Archiwa tagu: kabaret Róbmy Swoje

7 kabaretowych twarzy taty na Dzień Ojca [zestawienie]

Kabaretowe twarze taty

23 czerwca obchodzimy w Polsce Dzień Ojca. Pomyślmy ciepło o naszych tatach i pozwólmy sobie na chwilę uśmiechu, przeglądając „ojcowski” dorobek kabaretowych twórców.

Ojciec ma zawsze rację?

Kilka lat temu jedna z konkurencji na RYJKU odbywała się pod hasłem „Ojciec ma zawsze rację”. Nie wnikając czy to prawda, przywołuję dwa rozwinięcia tego hasła. Kabaret Jurki użył klasycznego zestawienia ojciec-matka-syn, z wątkiem damsko-męskim w tle. Ten skecz obejrzycie tutaj.

Natomiast Kabaret Ani Mru-Mru w swoim skeczu przedstawił konflikt pokoleniowy i aż trzech ojców. Całość osadzono w przeszłości i oparto na zabawnych aluzjach do współczesności. Świetny pomysł i wykonanie. A i podejście do tematu ojcostwa niestandardowe. Polecam, jeśli jeszcze nie widzieliście. Wersję Ani Mru Mru znajdziecie po kliknięciu w tym miejscu.

Niesforny syn

Mariusz i jego ojciec, w którego wciela się Robert Górski, to jedna z najbardziej znanych, kabaretowych rodzinek. W skeczu o odrabianiu lekcji pojawia się także dziadek. Nikt tak nie mówi „Mariusz!” jak lider Kabaretu Moralnego Niepokoju! Pamiętacie, jak Wy odrabialiście lekcje z rodzicami? Zobaczcie, jak robią to Mariusz i jego tata, kiedy w telewizji rozgrywa się ważny mecz. Czy Mariusz opisze sasankę? Skecz znajdziecie klikając w link.

Makabreska

Nie ma już kabaretu Szarpanina (ze Szczecina, jak Krzysiek Jarzyna – przypadek?), ale pamiętam piorunujące wrażenie, jakie wywarł na mnie ich program Pierepałki. Czego tam nie było! Był to jeden z tych programów kabaretowych, które jadą po tzw. bandzie, nie szczędzą czarnego humoru, a widza pozostawiają z uczuciem “WTF” wypisanym po wewnętrznej stronie powiek. Oto bowiem okazuje się, że można się nieźle bawić, oglądając jak to innym jest gorzej. I nie zawsze jest to uczucie komfortowe.

W jednym ze skeczów Szarpanina wykorzystuje postać ojca, który odszedł już z tego świata, jako ilustrację bezwzględności urzędników, próbujących nie dopuścić do wypłacenia ubezpieczenia na życie synowi. I chociaż trudno się nie uśmiechnąć, oglądając tę scenkę, trochę uwiera granie na emocjach wizerunkiem bliskiej osoby. Przynajmniej mnie. Może dlatego, że ten scenariusz niebezpiecznie zbliża się do rzeczywistości. Niemniej jednak jest to doskonały czarny humor. Skecz zobaczycie klikając tutaj.

Dzieci z przedświatów

Nie zapominajmy o przyszłych tatusiach. Piosenka Kabaretu Róbmy Swoje zachęca koncertowo do przywołania nowych istnień z przedświatów i wyjawia szereg korzyści z tego wypływających. A także pewną delikatną groźbę. Czy może sugestię?  Krakowskiej grupy posłuchacie np. tutaj, ale zachęcam do zapoznania się z całą płytą, Róbmy swoje piosenki.

Trochę archiwum

Oczywiście muszę wpleść i tutaj jakiś historyczno-kabaretowy wątek. Coś do poczytania znajdziecie w internetowym wydaniu Słówek Tadeusza Boya-Żeleńskiego. W interpretacji zielonobalonikowego poety Pochwała ojcostwa dotyczy Stasinka Sierosławskiego, któremu autor włożył w usta m.in. taką wypowiedź:

Właśnie kwili w kolebce

siódma dziecina,

Poprzysiągłem nie spocząć

niżej tuzina […]

Zdaje się, że Stasinek chętnie odpowiedziałby na apel dzieci z piosenki Róbmy Swoje. Cały tekst Boya znajdziecie w serwisie Wolne Lektury.

I na zakończenie klimatyczna piosenka w wykonaniu niezastąpionej Kaliny Jędrusik. „Bądź mi tatą” – śpiewała w Kabarecie Starszych Panów słowami Jeremiego Przybory, przyprawiając widzów o palpitacje.

Dużo uśmiechu dla Was i dla Waszych Tatusiów na co dzień!

PAULINA JARZĄBEK

 

Reklamy

Bogactwo kabaretowej muzyki na pięciu płytach

Piosenki Kabaretowe.png

Stowarzyszenie PAKA po raz kolejny organizuje konkurs piosenek. Drugi etap piosenkowych zmagań otwiera Półfinały 33. EDF PAKI. Jest to ta część konkursowa, na którą czekam najbardziej. Jestem ciekawa nowych piosenek w branży kabaretowej, bo ta dziedzina kabaretowej twórczości daje naprawdę szerokie pole manewru dla twórców. Z piosenką kabaretową jest jak z piosenka aktorską: w zasadzie odpowiednie wykonanie i kontekst z każdego utworu słowno-muzycznego może uczynić piosenkę kabaretową. To zagadnienie opisałam już szerzej w innym artykule, więc jeśli interesuje Was ten temat, możecie poczytać o nim na naszym blogu.

Tymczasem chciałabym się z Wami podzielić ulubionymi płytami z piosenkami kabaretowymi. Z mojej kolekcji wybrałam pięć wydawnictw. Każdy z tych zbiorów nagrań jest inny, zrealizowany w innej stylistyce, przez różnych wykonawców. Łączy je dbałość o tekst, równowaga między zabawą i powagą oraz znakomita interpretacja. Sprawdzą się także u wielbicieli dobrej piosenki w ogóle, bo te płyty po prostu bardzo dobrze brzmią. Słucha się ich z prawdziwą przyjemnością i myślę, że wielu osobom mogą się spodobać zwyczajnie jako interesujące utwory muzyczne. Wśród płyt, które wybrałam, są cztery krążki konkretnych grup kabaretowych (lub quasi-kabaretowych) i jedna składanka. Dokonanie tego wyboru nie było zbyt łatwe, ale ten artykuł musi mieć jakieś zakończenie, więc ostatecznie skupiłam się na pięciu płytach, których słucham najczęściej.

Kabaret Hrabi, Pienia i jęki, 2011

To właściwie zapis koncertu Pienia i jęki – Hrabiego piosenki, zrealizowanego w studio im. Agnieszki Osieckiej w radiowej Trójce. Jest to przekrój przez piosenkową twórczość kabaretu Hrabi. Song porzuconej, w którym Joanna Kołaczkowska robi zawodzące wyrzuty Andrzejowi, kojarzy chyba każdy, to już klasyk. Poza tym w podróży przez krainę pień i jęków spotkamy pewnego łysego pana, sklerotyka, uroczego małpoluda, ciężarną, ryczącego Lopeza. Są tutaj klimaty krakowskie, piosenka erotyczna a nawet pieśń o podatku VAT.

Grupa Rafała Kmity, Aj waj! czyli piosenki z cynamonem, 2010

Przepięknie wydana płyta z piosenkami ze spektaklu Aj waj! czyli historie z cynamonem. Śliczne teksty Rafała Kmity z muzyką Bolesława Rawskiego opowiadają historie o świecie, którego już nie ma, a być może, nigdy nie istniał. O świecie z pogranicza jawy i snu, prawdy i fantazji. Cudownie słucha się tych barwnych historii, zwłaszcza, że wykonują je wspaniałe głosy: Sonia Bohosiewicz, Tadeusz Kwinta, Andrzej Róg. A wszystko to z nutką cynamonu.

Kabaret Róbmy Swoje, Róbmy Swoje Piosenki, 2015

Co prawda forma nie jest najważniejsza, ale muszę i tutaj wspomnieć o przepięknej grafice, której autorką jest Karolina Stawarz. Wiele utworów z płyty znajdziemy także w programie Biuroza. Bo o takim świecie opowiadają nam te piosenki. O rzeczywistości korporacji. Myślę, że można by tu mówić o poezji codzienności, oczywiście z wyraźnym mrugnięciem w stronę odbiorcy. Dobra, dopracowana płyta. Więcej na jej temat pisałam przy okazji recenzji z premiery tego wydawnictwa w Kinoteatrze Wrzos.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Piosenki czyli walizki pełne wody, 2008

Płyta utrzymana w stylu retro. Tutaj towarzyszyć nam będą klimaty międzywojennych kabaretów i teatrzyków rewiowych. Smutne piosenki o durnej miłości, piękne tragedie, hydraulik-poeta i księżyc wycięty ze złota – takie obrazki opisywał niegdyś Kabaret Moralnego Niepokoju. Delikatnie, lirycznie i uroczo. Te piosenki brzmią tak, jakby pomyliły epoki i przeniosły się w nasze czasy wprost z dwudziestolecia międzywojennego.

Piosenki Przeglądów Kabaretów PaKA. The best of PaKA 1985-2003, 2004

Tę płytę zostawiłam na koniec, bo w zasadzie jest to niemal dwudziestoletni przekrój przez kabaretową scenę muzyczną. Piosenki Konia Polskiego, kabaretu Fajf, Czystych Jak Łza, Czerwonego Tulipana, Hi-Fi, Potem, Aleksandra Grotowskiego i Małgorzaty Zwierzchowskiej… A to tylko kilka przykładów. W tym dwupłytowym wydawnictwie zaklęto spory kawałek kabaretowej historii.

Tym samym chciałabym zaznaczyć, że piosenka kabaretowa ma ogromne znaczenie dla całej twórczości kabaretowej. Piosenkę też najłatwiej wnieść w życie codzienne. Wynieść z sali i ponieść na ustach w świat. Zauważcie, że często powtarzamy szlagworty piosenek kabaretowych, czasem nie zdając sobie nawet sprawy, skąd pochodzą: “Czy pani Marta jest grzechu warta?”, “Chciałabym a boję się”, “Bo ja jestem proszę pana taka mala”, “Ta mała piła dziś i jest wstawiona”, “A uszy miał ogromne muskularne”, “Lecz jaka piękna tragedia”, “Po prostu zrób kabaret”, “Róbmy swoje…”, “Jesteś najpiękniejsza na całej kolonii”… Znacie?

Może konkurs piosenek organizowany przez Stowarzyszenie PAKA jest jakimś sposobem na powrót do korzeni kabaretu. Oczywiście odświeżonych i zaserwowanych współcześnie, ale takich dających solidną podstawę pod prawdziwą sztukę. No, może jednak bardziej kiełków. Świeżutkich, piosenkowych kiełków kabaretowych. Przytoczone wyżej przykłady płyt kabaretowych pokazują bowiem, że w piosence kabaretowej tkwi ogromna siła i potencjał.

PAULINA JARZĄBEK

„Biuroza” Kabaretu Róbmy Swoje w Kwestionariuszu Prousta [Miesiąc w Szczęściu, odc. 5]

Znacie Kwestionariusz Prousta? To popularna gra towarzyska, polegająca na zadawaniu pytań gościom. Klasyczny już zestaw pytań jest określany jako pierwszy test osobowości. Jego nazwa wywodzi się od pisarza, Marcela Prousta, ale to nie on był autorem tych pytań. Natomiast dwukrotnie na nie odpowiadał: po raz pierwszy jeszcze jako nastolatek, po raz drugi, już jako dojrzały powieściopisarz. Obecnie istnieją różne warianty tej zabawy. Klasyczne pytania, zapisane współczesnym językiem, znalazłam na stronie dobrebadania.pl, i to ich użyłam do napisania tego tekstu.

 p1220527

Bo dlaczego by nie zrobić testu osobowości spektaklowi kabaretowemu? No właśnie. Zobaczcie jak według mnie na pytania z Kwestionariusza Prousta odpowiedziałby spektakl Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje. Sprawdzamy to w piątym odcinku cyklu Miesiąc w Szczęściu.

 

Kto?

Kabaret Róbmy Swoje

Co?

Biuroza, spektakl z o. o.

Kiedy?

21.01.2017 r., 18:00

Gdzie?

Teatr Szczęście

 

Wiecie, jak trudno namówić spektakl do zwierzeń? A nam się udało! BIUROZA – spekatakl z  o. o.,  odpowiada na pytania z Kwestionariusza Prousta.

 

 1. Główna cecha mojego charakteru?

Jestem słodko-gorzka.

2.Cechy, których szukam u mężczyzny?

Pracoholizm. I poczucie humoru. I umiłowanie dobrej muzyki.

3. Cechy których szukam u kobiety?

Pracoholizm. I autoironia. I umiłowanie dobrej piosenki.

4. Co cenię najbardziej u przyjaciół?

Pracoholizm. Lojalność. Wypełnianie moich zadań.

5. Moja główna wada?

Pracoholizm.

6. Moje ulubione zajęcie?

Nadgodziny w korporacji, które spędzam śpiewając z radości. I siedzenie długimi godzinami przy biurku na moim ukochanym fotelu.

7. Moje marzenie o szczęściu?

Kubek z kawą bez dna. Taki, żeby sam się napełniał.

8. Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?

Pani Jadzia, sprzątaczka, nieformalna władza na naszym piętrze.

9. Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem?

Gdyby trzeba było wyjść wcześniej z pracy, w której serce me śpiewa ze szczęścia.

10. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie był tym, kim jestem?

Naszym oddziałem w Chinach. Albo w Czadzie. Tak, Czad to jest to.

11. Kiedy kłamię?

Tylko w obronie koniecznej. Kocham moją pracę, o której złego słowa powiedzieć nie mogę.

12. Słowa, których nadużywam?

Tak, szefie, tak. Tak, tak, szefie.

13. Ulubieni bohaterowie literaccy?

Na pewno wszyscy z epoki pozytywizmu. Pozytywne myślenie w pracy, to jest to, czego potrzebuję.

14. Ulubieni bohaterowie życia codziennego?

Teamleader, szefowa, mąż szefowej, syn szefowej, wujek szefowej. Rodzina na swoim.

15. Czego nie cierpię ponad wszystko?

Lenistwa. I zepsutego ekspresu do kawy.

16. Dar natury, który chciałbym posiadać?

Żeby bilokacja nie była utopią.

17. Jak chciałbym umrzeć?

Nie mam na to czasu. Deadline mnie goni.

18. Obecny stan mojego umysłu?

Wypoczęty. Wyspałam się na zebraniu.

19. Błędy które najczęściej wybaczam?

To nie ja! To on! Poza tym: jakie błędy?

 

Bogatą osobowość ma pani Biuroza, czyż nie? Polecamy sprawdzenie tego bogactwa w kontakcie na żywo, kiedy tylko nadarzy się okazja. Zwłaszcza w Teatrze Szczęście, gdzie domowa atmosfera kameralnej sali tak pięknie kontrastuje z korporacyjnym światem tego spektaklu.

 

PAULINA JARZĄBEK

Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu [skrót / refleksja]

Co?

Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu

Kto?

Grupa Pod Żartem (Łapanów), Kabaret Nomen Omen, Grupa PS,

Kiedy?

13.12.2016 r., 18:30

Gdzie?

Kinoteatr Wrzos, ul. Zamoyskiego 50

 

OSTRZEŻENIE

Może być łzawo, mało obiektywnie i przydługawo. Jeśli nie interesują Cię szczegóły genezy imprezy i jej powstawania, przejdź od razu do opisu wieczoru, w drugiej części tekstu.

Mogłoby się wydawać, że w czasach, kiedy politycy szaleją za zamkniętymi drzwiami, robiąc z rządzenia szopkę, której nie powstydziłoby się pióro Zielonego Balonika, takie imprezy, jak Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu, nie mają żadnego znaczenia. Niemniej jednak dla sporej grupy ludzi było to wydarzenie ważne, trochę zabawne, trochę nostalgiczne, a trochę dające nadzieję.

 

pozegnanie-wrzosu

Fot. Piotr Musiał

Jak powstał pomysł Kabaretowego Pożegnania Wrzosu?

O Kinoteatrze Wrzos i jego miejscu w krakowskim środowisku kabaretowym, pisałam już wcześniej, więc jeśli interesuje Was szerzej ta tematyka, odsyłam do wspomnianego artykułu. O tym, że wkrótce zapadnie w sen zimowy i przeobrazi się w Teatr KTO (co w sumie dla okolicy jest chyba pożądaną zmianą), też już wspominałam, więc nie będę do tego wracać. Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu było wypadkową tych dwóch faktów.

Od dawna czułam się mocno związana z tym miejscem i chciałam jakoś podsumować jego kabaretową działalność. Oczywiście, to była tylko jedna z gałęzi działania Wrzosu, ale jednak dosyć intensywna. Razem z Szymonem Jureczką z Grupy PS, po szybkiej, ale intensywnej rozmowie, podjęliśmy szalony plan zorganizowania godnego pożegnania Wrzosu. Liczyliśmy na udział przynajmniej trzech grup, choć baliśmy się, że zerowy budżet przedsięwzięcia raczej odstraszy niż zachęci obietnicami tak obłędnej gaży. Jakież było nasze zdumienie, gdy kolejne zespoły wyrażały chęć uczestnictwa. Wkrótce nasze rozpiski godzinowe zaczęły przypominać skomplikowane zestawienia sudoku z hasłami krzyżówki.

Ale udało się, po kilku tygodniach planowania, zapraszania, dopinania i spisywania, zrobiłam plakat (Najbardziej pstrokaty w mojej karierze. Czy ktoś zauważył, że w kolorach Podgórka? ;)), rozesłałam informacje w świat, ustaliliśmy grafik prób i występów. Wcześniej pomagałam przy organizacji takich grań, ale nigdy nie musiałam myśleć o tylu detalach samodzielnie. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wyczerpujące jest ustalanie szczegółów wydarzenia, w którym udział bierze tak pokaźna liczba artystów. Ale przy wzajemnym wsparciu, udało się. Na szczęście nie musieliśmy się zajmować nagłośnieniem – od tego mieliśmy fachowca (lokowanie produktu: polecam Michała Warmusza!). Oczywiście, nie było idealnie, jednak pojawiające się problemy rozwiązywaliśmy na bieżąco i wreszcie dokonaliśmy tego: Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu ruszyło.

Jak to wyglądało? Inkubator i Podgórek na jednej scenie

Chcieliśmy zaprezentować przekrój przez kabaretową działalność Wrzosu. W programie wieczoru znaleźli się więc uczestnicy Inkubatorów Kabaretowych (Grupa Pod Żartem z Łapanowa, Kabaret Nomen Omen, Grupa PS, Kabaret Trzecia Strona Medalu) oraz reprezentanci Podgórka (Kabaret Róbmy Swoje i Kabaret BudaPesz). Dlatego też na scenie miało pojawić się dwóch konferansjerów: debiutujący w tej roli Szymon Jureczka (Grupa PS) i Marek Stawarz (BudaPesz). Ostatecznie Najlepszych Konferansjerów Ever było aż trzech, bo w pierwszej części wieczoru Szymona wspierał Paweł Sadowski (Róbmy Swoje). Żałujemy, że Andrzejowi Talkowskiemu nie udało się do nas dołączyć tego dnia, bo również był mocno związany z tym miejscem. Nie zabrakło wspomnień o Kabarecie 7 minut Po, dzięki któremu to wszystko się zaczęło. Publiczność dopisała i oklaskiwała z równym entuzjazmem i te młodsze, i te starsze stażem kabarety.

Jako pierwsi wystąpili młodzi artyści z Łapanowa. Łapanowskie Grupy Kabaretowe trafiły do Wrzosu oczywiście przez „Siódemki”, dzięki warsztatom kabaretowym, a potem Inkubatorom. To młode środowisko kabaretowe dzielnie wspiera Piotr Musiał. 13 grudnia łapanowska formacja, Grupa Pod Żartem (czy też Kabaret Zgred, zgodnie z krążącymi pogłoskami) zaprezentowała swoje interpretacje scenek m.in. Kabaretów Adin i Limo. Ponoć pracują już nad własnym repertuarem, więc strzeżcie się, kabaretowi wyjadacze! Nadchodzi nowe!

p1210427

Fot. Monika Bartosik

Kolejnymi wykonawczyniami były dwie dziewczyny, Kabaret Nomen Omen, Karolina Buszczak i Magdalena Kubicka, które przeczą powszechnemu przekonaniu, że kobiety niezbyt prężnie działają w kabarecie. Te działają, radzą sobie świetnie, doskonalą warsztat. Do Wrzosu trafiły również przez Inkubator Kabaretowy, jeszcze w składzie mieszanym. Jest między nimi sceniczna chemia. Obserwowałam ich ewolucję przez kilka Inkubatorów i po wtorkowym graniu przyznaję, że zmieniają się na lepsze. Skecz o dziennikarce warszawskiej i krakowskiej zręcznie operował stereotypami i był najzwyczajniej w świecie zabawny. Tak trzymać.

p1210438

Fot. Paulina Jarząbek

Trzecim zespołem pierwszej części wieczoru była Grupa PS (wcześniej Kabaret PS). Ten zespół jest weteranem Inkubatorów Kabaretowych. Ponoć padła nawet propozycją, by zmienić nazwę cyklu na nazwę grupy. PS, czyli Profanum Sacrum, znam najlepiej, ponieważ znaczna część tekstów piosenek wykonywanych przez ten skład jest mojego autorstwa. Liderem Grupy jest Szymon Jureczka, który na czas występu zamienił podkładkę konferansjera na gitarę basową. Chyba najstarsi Podgórzanie nie pamiętają już, ile osób przewinęło się przez tę grupę od początku jej istnienia, ze szczególnym naciskiem na sekcję wokalną. Żywa ilustracja powiedzenia „Kobieta zmienną jest”. 13 grudnia Grupa PS wystąpiła, jak określiła to nasza flecistka, w składzie prehistorycznym: Paulina Lekan (wokal), Paulina Zabłocka (wokal), Magdalena Małek (wokal, flet, klawisze), Jakub Ruszil (gitara), Szymon Jureczka (bas). Po raz pierwszy (i ostatni) na scenie Wrzosu wystąpiłam również ja, dołączając do śpiewających Paulin. Program PS otworzył cover piosenki Los Trabantos, który Grupa PS często grywała na próbach we Wrzosie, ku pokrzepieniu serc. Wystąpił z nami również szmaciany Pan Kukiełka, któremu dedykowałam Balladę o Winnym Wszaku. A niech ma! Ponadto okazało się, że piosenka finałowa Grupy ma potencjał bisowy. Ot, taka cenna wiedza.

pees2_piotr-musial

Fot. Piotr Musiał

 

Po krótkiej przerwie nastąpiła zmiana konferansjera i do Szymona dołączył Marek Stawarz. Tę część wieczoru otworzył Kabaret Róbmy Swoje, który współtworzył podgórkową rzeczywistość kabaretową i wystawiał we Wrzosie swój program Biuroza. W Kinoteatrze zadebiutowało także wydawnictwo muzyczne tej grupy, Róbmy Swoje Piosenki. To tam miała miejsce premiera tej płyty. Z Wrzosem pożegnali się wylewnie, proponując zgromadzonym widzom  wybór swoich piosenek, w tym jedną lekką improwizowaną. Paweł Sadowski pożegnał sceniczne deski, bardzo dosłownie. Tomasz Zatorski wyśpiewał posępną pieśń o poziomie smogu w Krakowie. Na zakończenie pojawił się zespół pieśni i tańca Koła Gospodyń Miejskich, Kserowianki. Zważając na tematykę, był to chyba nawet bardziej Zespół Cieśni Nadgarstka. I choć refrenem piosenki wracała ta prawda, że „zamykają Wrzos”, to w tle pojawiła się też nadzieja, że ktoś tam, gdzieś tam, w odległej galaktyce, stworzy Wrzos nowy. Czego nam wszystkim życzę w te święta.

p1210586

Fot. Monika Bartosik

Piątym wykonawcą  był Kabaret BudaPesz, tworzony przez wspomnianego Marka Stawarza i Adama Wacławiaka. Obaj panowie niegdyś należeli do Kabaretu 7 minut Po, przez co, wśród artystów występujących tego wieczoru, byli najdłużej związani z Kinoteatrem Wrzos. Jak już wspominałam, kabaretowa przygoda we Wrzosie rozpoczęła się od „Siódemek”. To ten kabaret organizował Festiwal Kabaretu Podgórek, warsztaty kabaretowe, pierwsze Inkubatory Kabaretowe. Potem idea Inkubatorów została przejęta przez Marka Stawarza. Adam Wacławiak urządzał tam swoje recitale kabaretowe. I wreszcie tam debiutowały pierwsze skecze i piosenki Kabaretu BudaPesz. Kabaret przedstawił fragmenty programu, który prezentował w czasie (a jakże) Inkubatorów Kabaretowych. Nie zabrakło także najbardziej znanej piosenki tej grupy, Rodzina na swoim, obrazującej stwierdzenie, że nasza piękna Polska to naprawdę „Dziki kraj”. BudaPesz konsekwentnie podąża w kierunku bardzo aktualnej satyry społecznej. Panowie nie uciekają jednak od absurdu. Na pewno warto też zwrócić uwagę na ich dbałość o słowo, widoczną zarówno w tekstach piosenek, jak i w skeczach.

p1210674

Fot. Paulina Jarząbek

Na zakończenie wieczoru wystąpił Kabaret Trzecia Strona Medalu, który logistycznie powinien pojawić się przed przerwą, wraz z pozostałymi bywalcami Inkubatorów Kabaretowych, ale prezentował tak ekspresyjny program, że idealnie spełnił rolę finału. Ponadto owa ekspresyjność zakończyła się eksplozją konfetti, które pokryło pół sali srebrzystą warstewką. To się nazywa szum godny ostatniego pożegnania. Nowy program Kabaretu opowiada o mediach społecznościowych i jest naprawdę interesującą analizą współczesnego człowieka, żyjącego w wirtualnej rzeczywistości.

p1210799

Fot. Paulina Jarząbek

 Ostatnie brawa, ostatnie westchnienia, ostatnie „do widzenia” i Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu dobiegło końca. Jeszcze tylko wspólna fotografia i tak oto zyskaliśmy do kolekcji wspomnień te z wieczoru 13 grudnia 2016 roku.

 Hymn dziękczynny prozą

Ten wieczór nie udałby się tak wspaniale, gdyby nie „samopomoc koleżeńska”. Mikroporty pożyczane od Piotra Musiała i Kabaretu Róbmy Swoje. Użyczane wzajemnie instrumenty. Pomoc w przenoszeniu rekwizytów. Elastyczność przy grafiku prób. Szybkie reakcje na pojawiające się problemy. Cierpliwość realizatora, Michała Warmusza. Wsparcie duchowe (i metrażowe) Łąka Cafe. Podziękowania należą się także Agnieszce Skotnicznej, która użyczyła nam wrzosowej sali jeszcze ten jeden raz i Szymonowi Jureczce za przyklaśnięcie pomysłowi na ten wieczór i pomoc w organizacji. Dzięki Wrzosowi miałam poczucie czynnego udziału w krakowskim środowisku kabaretowym. Nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć wszystkich, którym należą się podziękowania, więc jeszcze raz dziękuję każdemu, kto przyczynił się do zrealizowania tego szalonego Kabaretowe Pożegnania Wrzosu. Do zobaczenia w innych miejscach.

 

PAULINA JARZĄBEK

 

WIĘCEJ NA TEN TEMAT:

Inkubator Kabaretowy

To wylęgarnia nowych pomysłów i form istnienia na scenie kabaretowej powołana do życia przez Kabaret 7 minut Po w Kinoteatrze Wrzos w Krakowie. Mniej więcej raz na miesiąc Kinoteatr Wrzos udostępniał swoją przestrzeń estradową na eksperymenty na żywym organizmie kabaretowym, z prawdziwą publicznością na widowni, możliwością przeprowadzenia próby i wszystkimi innymi elementami niezbędnymi do wystawienia programu na scenie. Tutaj można było wypróbować swój nowy program.

Imprezę organizował Marek Stawarz.

Krakowski Festiwal Kabaretu PODGÓREK

Wcześniej Podgórski Festiwal Kabaretu PODGÓREK. Początki Podgórka sięgają 2010 roku, ale oficjalnie pierwsza edycja festiwalu odbyła się w 2013 roku. Festiwal organizował Kabaret 7 minut Po. Podgórek miał udowodnić, że kabaret to miejsce, w którym spotykają się różnorodne idee i formy sztuki. Zachęcał do czynnego uczestnictwa w życiu środowiska kabaretowego i poznawania niszowych twórców kabaretowych.  Proponował wyjście poza kabaret telewizyjny. Było to cykliczne święto kabaretu, gdzie prezentowano przekrój przez szeroko rozumianą twórczość kabaretową: kabaret klasyczny, stand-up, improwizacja kabaretowa, kabaretowe grupy teatralne, kabaret piosenki i absurdu.

Więcej informacji znajdziecie w artykule Anety Tabiszewskiej z cyklu Małopolskie Festiwale Kabaretowe na naszym blogu.

 

Kinoteatr Wrzos

Jednostka Domu Kultury Podgórze. Znajduje się w budynku z XIX wieku, przy ul. Zamoyskiego 50. Miejsce przyjazne młodym twórcom. Tutaj odbywa się Festiwal Animacji OFAFA. We Wrzosie można było obejrzeć filmy Władysława Sikory, kabaret na żywo, recitale kabaretowe. Młodzi Twórcy mogli przepróbować swoje programy w czasie Inkubatorów Kabaretowych. Cyklicznie odbywał się tutaj także Festiwal Podgórek, prezentujący kabarety nietelewizyjne i niszowe, oraz znane grupy kabaretowe, uznawane za klasyczne.

 

 

Rozmówki Kabaretowe [odc. 1]: Z Alicją w kranie korpoczarów. Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje i pierwszy program Kabaretu BudaPesz

WSTĘPNIAK

Bardzo chciałam napisać coś po sobotniej Biurozie we Wrzosie, bo bawiłam się znakomicie. A dobro trzeba szerzyć. Nie chciałam jednak pisać kolejnej zwykłej recenzji. Olśniło mnie w czasie prywatnej rozmowy o tym wydarzeniu z ALICJĄ RZEPĄ, naszą okazjonalną Panią Fotograf – tak, to jest to! Trzeba zacząć rozmawiać o kabarecie i zaszczepić taką potrzebę u innych. Postanowiłyśmy z Alą przedłużyć naszą wymianę poglądów na temat sobotniego wieczoru i wszystko zachować dla potomności. Efekty tego działania przedstawiam poniżej. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz uda mi się skorzystać z takiej formy przekazania myśli. Zapraszam na pierwszy odcinek z cyklu Rozmówki Kabaretowe.

IMG_1429

Szyld firmy Biuroza z o.o., fot. Alicja Rzepa

KTO?
Kabaret Róbmy Swoje i Kabaret BudaPesz

CO?
Program BIUROZA i program BudaPeszów

KIEDY?
23.04.2016 r., 20:00

GDZIE?
Kinoteatr Wrzos, ul. Zamoyskiego 50

ROZMÓWKI KABARETOWE

ODCINEK 1

Z Alicją w kranie korpoczarów. Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje i pierwszy program Kabaretu BudaPesz

PAULINA:
Chciałabym wprowadzić tradycję rozmowy o spektaklach kabaretowych. Rozmawia się o filmie, o teatrze, o książce, dlaczego by nie pomówić o kabarecie. Cieszę się, że zgodziłaś się być moją pierwszą rozmówczynią. Tym bardziej mnie to cieszy, że bardzo chciałam coś o tym sobotnim spektaklu napisać, ale ponieważ to nie było moje pierwsze zetknięcie z tymi kabaretami, a bardzo je lubię, powstała by po prostu kolejna pozytywna recenzja. A tak mamy szansę powymieniać się poglądami.

Wcześniej rozmawiałyśmy już chwilę o tym spektaklu. Wspomniałaś, że nie wiadomo co było fikcją, co groteską. Ty widzisz w Biurozie takie codzienne sytuacje?

No i czy już widziałaś ten spektakl? Bo ja go już widziałam kilka razy, ale wciąż w nim coś nowego odkrywam.

ALICJA:
Po pierwsze WOW – bardzo się cieszę i dziękuję, że wybrałaś mnie na pierwszą rozmówczynię! Wydaje mi się, że nastały dla kabaretu ciężkie czasy, więc warto o nim rozmawiać. Najlepiej dużo i często…

Biurozy wcześniej nie widziałam, a teraz mam nadzieję, że zobaczę jeszcze nie raz a i od soboty intensywnie polecam ją znajomym. Tak jak mówisz, z każdym kolejnym oglądanym występem zapewne odkrywa się nowe dno, bo pierwszy zachwyt na pewno wiele przekazów blokuje 😉

IMG_1481

Radość niewypowiedziana, fot. Alicja Rzepa

Jeśli chodzi o samą treść, to w świetle mojego bardzo skromnego korporacyjnego doświadczenia mogę powiedzieć, że ciężko mi odróżnić w tym programie groteskę od samej prawdy. Absurdy w pracy pojawiają się na każdym kroku i w skeczach niekoniecznie zostały przerysowane, czasem wystarczyło je narysować, albo po prostu naszkicować. Bardzo modne są wizerunkowe kampanie CSR-owe, które mają ocieplić wizerunek marki, kierowane są na zewnątrz, podczas gdy pracownicy sami nie wiedzą, kiedy dochowali się dorosłych dzieci i ze stresu budują swoją codzienną dietę na obgryzaniu paznokci.

Ja w ogóle wypracowałam sobie już własną ideologię, że życie jest zbyt krótkie, by marnować je na pracę, której się nie lubi, albo przez którą czas przecieka nam przez palce, a takie naprawdę ważne rzeczy, na których powinniśmy budować trwałe szczęście, gdzieś bokiem nam umykają. Ja na serio uważam, że lepiej zarabiać niekorporacyjne stawki i skupić się na prawdziwym życiu, bo w pracy nie ma ludzi niezastąpionych, a nawet najbardziej lojalnego pracownika też można zwolnić. Może do bólu mrocznie to zabrzmiało, ale Biuroza śmiechem-żartem to potwierdza. A moja filozofia życiowa, to temat na inną okazję i wywiad rzekę 😉

PAULINA:
Dobra, a jak już mówimy o takim krzywym zwierciadle, co powiesz o kabarecie BudaPesz? Poza tym, że Marek i Adam tworzą razem przeuroczy duet, to moim zdaniem świetnie uzupełniają tę tematykę, którą podjął Kabaret Róbmy Swoje w Biurozie. Z racji tego, że u nich króluje taka tematyka społeczna, wcale nie tak daleka od tego korporacyjnego mikroklimatu Biurozy.

IMG_1766

Marek Stawarz, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Przeuroczy duet to mało powiedziane. To czysta znakomitość! Uwielbiam patrzeć jak twarz Adama w emocjach jest twarzą zupełnie innego człowieka niż poza sceną. Z resztą mogę to powiedzieć o obydwu panach. Ten ich program jest bardzo spójny i konsekwentny w formie. Nie ma tu przerostu formy nad treścią, bo taką treść ciężko by było czymś przebić.

PAULINA:
Zdecydowanie. Zgadzam się z Tobą w pełni. Teraz tak trudno o kabaret, który przedkłada treść nad formę, to widać zwłaszcza w telewizji. Ładny obrazek, a za nim płaskie slogany. Tym lepiej uwidacznia się taka odwrotna tendencja, tak jak u BudaPeszów. Choć tutaj i obrazek jest niczego sobie.

IMG_1794

Adam Wacławiak, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Oni mają bardzo dużo do powiedzenia i szkoda by było przykryć to kostiumami i rekwizytami. Chłopaki są piekielnie inteligentne i wyraźnie zakładają, że taki też widz przychodzi ich oglądać. Nie ma tłumaczenia puenty ani żartu w stylu „kawa na ławę”. Ja lubię pomyśleć, nawet jeśli coś dociera do mnie ze „współczynnikiem opóźnionego dojścia” (vide Adam Grzanka). Problemem większości kabaretów komercyjnych jest podawanie widzowi żartu na tacy. Kabaret przestał intrygować, a zaczął przynudzać. Żonglerka słowna i skojarzeniowa u BudaPeszów jest cud-miód.

IMG_1819

BudaPesz w komplecie, fot. Alicja Rzepa

Czy pasują do Biurozy? Trochę tak, na pewno właśnie inteligencją i spostrzeżeniami na temat takich najbardziej przyziemnych spraw. Balansują też na podobnym poziomie absurdu. Kiedy pokazują ten pełny program, bo zapomniałam?

PAULINA:
Też bym to chciała wiedzieć. A jest jakiś moment w tym sobotnim spektaklu, który szczególnie zapadł Ci w pamięć? Ja się zastanawiałam, czy ja mam taki ulubiony moment, ale chyba uwielbiam ten spektakl w całości, jeśli chodzi o samą Biurozę. Natomiast mogłabym wskazać moją ulubioną piosenkę, przynajmniej na ten moment – zdecydowanie Team leader. Jakoś mi tak pasuje energia tego utworu. Bardzo lubię też Siedź-song, bo to jest takie prawdziwe! Myślę o tej piosence, ile razy zasiedzę się do późnej nocy nad jakimś tekstem, czy korektą.

W BudaPesz zdecydowanie najbardziej podobają mi się piosenki, bo ja generalnie jestem fanką piosenki w kabarecie. Uważam, że piosenki wychodzą im genialnie! Są tak świetnie zinterpretowane. Gdyby była muzyka na żywo, to można by w ogóle mdleć z zachwytu.

A Ty, masz taki moment/momenty, które jakoś tak bardziej chwyciły Cię za serce w sobotni wieczór?

ALICJA:
W pamięć najbardziej chyba zapadł mi skecz, w którym Róbmy Swoje rysują strukturę zatrudnienia i życie służbowe przy pomocy kubków. Przełożenie realiów pracy na tak banalny przedmiot (każdy przecież ma swój ulubiony kubek, nie uwierzę, że nie!) było genialne. I ja tam widziałam siebie. Zwłaszcza w puencie, bo zdarzyło mi się być pełnoetatowym pracownikiem na „połówce”, wychodzącym z biura o 22:00.

IMG_1522

Kawa na pół etatu, fot. Alicja Rzepa

Uważam, że obydwa te kabarety robią świetną piosenkę kabaretową. Ostatnio utarło się, że najlepiej jest wybrać którąś piosenkę z tych, co akurat są nadawane w trybie „heavy rotation”, zmienić słowa i mamy hit (są oczywiście wyjątki). Oczywiście tak jest łatwiej, bo poprzez reminiscencje podobają nam się melodie, które już raz słyszeliśmy… Ale to piosenkę „Tanie dranie” zna prawie każdy, a nie „Wszystkie małe cycki”.

Mam ogromną nadzieję, że takie kabarety jak Róbmy Swoje i BudaPesz wskrzeszą w ludziach wiarę w piosenkę kabaretową – i to nie tylko wśród fanów kabaretu.

PAULINA:
Jeszcze chciałabym się odnieść do spektakli na żywo, do występów kabaretowych na żywo. Czasem to się wiąże z jakimiś technicznymi problemami. I myślę, że w takich sytuacjach właśnie wychodzi cały profesjonalizm artystów. To, że są zdolni do zachowania zimnej krwi w każdej sytuacji i nie przerywają grania, nie robią z tego wielkiej sensacji, tylko kontynuują jakby nigdy nic. Zresztą widziałyśmy to też na scenie w sobotę, w czasie występu Róbmy Swoje. To jest w ogóle też to, co decyduje o takich smaczkach kabaretu na żywo, tworzy taką niepowtarzalną atmosferę. Co Ty o tym myślisz?

IMG_1682

Takie tam klasyczne zebranie, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Ja uważam, że w kryzysowej sytuacji na scenie nie tyle widzimy profesjonalizm artysty, ile to jakim jest człowiekiem. Oczywiście, można tupnąć, obrócić się na pięcie i wrócić do hotelu, ale w tym momencie artysta ignoruje publiczność, która przyszła na jego występ (i dzięki której de facto jego działalność artystyczna ma rację bytu), ignoruje organizatorów i techników (którzy przecież grają z nim do tej samej bramki i nie sknocili niczego specjalnie). Profesjonalizm wydaje mi się być osobną sprawą, chociaż do pewnego stopnia i tutaj można o nim mówić.

Publiczność uwielbia, kiedy na scenie idzie coś nie tak. Rolą kabareciarza jest obrócić tę sytuację w żart. Bo od tego jest 🙂 I to są smaczki, o których Ty mówisz. Bardzo smaczne kąski nawet!

PAULINA:
Ok. Poprosiłam Cię też o to, żebyś zrobiła dla mnie fotorelację z tego wieczoru. Sama nieraz biegałam z aparatem po sali. Dziękuję, że mnie teraz od tego wybawiłaś. I pytanie, czy Ty, jako fotograf, czujesz, że jakoś inaczej patrzysz na spektakl, gdy masz w dłoni aparat? Bo ja mam taką tendencję do skupiania się na drobiazgach wizualnych i choć oglądam te występy także fotografując, to mam wrażenie, że wtedy umykają mi pewne detale samego spektaklu. Poprzednim razem właśnie tak oglądałam Biurozę i BudaPesz również, więc teraz mogłam się skupić tylko na odbiorze. Co było, nie ukrywam, bardzo przyjemne. Czy dla Ciebie jest jakaś różnica między odbiorem spektaklu, gdy jesteś w roli fotografa i gdy jesteś tylko widzem? Co np. przykuwało Twoją uwagę w sobotę? Bardziej ulotność chwili, czy np. rozważanie, czy z tego będzie dobry kadr? 😉

ALICJA:
Ja nie muszę już myśleć o tym, czy dobrze kadruję, albo jak dopasować ustawienia do światła, które może nie jest bardzo dynamiczne, ale jednak na przestrzeni skeczu się zmienia. Oczywiście ograniczenia sprzętowe w przypadku mojego staruszka pojawiają się często, więc nie jestem maestro jakości a i kadry pozostawiają wiele do życzenia, bo ruchu na scenie jest sporo. Często to jest ułamek sekundy, kiedy można coś uchwycić i wtedy nie ma czasu na rozważanie przesunięcia kadru odrobinę w prawo [np. foto: Magda i chłopaki na krzesłach-śmigłach].

IMG_1636

Pełny odlot, fot. Alicja Rzepa

Odbiór to zupełnie inna kwestia. Chociaż jak wspomniałam wyżej, nie muszę intensywnie myśleć już nad stroną techniczną, to nadal dużo rzeczy mi umyka i muszę dopytywać siedzące obok osoby „z czego się śmieją?” albo „co? co on powiedział?”. I jednak nie da się tak delektować tym, co dzieje się na scenie, zwłaszcza, kiedy mamy do czynienia z kawałem dobrej roboty – a w przypadku Róbmy Swoje i BudaPeszu właśnie tak było! Następnym razem na pewno nie zabieram ze sobą aparatu 🙂

PAULINA:
Super. Popieram! Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. I oczywiście polecamy wszystkim doświadczenie mocy Kabaretu Róbmy Swoje i Buda Pesz na własnej skórze.

PAULINA JARZĄBEK

PS: Jeśli widzieliście ten spektakl, napiszcie nam o swoich wrażeniach w komentarzach. Chętnie poznamy inne opinie.

Zmagania konkursowe finałów 32. EDF PAKI [recenzja]

Co prawda będąc Wolontariuszką nie mogłam pozwolić sobie na obejrzenie wszystkich koncertów PAKI, ale postanowiłam, że pokazy konkursowe (15 i 16 kwietnia) muszę zobaczyć za wszelką cenę. I postanowienia dotrzymałam!

zbiorowe

Finaliści podczas koncertu galowego, fot. Anna Jackowska

Zawsze czekam na ten moment w czasie Paki, gdy będę mogła obejrzeć programy wszystkich finalistów. W tym roku nikt mnie nie powalił na kolana, ale też nie mogę powiedzieć, że poziom był zły. Owszem, był może nierówny, ale w każdym z tych wystąpień jestem w stanie znaleźć jakiś pozytywny element, bez szczególnego wysilania się. To dobrze. To znaczy, że jest na czym budować.

DZIEŃ PIERWSZY

Pokazy finałowe PAKI w tym roku obejrzałam po raz ósmy. Przez tyle lat nauczyłam się inaczej patrzeć na kabarety konkursowe. Widzieć w nich, poza potknięciami, wszystkie cechy rokujące dobrze na przyszłość.

Z racji moich preferencji scenicznych najmniej podobali mi się soliści, a najbardziej śpiewające kabarety, w tym genialnie wykonane piosenki konkursowe.

Bo pierwszego dnia konkursu na scenie zaprezentowali się także finaliści konkursu piosenek PAKI, walczący o nagrodę im. Mirka Wujasa. Rotundowa publiczność obejrzała więc wykonania czterech utworów słowno-muzycznych.

Trzech uczestników: Michalina Putek, Kabaret BudaPesz i Kabaret Róbmy Swoje, przeszło do tego etapu z eliminacji konkursu piosenki, czwarty – Nic Wielkiego, to laureat przeglądu OSPA, zaproszony do udziału przez organizatorów.

Pisałam już o tym, ale co tam: podoba mi się głos Michaliny Putek. Dosyć nietypowy, jak na dziewczynę, mocny i niski, dobrze brzmiący w bluesie. Nie dziwi więc, że jej utwór nosi tytuł „Kartonowy Blues”. Natomiast nie jestem pewna, czy nazwałabym tę piosenkę kabaretową, choć mam dużą tolerancję dla form używanych w kabarecie. Na pewno jest to dobra piosenka, choć nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć jako taka. Głos wykonawczyni za to pamiętam znakomicie.

Michalina Putek

Michalina Putek, fot. Anna Jackowska

Bardzo cieszy mnie wygrana Kabaretu BudaPesz, ale choć gorąco im kibicowałam, byłam przekonana, że serca Jury zdobędzie raczej utwór Kabaretu Róbmy Swoje. Też zresztą świetny, ale o tym za chwilę. Wracając do zwycięzców konkursu piosenki, ich „Rodzina na swoim” to nie tylko dobrze napisana, ale i znakomicie zagrana piosenka. Zagrana aktorsko, bo w warstwie muzycznej był to pół-playback. Czego odrobinę żałuję, bo wiem jak dobrze Panowie brzmią z muzyką na żywo. Rozumiem jednak takie posunięcie. Na pewno pozwoliło im to w pełni zaprezentować umiejętności interpretatorskie, których im nie brakuje. Podejrzewam, że i przysłowiową książkę telefoniczną byliby w stanie wyśpiewać w interesujący sposób. Tekst tej piosenki znam już niemal na pamięć. Dobrze, że po 7 minut Po mam komu fanować. Tak trzymać!

BudaPesz

Kabaret BudaPesz, fot. Anna Jackowska

Moi drudzy faworyci do piosenkowej nagrody, Kabaret Róbmy Swoje, wykonali utwór na czasie, „Smog Song”. Z ostatniej płyty Krakowskiego Barda. Tego kabaretu zawsze słucham z ogromną przyjemnością, więc i tutaj się nie zawiodłam. I nawet scena była „szarsza i szarsza”. Bardzo dobry utwór, szybko wpadający w ucho, zgrabnie napisany i skomponowany. Po prostu Róbmy Swoje w scenicznej pigułce. I jeszcze ciekawie zaprezentowana treść. Czego chcieć więcej.

Róbmy Swoje

Kabaret Róbmy Swoje, fot. Anna Jackowska

Podobała mi się również melodyjna piosenka zespołu Nic Wielkiego, „Idealna”, zaśpiewana przez dwie dziewczyny, przy męskim akompaniamencie. Radosna i niebanalna.

Nic wielkiego

Nic Wielkiego, fot. Anna Jackowska

Ogólnie poziom konkursu piosenki oceniam jako wysoki. To dobrze wiedzieć, że piosenka kabaretowa ma się tak dobrze. Artyści do gitar!

Po prezentacjach muzycznych przyszedł czas na konkurs główny przeglądu. Szymon Łątkowski zaprezentował program w formie one man show, którego akcja działa się na przystanku autobusowym. O ile treść programu niezbyt mi odpowiadała, o tyle muszę przyznać, że formalnie nie mam temu wykonawcy nic do zarzucenia. Występ sprawiał wrażenie przygotowanego perfekcyjnie. Szymon wywalczył sobie u Jurorów trzecie miejsce, wspólnie z drugim solistą wieczoru, Davidem Mbeda Ndege.

Szymon Łątkowski

Szymon Łątkowski, fot. Anna Jackowska

Drugi punkt tej części wieczoru według mnie był bardzo dobry. Czołówka Piekła to dosyć klasyczny kabaret, oparty na skeczach i piosenkach. Tym razem spiętych tematyką sportową w programie „Pęknięty Bidon”. Urzekły mnie zwłaszcza hymny kibiców, śpiewane w konwencji chóru chłopięcego. Piękne! Do tej pory śmieję się do wspomnień. Nic dziwnego, że Panowie zdobyli pierwsze miejsce. Według mnie całkiem zasłużenie, choć w prywatnym rankingu ustawiłam ich nieco niżej ze względu na zajęcie w nim pierwszego miejsca przez inny kabaret, A jak. Ale nie uprzedzajmy faktów. Czołówko, szacunek za piękną, sportową walkę!

Czołówka Piekła

Czołówka Piekła, fot. Anna Jackowska

Jako trzeci wystąpił tego wieczoru David Mbeda Ndege, o którym wspomniałam już wyżej. Tak oto w nielicznym gronie artystów estrady uprawiających stand-up, a których lubię słuchać, pojawił się kolejny twórca. Podobał mi się dystans, z którym David mówił o sobie, który wydawał się naturalnym elementem jego osobowości, a nie tylko narzuconą przez konwencję pozą sceniczną.

David Mbeda Ndege

David Mbeda Ndege, fot. Anna Jackowska

DRUGI DZIEŃ

W drugim dniu konkursu zabrakło co prawda prezentacji konkursowych piosenek, ale za to wystąpiły dwa mocno rozśpiewane kabarety. Pojawili się również dwaj soliści.

Marcin Zbigniew Wojciech nie zaskoczył mnie niczym. Choć uważam, że jego monologi brzmią lepiej niż przed kilkoma laty, gdy słyszałam go po raz pierwszy, to nadal nie moje klimaty. Podobała mi się za to bardzo użyta w jego programie animacja z kilkoma Marcinami na ekranie.

Marcin Wojciech

Marcin Zbigniew Wojciech, fot. Anna Jackowska

Grupa Paszkot, w której czterem kobietom towarzyszy trzech mężczyzn, stworzyła bardzo ciekawy, mocno muzyczny, „brzydki” tematycznie program. Ujęło mnie to musicalowe ogranie niewygodnych tematów oraz pokrętne zapowiedzi Karoliny Pańczyk. Cieszy mnie tak mocne oparcie programu na piosence. Chętnie obejrzę występ tego kabaretu raz jeszcze na spokojnie, jeśli tylko nadarzy się okazja.

Paszkot

Paszkot, fot. Anna Jackowska

Wojciech Fierdorczuk wywalczył sobie swoim stand-upem Grand Prix festiwalu. Należą mu się za to gratulacje, chociaż ja nie przyznałabym tej nagrody w tym roku. Niemniej jednak styl nagrodzonego określiłabym jako elegancki stand-up. Rzeczywiście dobrze słuchało się tego programu, choć nieszczególnie zapał mi w pamięć. Ogólne wrażenie mam jednak bardzo pozytywne i żałuję, że nie potrafię dokładniej określić jego stylistyki. Myślę jednak, że ten repertuar spodobałby się także osobom, które ze stand-upem są raczej na bakier.

Wojciech Fiedorczuk

Wojciech Fiedorczuk, fot. Anna Jackowska

Najmocniej (poza kabaretem BudaPesz, rzecz jasna, ale to już ustaliliśmy) trzymałam kciuki za kabaret A jak! Po pierwsze dlatego, bo już w czasie Niebywalencji wiedziałam, że muzycznie dziewczyny dają radę. Po drugie – bo to skład w pełni kobiecy, a takie zasługują na pielęgnację i szczególne szerzenie wici w świecie. I po trzecie – bo to grupa krakowska i mój lokalny patriotyzm mógł się wyżyć. Cztery panie zdobyły miejsce numer dwa uśmiechami numer 5 i Mchem Zbigniewem. Zbigniew na pewno jest dumny. Ich program był mocno, ale bez przesady, feministyczny, pokazujący raczej tę silniejszą stronę kobiecości. I jakże pięknie użyto w nim tłuczka do mięsa! Kwartet Okazjonalny by się nie powstydził. Zapowiada się to bardzo dobrze. Mam nadzieję, że na zapowiedziach się nie skończy, bo w takiej tematyce nie trudno o przekroczenie granic dzielących sztukę od kiczu. A tutaj, choć nadal ze smakiem, bywało blisko pójścia po bandzie. Niemniej jestem dobrej myśli i życzę dziewczynom dalszych sukcesów.

A jak

Kabaret A Jak, fot. Anna Jackowska

Wspomnę jeszcze mimowolny debiut mojej redakcyjnej koleżanki, Anety, która drugiego dnia, w przerwie miedzy dwoma kabaretami, pełniąc swoje obowiązki, przeszła do historii festiwalu wymiatając spektakularnie scenę. Rozwój jej kariery możecie już śledzić na fan page’u One Woman Show Bez Przesady. Polecam.

Tej niespodziewanej premiery nie byłoby, gdyby nie prowadzący, Tomasz Jachimek, który pełnił rolę konkursowego konferansjera. I to całkiem nieźle. Na uwagę zasługuje przede wszystkim jego piosenka o Jury, w składzie: Jacek Fedorowicz, Jacek Kołodziej, Krzysztof Jaślar, Rafał Kmita i Marcin Wójcik.

Może nie wszystkie wystąpienia finalistów przykuły moją uwagę i zdobyły moje serce, ale zawsze chętnie poznaję nowe formy i grupy, oraz programy tych, których już kiedyś widziałam. To niezwykle interesujące i budujące, śledzić czyjś rozwój od początków. Mam nadzieję, że zwycięzcy tegorocznej edycji Paki wykorzystają swoje szanse w kreatywny sposób i nie spoczną na laurach, tylko będą dalej szukać dróg rozwoju. Życzę im tego. Szacunek!

PAULINA JARZĄBEK

Krakowska Kronika Kabaretowa: Pierwszy etap Konkurs Piosenek 32. PAKI [relacja]

KTO?
Uczestnicy III Konkursu Piosenek PAKI: Drzewo A Gada, Trzecia Strona Medalu, Zespół Orange, Mieszko Minkiewicz, Michalina Putek, Paszkot, Róbmy Swoje, BudaPesz, PS

CO?
Konkurs Piosenek 32. PAKI, etap pierwszy

KIEDY?
4-5.03.2016 r., 18.00

GDZIE?
ROTUNDA, ul. Oleandry 1

KRAKOWSKA KRONIKA KABARETOWA
4-5 marca 2016 r.

[UWAGA: przed przeczytaniem tekstu koniecznie wsłuchaj się w sygnał Polskiej Kroniki Filmowej.]

I tak, już po raz trzeci, nasi dzielni uczestnicy zmierzyli się w boju o laur pierwszeństwa w dziedzinie piosenki kabaretowej. Walczyli w jedynej słusznej sprawie, albowiem piosenka od wieków stanowi podwaliny silnego kabaretu. W tej walce wspierał ich jedyny w swoim rodzaju konferansjer Piotr „Guma” Gumulec.

04.03.2016, piątek, 18.00
Pierwszego dnia zmagań rozradowana publiczność w klimatyzowanej inaczej sali krakowskiego klubu Rotunda obejrzała pięć podmiotów artystycznych: Kabaret „Drzewo A Gada”, Kabaret „Trzecia Strona Medalu”, Zespół „Orange”, Mieszka Minkiewicza oraz Michalinę Putek.

„Drzewo A Gada” zaatakowało piosenką Chłop się moczy przez oczy i był to atak zajadły i dynamiczny, choć utwór opowiadał o łzach męskich. Wykonaniu towarzyszyła choreografia pełna ekspresji, chyba nawet artystycznej. Warto zapoznać się z działalnością tej grupy kabaretowej, gdyż jest to działalność wpadająca w ucho i długo tam pozostająca.

Kabaret „Trzecia Strona Medalu” odpowiedział pytaniem , konkretnie Dlaczego?, stwierdziwszy jednoznacznie, że odpowiedzi nie ma. Po co zatem pytać? A choćby i po to, żeby mieć pretekst do napisania tekstu, połączenia go z muzyką i wykonania w takim oto konkursie, popierającym postulat „Więcej piosenek w kabarecie!”.

Zespół „Orange” zdecydowanie może pochwalić się intrygującym składem: instrumentalista (Maciej Bukłaga) wzorując się na swoim muzycznym guru, gitarzyście z Jaka to melodia?, zagrał z playbacku, wokalista (Mateusz Sitko) zaśpiewał bez playbacku. Panowie, kto wie, czy nie korzystniej wypadłoby odwrócenie tych ról. Życie jest życie, głosiło przesłanie utworu. Głosiło donośnie i w zróżnicowanych tonacjach wokalnych.

Mieszko Minkiewicz przypuścił szturm na widzów i Jury (Ewa Błachnio, Rafał Kmita, Zuzanna Dobrucka-Mendyk, Agnieszka Kozłowska) z piosenką Miłość to taka gra. Idealny poradnik dla mężczyzn szukających odpowiedniego prezentu dla swoich dam. Najlepiej na rocznicę, ale pewnie można podpiąć i inne święta. Idea słuszna, jako i wykonanie.

Michalina Putek wyróżniała się doskonałą techniką gry na gitarze i mocnym głosem, którym wyśpiewała Kartonowy Blues. I to tak wyśpiewała, że Jurorzy zaprosili ją do drugiego etapu konkursu. Jest siła w narodzie! Po piosence Pudło „7 minut Po”, to kolejna opowieść o przenośnym, kartonowym mieszkanku. Czyżby trend?

Ten utwór zakończył pierwszy dzień piosenkowych zmagań. Na placu boju, w pocie i znoju, pozostało jeszcze pięć piosenek.

05.03.2016, sobota, 18.00
Drugiego dnia do walki stawili się: Grupa „Paszkot”, Kabaret „Róbmy Swoje”, „BudaPesz” i Kabaret „PS” („Profanum Sacrum”).

Członkowie Grupy „Paszkot” wykonali brawurowo utwór o kocicach biurowych. „Baby górą!” chciałoby się krzyknąć, choć plątały się po scenie i osobniki płci męskiej. Ale, jak to mówią, każdy obraz potrzebuje tła, czyż nie? Tak czy inaczej, zaspokojono ponad normę dopływ kobiecości na scenę.

Kabaret „Róbmy Swoje” zaprezentował dwie piosenki. Smog song z ostatniej płyty krakowskiego barda (której bym wysłuchała z chęcią, gdyby istniała) oraz Marzenie, z pierwszej płyty krakowskiego kabaretu, Róbmy Swoje Piosenki (którą mam i polecam). Obie na czasie, obie barwnie opisujące rzeczywistość, choć ta pierwsza nieco szarsza. Smog Song zgarnął również miejsce w finale konkursu piosenki. Czuj duch! (Czuj, ale nie wdychaj! Przynajmniej nie w Krakowie.)

„BudaPesz”, czyli Marek Stawarz i Adam Wacławiak, poruszyli jakże ważną tematykę społeczną w piosence o wielu tytułach, oficjalnie nazywanej Rodzina na swoim. Pamiętajmy jednak, że choć Polska to dziki kraj, nadal jest to kraj piękny i postępowy (nie uściślając dokąd postępuje, przyjmijmy, że cały czas do przodu). Ten strzał także okazał się celny i zapewnił naszym dzielnym uczestnikom udział w drugim etapie konkursu.

Kabaret „PS” zgodnie z rozwinięciem nazwy („Profanum Sacrum”), rzucił się na głęboką wodę i przytoczył działa solidnej, stuletniej pieśni kabaretowej, wykonywanej niegdyś przez jej autora, Aristide’a Bruant, na ulicach Paryża, w „Czarnym Kocie” a i pewnie w innych przybytkach podkasanej muzy. Czarna zyskała drugą młodość, w nowym opracowaniu, z polskim tekstem i muzyką Kabaretu „PS”. Zakrzyknijmy gromko: „Niech żyje Czarna i (a co tam!) piersi jej!”.

Tym lirycznym akcentem bój o miejsca w finale dobiegł końca. Droga naszej partii muzycznej jest drogą słuszną, zatem należy nią podążać bez wahania! Niech duch Waszej walki będzie niezłomny. Idźmy z pieśnią na ustach powiewając sztandarem kabaretu wśród niedowiarków. Z bojownikami o wolność naszej i Waszej piosenki, którzy przeszli do drugiego etapu, do zobaczenia w finale 32. PAKI!

Pisała
PAULINA JARZĄBEK