także młodsze stażem grupy kabaretowe: Kabaret „Inwokacja” i Kabaret „PS” („Profanum Sacrum”). „Inwokacja” to żywy efekt działań warsztatów kabaretowych „Siódemek”, młodziutka grupa, pracująca wytrwale nad skeczami. „PS” zmierza w stronę czarnego humoru, absurdu, kabaretu zorientowanego na tekst i preferującego muzykę na żywo.

IMG_9974

Część Kabaretu PS w czasie premiery programu „To nie moja bajka” (fot. Alicja Rzepa)

Marek Stawarz mniej więcej raz na miesiąc prowadzi „Inkubator Kabaretowy”, w czasie którego scena „Wrzosu” udostępniana jest dla tych wszystkich, którzy pretendują do miana kabareciarzy, zajmują się tworzeniem form kabaretowych i kabaretopodobnych, i chcą przetestować nowości programowe przed publicznością. Udział w tej imprezie brały już m.in. Kabaret „PS”, Kabaret „Nomen Omen”, „Trzecia Strona Medalu”. Były tam grupy improwizacyjne („Pierwsza B”), baśniowy stand-uper (Mateusz Świstak), czy kabaret piosenki (Adam Wacławiak).

Od 2010 roku, bardziej lub mniej regularnie, odbywa się „Podgórek”: niegdyś Podgórski, teraz Krakowski Festiwal Kabaretu. Pomysłodawcą jest kabaret „7 minut Po”, uparcie twierdzący, że „Kabaret to Miejsce”, w tym przypadku Podgórze. Jest to przegląd kabaretowy zapewniający widowni kontakt ze znanymi i mniej znanymi grupami kabaretowymi w przystępnej cenie. Gośćmi festiwalu byli już m.in.: Kabaret „Ani Mru Mru”, Kabaret „Nic Nie Szkodzi”, „Kabaretus Fraszka”, „Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn” (wtedy jeszcze z Olą), Kabaret „Łowcy.B”, Ścibor Szpak, Michał Kempa. Nie brakowało młodych artystów z kabaretów łapanowskich, zaprzyjaźnionych z organizatorami. W trakcie festiwalu można było np. wysłuchać recitali kabaretowych, obejrzeć improwizacje, oczywiście spektakle kabaretowe, wysłuchać wykładów kabareciarzy na przeróżne tematy, był nawet spektakl dla dzieci. O przygotowaniach do ostatniej edycji pisałam w osobnym reportażu, który znajdziecie na naszej stronie.

P1120250

Część Kabaretu 7 minut Po w trakcie pierwszego dnia Podgórka 2015 (fot. P. J.)

O ile wcześniej, od początku mojego związku z tym miejscem, „Wrzos” szedł w kierunku przekroju przez szeroko rozumianą twórczość kabaretową i około-kabaretową, o tyle teraz zmierza ku większemu eklektyzmowi form. Nie znaczy to jednak, że zamknął się na kabaret. Nadal może być miejscem kabaretowego spotkania. Warto jednak zapoznać się z jego repertuarem, bo jest w czym wybierać. Niech nie odstrasza Was jego lokalizacja. Tramwajem można zajechać niemal pod same drzwi tego interesującego przybytku. Warto odkryć to miejsce. Wpadnijcie czasem na koncert, na film, na wystawę… Albo na Kabaret. Warto.

PAULINA JARZĄBEK

Więcej na ten temat:
Oficjalna strona Kinoteatru „Wrzos”: www.kinoteatrwrzos.pl
Profil Kinoteatru na Facebooku: Kinoteatr Wrzos

Śpiewajmy Razem: Ścibor Szpak w piosenkach harcerskich [relacja]

KTO?
Ścibor Szpak

CO?
Śpiewajmy Razem: piosenki harcerskie

KIEDY?
30.06.2015 r., 18.00

GDZIE?
Kinoteatr Wrzos, ul. Zamoyskiego 50

Ścibor Szpak w piosenkach harcerskich

Jest taki cykl w Kinoteatrze Wrzos, w ostatnie wtorki miesiąca, gdzie ludzie przychodzą pośpiewać. Normalnie, jak u cioci na imieninach drzewiej bywało. Nieprzypadkowo nazywa się to zatem „Śpiewajmy Razem”. Bardzo lubię te imprezy, przywołujące stare piosenki, z historią w tle, z różnych kategorii, zdarzały się i kabaretowe. Tym razem sezon zakończyły piosenki harcerskie, wykonane w ramach tego cyklu przez Ścibora Szpaka.

Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Frekwencja była, co prawda, mocno kameralna, ale mogliśmy wytworzyć taką ogniskową atmosferę zjednoczenia. Zgromadzeni wprawdzie przy blasku lamp, ale za to przy dźwiękach prawdziwej gitary. Może nie zawsze było czysto. Może nie zawsze dźwięki trafiały w odpowiednią tonację, może nie do końca sprawnie nam szło dośpiewywanie chórków, może tekst nie do końca się zgadzał. Ale zabawa była przednia. I odpowiednia choreografia też była. W tle szumiał las, szemrał strumyk, sarny przemykały po polanie… No dobra, tego nie było. Ale w okolicy, praktycznie za naszymi plecami, jest przecież spory park, niedaleko płynie Wisła, a po parkowych alejkach szaleją wiewiórki.

Stąd już tylko krok do rajdów po bieszczadzkich traktach, watry, starych namiotów od wojska i pieśni o Leninie. OK., Lenin wkręcił się na imprezę tylnymi drzwiami, ale był tylko przez chwilę – okazał się strasznym sztywniakiem.

Szumi ognisko i płoną knieje 😉

W każdym razie, ci, którzy mieli za sobą harcerską przeszłość, mogli sobie powspominać dawne, dobre czasy, a pozostali mogli się wczuć w atmosferę spotkań przy ognisku, śpiewając o komarach, kwiatkach, strumieniach, górach, dolinach itp. I wczuć się w wakacyjny relaks. Przynajmniej na chwilę. Co się pośmialiśmy, to nasze.

Polecam kolejne spotkania z cyklu, jeśli będziecie mieli okazję na nie trafić. Także te bez kabaretowych akcentów.

PAULINA JARZĄBEK

Premiera płyty „Róbmy Swoje Piosenki” [recenzja]

KTO?
Kabaret Róbmy Swoje
CO?
Premiera płyty „Róbmy Swoje Piosenki”
KIEDY?
19.06.2015 r., 20.00
GDZIE?
Kinoteatr WRZOS, ul. Zamoyskiego 50

Nie umiem wyrazić słowami, jak kocham piosenki kabaretowe. Chyba nie ma nic lepszego w świecie kabaretu. To wspaniałe, że coraz więcej dobrych piosenek kabaretowych jest rejestrowanych profesjonalnie dla potomności. Dlatego też popadłam w niemy zachwyt, gdy udało mi się dopaść płyty Grupy Rafała Kmity, czy „Walizki Pełne Wody” od Kabaretu Moralnego Niepokoju. Nie mówiąc już o krążących w Internecie nagraniach młodszych kolegów wspomnianych twórców, a jeśli do tego są to twórcy krakowscy – to już w ogóle pełnia szczęścia.

Nic dziwnego, że koncert z okazji premiery płyty Kabaretu Róbmy Swoje spotkał się u mnie z dzikim entuzjazmem. Było pięknie: wspaniała muzyka na żywo zagrana przez niezwykle utalentowany band, uzupełniona barwnymi interpretacjami Magdaleny Caputy, Mariusza Szmita, Pawła Sadowskiego i Tomasza Zatorskiego.

Lubię piosenki Kabaretu Róbmy Swoje za to, w jaki sposób komentują otaczającą nas rzeczywistość. Przez tematykę są bliskie współczesnemu człowiekowi, zanurzonemu w życiu biurowym, pędzącemu nie wiadomo dokąd, albo, wręcz przeciwnie, stojącemu w korkach. Są lekką w formie satyrą społeczną w stylu Wojciecha Młynarskiego. A poza tym, to po prostu świetne piosenki, nawet jeśli rozpatrywać je w kategoriach poza kabaretowych.

Wracając jeszcze do samego koncertu, z pewnością uroku dodawało mu dwóch Michałów – takich, co to wszystko poprowadzą, wnosząc do imprezy dodatkowy akcent artystyczny. Bo dobra konferansjerka to też sztuka.

Zastanawiam się, do czego mogłabym się przyczepić, bo zaczyna się robić strasznie słodko, ale z tym będzie ciężko. Było kilka technicznych potknięć, rewolucji dźwiękowych, ale to jakby nie wpłynęło znacząco na całość odbioru.

Ewentualnie mogę dodać, że nie wszystkie utwory zaprezentowane na koncercie lubię w tym samym stopniu. Wolałbym np. na bis usłyszeć coś innego, niż pean o Śp. Polaku. Muszę też przyznać, że nie do końca przepadam za „Przyśpiewkami biurowymi”. I nie wiem dlaczego, ciężko powiedzieć. Może to te przaśne nuty, albo faceci w chustkach na głowie. Chociaż sam obrazek jest dosyć atrakcyjny a przyśpiewki długo nie opuszczają umysłu 😉

Dla równowagi: całą resztę utworów kocham z podobną siłą. Płyta jest świetna, także wizualnie. Znajduje się na niej dwanaście nagrań z repertuaru Kabaretu Róbmy Swoje i są to dobre nagrania. W książeczce nie brakuje pięknych zdjęć i tekstów piosenek, a okładka jest pełna dobrej energii dzięki żywej, mocnej kolorystyce. Serdecznie polecam. Myślę, że nie tylko dla fanów kabaretu.

A kto nie dotarł na premierę płyty ma czego żałować. To był jeden z lepszych koncertów kabaretowych, jakie w życiu widziałam. I co ciekawe, wśród pozostałych moich faworytów też są grupy krakowskie. Jak oni to robią?

PAULINA JARZĄBEK

Spektakl ,,Pielgrzymi” (relacja/recenzja)

Co?
Spektakl ,,Pielgrzymi”
Kto?
Grupa teatralna JA BĘDĘ SIADAŁ
Kiedy?
05.05.2015r., godz. 20:00
Gdzie?
Kinoteatr WRZOS, ul. Zamoyskiego 50.

,,Pielgrzymi” – już sama nazwa określa nam, mniej więcej jaka będzie tematyka. Akcja rozgrywa się w kilku miejscach, m.in. Lourdes, Fatima, Rzym, autobus. Generalnie widowisko to pokazuje nam nieudaną pielgrzymkę do miejsc świętych, przy okazji której obcują ze sobą różne charaktery. I tak w sztuce możemy rozpoznać stare małżeństwo, które nie miało czasu dla siebie, będąc ciągle zajęte codziennymi sprawami, dwie silnie wierzące kobiety, pogubioną w świecie aktorkę, zmagającą się z problemami, parę młodych, którzy chcieli zwiedzić kawałek świata tanim kosztem, księdza, który zastanawia się nad swoim kapłaństwem, mocno wierzącego zakonnika i majora, który, jak się późnej okazuje, wybrał się na ten wyjazd, bo nie może poradzić sobie ze startą córki. Mamy tu cały wachlarz osobowości, co jak się można domyślać, nie będzie ułatwieniem w codziennym życiu pielgrzymów.

Matełko_PielgrzymiKsiądz Jurek (Matełko King)

W spektaklu przeplatają się różne wątki, m.in. alkoholizmu, postu w piątek, przeszłości majora, licealnej miłości księdza Jurka. Pielgrzymkę co jakiś czas przerywa awaria autobusu, co staje się częstą przyczyną kłótni podróżujących. Zdawać by się mogło, że na taką pielgrzymkę jadą tylko ludzie mocno wierzący, ale sztuka ta pokazuje, że jest inaczej. Bowiem podróżujących nie interesują tematy religijne, bardziej ciekawią ich losy współtowarzyszy. Sztukę rozpoczął Tadeusz Krok, który wykonał piosenkę ,,Bo ja wam jeszcze pokażę – Iskierki”, pojawił się on także w połowie i na końcu widowiska.

No, dobrze, może już koniec tych faktów, jesteście pewnie ciekawi, jakie mam wrażenia po tym spektaklu? Otóż tematyka widowiska bardzo mi się podobała, trochę gorzej było z grą aktorów na scenie. Na pochwałę zasługują może ze cztery osoby: major, aktorka, ksiądz Jurek i zakonnik, reszta grała trochę sztywno i czuć było, że po prostu mówią, nie wcielając się w swoją rolę. To jest pierwsza rzecz jaka mi przeszkadzała, gdy oglądałam tę sztukę. Co nie oznacza, że już jest strasznie źle, fatalnie i w ogóle nie grajcie więcej! Otóż nie! Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że takie ,,projekty” są bardzo potrzebne, gdyż pozwalają młodym ludziom się rozwijać, uczyć się grać, obcować ze sceną i publicznością oraz zdobywać doświadczenie. A jak powszechnie wiadomo, ćwiczenie czyni mistrza.

Drugą rzeczą, która utrudniła mi niejako zrozumienie spektaklu była ilość pojawiających się wątków, których nie dość, że było sporo, to jeszcze były niedokończone. Pozostał mi taki niedosyt, bo nie wiedziałam w którą stronę poszedł dany wątek… A może to o to chodziło? Żeby wymóc na widzu kreatywność i dokończyć samemu określone zagadnienie? Jeśli tak, to zdecydowanie się to udało. Ostatnią rzeczą, która sprawiała mi dyskomfort był czas trwania spektaklu, pod koniec trochę mi się już dłużyło.

Pan Tadeusz_PielgrzymiTadeusz Krok

To tyle negatywów, teraz czas na pozytywy, co by była równowaga. Na podziw i uznanie zasługuje Tadeusz Krok, który mimo, że pojawił się na scenie tylko trzy razy, już po pierwszych nutach zdobył moje serce! Ma tak piękny, niski, głęboki głos, przeszywający na wskroś duszę, że mogłoby się go słuchać godzinami! To był z pewnością najmocniejszy – przynajmniej dla mnie – punkt widowiska. Następną osobowością, która przykuła moją uwagę, była postać księdza Jurka, grana przez Mateusza Marka, powszechnie znanego w świecie kabaretu jako Matełko King. Jest on dla mnie sporym zaskoczeniem, gdyż znam go głównie dzięki formacji Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn z Olą, w której to gra na gitarze i śpiewa. Nie przypuszczałam, że ma on aż takie zdolności aktorskie, gdyż było widać, że wszedł w rolę i bardzo dobrze się w niej odnalazł.

Podsumowując, polecam spektakl ,,Pielgrzymi”, chociażby ze względu na zweryfikowanie moich poglądów, czy się z nimi zgadzacie czy nie. Sztuka jest ciekawa, jest kilka niedociągnięć, ale wiadomo, że przy każdym widowisku się zdarzają. A! No i polecam ze względu na Tadeusza Kroka, zakochacie się!

ANETA TABISZEWSKA