Werdykt Wolontariuszy 34. PAKI

Paka recepcja_2

Piękne Wolontariuszki 34. PAKI w oczekiwaniu na Gości.

Już po raz czwarty zaprosiłyśmy Wolontariuszy przeglądu PAKA do zagłosowania na swoich kandydatów w Konkursie Głównym PAKI a także w kilku innych kategoriach. Najważniejszą z nagród jest SUPERWOLO, czyli nagroda dla najsympatyczniejszego uczestnika Konkursu Głównego. Z radością prezentujemy Wam wyniki tegorocznego głosowania. Jak zwykle z poślizgiem spowodowanym regeneracją sił witalnych głosujących, po trudach zakulisowej pracy.

WERDYKT WOLONTARIUSZY 34. PAKI

Wolontariusze 34. PAKI, po zapoznaniu się z uczestnikami 34. PAKI na scenie i poza nią, postanowili przyznać następujące nagrody:

KONKURS GŁÓWNY

Miejsce I Kwiatkowski I Bank oraz Grzegorz Dolniak

Miejsce II Szymon Łątkowski

Miejsce III Kabaret Kałasznikof oraz Monika Nowogrodzka

 

Grand Prix dla Kabaretu FiFa-RaFa.

 

NAJLEPSZA PIOSENKA PRZEGLĄDU

Machanik, Kabaret A Jak! z zespołem

 

NAGRODA SUPERWOLO

dla najsympatyczniejszego uczestnika konkursu głównego, w postaci możliwości spędzenia dnia w roli wolontariusza podczas kolejnej PAKI:

Paulina Potocka

za bycie do rany przyłóż, niezgłębiony spokój, oraz za prędkość, która mogłaby usprawnić pracę.

 

NAGRODY SPECJALNE:

DLA NAJLEPSZEGO OGARNIACZA

Igor Sumara

za to, że jest profesjonalistą oraz ma niezaprzeczalny urok osobisty.

 

ZA OSOBOWOŚĆ POZAKONKURSOWĄ PRZEGLĄDU

Bartosz Demczuk

 

Wszystkim nagrodzonym w głosowaniu Wolontariuszy 34. PAKI serdecznie gratulujemy!

 

PS Przyznane nagrody mają charakter honorowy, poza nagrodą Superwolo, którą można zrealizować za rok, dołączając na jeden dzień do ekipy wolontariuszy 35. PAKI. Można krzyczeć „Hańba!”. Albo „Ujma!”. Jak tam wolicie.

Reklamy

Konkurs Piosenki i Konkurs Główny 34. Przeglądu Kabaretów PAKA [relacja]

W części konkursowej 34. PAKI jak zwykle działo się najwięcej: były piosenki, stand-up, one-man-show, klasyczne kabarety. Tych ostatnich było najmniej, ale i tak Konkurs Główny PAKI należy do moich ulubionych punktów programu tego przeglądu. Tegoroczną edycję poprowadził Bartosz Demczuk.

Pierwszego dnia Konkursu Głównego zaczęliśmy wieczór od Konkursu Piosenki, w którym zaprezentowało się czterech uczestników. Marco Marecki z zespołem wykonał „Piosenkę Czeską”, dość miły w odbiorze utwór z czeskimi wtrąceniami i kilkoma aluzjami politycznymi, które mnie wydały się niepotrzebne w tym miejscu. Jednak piosenki słuchało się dobrze.

DSCN3128.JPG

Kabaret NASZ wykonał piosenkę „Poniedziałek”, a mnie wciąż brzmi refren: „Ach, jaka to by była słodka zbrodnia, zlikwidować pierwszy dzień tygodnia”. Na ten utwór zwróciłam uwagę już w czasie krakowskich eliminacji, bo piosenki są zdecydowanie najmocniejszą stroną tego kabaretu.

DSCN3137.JPG

Adam Wacławiak to już w zasadzie klasyk gatunku. I chociaż utwór „Świadectwo dojrzałości” nie należy do moich ulubionych z repertuaru Adama, dobrze było znowu usłyszeć i zobaczyć go na scenie. Samej piosence trudno odmówić trafności, a wykonawcy – niewątpliwego uroku scenicznego.

DSCN3151.JPG

Na koniec tej części wieczoru wystąpiła wisienka na torcie – a raczej cztery – Kabaret A JAK!. Gdybym miała możliwość przyznania Grand Prix za Konkurs Piosenki, nagroda trafiłaby właśnie do nich. Chciałabym napisać dużo i mądrze o tym wystąpieniu, ale na usta i klawiaturę ciśnie mi się tylko „WOW!”. Tekst, wykonanie, choreografia – wszystko pasowało do siebie idealnie. Dla mnie to był najpiękniejszy moment całej PAKI, ale o tym wspomnę szerzej jeszcze w innym tekście. Dziewczęta oraz towarzyszący im przygodnie zespół Los Mechanikos zdobyli w Konkursie Piosenki pierwsze miejsce, i jest to nagroda w pełni zasłużona. Brawo!

dscn3183.jpg

W Konkursie Głównym jako pierwsza wystąpiła Magda Kubicka. Podtrzymuję swoje odczucia z eliminacji – stand-up Magdzie leży, wydaje się w nim czuć lepiej niż w formie czysto-kabaretowej. Nadal nie jest to najbardziej lubiana przeze mnie forma estradowa, ale jestem w stanie odnaleźć w tym programie elementy dla siebie, które mnie bawią.

dscn3203.jpg

Szymon Łątkowski w swoim one-man-show wcielił się w szereg postaci. Muszę przyznać, że formalnie ten program wydaje się być przygotowany perfekcyjnie. Swoją grą Szymon wywalczył sobie miejsce trzecie oraz nagrodę publiczności.

DSCN3233

Stand-up Pauliny Potockiej w pewien sposób kojarzy mi się z wystąpieniami Karola Kopca, choć i odniesienia do Andrzeja Poniedzielskiego nie są tutaj bezzasadne. Na pewno dynamika Pauliny wyróżnia ją wśród solowych wykonawców. I dodaje jej uroku. Paulina zdobyła II miejsce, ex aequo z Kwiatkowski I Bank.

DSCN3246.JPG

Jako czwarty wystąpił reaktywowany Kabaret Kałasznikof w programie „Charaktery”. Cieszę się, że grupa wróciła do gry, bo ich pierwsze wystąpienia wspominam bardzo dobrze. Tym bardziej, że był to jeden z dwóch klasycznych kabaretów biorących udział w tegorocznym konkursie. Najbardziej z całego programu w pamięć zapadła mi świetna piosenka finałowa i zabawny skecz ze zwierzętami spacerującymi po ludzkim ZOO. Występ Kabaretu Kałasznikof zakończył pierwszy dzień zmagań konkursowych.

DSCN3293.JPG

Drugi dzień rozpoczął się również od Konkursu Piosenki. Na scenie jako pierwszy pojawił się Zespół Inżynierii Środowiska z piosenką o gorylu, który potrafiłby pokonać wszystkie przeszkody do szczęścia. Też by mi się taki przydał.

Jako drugi zaprezentował się Klub Szyderców Bis w utworze „Na Kaponierze”. Posłuchaliśmy więc romansu o wpływie budownictwa na miłosną relację dwojga kochanków. Grupa odwołuje się do stylistyki międzywojennych piosenek kabaretowych i doskonale wyczuwa się inspirację latami 20. i 30. w tej twórczości. Według mnie była to jedna z najlepszych piosenek zaprezentowanych w tym konkursie.

DSCN3317.JPG

Jan Woldan z kabaretu Teatralski zaśpiewał piosenkę „Psychika hipochondryka”, której wykonanie bardzo mi się spodobało i pozostawiło w mojej pamięci obraz sympatycznego wykonawcy.

DSCN3339.JPG

Kabaret FAN przedstawił utwór „Trzy spełnione doby”, a w nich wpływ artystycznych wizji na modelkę. Wokalistce gratuluję wygimnastykowania. I ładnego głosu.

DSCN3345.JPG

Tę część wieczoru zakończył Kwartet Wokalny Voice Band z utworem „Upięknij się”. Odkąd usłyszałam piosenkę o Don Kichocie w wykonaniu tej grupy, zajmuje ona wysokie miejsce w mojej prywatnej kolekcji wykonawców utworów satyrycznych z duszą. I tutaj nie zawiodła mnie muzyczna opowieść o poprawianiu męskiej urody.

W drugiej części Konkursu Głównego jako pierwszą zobaczyliśmy Monikę Nowogrodzką w piosenkowo-monologowym programie o związkach damsko-męskich. Chociaż program wymaga lekkiego dopracowania, oglądałam go z przyjemnością. Dałabym mu drugą szansę. Od Moniki emanuje niezwykle dobra energia.

DSCN3380.JPG

Zdobywcy Grand Prix tegorocznej edycji PAKI, Kabaret FiFa-RaFa, pokazali klasyczne skecze z kilkoma mocnymi momentami i zabawą stereotypami. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć ten skład na scenie. To drugi, klasyczny kabaret w tej edycji konkursu, więc zwracałam na ich program szczególną uwagę. Podoba mi się jego wizualne opracowanie oraz pomysł na skecz o tym, co by było, gdyby ktoś kiedyś nie wymyślił celibatu. Moim faworytem jest jednak skecz o bibliotekarce.

DSCN3414.JPG

Grzegorz Dolniak swoim stand-upem wypracował sobie miejsce I. I chociaż najbardziej lubiłam wcielenia Grzegorza w Kabarecie Szarpanina, to wiele fragmentów tych konkursowych monologów również mi się podobało. Grzegorz Dolniak zdobył także nagrodę publiczności drugiego dnia konkursu.

DSCN3454.JPG

Drugi dzień zmagań konkursowych zakończyliśmy muzycznie. Wystąpił Kwiatkowski I Bank, zapewniając sobie tym wystąpieniem miejsce drugie, obok Pauliny Potockiej. Był to bardzo dobry koncert, dużo lepszy niż jego wersja z eliminacji. Półfinałowego grania nie miałam okazji obejrzeć, ale porównując granie finałowe z eliminacjami widzę znaczne postępy w ogólnym kształcie programu. Kto pamięta piosenki Kabaretu 7 minut Po, odnajdzie w tych utworach podobne konstruowanie tekstu, choć tematyka bywa nieco inna.

DSCN3474.JPG

I to już koniec opowieści o konkursowej 34. PACE. Zawsze chętnie oglądam konkursy i zazwyczaj znajduję w nich coś dla siebie. Cieszę się, że po raz kolejny mogłam obejrzeć finałowe pokazy pakowych zmagań konkursowych.

PAULINA JARZĄBEK

Konkurs! Wygraj wejściówki na 34. PAKĘ

konkurspaka

Mamy dla Was kilka wejściówek na wydarzenia odbywające się w ramach 34. Przeglądu Kabaretów PAKA, który zaczyna się już w przyszłym tygodniu i trwa od 12 do 15 kwietnia.

Co można wygrać?

Do wygrania są:

Wszystkie imprezy odbędą się w Nowohuckiem Centrum Kultury.

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w Konkursie?

Aby zawalczyć o jedną z naszych nagród (wejściówka na konkurs główny dla jednej osoby lub wejściówka dla dwóch osób na Koncert Improwizacji) należy odpowiedzieć krótko, acz interesująco, na pytanie:

Gdybyś miał założyć własny kabaret, to jak byś go nazwał i dlaczego?

Na odpowiedzi czekamy do poniedziałku, 9 kwietnia, do północy. Odpowiedzi można nadsyłać na nasz adres mailowy:

verbumnapolu@gmail.com

lub w wiadomości prywatnej na naszej stronie na Facebooku:

Verbum Na Polu.

Nagrody przyznamy w gronie redakcyjnym, według uznania, za najlepsze naszym zdaniem odpowiedzi. Dodatkowe punkty można uzyskać za uzasadnienie w formie rymowanki .

Wyniki podamy we wtorek, 10 kwietnia.

Powodzenia!

Zobaczcie Regulamin konkursu.

PS: Za wejściówki dziękujemy organizatorowi – Stowarzyszeniu Sztuki Kabaretowej PAKA.

 

 

 

Radosnego świętowania!

pisanki.png

Zbliża się Wielkanoc 2018. Życzymy Wam:

 

Anielskiej cierpliwości do aluzji politycznych przy stole,

Lekkostrawnych potraw, w tym 10 rodzajów sernika,

Lektur zapewniających znakomitą rozrywkę,

Ekskluzywnie zdobionych pisanek,

Lekkiego humoru w rozmowach z rodziną,

Uśmiechu do użytku codziennego,

Jajecznicy – jajecznica zawsze dobra,

Atrakcyjnego powrotu do życia poświątecznego.

 

Wszystkiego najlepszego!

WASZE VERBUM NA POLU

Antykwariat z recenzjami: Wspomnienia Klowna. Din-Don (Edward Manc)

Edward Manc, Zbigniew Adrjański, Wspomnienia Klowna. Din-Don, Czytelnik, Warszawa 1961.

Wspomnienia klowna.png

W kąciku z książkami wydanymi kilka dekad wcześniej, dzisiaj mam dla Was niewielką książeczkę ze wspomnieniami Edwarda Manca, znanego jako klaun Din-Don. Wspomnienia te zebrał Zbigniew Adrjański. Wiem, że cyrk to nie kabaret. Jednak czytając tę książkę, którą udostępnił mi zresztą inny klaun, Klaun Feliks, czyli Andrzej Talkowski (dziękuję!) odniosłam wrażenie, że przedwojenna sztuka estradowa i cyrkowa miały ze sobą wiele wspólnego.

Klown Din-Don

„Panie i Panowie!

Jestem klownem… Jestem klownem niejako z urodzenia, profesji oraz zamiłowania. Moim dziadem był dyrektor wędrownego cyrku, matką tancerka na linie i akrobatka, ojcem zaś słynny ongiś „ryży klown”, znany P. T. Publiczności wszystkich cyrków Europy i Azji”.

Tak zaczyna się opowieść o życiu Klauna Din-Dona, znanego polskiego „białego klowna”. Bo trzeba Wam wiedzieć, że klaunada dzieliła się na kilka specjalizacji. Byli klauni repryzowy, którzy występowali w przerwach pokazów jeździeckich, klauni dywanowi, którzy pojawiali w czasie zmiany rekwizytów. Oraz klauni „entre”, którzy przygotowywali całe programy ze skeczami, piosenkami, akrobacjami itd. Ci ostatni dzielili się na klaunów ryżych, najczęściej występujący typ, białych – o których zawsze było znacznie trudniej, i czarnych. Ta opowieść snuje historię białego klauna, który sam siebie określił „ostatnim cyrkowym białym klaunem”.

Din-Don.png

Din i Don, ilustracja z książki

Cyrk

A historia ta zaczyna się w 1881 roku, kiedy Adam Pincel, dziadek naszego bohatera, zakłada obwoźną Panoramę, pokazując po wsiach i miasteczkach obrazy religijne, z muzyką na żywo. Szybko jednak zatargi z konkurentami z wędrownych trup teatralnych zmusiły Adama do weryfikacji planów i już wkrótce, zainspirowanym właśnie otwartym cyrkiem Cinisellich w Warszawie, postanawia założyć własny cyrk. W drodze spotyka także piękną Annę, miłość swojego życia. I zaczyna się przygoda.

Nie będę tutaj streszczać wszystkich wątków tej niewielkiej, acz wypełnionej po brzegi treścią książeczki. Dość powiedzieć, że czyta się ją jak najlepszą powieść. Wędrowni artyści, osiłkowie, dzikie zwierzęta, cyrkowe szapito, wielkie nazwiska, bieda i bogactwo, luksusy i więzienia, zabawa i łzy, humor i społeczne interwencje. Piękne, barwne, pełne życie kilku pokoleń artystów cyrkowych. Życie na walizkach. Gdyby ktoś zechciał zrobić serial na podstawie tych wspomnień, jakiż to byłby serial! Nie uwierzyłby nikt, że to wszystko istniało.

Kiedy czytałam te wszystkie opisy, myślałam o pierwszych kabaretach. O radości rozbawiania, wzruszania, dzielenia się emocjami. O Jarosym i Niebieskim Ptaku. O Panu Piotrusiu z Kabaretu Olgi Lipińskiej. O Ordonce. O Boyu. O korowodzie Czarnego Kota przez nocny Paryż. I nie wiedzieć czemu, o Wyspiańkim. Ta sama wolność. I podobne ograniczenia. Te same emocje, różne środki wyrazu.

cyrk staniewskich

Cyrk Cinisellich, ilustracja z książki

Ludzie

Wiktor i Edward Mancowie. Ojciec i syn. Dwa pokolenia, dwie twarze klaunady. Jaki powinien być dobry klaun?

„Dobry klown, Panie i Panowie, powinien mieć tyle umiejętności, że przerasta to nieraz możliwości jednego, nawet wybitnie utalentowanego człowieka; klown musi być wspaniale wygimnastykowany, musi mieć doskonałe warunki zewnętrzne i nieodzowną „vis comica”, musi być znakomitym aktorem, mieć wspaniałą dykcję, donośny i melodyjny głos, musi tańczyć, śpiewać i grać na wielu instrumentach. To wszystko jeszcze mało, bo cóż to za klown, który nie ma wyrobionego smaku literackiego, daru improwizacji, talentu satyrycznego, pomysłowości i inteligencji?”

Biały i ryży klaun najczęściej występowali w parze. Ten pierwszy, odziany w biały strój, ucharakteryzowany na pierrota, reprezentował typ wytwornego ironisty. Drugi występował w ryżej peruce, zbyt dużym ubraniu i wysłużonym kapeluszu. Biały klaun zazwyczaj starał się ośmieszyć ryżego kolegę, ale największą radość widzów wzbudzała sytuacja odwrotna. Wiktor i Edward występowali jako Din i Don.

Ale ta książka to nie tylko nasi klauni. Pojawia się tutaj wiele nazwisk związanych z areną i estradą. Są więc Staniewscy, właściciele najpopularniejszego polskiego cyrku. Jest Stanisław Halama, ojciec tancerki Lody. Jest Teodor Sztekker – zapaśnik. Jest Ben Ali, urządzający seanse spirytystyczne. Jest także Klaun Friko, który został dyrektorem cyrku oraz słynni bracia Durow. Wiele tu barwnych żywotów, nakreślonych pokrótce w tej historii.

Friko

Klaun Friko, ilustracja z książki

Życie

Życie pisze najlepsze scenariusze. Frazes, ale ile ma w sobie prawdy. Biografia Edwarda Manca i jego cyrkowej rodziny to materiał na najlepszą powieść, serial, film czy sztukę teatralną. Są w niej wątki miłosne, a nawet kryminalne. Są uniesienia i szara codzienność. A wszystko to w cieniu cyrkowego szapita. Polecam tę książkę każdemu, kto lubi poznawać barwnych ludzi.

Autor wspomnień cytuje debiutancki monolog Edwarda Manca, który wydaje mi się znakomitym podsumowaniem tego tekstu. Pozwolę go sobie zatem tutaj przytoczyć w całości:

Życie niełatwe. Życie wciąż
Problemy stwarza nowe.
Człek by odpowiedź znaleźć rad –
Lecz ma za małą głowę.
Pytanie trochę dziwne jest –
Lecz może kto odpowie:
Czy tu jest cyrk? Czy życie cyrk?
Gdzie jest ten cyrk, panowie?

No właśnie, gdzie?

PAULINA JARZĄBEK

Półfinały 34. PAKI [relacja]

28056758_1628568153876844_2865738609736006345_n

Za nami Półfinały 34. PAKI, w których miałam przyjemność uczestniczyć, lecz przede wszystkim pełniłam na nich zaszczytną funkcję Komisarza Konkursu. Zgodnie z tegorocznym hasłem, „Budujemy nowy dom”, Półfinały, na dwa dni przeniosły się na Śląsk, do Bytomskiego Centrum Kultury. Nowe miejsce, nowi ludzie, co prawie zawsze oznacza ogrom pracy i w tym przypadku też tak było. Stanęłam przed nie lada wyzwaniem, ale na szczęście obeszło się bez większych problemów i wtop.

Zapraszam na małą relację z tego wydarzenia.

Pierwszego dnia licznie zgromadzona publiczność mogła podziwiać zmagania muzyczno-kabaretowych grup. Klub Szyderców Bis z Poznania rozpoczął ten wieczór, w swoim świetnym muzycznym stylu, rozgrzewając tym samym nas wszystkich. Generalnie nie przepadam za kabaretowymi piosenkami. Podejrzewam, że to z tego względu, że nie trafiłam na dobre piosenki kabaretowe. Aż do dnia, w którym obejrzałam zgłoszenie grupy z Poznania. Jakież to było dobre, a na żywo jeszcze lepsze! Pokochałam ich w całości.

Jako drugi zaprezentował się Laureat 32. EDF PAKI – Szymon Łątkowski, który pokazał przekrój swoich umiejętności wcielając się w różne postacie, te znane i mniej znane. Na uznanie zasługuje skecz, w którym Szymon wciela się chyba w siedem różnych postaci. Jest to wielkie wyzwanie, ponieważ musi on oddać to, co najbardziej charakterystyczne w danej postaci.

Nasze piękne miasto – Kraków – miało kilku reprezentantów. Jako pierwszy z nich zaprezentował się kabaret Trzecia Strona Medalu, w trochę odmienionym składzie. Także Laureat PAKI, ale 33. Chłopcy pokazali tradycyjne skecze, przeplatane kabaretowymi piosenkami. Na podziw zasługuje scenografia w jednym ze skeczy, która imituje salę przesłuchań, a konkretnie lustro weneckie na komisariacie (w nawiasie Wam zdradzę, że przy montowaniu dobrze się wszyscy ubawiliśmy!).

Druga część zaczęła się znów muzycznie i krakowsko, bo od występu zespołu Kwiatkowski I Bank, który zaczarował publiczność swoją muzyką, ale także i jedynymi w swoim rodzaju zapowiedziami Maćka. Trzeba przyznać, że Maciek umie zaczarować publiczność i zaprosić ją do swojego świata.

Wieczór zakończył występ rybnickiego kabaretu Kałasznikof, który wrócił po kilku latach przerwy, w nowy składzie, z nową energią i z nowymi pomysłami. Przedstawił widzom wybrane skecze z programu „Charaktery”, które, jak sama nazwa programu wskazuje, obrazowały różne charaktery ludzi. Najbardziej podobał mi się skecz ZOO, w którym jeleń oprowadza panią żabę po zoo, gdzie w klatkach znajdują się ludzie. Fajne odwrócenie sytuacji, fajne żarty na temat grup społecznych, całość zakończona zaskakującą puentą. Po wszystkim tradycyjnie nastąpiły rozmowy z Jury, w którym zasiedli: Iza Kała, Zuzanna Dobrucka-Mendyk, Rafał Kmita, Kamil Dąbrowa. Miałam przyjemność uczestniczyć w nich i dowiedzieć się, jakie wskazówki i uwagi mają Jurorzy do grup kabaretowych. Nie tylko występujący wyszli mądrzejsi, ja również.

Drugi dzień upłynął nam pod znakiem standuperów, ale i muzyki także nie zabrakło. Wieczór otworzyli kolejni przedstawiciele Krakowa – Zespół Inżynieria Środowiska, który muzycznie przeniósł zgromadzonych do czasów studenckich. Swobodne rozmowy wykonawców między piosenkami nadały całości uroku. W ich przypadku jestem mało obiektywna, ponieważ pokochałam ich od pierwszego „usłyszenia”, a piosenka „Czy to miłość czy PM10” stała się moim zimowym hitem.

Jako druga zaprezentowała się Paulina Potocka – wulkan energii z Białegostoku, która opowiedziała liczne anegdoty ze swojego dynamicznego życia. Podbiła serca widzów opowieścią o przygodzie z Blablacarem i Cyganami.

Pierwszą część zakończył również standuper – Grzegorz Dolniak, który przedstawił swoje spojrzenie na niektóre historyczne kwestie oraz sprawy damsko-męskie. Uświadomił męską część publiczności, że my kobiety stosujemy wobec mężczyzn, tzw. „przypierdolki”, którymi sypiemy jak z rękawa.

Drugą część rozpoczęła Monika Nowogrodzka, która opowiadała anegdoty ze swojego życia, przeplatane liryczno-rockowymi piosenkami. Następnie swój czas na scenie miał kabaret FiFa-RaFa, który zaprezentował tradycyjne skecze życiem inspirowane. Najbardziej podobał mi się skecz o tym, jak wyglądało by małżeństwo z księdzem, gdyby nie obowiązywał celibat.

Żarty sypały się jeden za drugim, a puenta zaskoczyła wszystkich. Wieczór zakończył się ostrym monologiem Magdy Kubickiej, która nie boi się mówić o trudnych sprawach.

Całość poprowadził, niezawodny i jedyny w swoim rodzaju konferansjer – a także kabareciarz i improwizator – Alan Pakosz, który zdobył sympatię widowni swoją poezją i kreatywnymi konkursami.

Po wszystkich występach Jury udało się najpierw na rozmowy z występującymi, a później nastąpiły długie obrady, w celu wyłonienia Finalistów tegorocznej 34. PAKI.

Tegoroczne Półfinały upłynęły nam w dużej mierze pod znakiem kabaretowej muzyki, ale także i monologów solistów, nie zabrakło również reprezentantów tradycyjnych kabaretów.  Publiczność śmiała się do łez podczas występów standuperów i kabaretów, a podczas prezentacji grup muzycznych, klaskała rytmicznie do utworów. Niektórzy nawet pokusili się o śpiewanie wraz z wykonawcami!

Trzeci etap Przeglądu Kabaretów PAKA za nami, a przed nami najważniejsze wydarzenie – Konkurs Główny 34. PAKI. Kto zostanie tegorocznym zwycięzcą? Jakie nagrody specjalne przygotowało Jury i Organizatorzy?

Przyjdźcie na 34. PAKĘ, a poznacie odpowiedzi na te pytania!

ANETA TABISZEWSKA

 

Trzeci Oddech Kaczuchy: zaskakująco ciekawa książka

Dzisiaj gościmy na naszym blogu tekst autorstwa Andrzeja Domagalskiego – recenzję wydanej w zeszłym roku książki Andrzeja Janeczko, Trzeci Oddech Kaczuchy. O życiu i scenie.

Panu Andrzejowi dziękujemy za podzielenie się swoim tekstem, a my zapraszamy do lektury.

Janeczko książka.JPG

Fot. A. Janeczko

Trzeci Oddech Kaczuchy: zaskakująco ciekawa książka

Długo oczekiwana książka jest już na rynku. I stanowi nader przyjemne zaskoczenie. Owszem, planowana była na 35-lecie tego wielce kiedyś popularnego, a dziś może i nieco zapomnianego, kabaretu piosenki, obchodzone – przypomnijmy – w 2016 roku. Rok poślizgu jest przysłowiową betką, bo czytelnik w książce autorstwa Andrzeja Janeczko znajduje to, na co czekał. Warto było uzbroić się w cierpliwość, bowiem 340-stronicowa publikacja przygotowana przez łódzką oficynę Księży Młyn zasługuje na uwagę i staranną lekturę. Jest co czytać, jest co wspominać; i do śmiechu, i do łezki! Jest również i co oglądać, ponieważ książka ta została wzbogacona plastycznie przez dyplomowanego artystę – plastyka, autora publikacji.

Przełomowy dla zespołu był rok 1981 i pierwsze miesiące działalności olsztyńskiej grupy, które zasługują na szczególną uwagę. Wtedy to popularne „Kaczuchy”, występujące jeszcze w trzyosobowym składzie ze zmarłym w lipcu 2011 r. gitarzystą Zbigniewem Rojkiem, zresztą współzałożycielem tej grupy, zdobyły w kwietniu wzmiankowanego roku na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie Grand Prix i Nagrodę Dziennikarzy za bezbłędne i brawurowe wykonanie piosenki Wódz. Kilka miesięcy później zostali laureatami I Nagrody w koncercie Interpretacje na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej Opolu.

Nie zdawali sobie wtedy sprawy, iż ta krakowska nagroda wywróci do góry nogami ich późniejsze życie. Na drugi dzień był koncert laureatów w Hali Wisły, a potem bankiet w Rotundzie. – Za całą naszą nagrodę wszyscy pili do oporu. Stawialiśmy każdemu, kto tylko chciał pić. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Na szczęście wtedy już graliśmy dużo imprez w całej Polsce z kabaretem „Ostatnia Zmiana” Bohdana Wrocławskiego i było za co żyć. W pewnym momencie podszedł do nas Wojciech Młynarski. – Wiecie co? Nigdy nikomu tego nie mówiłem tu na festiwalu krakowskim, ale uważam, że powinniście robić to zawodowo. To znaczy: śpiewać! Było nam bardzo miło, tym bardziej że nasz „idol”, na wyżej wspomnianym bankiecie, przeszedł z nami na ty – wspomina lider grupy Andrzej Janeczko w swojej książce. Ten jeden koncert zmienił całe ich życie. Z dnia na dzień stali się ulubieńcami całej Polski, a ich Kombajnista był swego czasu drugi na liście przebojów radiowej Trójki za Johnem Lennonem. Paradoks? Niekoniecznie! Zawsze zadawano im pytanie: – Dlaczego Trzeci Oddech Kaczuchy? Odpowiadali niezmiennie: – Ano dlatego, że była ich trójka, a Kaczuchy? – W dziecięcych czasach ich idolami był Kaczor Donald.

Andrzej Janeczko w swojej publikacji zabiera Czytelnika w zajmującą podróż, w trakcie której on, „poeta i łachmyta”, wspomina przyjaciół artystów, a książka dosłownie skrzy się od zabawnych anegdot z udziałem znanych polskich twórców estrady. – Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego wyjazdu do Nowego Jorku z zacną ekipą m.in. w składzie: Wojciech Młynarski, Wojciech Siemion, Halina Kunicka, Jurek Derfel, Lucjan Kydryński, Wiesław Gołas, Marlena Drozdowska – wspomina autor publikacji – Na lotnisku kupiłem pół litra Soplicy i poszedłem do toalety by łyknąć co nieco przed lotem. Spotkałem tam Wiesława Gołasa. – Pan też się boi latać?- spytał. Kiwnąłem głową. – To wypijmy z jednej, mojej buteleczki, a pańska będzie na później. Tak tez zrobiliśmy. Warto dodać, iż wówczas – a było to w 1993 r. – panowała swoista „pogoda dla pijących” na pokładzie samolotu, bowiem przymusowa awaria samolotu jeszcze na płycie lotniska, ułatwiła miłośnikom odprężenia drugie – równie solidne – podejście do Soplicy, oczywiście w WC. – W całej kabinie widać było przestraszone twarze pasażerów. Tylko dwóch, Wiesław Gołas i ja odprężeni, czekaliśmy z godnością i obojętnością na rozwój wypadków – konkluduje twórca Wodza. Dodać należy, iż książka ta, pełna przeciekawych zdarzeń, krąży nie tylko wokół tematu alkoholowego rauszu. „Trzeźwych” anegdot jest bowiem zatrzęsienie, m. in. o tym, iż w trakcie Festiwalu Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki” w Gdańsku rodzimi piosenkarze byli bardzo blisko „Prawdy”, ale ciekawych tego wydarzenia odsyłamy do wspomnień artysty.

Andrzej Janeczko od kilku lat jest sołtysem pełną gębą w podłódzkich Ługach, w gminie Stryków, niczym estradowy legendarny sołtys Kierdziołek z Chlapkowic, czyli Jerzy Ofierski, wcielający się w swoich kabaretowych monologach w postać wiejskiego filozofa i komentatora bieżących wydarzeń, zaczynającego swoje monologi od sformułowania „Cie choroba!”. Janeczko raczej stroni od tego rodzaju filozofowania, tworząc przez ponad trzy dekady piosenki nader mądre, zapadające w pamięć, do których się z wielką przyjemnością wraca i które niewiele tracą na aktualności, żeby tylko wspomnieć, oprócz wymienionych wcześniej, jeszcze tylko kilka tytułów: Pytania syna poety, Nie umieraj nam inteligencjo, W naszej klasie, Te dwadzieścia kilka lat. Śpiewa je od 37 lat w duecie w towarzystwie rodowitej olsztynianki Mai Piwońskiej, zawsze uśmiechniętej i pełnej wigoru życiowej partnerki artysty. Piosenkarki, której wiek się nie ima!

Andrzej Janeczko, Trzeci Oddech Kaczuchy. O życiu i scenie, wyd. Dom Wydawniczy Księży Młyn, Łódź 2017

ANDRZEJ DOMAGALSKI