Archiwa tagu: Teatr Szczęście

Kabaretowe grillowanie z Kabaretem A Jak! [recenzja]

A jak! grill

Cudnej urody Gospodynie kabaretowego grillowania.

KTO?

Kabaret A JAK!

CO?

„Kabaret A JAK! poleca się na grilla”

Kiedy?

12.05.2018 r. o 20:00

Gdzie?

Teatr Szczęście, ul. Karmelicka 3

 

12 maja cztery kabaretowe gracje z krakowskiego Kabaretu A JAK! zaprosiły widzów do Teatru Szczęście na nietypowe grillowanie. Pojawił się także gość specjalny. Wstyd się przyznać, ale choć od początku działalności tej grupy mocno trzymam kciuki za powodzenie dziewczyn, to po raz pierwszy udało mi się obejrzeć je poza ramami przeglądu. I wiecie co? W takiej wersji są jeszcze lepsze.

Jednak program zrobiony na własnych warunkach, w oswojonej przestrzeni i bez narzuconych granic czasowych pozwala w najpełniejszy sposób pokazać umiejętności. Jeśli dodamy do tego życzliwie nastawioną publiczność, wynik jest bardzo pozytywny.

Kabaret A JAK! potrafi każdy stereotyp, każdy znany motyw pokazać w taki sposób, że widz doznaje olśnienia: „O, to tak też można!”. I, co najważniejsze, jest to bardzo zabawne. Bawiłam się świetnie.

Co zatem Kabaret A JAK! polecił nam na grilla? Zerknijmy w opis:

„Każda prawdziwa Gospodyni dobrze wie, że na organizowanym przez nią grillu nie może zabraknąć:

  1. sprawdzonych dań (bo każdy lubi karkówkę),
  2. specjalności Pani Domu („Basiu, nikt nie robi takich faszerowanych papryk jak Ty!”)
  3. nowych dań, którymi Gospodyni ma nadzieję zaskoczyć i zachwycić swoich Gości…”

Były więc znane już piosenki oraz skecze, okraszone obficie nowościami. Była geneza pidżama party, piosenka o tym, że „co małe, jest piękne” i wspaniały hymn o maleńkim kaktusie. No i był gość specjalny: Łukasz Adamus z Kabaretu Trzecia Strona Medalu, który wystąpił w skeczu o pewnej sprytnej Mamusi. Skecz powstał w ramach Kabaretowej PrzeglądARKI w Klubie Arka.

Mam wrażenie, że każdy mój tekst dotyczący dziewczyn z A JAK! to kolejne wyznanie miłosne. Ale jak można nie kochać, będąc miłośnikiem klasycznego, dobrze skrojonego kabaretu, z fajną piosenką, rytmem, pomysłem i wykonaniem, takiej żywej energii na scenie. No jak? I jeszcze ta autoironia, dystans i zarażający radością uśmiech. A raczej uśmiechy. Wspaniale patrzy się na artystów (w tym przypadku artystki), którzy lubią to, co robią i sami się przy tym bawią.

Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest tak, że patrzę na tę twórczość absolutnie bezkrytycznie. Jasne, są aspekty, które podobają mi się bardziej, są takie, które nie do końca są w moim typie odczuwania, i takie, które uważam za genialne rozwiązania w dziedzinie kabaretu. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że Kabaret A JAK! jest jedną z moich ulubionych grup kabaretowych, na równi z Kabaretem Róbmy Swoje, czy Kabaretem Hrabi. I tego zamierzam się jak na razie trzymać. Polecam serdecznie.

PAULINA JARZĄBEK

Reklamy

Kabaret Czesuaf z „Rewizytą” w Teatrze Szczęście [recenzja]

Kto?

Kabaret Czesuaf

Co?

Program „Rewizyta”

Kiedy?

02.03.2018 r., 18:30

Gdzie?

Teatr Szczęście, ul. Karmelicka 3

10.jpg

Podejrzewam, że Teatr Szczęście wypełnia tajną misję poprawiania humoru wszystkim, którzy zbłądzą pod jego dach, szczęśliwym trafem. Podejrzenie owo wydaje się w pełni uzasadnione. Ot, dopiero co w Szczęściu gościł Kabaret Czesuaf z programem „Rewizyta”.

Nie ma co ukrywać, bawiłam się świetnie. Pewnie częściowo wynika to z mojej prywatnej sympatii do Cześków i tego, co od lat wyczyniają na kabaretowych estradach. Inteligentne skecze, zabawne piosenki, duża autoironia i jakaś taka szczerość przekazu są dla nich naturalne a dla publiczności niezwykle przyjemne w odbiorze.

Owszem, bywały w tym programie momenty, które nie do końca wpasowują się w mój gust. Nie wynika to jednak z jakości programu a właśnie z moich prywatnych upodobań. Niemniej jednak śmiałam się głośno, jeszcze głośniej klaskałam a moja sympatia do wyżej wymienionych wzrastała z minuty na minutę.

Dużo w tym programie charakterystycznego dla Cześków żonglowania skojarzeniami, gier słownych i ciekawych point. Dużo nawiązań do codziennych spraw, pewnego rodzaju kabaretowej publicystyki, która w wykonaniu tego Kabaretu zawsze trafnie komentuje sprawy społeczne, nawet polityczne, często ironicznie, może i złośliwie, ale nigdy w sposób obraźliwy. Uwielbiam to ich kąśliwe i bardzo zabawne opowiadanie naszych realiów.

Kasa na Dworcu PKP, alternatywna szkoła rodzenia, kolęda à rebours, piosenkowe dywagacje na temat wielkości instrumentów, sklepowe wyścigi po promocyjne towary… Tematy brzmią znajomo, ale Kabaret Czesuaf udowodnił, że nawet, jeśli wszystko już było, nadal można znaleźć zupełnie inny sposób, żeby to zaprezentować.

Cieszy mnie również wykorzystanie w programie piosenek. Ta o jajecznicy cementującej związek miłosny była naprawdę świetna. Znakomicie napisana, świetnie wykonana – uwielbiam głos Olgi Łasak, jeszcze z czasów, gdy w recitalach Ścibora Szpaka wykonywała jego utwory. Wspaniale, że w Kabarecie Czesuaf również może śpiewać. Niewykorzystanie tego głosu w piosenkach byłoby świętokradztwem.

„Rewizyta” to świetny program. Pod koniec zaśmiewałam się już do łez. Nie było rady – nie mogłam się powstrzymać. Polecam na dobry humor. No i chętnie złożę Cześkom rewizytę.

PAULINA JARZĄBEK

Jak i dlaczego zakochałam się w Teatrze Lalek Marka Żyły [recenzja]

Pamiętacie Marka Żyłę? Jeśli śledzicie scenę kabaretową, na pewno znacie  Kabaret Noł Nejm, który współtworzył. Ja miałam okazję poznać Marka od zupełnie innej strony. Przed Wami Teatr Lalek Marka Żyły – wspaniała zabawa dla małych i dużych widzów, tworzona z pasją i prawdziwym wyczuciem.

DSCN0352

Po raz pierwszy obejrzałam taki typowy spektakl teatru lalkowego 18 listopada, gościnnie

w Teatrze Szczęście, i był to właśnie spektakl Marka Żyły, „Jak dzielny wojak Józef diabła przechytrzył”. Nic to, że spektakl dla dzieci. Bawiłam się świetnie.

Nigdy nie miałam do czynienia bezpośrednio z tego typu teatrem lalkowym. Przynajmniej w swoim dorosłym życiu. Takim ze specjalną scenografią, specjalnie napisanym tekstem i zagranym w ten specyficzny sposób, który od aktora wymaga wiary w to, że lalka, w tym przypadku marionetka, posiada własną osobowość i cechy charakteru.

Owszem, znam kilka osób, które zajmują się lalkami, ich tworzeniem i operowaniem nimi i chociaż robią to naprawdę dobrze, nigdy nie widziałam świata aż tak opanowanego przez lalkowego aktora. Bo spektakl Marka Żyły wyczarowuje cały świat w miniaturze. Jest karczma, jest okno, a za oknem widoczek, w którym wnikliwe oko rozpozna zimowy krajobraz znanego holenderskiego malarza.  Są miniaturowe meble, które tworzą wnętrze domu wojaka Józefa. Wszystkie te rzeczy Marek wykonał własnoręcznie.

Robi także lalki, choć te, które zagrały w tym spektaklu, pochodzą częściowo z Czech. Kwestie wygłaszały jednak czystą polszczyzną. Każda innym głosem (choć każdy z nich należał do Marka).

Scenariusz jest wartki, sprawnie napisany, z dużym humorem i wielkim mrugnięciem w stronę widza, obojętne, w jakim wieku ów widz jest. Obserwowałam dzieci zgromadzone na sali. Były jak zaczarowane. I wiecie co? Nie dziwię im się wcale. Tej rzeczywistości, którą Marek Żyła stworzył na scenie, nie można się oprzeć. Opowiedziana przez niego historia jest zabawna, pełna humoru i co najważniejsze, angażuje nie tylko dzieciaki, ale i towarzyszących im rodziców.

Marek Żyła prowadzi także warsztaty lalkarskie, na których zdradza co nieco na temat konstruowania lalkowego świata. Na tych spotkaniach można własnoręcznie wykonać lalkę i zabrać ją do domu. Można także kupić gotowe marionetki na pamiątkę bezpośrednio u twórcy.  Sprawdzajcie repertuar Teatru Szczęście, w którym Marek bywa dość często z różnymi spektaklami. Najbliższe już w grudniu.

Jest mi niezmiernie miło, że mogłam poznać Marka Żyłę w jego naturalnym, lalkowym środowisku. I muszę przyznać, że o ile działania Kabaretu Noł Nejm nie zawsze trafiały do mnie w stu procentach, o tyle Teatr Lalek Marka Żyły jest dla mnie doskonały. Właśnie przez to, że wyczuwa się w nim tak ogromną pasję i zaangażowanie jego twórcy. Szczerze polecam wszystkim znajomym mamom oraz tatom  i każdemu, kto ma ochotę chociaż przez chwilę poczuć się jak dziecko.

PAULINA JARZĄBEK

Kabaretowa wędrówka szlakiem kabaretu [propozycja]

Kabaretowy Kraków.png

W ulubionym mieście każdy ma swoje ukochane ścieżki, tworzące indywidualną mapę przestrzeni. Trasy, którymi najchętniej się porusza, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Kiedy idę krakowskimi ulicami, wszędzie widzę ślady dawnego kabaretu.
Te sprzed ponad wieku, sześciu dekad a nawet sprzed kilku lat.

Moja droga zazwyczaj zaczyna się przy Placu Inwalidów. Karmelicka to ulica, przy której przez jakiś czas mieszkał Boy, a także Przybyszewski. To ulica Bagateli, dla której Tadeusz Żeleński, według anegdoty, wymyślił nazwę, a która teraz obrała go sobie za patrona. To także, od niedawna, Teatr Szczęście, gdzie Klaun Feliks dzieli się sceną z Andrzejem Talkowskim, Ściborem Szpakiem, Impro KRK, Kabaretem A JAK! I wieloma innymi wspaniałymi artystami współczesnego kabaretu. I wcześniej ulica Rajska z piosenki Agnieszki Chrzanowskiej.

Na rogu Krupniczej w latach 20. XX wieku znajdowały się także kabarety futurystów. Jeden z nich nazywał się Katarynka, ale nie wiem o tych lokalach zbyt wiele. Na razie.

Idąc w stronę Rynku mijam Stary Teatr, w którym mam nadzieję jeszcze długo podziwiać mój ukochany zespół teatralny. Tam zobaczyłam ponad dziesięć lat temu urzekający spektakl Sto lat kabaretu… Krakowskie kabarety XX wieku. Mam wrażenie, że właśnie wtedy zaczęłam szukać informacji o Zielonym Baloniku.

Na rogu Szczepańskiej i Sławkowskiej spoglądam w lewo. Tam, w Hotelu Saskim, działał króciutko Kabaret Figliki, którego założycielem był Adolf Nowaczyński, literat z Podgórza. A gdyby pójść w tamtą stronę tylko kilka kroków dzieliłoby nas od Kabaretu Loch Camelot w Zaułku Niewiernego Tomasza.

Skręcam jednak w prawo i idę w stronę Pałacu Pod Baranami. Lata 50. zasiedliły tam pewną Piwnicę różnymi niebieskimi ptakami. Ale przynajmniej jeden z nich był czarny – Ewa Demarczyk, Czarny Anioł piosenki. Wcześniej jeszcze ulubiona piwniczna knajpa z ogródkiem, w którym latem można spotkać artystów – Vis-à-vis.

Idąc w stronę Floriańskiej mijam Bracką, na której nieraz rzeczywiście pada deszcz. Tam znajduje się Nowa Prowincja, lokal Grzegorz Turnaua. A na jednej z kamienic Michał Zabłocki wyświetlał swoje wiersze. Teraz wyświetlane są tam głównie wiersze innych autorów.

Na początku ulicy Floriańskiej stoi Hotel Pod Różą, w którym sypiają „zmęczeni podróżą”, jak pisała Agnieszka Osiecka. Z tym miejscem był związany Marek Grechuta. Kilka lat temu odbył się tam również Wieczór Z Kabaretem w ramach Festiwalu Podgórek. Idziemy dalej, w dół ulicy i docieramy do źródeł – niedaleko Bramy Floriańskiej czeka na nas Jama Michalika, w której w 1905 roku doszło do „pierwszego wybuchu śmiechu” – powstania kabaretu Zielony Balonik.

Tutaj mogłabym zakończyć swoją wędrówkę, ale zajrzę jeszcze na Szpitalną. Na przeciw Teatru Słowackiego znajdowała się kiedyś Kawiarnia Teatralna Ferdynanda Turlińskiego a w niej swoje harce rozpoczął PAON, zgromadzony wokół Przybyszewskiego zespół współtwórców pierwszego polskiego kabaretu.

Tak wygląda najczęściej przeze mnie używana mapa mojego kabaretowego Krakowa. Może przyda Wam się przy zwiedzaniu. Oczywiście nie zawiera wszystkich punktów podróży – brakuje na niej wielu miejsc spoza obrębu Plant, a także niektórych ze ścisłego centrum. Kiedy jednak mam ochotę po prostu powłóczyć się bez celu, najczęściej wybieram taką trasę. Nie zastanawiam się nad tym. Gdybym zaczęła drążyć temat, musiałabym przejść aż do Podgórza, zahaczając o inne dzielnice. Co również czasem mi się zdarza. A jak wyglądają Wasze krakowskie skojarzenia kabaretowe?

PAULINA JARZĄBEK

Szczęśliwy styczeń, czyli podsumowanie „Miesiąca w Szczęściu”

szczesliwy-kolaz1

Nasz   styczniowy cykl okolicznościowy, Miesiąc w Szczęściu, dobiegł końca. W sumie udało nam się obejrzeć i zrelacjonować w różnych formach pięć spektakli znajdujących się w repertuarze Teatru Szczęście i porozmawiać z założycielem tej sceny, Andrzejem Talkowskim. Jedną relację napisała gościnnie nasza wspaniała wysłanniczka, podpisująca się jako Kabaretowa Szczęściara. Udział w tworzeniu cyklu miał także Szymon Jureczka, z którym Paulina rozmawiała o Spektaklu Bardzo Dobrym.

Jeśli dotąd nie czytaliście naszych tekstów z tego cyklu, możecie to nadrobić w dogodnym momencie, na przykład korzystając z poniższej listy, w której zestawiamy wszystkie wpisy z tej serii.

MIESIĄC W SZCZĘŚCIU, styczeń 2017:

CZĘŚĆ I: „Teatr jest naturalnym środowiskiem dla żartu”. Andrzej Talkowski o Teatrze Szczęście; rozmawiała Paulina Jarząbek.

CZĘŚĆ II: Rozmówki kabaretowe, odc. 2: Bardzo dobra rozmowa o teatrze. Z Szymonem Jureczką o „Spektaklu Bardzo Dobrym” w Teatrze Szczęście; rozmawiała Paulina Jarząbek.

Galeria na Facebooku:  Spektakl Bardzo Dobry – Kabaret Kuzyni w Szczęściu

CZĘŚĆ III:  Przeleciał cichy anioł. Spektakl „Czterdzieści i cztery” w Szczęściu, Paulina Jarząbek.

Galeria na Facebooku:  Czterdzieści i Cztery w Teatrze Szczęście

CZĘŚĆ IV: Wieczór ImproKRK, Aneta Tabiszewka, Agata Nowakowska.

Galeria na Facebooku: Wieczór ImproKRK w Teatrze Szczęście

CZĘŚĆ V: „Biuroza” Kabaretu Róbmy Swoje w Kwestionariuszu Prousta, Paulina Jarząbek.

Więcej na temat tego spektaklu przeczytacie w pierwszym odcinku Rozmówek Kabaretowych, z Alicją Rzepą.

Galeria na Facebooku: Szczęśliwa „Biuroza”

CZĘŚĆ VI: Wieczór ze Szczęściarzami, napisała gościnnie Kabaretowa Szczęściara.

Co poza tym w Szczęściu?

To tylko ułamek tego, na co stać najszczęśliwszy teatr w Krakowie. W czwartkowe wieczory pojawia się tam Doktor Absurdu, czyli Ścibor Szpak. Niejaki pogląd na jego twórczość daje tekst Pauliny, napisany po jednej z pierwszych wizyt w Teatrze Szczęście, który możecie przeczytać tutaj.

Z bliskich nam, kabaretowych klimatów, warto zaproponować także krakowski Kabaret A jak!, który również się tam pojawiał z programem Matki, żony i kucharki, i pewnie jeszcze powróci.

Przy Karmelickiej 3 organizowane są także Bale Szczęściarzy, czyli imprezy z biesiadowaniem w tle, trwające do wczesnych godzin porannych, albo późnych godzin nocnych, w zależności od punktu widzenia.

Gościnnie grywane są farsy i spektakle teatralne, monodramy i inne małe formy komediowe. W styczniu grany był m.in. spektakl Libański Łącznik.

Prężnie rozwija się także komediowa scena dla dzieci, gdzie prym wiodą spektakle Klauna Feliksa, Ale cyrki! i Klaun w Balonie. Nieprzypadkowo tę część repertuaru twórcy określili mianem Sceny Rodzinnej: te spektakle spodobają się zarówno dzieciom, jak ich rodzicom. Więcej na ten temat przeczytacie na stronie Teatru Szczęście, w odpowiedniej zakładce.

Ewidentną misją Teatru Szczęście jest niesienie radości, jeśli więc rzeczywistość Was przygniata, pozwólcie się rozpieścić szczęśliwym spektaklom. My na pewno będziemy tam wracać! Zapraszamy w imieniu Teatru do lokalu przy Karmelickiej 3. Dla jasności dodamy, że cykl był wynikiem szczerego zainteresowania nową krakowską sceną komediowo-kabaretową, i ani jeden z wpisów nie był sponsorowany 😉

 

WASZE USZCZĘŚLIWIONE VERBUM

 

Repertuar Teatru znajdziecie na www.teatrszczescie.pl oraz na www.facebook.com/teatrszczescie

 

PS Może macie własne propozycje krakowskich miejsc kabaretowo-komediowych ze stałym repertuarem, które mogłybyśmy w taki przekrojowy sposób zaprezentować?

 

 

Wieczór ze Szczęściarzami [Miesiąc w Szczęściu, odc. 6]

Miesiąc w Szczęściu trwa. 22 stycznia w Teatrze Szczęście spotkali się Szczęściarze, czyli artyści blisko z tym miejscem związani, by zaprezentować widzom jedyny, niepowtarzalny program, komponowany na ten jeden wieczór. O spisanie swoich wrażeń z tego spotkania poprosiłyśmy jego uczestniczkę. Przed Wami gościnnie, relacja ze styczniowych Szczęściarzy. Nas zachęciła.

 

Co?

Szczęściarze

Kto?

Ścibor Szpak, Andrzej Talkowski, Paweł Sadowski, Tomasz Zatorski, Kuba Gucik, Magdalena Kubicka, Czesław Jakubiec, Michał Mazanek, Damian Skóra

Kiedy?

22.01.2017 r., 19:00

Gdzie?

Teatr Szczęście

 

Nawet  najlepszy program telewizyjny nie odda uroku i klimatu występu na żywo. Dlatego takie rozrywki preferuję, dlatego taki kabaret polecam. Co tam ewentualne potknięcia, brak jakiegoś rekwizytu, ewentualne niedociągnięcia… Takie emocje dzieją się tylko raz. Już nikt nie powtórzy identycznie danej sceny, nie wypowie monologu tym samym tonem, nie zareaguje tak samo spontanicznie na nieprzewidzianą sytuację. Ten spektakl jest tylko dla nas, tu i teraz, możemy czuć się niemal jak w teatrze jednego widza. Co tam parę osób więcej, ja zatapiam się we własnej percepcji tego momentu. Zatopcie się i Wy.

Teatr Szczęście – chyba lepszej nazwy nie mógł otrzymać. Dla każdego  owo szczęście może być czymś innym. Dla mnie jest nim, ponieważ powstało miejsce, które choć trochę wypełni lukę w mym sercu, pozostałą po „Wrzosie”. Mogę nadal spotykać postacie, które mnie nie tylko bawią, ale i pogłębiają pewien poziom wrażliwości. Uczą nowego spojrzenia na humor, zmuszają do refleksji. Nie opowiem Wam wszystkiego o „Szczęściu”, odkryjcie je po swojemu, np. podczas cyklu „Szczęściarze”, który odbywa się co miesiąc. Na ostatnim z takich pokazów w tym mini teatrze poczułam się jakbym odwiedziła nie tylko teatr, ale i operę, i kabaret, i coś bliżej nieokreślonego, a wszystko to w sympatycznej, wręcz „rodzinnej” atmosferze. Magiczne miejsce na mapie Krakowa.

Chyba już czas opowiedzieć coś więcej o samych występach i artystach. Nie licząc zabawnej przed zapowiedzi, której dopuścił się główny konferansjer tamtego wieczoru – Doktor Absurdu, Ścibor Szpak; Pan Domu, Dyrektor Teatru Szczęście – Andrzej Talkowski opowiedział o maszynie szczęścia, którą sam zbudował i umieścił na sali. Jeden z widzów chętnie z niej skorzystał i wyszedł zeń jeszcze szczęśliwszy. Zarówno wówczas, jak i później Pan Andrzej nie szczędził nam efektów specjalnych, które bardzo urozmaicały spektakl.

img_0002

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Główna część artystyczna rozpoczęła się od utworu, którego nazwa, jeśli nie brzmi „ał”, to zdecydowanie mogłaby tak brzmieć. Zranione serce pewnego pana zostało rozkrojone niczym tort, ał, bolało, ale jak przyjemnie brzmiało… Paweł Sadowski przy akompaniamencie Tomasza Zatorskiego spokojnie wprowadził mnie w klimat najbliższych dwóch godzin.

img_0008

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Kolejny występ, przyznam, zaskoczył mnie. Może dlatego, iż nie spodziewałam się zobaczyć nowych twarzy, tym bardziej takich, które przeniosą mnie w nowy wymiar kabaretu. Opera to nie jest coś, co lubię szczególnie, tymczasem głos Czesława Jakubca od razu mnie urzekł. Nie tylko głos, ale cała osobowość zasługiwała na uznanie: ta teatralna mimika, wyczucie, że o wyjątkowym stroju nie wspomnę. Podobnie, jak w przypadku jego towarzysza, Michała Mazanka, który pięknie przygrywał swemu koledze i równie pięknie wyglądał. Tak właśnie lubię być zaskakiwana, takie persony cenię. Chętnie zobaczę ich  jeszcze niejeden raz.

img_0017

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Było to idealne wprowadzenie do tego, co nastąpi za chwilę, bo dla mnie to już deser 🙂 Na scenę wchodzi Ścibor Szpak wraz z charakterystycznymi dla swojej twórczości rekwizytami. Tym razem jednym rekwizytem składającym się z kilku elementów. Geniusz tego absurdu jest nie do opisania, to trzeba zobaczyć na żywo. Hymn Ikei (mam tendencje do nadawania nazw własnych) sprawił, że robiliśmy to, co potrafimy nieźle jako naród  ̶  śmialiśmy się sami z siebie.

img_0029

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Tylko po to, by zaraz potem dać się rozbawić jedynej kobiecie występującej tego wieczoru na scenie Teatru Szczęście. Magdalena Kubicka idzie jak burza ze swoim dowcipem, który zaserwowała nam pod postacią stand-upu. Uwielbiam takie spostrzegawcze, bezkrytyczne spojrzenie, choćby na siebie, przeistoczone w mocny żart. Niedoszła prawniczka z wieloma pomysłami, strumieniem świadomości i błyskiem w oku. Polecam. Tym bardziej, że kobieta w kabarecie to nieczęsty widok, a kobieta w stand-upie jeszcze rzadszy. Cudowna ironia o tym, jak my kobiety nie doceniamy facetów oraz metoda na Jastrzębia wspaniale wkomponowały się w moje poczucie humoru.

img_0045

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Przyszła pora na celebrytów, a dokładniej jednego celebrytę i tu znów pojawia się duet Pawła Sadowskiego i Tomasza Zatorskiego oraz Kuba Gucik przy klawiszach. Zabawny tekst z pewną refleksją o sławie, krótko i na temat.

img_0069

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Po krótkiej przerwie od stand-upu wracamy. Kolejny naturszczyk nowej sceny pieczołowicie dopracowuje swój program, którego nazwy tym razem nie wymyśliłam. Zdecydowanie utkwił mi w pamięci tekst o wegetarianach, pewnie dowcipny dla wielu. Ze stand-upem bywa różnie,  ale, jak to mówią, jest ryzyko, jest zabawa. Nigdy do końca nie wiadomo,   jak publiczność zareaguje na nieco ostrzejszy dowcip, co zresztą Damian Skóra sprawdzał przed głównym wystąpieniem. Próba żartu chyba przebiegła po jego myśli, skoro zdecydował się zostać na scenie 😉

img_0078

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Oprócz tego, że lubię kabaret, lubię też dobry kryminał, toteż tekst Ścibora Szpaka w wykonaniu Czesława Jakubca: „Renata denata”, to już gejzer przyjemności. Zaśpiewana w iście aktorski sposób sprawiła mi dużą przyjemność.

 Ale, proszę Państwa, to nie wszytko, co to się będzie teraz działo: fakir przedstawia prawdziwą mozaikę dowcipu, iluzji, teatru i sama już nie wiem, czego jeszcze 🙂  (Nawiasem mówiąc, muszę się dowiedzieć, gdzie Dyrektor zaopatruje się w kostiumy). Pan Talkowski tworzy niepowtarzalny klimat swoimi barwami, minami i naprawdę wyjątkowym poczuciem humoru, którym wyraźnie zaskarbił sobie sympatię publiczności.

img_0081

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Na tym można by zakończyć, ale nie! W Teatrze szczęśliwości impreza trwa nadal. Tym razem u Dentysty spotykają się znów Czesław i Michał, którym tekstu dumnie użyczył Ścibor, po raz kolejny zresztą, a zaraz potem sam zaprezentował nowy utwór i nowy instrument, zwany egzotycznie, jak na tego artystę przystało, Pistolutnią. Nie powiem za wiele, żeby nie zepsuć zabawy tym, którzy nie widzieli. Jak wszystkie programy Pana Szpaka  –  to po prostu trzeba zobaczyć. Niech wymowna nazwa sama zachęci do wysłuchania i obejrzenia.

img_0122

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Tyle z części głównej długiego i wesołego wieczoru ze Szczęściarzami. I ja się czuję szczęściarą, że mogłam tam być. Nie myślcie sobie, że wyjątkowy wieczór w wyjątkowym miejscu skończył się tak zwyczajnie. Na koniec wszyscy występujący zaśpiewali „Refren”,  który miał nawet zwrotki 😉  A potem… A potem to już było after party, w którym wszyscy mogli wziąć udział. Ja tam nie byłam, miodu i wina nie piłam, ale na pewno tam powrócę. Kto pójdzie ze mną?

Napisała KABARETOWA SZCZĘŚCIARA

„Biuroza” Kabaretu Róbmy Swoje w Kwestionariuszu Prousta [Miesiąc w Szczęściu, odc. 5]

Znacie Kwestionariusz Prousta? To popularna gra towarzyska, polegająca na zadawaniu pytań gościom. Klasyczny już zestaw pytań jest określany jako pierwszy test osobowości. Jego nazwa wywodzi się od pisarza, Marcela Prousta, ale to nie on był autorem tych pytań. Natomiast dwukrotnie na nie odpowiadał: po raz pierwszy jeszcze jako nastolatek, po raz drugi, już jako dojrzały powieściopisarz. Obecnie istnieją różne warianty tej zabawy. Klasyczne pytania, zapisane współczesnym językiem, znalazłam na stronie dobrebadania.pl, i to ich użyłam do napisania tego tekstu.

 p1220527

Bo dlaczego by nie zrobić testu osobowości spektaklowi kabaretowemu? No właśnie. Zobaczcie jak według mnie na pytania z Kwestionariusza Prousta odpowiedziałby spektakl Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje. Sprawdzamy to w piątym odcinku cyklu Miesiąc w Szczęściu.

 

Kto?

Kabaret Róbmy Swoje

Co?

Biuroza, spektakl z o. o.

Kiedy?

21.01.2017 r., 18:00

Gdzie?

Teatr Szczęście

 

Wiecie, jak trudno namówić spektakl do zwierzeń? A nam się udało! BIUROZA – spekatakl z  o. o.,  odpowiada na pytania z Kwestionariusza Prousta.

 

 1. Główna cecha mojego charakteru?

Jestem słodko-gorzka.

2.Cechy, których szukam u mężczyzny?

Pracoholizm. I poczucie humoru. I umiłowanie dobrej muzyki.

3. Cechy których szukam u kobiety?

Pracoholizm. I autoironia. I umiłowanie dobrej piosenki.

4. Co cenię najbardziej u przyjaciół?

Pracoholizm. Lojalność. Wypełnianie moich zadań.

5. Moja główna wada?

Pracoholizm.

6. Moje ulubione zajęcie?

Nadgodziny w korporacji, które spędzam śpiewając z radości. I siedzenie długimi godzinami przy biurku na moim ukochanym fotelu.

7. Moje marzenie o szczęściu?

Kubek z kawą bez dna. Taki, żeby sam się napełniał.

8. Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?

Pani Jadzia, sprzątaczka, nieformalna władza na naszym piętrze.

9. Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem?

Gdyby trzeba było wyjść wcześniej z pracy, w której serce me śpiewa ze szczęścia.

10. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie był tym, kim jestem?

Naszym oddziałem w Chinach. Albo w Czadzie. Tak, Czad to jest to.

11. Kiedy kłamię?

Tylko w obronie koniecznej. Kocham moją pracę, o której złego słowa powiedzieć nie mogę.

12. Słowa, których nadużywam?

Tak, szefie, tak. Tak, tak, szefie.

13. Ulubieni bohaterowie literaccy?

Na pewno wszyscy z epoki pozytywizmu. Pozytywne myślenie w pracy, to jest to, czego potrzebuję.

14. Ulubieni bohaterowie życia codziennego?

Teamleader, szefowa, mąż szefowej, syn szefowej, wujek szefowej. Rodzina na swoim.

15. Czego nie cierpię ponad wszystko?

Lenistwa. I zepsutego ekspresu do kawy.

16. Dar natury, który chciałbym posiadać?

Żeby bilokacja nie była utopią.

17. Jak chciałbym umrzeć?

Nie mam na to czasu. Deadline mnie goni.

18. Obecny stan mojego umysłu?

Wypoczęty. Wyspałam się na zebraniu.

19. Błędy które najczęściej wybaczam?

To nie ja! To on! Poza tym: jakie błędy?

 

Bogatą osobowość ma pani Biuroza, czyż nie? Polecamy sprawdzenie tego bogactwa w kontakcie na żywo, kiedy tylko nadarzy się okazja. Zwłaszcza w Teatrze Szczęście, gdzie domowa atmosfera kameralnej sali tak pięknie kontrastuje z korporacyjnym światem tego spektaklu.

 

PAULINA JARZĄBEK