Archiwa tagu: Kabaret BudaPesz

Werdykt Wolontariuszy 33. EDF PAKI

IMG_6799

Część wolontariuszy (o dziwo w spoczynku) 33. EDF PAKI. Fot. Mariusz Grabowski

Po raz trzeci zaprosiłyśmy Wolontariuszy przeglądu PAKA do zagłosowania na swoich kandydatów w Konkursie Głównym EDF PAKI oraz w kilku innych kategoriach. Najważniejszą z nich jest Superwolo, czyli nagroda dla najsympatyczniejszego uczestnika Konkursu Głównego.  Z dumą prezentujemy Wam wyniki tego głosowania. Jak zwykle z poślizgiem, bo Wolontariusz najpierw musi odespać poprzeglądowe zmagania.

 

WERDYKT WOLONTARIUSZY 33. EDF PAKI

Wolontariusze 33. EDF PAKI, po zapoznaniu się z uczestnikami 33. EDF PAKI na scenie i poza nią, postanowili przyznać następujące nagrody:

KONKURS GŁÓWNY

Miejsce I Kabaret A JAK

Miejsce II BudaPesz Kabaret

Miejsce III Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn

Grand Prix nie przyznano.

 

NAJLEPSZA PIOSENKA PRZEGLĄDU

Niebrzydka dziewczyna, Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn

 

NAGRODA SUPERWOLO

dla najsympatyczniejszego uczestnika konkursu głównego, w postaci możliwości spędzenia dnia w roli wolontariusza podczas kolejnej PAKI:

Karolina Abramowicz

za nieustanne tryskanie optymizmem i czarujący uśmiech. A jak!

 

NAGRODY SPECJALNE:

DLA NAJLEPSZEGO OGARNIACZA

Aneta Tabiszewska

za bycie oazą spokoju, wszechogarnianie chaosu i nieustanne czuwanie.

 

ZA OSOBOWOŚĆ POZAKONKURSOWĄ PRZEGLĄDU

Tomasz Jachimek

 

Wszystkim nagrodzonym w głosowaniu Wolontariuszy 33. EDF PAKI serdecznie gratulujemy!

 

PS Nagrody mają  charakter honorowy, poza nagrodą Superwolo, którą można zrealizować za rok 😉 Można krzyczeć „Hańba!”.

Reklamy

Faraon, kury domowe i opętany bobas, czyli Konkurs Główny 33. EDF PAKI [relacja]

Co?

Konkurs Główny 33. EDF PAKI, Przełomowy moment w karierze, część I i część II

Kto?

Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, Mieszko Minkiewicz, Kabaret A Jak!, Kabaret Trzecia Strona Medalu, Paulina Potocka, Kabaret Czołówka Piekła, BudaPesz Kabaret, Ewa Błachnio

Kiedy?

31.03-01.04.2017 r.

Gdzie?

Kijów Centrum, dawniej Kino Kijów, Kraków

Laureaci_Kąsek

Laureaci 33. PAKI w otoczeniu najwierniejszego Widza Przeglądu, Fot. Kąrina Kąsek

Po raz pierwszy od dawna udało mi się obejrzeć Konkurs Główny PAKI w całości. Bardzo mnie to cieszy, bo tegoroczni uczestnicy tworzyli naprawdę barwną mozaikę stylistyk i form. Część konkursowa stanowiła przez to najbardziej dla mnie interesujący fragment całego przeglądu. Zresztą zawsze najbardziej lubiłam pakową część konkursową, bo to, zaprawdę, potrafi być zaskakujące doświadczenie dla widza.

Całość poprowadziła Ewa Błachnio, tym samym debiutując w roli konferansjerki pakowego konkursu. I był to debiut udany, a przy tym niełatwy, zwłaszcza pierwszego dnia, kiedy to prowadząca dzielnie walczyła z uporczywym panem z widowni. Ta ich krótkotrwała relacja stała się mimowolnym motywem przewodnim zapowiedzi, tworząc w każdym wejściu kolejne odcinki mini serialu o “Wacku”. Uczestników konkursu oceniało Jury, w którego skład wchodzili: Jacek Fedorowicz, dr hab. Jacek Kołodziej, Krzysztof Jaślar, Zenon Laskowik i przewodniczący Jerzy Jan Połoński. Drugiego dnia konkursu powstała także tradycyjna już piosenka o Jurorach, stworzona i wykonana przez prowadzącą. Tym razem w stylu hip-hopowym. odśpiewaliśmy również Hymn PAKI, który miał premierę 29 marca.

Superbohaterowie, jaja i stand-up: pierwszy dzień konkursu

Pierwszego dnia konkursu obejrzeliśmy Sekcję Muzyczną Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, Mieszka Minkiewicza i Kabaret A JAK!.  Sekcja Muzyczna powraca do nas w coraz szerszym składzie, więc za rok spodziewam się kabaretowej wersji orkiestry prawie symfonicznej. W tym roku obok gitar i gumowych zwierzątek pojawiła się trąbka i perkusja, oraz przyczepieni do nich panowie. Miłość Kuźni wyznaję od pierwszego usłyszenia, od którego odległość czasową mogę liczyć już w latach (jeszcze nie świetlnych, ale blisko), byłam więc zachwycona, słuchając tego półgodzinnego koncertu. Nie mam pojęcia, w jaki sposób publiczność mogła wytrzymać niemal nieruchomo cały ten program muzyczny, ja miałam ochotę tańczyć. Gdyby nie cudem dopadnięte miejsce w pierwszym rzędzie, które sobie tak samotnie na mnie czekało, oprócz moich rąk, tańczyłyby także nogi. Od razu wspomnę, że panowie zdobyli zasłużone pierwsze miejsce, które chyba jednak było zaskoczeniem dla zgromadzonych przy odczytaniu werdyktu osób. I chociaż nagrodzony przez jurorów Faraon nie jest moją ulubioną piosenką tej grupy (wybrałabym inną, np. Niebrzydką dziewczynę, lub Złoto, jeśli mielibyśmy pozostać w podobnej tematyce), to pierwsze miejsce bardzo im się należało. Macie moc jak Superbohater – muzyczny!

Kuźnia_Kąsek

SMKKPM w czasie konkursu, Fot. Karina Kąsek

Pierwszego dnia konkursu wystąpił również Mieszko Minkiewicz, prezentując mieszankę smacznego stand-upu i piosenki. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy to da się połączyć – tak, da się i to całkiem nieźle. Jeśli do tej pory Białystok kojarzył Wam się tylko z disco polo,  po tym występie będzie Wam się kojarzył także z Mieszkiem. I jest to bardzo dobre skojarzenie. Ponadto Mieszko jest autorem pracy magisterskiej o stand-upie, więc temat zna z każdej strony. Jak pokazał na scenie w Kijowie, praktyka idzie mu nieźle.

Mieszko_czołówka

Mieszko w czasie Konkursu Głównego, Fot. Karina Kąsek

Trzeci występ wieczoru zrównoważył męski punkt widzenia punktem widzenia żeńskim. Kabaret A JAK! pokazał klasę w programie Męskość dla mężczyzn. Jest to chyba najpiękniejsza grupa kabaretowa  w Krakowie. Dziewczyny fenomenalnie śpiewają i tworzą klasyczny, słowno-muzyczny kabaret, z tym, że w 100% kobiecy. Nie można oderwać od nich wzroku, ani uszu. Chciałabym usłyszeć w ich wykonaniu więcej piosenek z własną muzyką. Programem, w którym robią sobie jaja, w zasadzie dosłownie, wywalczyły sobie Nagrodę Publiczności i drugie miejsce w konkursie głównym. Dzięki nim “kura domowa” zyskuje nowe znaczenie. Oby więcej takich kur!

A jak_Kąsek

Cudne odmiany kur z A JAK!, Gala Finałowa, Fot. Karina Kąsek

Dietetyk cud, energia inaczej, internety i diabeł: drugi dzień konkursu

Kabaret Trzecia Strona Medalu zagrał program Okno na świat, o którym już pisałam przy okazji tekstu o Wieczorze Ostatniej Szansy. Panowie przeszli bowiem do finału dzięki głosom publiczności w czasie WOSZ-u. Ale tutaj jeszcze nadmienię, że Jury nagrodziło ich spektakl kabaretowy trzecim miejscem. I myślę, że jest to miejsce zasłużone, bo program jest naprawdę dobrze przygotowany i przemyślany, a poruszana w nim tematyka (Internet i nowe technologie) dotyczy każdego z nas. Nadal nie do końca odnajduję się w klimatach TSM, ale doceniam ilość pracy włożonej w przygotowanie tego programu.

TSM_Kąsek

Trzecia Strona Medalu na Gali Finałowej, Fot. Kąsek Żartu

Paulina Potocka, nazywana żeńską wersja Andrzeja Poniedzielskiego, zapadła mi w pamięć życzeniami bożonarodzeniowymi, okraszonymi świątecznym swetrem z efektami świetlnymi. Poza tym porównanie jej do Andrzeja Poniedzielskiego w spódnicy jest grubo przesadzone: pan Andrzej jest jednak szybszy w działaniu scenicznym. One-woman-show Pauliny ma w sobie jakiś trudny do określenia urok, który można porównać do hipnozy. Bo jak już wejdzie na scenę, to trudno oderwać od niej wzrok. Można by zapisywać jej występy jako terapię wyciszającą. Ale poza tym, mnie to bawi.

PP_Półfinaly_Kąsek

Paulina w czasie Półfinałów, Fot. Kąsek Żartu

Kabaret Czołówka Piekła zaprezentował program niedofinansowany przez Unię Europejską. Za to nagrodzony, podobnie jak program TSM, trzecim miejscem. Skecze przeplatały ciekawostki o Unii Europejskiej. Nie znajdziecie tego w książkach. Grupa komentuje rzeczywistość naginając ją według scenicznych potrzeb, zupełnie jak dietetyk grający w ich skeczu.

Czołówka Piekła_Kąsek

Czołówka Piekła w czasie konkursu, Fot. Kąsek Żartu

Nagrodę Publiczności drugiego dnia konkursu zdobył BudaPesz Kabaret. Panowie przedstawili społeczeństwo w krzywym zwierciadle, używając jako narzędzi gier słownych i rekwizytów. Dodatkowo zostali nagrodzeni za łóżeczko ze skeczu Tak się złożyło, nagrodą przechodnią za najlepszy rekwizyt, czyli walizką Kabaretu Potem. Przyznaję, że wspomniany skecz obejrzałam po raz pierwszy i widok Adama Wacławiaka jako dziecka ewidentnie opętanego przez złe duchy, wywołał u mnie wybuch nieposkromionego śmiechu. Wywiad z Polską widziałam już kilka razy, ale za każdym razem podoba mi się jego precyzja. Moim ulubionym punktem programu jest jednak piosenka o diable i Jurku. Szkoda, że była tylko jedna, bo piosenek Marka i Adama mogę słuchać bez końca.

BudaPesz_Kąsek_Finały

Skecz „Tak sie zlozylo” w czasie Gali Fianałowej, Fot. Kąsek Żartu

I to tyle. Werdykt ogłoszono, nagrody rozdano. Każdy z uczestników czymś się wyróżniał, każdego z nich zapamiętam inaczej. Było sporo muzyki, co mnie cieszy, dużo klasycznych skeczów i trochę stand-upu w wersji niestandardowej. Było spojrzenie męskie i damskie, formy proste i bardziej rozbudowane. Współczesny kabaret w pigułce.

PAULINA JARZĄBEK

PS Zdjęcia sponsoruje Karina Kąsek – Kąsek Żartu.

PS 2 A tutaj możecie posłuchać werdyktu Jury w oryginale. Też dzięki Karinie.

Półfinały 33. EDF PAKI [część konkursowa, recenzja]

Tym razem swoje wrażenia z Półfinałów spisał nasz korespondent, Marcin Chudoba, który tym samym debiutuje w tej roli na naszym blogu. Zapraszamy do lektury.

polfinaly-33-edf-paki

Co?

Część konkursowa Półfinałów 33. EDF PAKI

Kto?

Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, Tomasz Biskup, Kabaret A jak!, Kabaret Inaczej, Mieszko Minkiewicz, Tomasz Giefert, Paulina Potocka, Kabaret Czołówka Piekła, Kabaret Trzecia Strona Medalu, Szymon Łątkowski, Kabaret NOC, Kabaret Zalotka, Kabaret Nomen Omen

Kiedy?

17 i 18 luty 2017 rok

Gdzie?

Scena Piast, Kraków

Odkąd dwa lata temu trafiłem na PAKĘ jako widz, z utęsknieniem oczekuję kolejnych edycji Przeglądu. W tym roku nic się pod tym względem nie zmieniło, z odpowiednim wyprzedzeniem zarezerwowałem nawet wolne dni w pracy. Konkursowi Piosenki, który odbył się podczas pierwszego dnia półfinałów 33. PAKI poświęcono już osobny tekst, w niniejszych rozważaniach chciałbym skupić się na „zwykłych” występach.

17 lutego miałem okazję obejrzeć wszystkie programy konkursowe. Chociaż nie jestem uprzedzony do stand-upu, Tomasz Biskup rozpoczynający pierwszy dzień Półfinałów, nie przekonał mnie do siebie swoją formą uprawiania stand-upu. Potrafię zrozumieć, że współczesną publiczność bawią takie elementy, jak np. wulgaryzmy, jednak gdy składają się one na znaczą część występu, jest to dla mnie nieprzyjemne. Przebłyski dobrych i śmiesznych przemyśleń dawały o sobie znać, jednak pojawiały się one zbyt rzadko.

Występ dziewczyn z krakowskiego Kabaretu Nomen Omen sprawił, że powoli zacząłem zapominać o niesmaku, który pozostał po występie Tomasza Biskupa. Chociaż parodia telewizji śniadaniowej, rozmowa z kandydatką na prezydenta, prostytutką Magdaleną Figiel-Migiel, dialog dziennikarek z „Gazety Krakowskiej” i „Gazety Warszawskiej” oraz wytykanie wad kabaretowej widowni w dużej mierze oparte były na powszechnie znanych niskolotnych żartach i skojarzeniach, całość zrobiła na mnie pozytywne wrażenie.

Strzałem w dziesiątkę okazał się natomiast fragment programu Męskość dla mężczyzn! przygotowany przez Kabaret A Jak!. Dziewczyny kolejny raz udowodniły (po zeszłorocznych Matkach, żonach i kucharkach), że z połączenia odmiennych charakterów scenicznych, inteligentnego żartu, abstrakcyjnego poczucia humoru, nutki szaleństwa i piosenek są w stanie stworzyć oryginalny i zabawny występ.

Kabaret Trzecia Strona Medalu przedstawił skecz na bardzo oklepany temat uzależnienia od Internetu. Jednak całość została zaprezentowana w przystępnej i przyjaznej odbiorcom formie.

Należy wspomnieć również o „Balladzie dziadowskiej o jurorach”, którą przygotował konferansjer wydarzenia – Piotr Gumulec. Chociaż do mistrza tego typu utworów, czyli Artura Andrusa trochę mu brakuje (co sam zresztą przyznał), całość  miała swój specyficzny urok.

Paulina Potocka z Białegostoku okazała się damską wersją Andrzeja Poniedzielskiego. W jej stand-upowym szaleństwie, specyficznym poczuciu humoru i hermetycznym świecie jest metoda. Pozostaje mieć nadzieję, że rozwinie skrzydła oraz swoje możliwości.

Pierwszy dzień Półfinałów zakończył pozytywny występ Kabaretu Inaczej. Było o żulach, którzy znaleźli sposób na otworzenie własnej działalności, utrzymywaniu przyjaźni w czasach, gdy na Facebooku mamy setki znajomych, a tak naprawdę wiemy o nich bardzo niewiele oraz tym, co by było, gdyby podczas terapii łączonej u psychologa pojawił się Koń Rafał.

Krótkie podsumowanie dnia pierwszego: W kobietach siła i nadzieja.

18 lutego z różnych powodów obejrzałem zaledwie część występów.

W bardzo dobry nastrój wprawili mnie panowie z Sekcji Muzycznej Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, którzy przygotowali program składający się z niemal samych piosenek. Utwór Superbohater na długo zapisał się w mej pamięci, nuciłem go nawet w drodze powrotnej do domu.

Niestety, po miłych chwilach spędzonych z SMKKPM poziom zaczął drastycznie spadać. Tomasz Giefert występujący 18 lutego nie wzbudził we mnie żadnych uczuć (może poza ogromną nudą). Nie przypadło mi do gustu tłumaczenie przez artystę swoich żartów publiczności.

Kabaret NOC ma u mnie plus za próby włączenia do programu elementów muzycznych. W pamięci zapisał mi się również stary suchar mówiący, że „Hitler to niby był antysemita, a jednak żyd” (w sensie sknera).

Z nadzieją wyczekiwałem występu Szymona Łątkowskiego, niestety, chwilę po tym, gdy dość energicznie wkroczył on na scenę, musiałem zająć się zupełnie innymi sprawami. Później już cały czas byłem „w ruchu”. Widziałem jedynie fragmenty skeczy Czołówki Piekła, Zalotki, BudaPeszu oraz monologu Mieszka Minkiewicza, dlatego powstrzymam się od ich oceny.

MARCIN CHUDOBA

PS Za zdjęcia w grafice dziękujemy Karinie Kąsek.

Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu [skrót / refleksja]

Co?

Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu

Kto?

Grupa Pod Żartem (Łapanów), Kabaret Nomen Omen, Grupa PS,

Kiedy?

13.12.2016 r., 18:30

Gdzie?

Kinoteatr Wrzos, ul. Zamoyskiego 50

 

OSTRZEŻENIE

Może być łzawo, mało obiektywnie i przydługawo. Jeśli nie interesują Cię szczegóły genezy imprezy i jej powstawania, przejdź od razu do opisu wieczoru, w drugiej części tekstu.

Mogłoby się wydawać, że w czasach, kiedy politycy szaleją za zamkniętymi drzwiami, robiąc z rządzenia szopkę, której nie powstydziłoby się pióro Zielonego Balonika, takie imprezy, jak Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu, nie mają żadnego znaczenia. Niemniej jednak dla sporej grupy ludzi było to wydarzenie ważne, trochę zabawne, trochę nostalgiczne, a trochę dające nadzieję.

 

pozegnanie-wrzosu

Fot. Piotr Musiał

Jak powstał pomysł Kabaretowego Pożegnania Wrzosu?

O Kinoteatrze Wrzos i jego miejscu w krakowskim środowisku kabaretowym, pisałam już wcześniej, więc jeśli interesuje Was szerzej ta tematyka, odsyłam do wspomnianego artykułu. O tym, że wkrótce zapadnie w sen zimowy i przeobrazi się w Teatr KTO (co w sumie dla okolicy jest chyba pożądaną zmianą), też już wspominałam, więc nie będę do tego wracać. Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu było wypadkową tych dwóch faktów.

Od dawna czułam się mocno związana z tym miejscem i chciałam jakoś podsumować jego kabaretową działalność. Oczywiście, to była tylko jedna z gałęzi działania Wrzosu, ale jednak dosyć intensywna. Razem z Szymonem Jureczką z Grupy PS, po szybkiej, ale intensywnej rozmowie, podjęliśmy szalony plan zorganizowania godnego pożegnania Wrzosu. Liczyliśmy na udział przynajmniej trzech grup, choć baliśmy się, że zerowy budżet przedsięwzięcia raczej odstraszy niż zachęci obietnicami tak obłędnej gaży. Jakież było nasze zdumienie, gdy kolejne zespoły wyrażały chęć uczestnictwa. Wkrótce nasze rozpiski godzinowe zaczęły przypominać skomplikowane zestawienia sudoku z hasłami krzyżówki.

Ale udało się, po kilku tygodniach planowania, zapraszania, dopinania i spisywania, zrobiłam plakat (Najbardziej pstrokaty w mojej karierze. Czy ktoś zauważył, że w kolorach Podgórka? ;)), rozesłałam informacje w świat, ustaliliśmy grafik prób i występów. Wcześniej pomagałam przy organizacji takich grań, ale nigdy nie musiałam myśleć o tylu detalach samodzielnie. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wyczerpujące jest ustalanie szczegółów wydarzenia, w którym udział bierze tak pokaźna liczba artystów. Ale przy wzajemnym wsparciu, udało się. Na szczęście nie musieliśmy się zajmować nagłośnieniem – od tego mieliśmy fachowca (lokowanie produktu: polecam Michała Warmusza!). Oczywiście, nie było idealnie, jednak pojawiające się problemy rozwiązywaliśmy na bieżąco i wreszcie dokonaliśmy tego: Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu ruszyło.

Jak to wyglądało? Inkubator i Podgórek na jednej scenie

Chcieliśmy zaprezentować przekrój przez kabaretową działalność Wrzosu. W programie wieczoru znaleźli się więc uczestnicy Inkubatorów Kabaretowych (Grupa Pod Żartem z Łapanowa, Kabaret Nomen Omen, Grupa PS, Kabaret Trzecia Strona Medalu) oraz reprezentanci Podgórka (Kabaret Róbmy Swoje i Kabaret BudaPesz). Dlatego też na scenie miało pojawić się dwóch konferansjerów: debiutujący w tej roli Szymon Jureczka (Grupa PS) i Marek Stawarz (BudaPesz). Ostatecznie Najlepszych Konferansjerów Ever było aż trzech, bo w pierwszej części wieczoru Szymona wspierał Paweł Sadowski (Róbmy Swoje). Żałujemy, że Andrzejowi Talkowskiemu nie udało się do nas dołączyć tego dnia, bo również był mocno związany z tym miejscem. Nie zabrakło wspomnień o Kabarecie 7 minut Po, dzięki któremu to wszystko się zaczęło. Publiczność dopisała i oklaskiwała z równym entuzjazmem i te młodsze, i te starsze stażem kabarety.

Jako pierwsi wystąpili młodzi artyści z Łapanowa. Łapanowskie Grupy Kabaretowe trafiły do Wrzosu oczywiście przez „Siódemki”, dzięki warsztatom kabaretowym, a potem Inkubatorom. To młode środowisko kabaretowe dzielnie wspiera Piotr Musiał. 13 grudnia łapanowska formacja, Grupa Pod Żartem (czy też Kabaret Zgred, zgodnie z krążącymi pogłoskami) zaprezentowała swoje interpretacje scenek m.in. Kabaretów Adin i Limo. Ponoć pracują już nad własnym repertuarem, więc strzeżcie się, kabaretowi wyjadacze! Nadchodzi nowe!

p1210427

Fot. Monika Bartosik

Kolejnymi wykonawczyniami były dwie dziewczyny, Kabaret Nomen Omen, Karolina Buszczak i Magdalena Kubicka, które przeczą powszechnemu przekonaniu, że kobiety niezbyt prężnie działają w kabarecie. Te działają, radzą sobie świetnie, doskonalą warsztat. Do Wrzosu trafiły również przez Inkubator Kabaretowy, jeszcze w składzie mieszanym. Jest między nimi sceniczna chemia. Obserwowałam ich ewolucję przez kilka Inkubatorów i po wtorkowym graniu przyznaję, że zmieniają się na lepsze. Skecz o dziennikarce warszawskiej i krakowskiej zręcznie operował stereotypami i był najzwyczajniej w świecie zabawny. Tak trzymać.

p1210438

Fot. Paulina Jarząbek

Trzecim zespołem pierwszej części wieczoru była Grupa PS (wcześniej Kabaret PS). Ten zespół jest weteranem Inkubatorów Kabaretowych. Ponoć padła nawet propozycją, by zmienić nazwę cyklu na nazwę grupy. PS, czyli Profanum Sacrum, znam najlepiej, ponieważ znaczna część tekstów piosenek wykonywanych przez ten skład jest mojego autorstwa. Liderem Grupy jest Szymon Jureczka, który na czas występu zamienił podkładkę konferansjera na gitarę basową. Chyba najstarsi Podgórzanie nie pamiętają już, ile osób przewinęło się przez tę grupę od początku jej istnienia, ze szczególnym naciskiem na sekcję wokalną. Żywa ilustracja powiedzenia „Kobieta zmienną jest”. 13 grudnia Grupa PS wystąpiła, jak określiła to nasza flecistka, w składzie prehistorycznym: Paulina Lekan (wokal), Paulina Zabłocka (wokal), Magdalena Małek (wokal, flet, klawisze), Jakub Ruszil (gitara), Szymon Jureczka (bas). Po raz pierwszy (i ostatni) na scenie Wrzosu wystąpiłam również ja, dołączając do śpiewających Paulin. Program PS otworzył cover piosenki Los Trabantos, który Grupa PS często grywała na próbach we Wrzosie, ku pokrzepieniu serc. Wystąpił z nami również szmaciany Pan Kukiełka, któremu dedykowałam Balladę o Winnym Wszaku. A niech ma! Ponadto okazało się, że piosenka finałowa Grupy ma potencjał bisowy. Ot, taka cenna wiedza.

pees2_piotr-musial

Fot. Piotr Musiał

 

Po krótkiej przerwie nastąpiła zmiana konferansjera i do Szymona dołączył Marek Stawarz. Tę część wieczoru otworzył Kabaret Róbmy Swoje, który współtworzył podgórkową rzeczywistość kabaretową i wystawiał we Wrzosie swój program Biuroza. W Kinoteatrze zadebiutowało także wydawnictwo muzyczne tej grupy, Róbmy Swoje Piosenki. To tam miała miejsce premiera tej płyty. Z Wrzosem pożegnali się wylewnie, proponując zgromadzonym widzom  wybór swoich piosenek, w tym jedną lekką improwizowaną. Paweł Sadowski pożegnał sceniczne deski, bardzo dosłownie. Tomasz Zatorski wyśpiewał posępną pieśń o poziomie smogu w Krakowie. Na zakończenie pojawił się zespół pieśni i tańca Koła Gospodyń Miejskich, Kserowianki. Zważając na tematykę, był to chyba nawet bardziej Zespół Cieśni Nadgarstka. I choć refrenem piosenki wracała ta prawda, że „zamykają Wrzos”, to w tle pojawiła się też nadzieja, że ktoś tam, gdzieś tam, w odległej galaktyce, stworzy Wrzos nowy. Czego nam wszystkim życzę w te święta.

p1210586

Fot. Monika Bartosik

Piątym wykonawcą  był Kabaret BudaPesz, tworzony przez wspomnianego Marka Stawarza i Adama Wacławiaka. Obaj panowie niegdyś należeli do Kabaretu 7 minut Po, przez co, wśród artystów występujących tego wieczoru, byli najdłużej związani z Kinoteatrem Wrzos. Jak już wspominałam, kabaretowa przygoda we Wrzosie rozpoczęła się od „Siódemek”. To ten kabaret organizował Festiwal Kabaretu Podgórek, warsztaty kabaretowe, pierwsze Inkubatory Kabaretowe. Potem idea Inkubatorów została przejęta przez Marka Stawarza. Adam Wacławiak urządzał tam swoje recitale kabaretowe. I wreszcie tam debiutowały pierwsze skecze i piosenki Kabaretu BudaPesz. Kabaret przedstawił fragmenty programu, który prezentował w czasie (a jakże) Inkubatorów Kabaretowych. Nie zabrakło także najbardziej znanej piosenki tej grupy, Rodzina na swoim, obrazującej stwierdzenie, że nasza piękna Polska to naprawdę „Dziki kraj”. BudaPesz konsekwentnie podąża w kierunku bardzo aktualnej satyry społecznej. Panowie nie uciekają jednak od absurdu. Na pewno warto też zwrócić uwagę na ich dbałość o słowo, widoczną zarówno w tekstach piosenek, jak i w skeczach.

p1210674

Fot. Paulina Jarząbek

Na zakończenie wieczoru wystąpił Kabaret Trzecia Strona Medalu, który logistycznie powinien pojawić się przed przerwą, wraz z pozostałymi bywalcami Inkubatorów Kabaretowych, ale prezentował tak ekspresyjny program, że idealnie spełnił rolę finału. Ponadto owa ekspresyjność zakończyła się eksplozją konfetti, które pokryło pół sali srebrzystą warstewką. To się nazywa szum godny ostatniego pożegnania. Nowy program Kabaretu opowiada o mediach społecznościowych i jest naprawdę interesującą analizą współczesnego człowieka, żyjącego w wirtualnej rzeczywistości.

p1210799

Fot. Paulina Jarząbek

 Ostatnie brawa, ostatnie westchnienia, ostatnie „do widzenia” i Kabaretowe Pożegnanie Wrzosu dobiegło końca. Jeszcze tylko wspólna fotografia i tak oto zyskaliśmy do kolekcji wspomnień te z wieczoru 13 grudnia 2016 roku.

 Hymn dziękczynny prozą

Ten wieczór nie udałby się tak wspaniale, gdyby nie „samopomoc koleżeńska”. Mikroporty pożyczane od Piotra Musiała i Kabaretu Róbmy Swoje. Użyczane wzajemnie instrumenty. Pomoc w przenoszeniu rekwizytów. Elastyczność przy grafiku prób. Szybkie reakcje na pojawiające się problemy. Cierpliwość realizatora, Michała Warmusza. Wsparcie duchowe (i metrażowe) Łąka Cafe. Podziękowania należą się także Agnieszce Skotnicznej, która użyczyła nam wrzosowej sali jeszcze ten jeden raz i Szymonowi Jureczce za przyklaśnięcie pomysłowi na ten wieczór i pomoc w organizacji. Dzięki Wrzosowi miałam poczucie czynnego udziału w krakowskim środowisku kabaretowym. Nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć wszystkich, którym należą się podziękowania, więc jeszcze raz dziękuję każdemu, kto przyczynił się do zrealizowania tego szalonego Kabaretowe Pożegnania Wrzosu. Do zobaczenia w innych miejscach.

 

PAULINA JARZĄBEK

 

WIĘCEJ NA TEN TEMAT:

Inkubator Kabaretowy

To wylęgarnia nowych pomysłów i form istnienia na scenie kabaretowej powołana do życia przez Kabaret 7 minut Po w Kinoteatrze Wrzos w Krakowie. Mniej więcej raz na miesiąc Kinoteatr Wrzos udostępniał swoją przestrzeń estradową na eksperymenty na żywym organizmie kabaretowym, z prawdziwą publicznością na widowni, możliwością przeprowadzenia próby i wszystkimi innymi elementami niezbędnymi do wystawienia programu na scenie. Tutaj można było wypróbować swój nowy program.

Imprezę organizował Marek Stawarz.

Krakowski Festiwal Kabaretu PODGÓREK

Wcześniej Podgórski Festiwal Kabaretu PODGÓREK. Początki Podgórka sięgają 2010 roku, ale oficjalnie pierwsza edycja festiwalu odbyła się w 2013 roku. Festiwal organizował Kabaret 7 minut Po. Podgórek miał udowodnić, że kabaret to miejsce, w którym spotykają się różnorodne idee i formy sztuki. Zachęcał do czynnego uczestnictwa w życiu środowiska kabaretowego i poznawania niszowych twórców kabaretowych.  Proponował wyjście poza kabaret telewizyjny. Było to cykliczne święto kabaretu, gdzie prezentowano przekrój przez szeroko rozumianą twórczość kabaretową: kabaret klasyczny, stand-up, improwizacja kabaretowa, kabaretowe grupy teatralne, kabaret piosenki i absurdu.

Więcej informacji znajdziecie w artykule Anety Tabiszewskiej z cyklu Małopolskie Festiwale Kabaretowe na naszym blogu.

 

Kinoteatr Wrzos

Jednostka Domu Kultury Podgórze. Znajduje się w budynku z XIX wieku, przy ul. Zamoyskiego 50. Miejsce przyjazne młodym twórcom. Tutaj odbywa się Festiwal Animacji OFAFA. We Wrzosie można było obejrzeć filmy Władysława Sikory, kabaret na żywo, recitale kabaretowe. Młodzi Twórcy mogli przepróbować swoje programy w czasie Inkubatorów Kabaretowych. Cyklicznie odbywał się tutaj także Festiwal Podgórek, prezentujący kabarety nietelewizyjne i niszowe, oraz znane grupy kabaretowe, uznawane za klasyczne.

 

 

Małopolskie Festiwale Kabaretowe [cz. VI]

Grafika

W ostatniej części Małopolskich Festiwali Kabaretowych przenieśliśmy się na Podgórze, do Kinoteatru Wrzos. Zostaniemy w nim jeszcze przez krótką chwilę. Bo dziś przyszła pora na…

INKUBATOR KABARETOWY

Organizatorem tego festiwalu był Kabaret 7 minut po. Jednak z tego co wyszperałam w Internecie, dowiedziałam się, że z czasem organizowaniem zajął się jeden z członków wymienionej grupy – Marek Stawarz. Celem omawianego wydarzenia jest promowanie młodych artystów, którzy dopiero raczkują w świecie kabaretu, a także otwieranie ich na szerszą widownię oraz zapoznanie z nowymi formami sztuki. Starałam się znaleźć wszystkie edycje tej imprezy i powiem Wam, że było ich sporo. W sumie naliczyłam ich 14 (!). O niektórych udało mi się odszukać nawet parę informacji. Nie będę opisywać wszystkich edycji po kolei, bo zeszłoby nam tu do rana. Mi z pisaniem, a Wam z czytaniem. 😉 Ale nie myślcie, że jestem samolubna i nic Wam o nim nie powiem! Co to, to nie! Opowiem Wam pokrótce czego się dowiedziałam.

Inkubator

Otóż przez wszystkie Inkubatory Kabaretowe przewinęło się ok. 10 grup kabaretowych, m.in. Kabaret PS, Nomen Omen, Trzecia Strona Medalu, BudaPesz (niektóre występowały kilkakrotnie), 3 solistów: Mateusz Świstak, Ewa Błachnio i Adam Wacławiak, z czego Adam robił także za „jingiel” kabaretu Nomen Omen oraz jeden stand-uper – Tomasz Biskup. W rolę prowadzącego wcielił się sam organizator festiwalu, czyli wspomniany już Marek Stawarz. Wydarzenie nie ma określonej konkretnej daty, tak jak np. PAKA czy ImproFest. Odbywa się raz co dwa miesiąca, a raz co trzy. Nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się w naszych kalendarzach, dlatego trzeba być czujnym, by go nie przegapić! Znalazłam także informację, że czasem impreza ta organizowana jest w ramach Podgórskiej Jesieni Kulturalnej.

Moim zdaniem Inkubator Kabaretowy jest młodszym bratem festiwalu Podgórek. Łączy ich miejsce i po części cel. Różni jedynie to, że na Podgórku występują bardziej znane kabarety, które chcą poeksperymentować z formą artystyczną, natomiast Inkubator pozwala młodym artystom wejść, rozwijać się i oswoić ze światem kabaretu i sztuki.

ANETA TABISZEWSKA

Rozmówki Kabaretowe [odc. 1]: Z Alicją w kranie korpoczarów. Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje i pierwszy program Kabaretu BudaPesz

WSTĘPNIAK

Bardzo chciałam napisać coś po sobotniej Biurozie we Wrzosie, bo bawiłam się znakomicie. A dobro trzeba szerzyć. Nie chciałam jednak pisać kolejnej zwykłej recenzji. Olśniło mnie w czasie prywatnej rozmowy o tym wydarzeniu z ALICJĄ RZEPĄ, naszą okazjonalną Panią Fotograf – tak, to jest to! Trzeba zacząć rozmawiać o kabarecie i zaszczepić taką potrzebę u innych. Postanowiłyśmy z Alą przedłużyć naszą wymianę poglądów na temat sobotniego wieczoru i wszystko zachować dla potomności. Efekty tego działania przedstawiam poniżej. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz uda mi się skorzystać z takiej formy przekazania myśli. Zapraszam na pierwszy odcinek z cyklu Rozmówki Kabaretowe.

IMG_1429

Szyld firmy Biuroza z o.o., fot. Alicja Rzepa

KTO?
Kabaret Róbmy Swoje i Kabaret BudaPesz

CO?
Program BIUROZA i program BudaPeszów

KIEDY?
23.04.2016 r., 20:00

GDZIE?
Kinoteatr Wrzos, ul. Zamoyskiego 50

ROZMÓWKI KABARETOWE

ODCINEK 1

Z Alicją w kranie korpoczarów. Biuroza Kabaretu Róbmy Swoje i pierwszy program Kabaretu BudaPesz

PAULINA:
Chciałabym wprowadzić tradycję rozmowy o spektaklach kabaretowych. Rozmawia się o filmie, o teatrze, o książce, dlaczego by nie pomówić o kabarecie. Cieszę się, że zgodziłaś się być moją pierwszą rozmówczynią. Tym bardziej mnie to cieszy, że bardzo chciałam coś o tym sobotnim spektaklu napisać, ale ponieważ to nie było moje pierwsze zetknięcie z tymi kabaretami, a bardzo je lubię, powstała by po prostu kolejna pozytywna recenzja. A tak mamy szansę powymieniać się poglądami.

Wcześniej rozmawiałyśmy już chwilę o tym spektaklu. Wspomniałaś, że nie wiadomo co było fikcją, co groteską. Ty widzisz w Biurozie takie codzienne sytuacje?

No i czy już widziałaś ten spektakl? Bo ja go już widziałam kilka razy, ale wciąż w nim coś nowego odkrywam.

ALICJA:
Po pierwsze WOW – bardzo się cieszę i dziękuję, że wybrałaś mnie na pierwszą rozmówczynię! Wydaje mi się, że nastały dla kabaretu ciężkie czasy, więc warto o nim rozmawiać. Najlepiej dużo i często…

Biurozy wcześniej nie widziałam, a teraz mam nadzieję, że zobaczę jeszcze nie raz a i od soboty intensywnie polecam ją znajomym. Tak jak mówisz, z każdym kolejnym oglądanym występem zapewne odkrywa się nowe dno, bo pierwszy zachwyt na pewno wiele przekazów blokuje 😉

IMG_1481

Radość niewypowiedziana, fot. Alicja Rzepa

Jeśli chodzi o samą treść, to w świetle mojego bardzo skromnego korporacyjnego doświadczenia mogę powiedzieć, że ciężko mi odróżnić w tym programie groteskę od samej prawdy. Absurdy w pracy pojawiają się na każdym kroku i w skeczach niekoniecznie zostały przerysowane, czasem wystarczyło je narysować, albo po prostu naszkicować. Bardzo modne są wizerunkowe kampanie CSR-owe, które mają ocieplić wizerunek marki, kierowane są na zewnątrz, podczas gdy pracownicy sami nie wiedzą, kiedy dochowali się dorosłych dzieci i ze stresu budują swoją codzienną dietę na obgryzaniu paznokci.

Ja w ogóle wypracowałam sobie już własną ideologię, że życie jest zbyt krótkie, by marnować je na pracę, której się nie lubi, albo przez którą czas przecieka nam przez palce, a takie naprawdę ważne rzeczy, na których powinniśmy budować trwałe szczęście, gdzieś bokiem nam umykają. Ja na serio uważam, że lepiej zarabiać niekorporacyjne stawki i skupić się na prawdziwym życiu, bo w pracy nie ma ludzi niezastąpionych, a nawet najbardziej lojalnego pracownika też można zwolnić. Może do bólu mrocznie to zabrzmiało, ale Biuroza śmiechem-żartem to potwierdza. A moja filozofia życiowa, to temat na inną okazję i wywiad rzekę 😉

PAULINA:
Dobra, a jak już mówimy o takim krzywym zwierciadle, co powiesz o kabarecie BudaPesz? Poza tym, że Marek i Adam tworzą razem przeuroczy duet, to moim zdaniem świetnie uzupełniają tę tematykę, którą podjął Kabaret Róbmy Swoje w Biurozie. Z racji tego, że u nich króluje taka tematyka społeczna, wcale nie tak daleka od tego korporacyjnego mikroklimatu Biurozy.

IMG_1766

Marek Stawarz, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Przeuroczy duet to mało powiedziane. To czysta znakomitość! Uwielbiam patrzeć jak twarz Adama w emocjach jest twarzą zupełnie innego człowieka niż poza sceną. Z resztą mogę to powiedzieć o obydwu panach. Ten ich program jest bardzo spójny i konsekwentny w formie. Nie ma tu przerostu formy nad treścią, bo taką treść ciężko by było czymś przebić.

PAULINA:
Zdecydowanie. Zgadzam się z Tobą w pełni. Teraz tak trudno o kabaret, który przedkłada treść nad formę, to widać zwłaszcza w telewizji. Ładny obrazek, a za nim płaskie slogany. Tym lepiej uwidacznia się taka odwrotna tendencja, tak jak u BudaPeszów. Choć tutaj i obrazek jest niczego sobie.

IMG_1794

Adam Wacławiak, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Oni mają bardzo dużo do powiedzenia i szkoda by było przykryć to kostiumami i rekwizytami. Chłopaki są piekielnie inteligentne i wyraźnie zakładają, że taki też widz przychodzi ich oglądać. Nie ma tłumaczenia puenty ani żartu w stylu „kawa na ławę”. Ja lubię pomyśleć, nawet jeśli coś dociera do mnie ze „współczynnikiem opóźnionego dojścia” (vide Adam Grzanka). Problemem większości kabaretów komercyjnych jest podawanie widzowi żartu na tacy. Kabaret przestał intrygować, a zaczął przynudzać. Żonglerka słowna i skojarzeniowa u BudaPeszów jest cud-miód.

IMG_1819

BudaPesz w komplecie, fot. Alicja Rzepa

Czy pasują do Biurozy? Trochę tak, na pewno właśnie inteligencją i spostrzeżeniami na temat takich najbardziej przyziemnych spraw. Balansują też na podobnym poziomie absurdu. Kiedy pokazują ten pełny program, bo zapomniałam?

PAULINA:
Też bym to chciała wiedzieć. A jest jakiś moment w tym sobotnim spektaklu, który szczególnie zapadł Ci w pamięć? Ja się zastanawiałam, czy ja mam taki ulubiony moment, ale chyba uwielbiam ten spektakl w całości, jeśli chodzi o samą Biurozę. Natomiast mogłabym wskazać moją ulubioną piosenkę, przynajmniej na ten moment – zdecydowanie Team leader. Jakoś mi tak pasuje energia tego utworu. Bardzo lubię też Siedź-song, bo to jest takie prawdziwe! Myślę o tej piosence, ile razy zasiedzę się do późnej nocy nad jakimś tekstem, czy korektą.

W BudaPesz zdecydowanie najbardziej podobają mi się piosenki, bo ja generalnie jestem fanką piosenki w kabarecie. Uważam, że piosenki wychodzą im genialnie! Są tak świetnie zinterpretowane. Gdyby była muzyka na żywo, to można by w ogóle mdleć z zachwytu.

A Ty, masz taki moment/momenty, które jakoś tak bardziej chwyciły Cię za serce w sobotni wieczór?

ALICJA:
W pamięć najbardziej chyba zapadł mi skecz, w którym Róbmy Swoje rysują strukturę zatrudnienia i życie służbowe przy pomocy kubków. Przełożenie realiów pracy na tak banalny przedmiot (każdy przecież ma swój ulubiony kubek, nie uwierzę, że nie!) było genialne. I ja tam widziałam siebie. Zwłaszcza w puencie, bo zdarzyło mi się być pełnoetatowym pracownikiem na „połówce”, wychodzącym z biura o 22:00.

IMG_1522

Kawa na pół etatu, fot. Alicja Rzepa

Uważam, że obydwa te kabarety robią świetną piosenkę kabaretową. Ostatnio utarło się, że najlepiej jest wybrać którąś piosenkę z tych, co akurat są nadawane w trybie „heavy rotation”, zmienić słowa i mamy hit (są oczywiście wyjątki). Oczywiście tak jest łatwiej, bo poprzez reminiscencje podobają nam się melodie, które już raz słyszeliśmy… Ale to piosenkę „Tanie dranie” zna prawie każdy, a nie „Wszystkie małe cycki”.

Mam ogromną nadzieję, że takie kabarety jak Róbmy Swoje i BudaPesz wskrzeszą w ludziach wiarę w piosenkę kabaretową – i to nie tylko wśród fanów kabaretu.

PAULINA:
Jeszcze chciałabym się odnieść do spektakli na żywo, do występów kabaretowych na żywo. Czasem to się wiąże z jakimiś technicznymi problemami. I myślę, że w takich sytuacjach właśnie wychodzi cały profesjonalizm artystów. To, że są zdolni do zachowania zimnej krwi w każdej sytuacji i nie przerywają grania, nie robią z tego wielkiej sensacji, tylko kontynuują jakby nigdy nic. Zresztą widziałyśmy to też na scenie w sobotę, w czasie występu Róbmy Swoje. To jest w ogóle też to, co decyduje o takich smaczkach kabaretu na żywo, tworzy taką niepowtarzalną atmosferę. Co Ty o tym myślisz?

IMG_1682

Takie tam klasyczne zebranie, fot. Alicja Rzepa

ALICJA:
Ja uważam, że w kryzysowej sytuacji na scenie nie tyle widzimy profesjonalizm artysty, ile to jakim jest człowiekiem. Oczywiście, można tupnąć, obrócić się na pięcie i wrócić do hotelu, ale w tym momencie artysta ignoruje publiczność, która przyszła na jego występ (i dzięki której de facto jego działalność artystyczna ma rację bytu), ignoruje organizatorów i techników (którzy przecież grają z nim do tej samej bramki i nie sknocili niczego specjalnie). Profesjonalizm wydaje mi się być osobną sprawą, chociaż do pewnego stopnia i tutaj można o nim mówić.

Publiczność uwielbia, kiedy na scenie idzie coś nie tak. Rolą kabareciarza jest obrócić tę sytuację w żart. Bo od tego jest 🙂 I to są smaczki, o których Ty mówisz. Bardzo smaczne kąski nawet!

PAULINA:
Ok. Poprosiłam Cię też o to, żebyś zrobiła dla mnie fotorelację z tego wieczoru. Sama nieraz biegałam z aparatem po sali. Dziękuję, że mnie teraz od tego wybawiłaś. I pytanie, czy Ty, jako fotograf, czujesz, że jakoś inaczej patrzysz na spektakl, gdy masz w dłoni aparat? Bo ja mam taką tendencję do skupiania się na drobiazgach wizualnych i choć oglądam te występy także fotografując, to mam wrażenie, że wtedy umykają mi pewne detale samego spektaklu. Poprzednim razem właśnie tak oglądałam Biurozę i BudaPesz również, więc teraz mogłam się skupić tylko na odbiorze. Co było, nie ukrywam, bardzo przyjemne. Czy dla Ciebie jest jakaś różnica między odbiorem spektaklu, gdy jesteś w roli fotografa i gdy jesteś tylko widzem? Co np. przykuwało Twoją uwagę w sobotę? Bardziej ulotność chwili, czy np. rozważanie, czy z tego będzie dobry kadr? 😉

ALICJA:
Ja nie muszę już myśleć o tym, czy dobrze kadruję, albo jak dopasować ustawienia do światła, które może nie jest bardzo dynamiczne, ale jednak na przestrzeni skeczu się zmienia. Oczywiście ograniczenia sprzętowe w przypadku mojego staruszka pojawiają się często, więc nie jestem maestro jakości a i kadry pozostawiają wiele do życzenia, bo ruchu na scenie jest sporo. Często to jest ułamek sekundy, kiedy można coś uchwycić i wtedy nie ma czasu na rozważanie przesunięcia kadru odrobinę w prawo [np. foto: Magda i chłopaki na krzesłach-śmigłach].

IMG_1636

Pełny odlot, fot. Alicja Rzepa

Odbiór to zupełnie inna kwestia. Chociaż jak wspomniałam wyżej, nie muszę intensywnie myśleć już nad stroną techniczną, to nadal dużo rzeczy mi umyka i muszę dopytywać siedzące obok osoby „z czego się śmieją?” albo „co? co on powiedział?”. I jednak nie da się tak delektować tym, co dzieje się na scenie, zwłaszcza, kiedy mamy do czynienia z kawałem dobrej roboty – a w przypadku Róbmy Swoje i BudaPeszu właśnie tak było! Następnym razem na pewno nie zabieram ze sobą aparatu 🙂

PAULINA:
Super. Popieram! Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. I oczywiście polecamy wszystkim doświadczenie mocy Kabaretu Róbmy Swoje i Buda Pesz na własnej skórze.

PAULINA JARZĄBEK

PS: Jeśli widzieliście ten spektakl, napiszcie nam o swoich wrażeniach w komentarzach. Chętnie poznamy inne opinie.

Zmagania konkursowe finałów 32. EDF PAKI [recenzja]

Co prawda będąc Wolontariuszką nie mogłam pozwolić sobie na obejrzenie wszystkich koncertów PAKI, ale postanowiłam, że pokazy konkursowe (15 i 16 kwietnia) muszę zobaczyć za wszelką cenę. I postanowienia dotrzymałam!

zbiorowe

Finaliści podczas koncertu galowego, fot. Anna Jackowska

Zawsze czekam na ten moment w czasie Paki, gdy będę mogła obejrzeć programy wszystkich finalistów. W tym roku nikt mnie nie powalił na kolana, ale też nie mogę powiedzieć, że poziom był zły. Owszem, był może nierówny, ale w każdym z tych wystąpień jestem w stanie znaleźć jakiś pozytywny element, bez szczególnego wysilania się. To dobrze. To znaczy, że jest na czym budować.

DZIEŃ PIERWSZY

Pokazy finałowe PAKI w tym roku obejrzałam po raz ósmy. Przez tyle lat nauczyłam się inaczej patrzeć na kabarety konkursowe. Widzieć w nich, poza potknięciami, wszystkie cechy rokujące dobrze na przyszłość.

Z racji moich preferencji scenicznych najmniej podobali mi się soliści, a najbardziej śpiewające kabarety, w tym genialnie wykonane piosenki konkursowe.

Bo pierwszego dnia konkursu na scenie zaprezentowali się także finaliści konkursu piosenek PAKI, walczący o nagrodę im. Mirka Wujasa. Rotundowa publiczność obejrzała więc wykonania czterech utworów słowno-muzycznych.

Trzech uczestników: Michalina Putek, Kabaret BudaPesz i Kabaret Róbmy Swoje, przeszło do tego etapu z eliminacji konkursu piosenki, czwarty – Nic Wielkiego, to laureat przeglądu OSPA, zaproszony do udziału przez organizatorów.

Pisałam już o tym, ale co tam: podoba mi się głos Michaliny Putek. Dosyć nietypowy, jak na dziewczynę, mocny i niski, dobrze brzmiący w bluesie. Nie dziwi więc, że jej utwór nosi tytuł „Kartonowy Blues”. Natomiast nie jestem pewna, czy nazwałabym tę piosenkę kabaretową, choć mam dużą tolerancję dla form używanych w kabarecie. Na pewno jest to dobra piosenka, choć nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć jako taka. Głos wykonawczyni za to pamiętam znakomicie.

Michalina Putek

Michalina Putek, fot. Anna Jackowska

Bardzo cieszy mnie wygrana Kabaretu BudaPesz, ale choć gorąco im kibicowałam, byłam przekonana, że serca Jury zdobędzie raczej utwór Kabaretu Róbmy Swoje. Też zresztą świetny, ale o tym za chwilę. Wracając do zwycięzców konkursu piosenki, ich „Rodzina na swoim” to nie tylko dobrze napisana, ale i znakomicie zagrana piosenka. Zagrana aktorsko, bo w warstwie muzycznej był to pół-playback. Czego odrobinę żałuję, bo wiem jak dobrze Panowie brzmią z muzyką na żywo. Rozumiem jednak takie posunięcie. Na pewno pozwoliło im to w pełni zaprezentować umiejętności interpretatorskie, których im nie brakuje. Podejrzewam, że i przysłowiową książkę telefoniczną byliby w stanie wyśpiewać w interesujący sposób. Tekst tej piosenki znam już niemal na pamięć. Dobrze, że po 7 minut Po mam komu fanować. Tak trzymać!

BudaPesz

Kabaret BudaPesz, fot. Anna Jackowska

Moi drudzy faworyci do piosenkowej nagrody, Kabaret Róbmy Swoje, wykonali utwór na czasie, „Smog Song”. Z ostatniej płyty Krakowskiego Barda. Tego kabaretu zawsze słucham z ogromną przyjemnością, więc i tutaj się nie zawiodłam. I nawet scena była „szarsza i szarsza”. Bardzo dobry utwór, szybko wpadający w ucho, zgrabnie napisany i skomponowany. Po prostu Róbmy Swoje w scenicznej pigułce. I jeszcze ciekawie zaprezentowana treść. Czego chcieć więcej.

Róbmy Swoje

Kabaret Róbmy Swoje, fot. Anna Jackowska

Podobała mi się również melodyjna piosenka zespołu Nic Wielkiego, „Idealna”, zaśpiewana przez dwie dziewczyny, przy męskim akompaniamencie. Radosna i niebanalna.

Nic wielkiego

Nic Wielkiego, fot. Anna Jackowska

Ogólnie poziom konkursu piosenki oceniam jako wysoki. To dobrze wiedzieć, że piosenka kabaretowa ma się tak dobrze. Artyści do gitar!

Po prezentacjach muzycznych przyszedł czas na konkurs główny przeglądu. Szymon Łątkowski zaprezentował program w formie one man show, którego akcja działa się na przystanku autobusowym. O ile treść programu niezbyt mi odpowiadała, o tyle muszę przyznać, że formalnie nie mam temu wykonawcy nic do zarzucenia. Występ sprawiał wrażenie przygotowanego perfekcyjnie. Szymon wywalczył sobie u Jurorów trzecie miejsce, wspólnie z drugim solistą wieczoru, Davidem Mbeda Ndege.

Szymon Łątkowski

Szymon Łątkowski, fot. Anna Jackowska

Drugi punkt tej części wieczoru według mnie był bardzo dobry. Czołówka Piekła to dosyć klasyczny kabaret, oparty na skeczach i piosenkach. Tym razem spiętych tematyką sportową w programie „Pęknięty Bidon”. Urzekły mnie zwłaszcza hymny kibiców, śpiewane w konwencji chóru chłopięcego. Piękne! Do tej pory śmieję się do wspomnień. Nic dziwnego, że Panowie zdobyli pierwsze miejsce. Według mnie całkiem zasłużenie, choć w prywatnym rankingu ustawiłam ich nieco niżej ze względu na zajęcie w nim pierwszego miejsca przez inny kabaret, A jak. Ale nie uprzedzajmy faktów. Czołówko, szacunek za piękną, sportową walkę!

Czołówka Piekła

Czołówka Piekła, fot. Anna Jackowska

Jako trzeci wystąpił tego wieczoru David Mbeda Ndege, o którym wspomniałam już wyżej. Tak oto w nielicznym gronie artystów estrady uprawiających stand-up, a których lubię słuchać, pojawił się kolejny twórca. Podobał mi się dystans, z którym David mówił o sobie, który wydawał się naturalnym elementem jego osobowości, a nie tylko narzuconą przez konwencję pozą sceniczną.

David Mbeda Ndege

David Mbeda Ndege, fot. Anna Jackowska

DRUGI DZIEŃ

W drugim dniu konkursu zabrakło co prawda prezentacji konkursowych piosenek, ale za to wystąpiły dwa mocno rozśpiewane kabarety. Pojawili się również dwaj soliści.

Marcin Zbigniew Wojciech nie zaskoczył mnie niczym. Choć uważam, że jego monologi brzmią lepiej niż przed kilkoma laty, gdy słyszałam go po raz pierwszy, to nadal nie moje klimaty. Podobała mi się za to bardzo użyta w jego programie animacja z kilkoma Marcinami na ekranie.

Marcin Wojciech

Marcin Zbigniew Wojciech, fot. Anna Jackowska

Grupa Paszkot, w której czterem kobietom towarzyszy trzech mężczyzn, stworzyła bardzo ciekawy, mocno muzyczny, „brzydki” tematycznie program. Ujęło mnie to musicalowe ogranie niewygodnych tematów oraz pokrętne zapowiedzi Karoliny Pańczyk. Cieszy mnie tak mocne oparcie programu na piosence. Chętnie obejrzę występ tego kabaretu raz jeszcze na spokojnie, jeśli tylko nadarzy się okazja.

Paszkot

Paszkot, fot. Anna Jackowska

Wojciech Fierdorczuk wywalczył sobie swoim stand-upem Grand Prix festiwalu. Należą mu się za to gratulacje, chociaż ja nie przyznałabym tej nagrody w tym roku. Niemniej jednak styl nagrodzonego określiłabym jako elegancki stand-up. Rzeczywiście dobrze słuchało się tego programu, choć nieszczególnie zapał mi w pamięć. Ogólne wrażenie mam jednak bardzo pozytywne i żałuję, że nie potrafię dokładniej określić jego stylistyki. Myślę jednak, że ten repertuar spodobałby się także osobom, które ze stand-upem są raczej na bakier.

Wojciech Fiedorczuk

Wojciech Fiedorczuk, fot. Anna Jackowska

Najmocniej (poza kabaretem BudaPesz, rzecz jasna, ale to już ustaliliśmy) trzymałam kciuki za kabaret A jak! Po pierwsze dlatego, bo już w czasie Niebywalencji wiedziałam, że muzycznie dziewczyny dają radę. Po drugie – bo to skład w pełni kobiecy, a takie zasługują na pielęgnację i szczególne szerzenie wici w świecie. I po trzecie – bo to grupa krakowska i mój lokalny patriotyzm mógł się wyżyć. Cztery panie zdobyły miejsce numer dwa uśmiechami numer 5 i Mchem Zbigniewem. Zbigniew na pewno jest dumny. Ich program był mocno, ale bez przesady, feministyczny, pokazujący raczej tę silniejszą stronę kobiecości. I jakże pięknie użyto w nim tłuczka do mięsa! Kwartet Okazjonalny by się nie powstydził. Zapowiada się to bardzo dobrze. Mam nadzieję, że na zapowiedziach się nie skończy, bo w takiej tematyce nie trudno o przekroczenie granic dzielących sztukę od kiczu. A tutaj, choć nadal ze smakiem, bywało blisko pójścia po bandzie. Niemniej jestem dobrej myśli i życzę dziewczynom dalszych sukcesów.

A jak

Kabaret A Jak, fot. Anna Jackowska

Wspomnę jeszcze mimowolny debiut mojej redakcyjnej koleżanki, Anety, która drugiego dnia, w przerwie miedzy dwoma kabaretami, pełniąc swoje obowiązki, przeszła do historii festiwalu wymiatając spektakularnie scenę. Rozwój jej kariery możecie już śledzić na fan page’u One Woman Show Bez Przesady. Polecam.

Tej niespodziewanej premiery nie byłoby, gdyby nie prowadzący, Tomasz Jachimek, który pełnił rolę konkursowego konferansjera. I to całkiem nieźle. Na uwagę zasługuje przede wszystkim jego piosenka o Jury, w składzie: Jacek Fedorowicz, Jacek Kołodziej, Krzysztof Jaślar, Rafał Kmita i Marcin Wójcik.

Może nie wszystkie wystąpienia finalistów przykuły moją uwagę i zdobyły moje serce, ale zawsze chętnie poznaję nowe formy i grupy, oraz programy tych, których już kiedyś widziałam. To niezwykle interesujące i budujące, śledzić czyjś rozwój od początków. Mam nadzieję, że zwycięzcy tegorocznej edycji Paki wykorzystają swoje szanse w kreatywny sposób i nie spoczną na laurach, tylko będą dalej szukać dróg rozwoju. Życzę im tego. Szacunek!

PAULINA JARZĄBEK