„Stand-up night” [relacja/recenzja]

Co?

Stand-up night

Kto?

Marcin Zbigniew Wojciech, Ewa Błachnio, Robert Korólczyk, Tomasz Jachimek

Kiedy?

20.02.2017 r.

Gdzie?

Krakowski Teatr Variete

20 lutego 2017 roku o godzinie 20:00, praktycznie tuż po Półfinałach 33. EDF PAKI, w krakowskim Teatrze Variete, miał miejsce występ czterech standuperów: Ewy Błachnio, Roberta Korólczyka, Marcina Zbigniewa Wojciecha i Tomasza Jachimka. Program, z którym artyści podróżują, nazywa się „Stand-up night”.

Miałam okazję obejrzeć go dwa razy, w Krakowie i Gliwicach (dzięki, dziewczyny, że mnie wzięłyście ze sobą!), dzień po dniu. Oczywiście, jako, że jesteśmy blogiem krakowskim, recenzja będzie oparta w dużym stopniu na występie w Teatrze Variete. W dużym, ponieważ niestety w Krakowie nie udało mi się zobaczyć monologu Marcina Wojciecha, co nadrobiłam w Gliwicach. Chciałabym się podzielić także jedną refleksją, która naszła mnie podczas występu na Śląsku, ale po kolei.

Wieczór rozpoczął się od rozgrzewki w wykonaniu Marcina Zbigniewa Wojciecha oraz Roberta Korólczyka, a całość poprowadził Marcin Wojciech. Widzowie mogli zabawić się w grę pt. „Tak, zróbmy to!” i na przykład dowiedzieć się od sąsiada z boku, że są seksowni.

Następnie przyszedł czas na monolog Marcina Zbigniewa Wojciecha, który uświadomił mi, że faktycznie jest podobny do złodzieja z filmu „Kevin sam w domu”, czego dotąd nie zauważyłam. Opowiadał także m.in. o swoich przeżyciach na weselach, gdzie goście wraz z czasem i procentami z kulturalnych ludzi zamieniają się w zwierzęta. Jednak najbardziej rozśmieszył mnie weselny paradoks, w którym goście wygłupiają się i ośmieszają przed innymi po to, aby wygrać wódkę, która jest za darmo na stole. Nie powiem, sama chętnie biorę udział w oczepinach, a jeszcze chętniej patrzę, jak wydurniają się moi kuzyni czy znajomi. Z pewnością teraz zabawy weselne będą bawić mnie jeszcze bardziej. Dowiedziałam się także, że istnieją tacy szaleńcy, którzy wyprawiają wesele bezalkoholowe! Czy to jest w ogóle możliwe?! Publiczność dowiedziała się też, że Marcina nie stać na wakacje nad polskim morzem, dlatego ostatnie musiał spędzić w Bułgarii. Opowiedział także, jak rozpoznaje Polaków za granicą, o swoich podbojach miłosnych na oazach, a także o tym, że puszyste kobiety są lepsze. Na ostatni wątek jeden pan na sali zaczął się histerycznie śmiać, co Marcin od razu podchwycił, sprawnie wchodząc w interakcje z publicznością. Na koniec występu standuper zdradził swój sposób na telemarketingowców, który mnie powalił na kolana i chyba zacznę go stosować. Otóż, gdy dzwonią do Marcina z ofertą, on wysłuchuje ich, mówi, że kupi to, co chcą, jednak akurat rozwiązuje krzyżówkę i ma ostatnie hasło: „Innymi słowy, uciekaj na s…?” To jedynie mała część występu artysty, nie będę zdradzać Wam więcej. Pójdziecie, to się dowiecie. 😉

dsc_6617

Fot. Magdalena Rachwał

Jako druga pojawiła się Ewa Błachnio, którą poprzednik próbował wkręcić w taniec na scenie, bo, jak wiecie, Ewa była w poprzedniej edycji „Tańca z gwiazdami”. Jednak artystka nie dała się sprowokować, być może dlatego, że Marcin wybrał taniec pole dance.

Ewa rozpoczęła występ od monologu o swoim staropanieństwie, w którym opowiedziała o podrywaniu przez żonatych mężczyzn i tych obdarzonych odwagą, ale niestety nie wzrostem. Ewa, wiem coś o tym i łączę się z Tobą w bólu. Nie obeszło się także bez poruszania tematu smogu, artystka znalazła przyczynę tylu zdrad w Krakowie: po prostu w tym dymie nie można celnie trafić. 😉 Na koniec poruszyła temat prowadzenia samochodu przez kobiety, bo przecież faceci wykonując tyle czynności, co my w aucie, w ogóle nie wyjechaliby z parkingu! Pojawił się również temat polityki, w którym Ewa uświadomiła publiczności kilka paradoksów i prawd życiowych, za co dostała gromkie brawa. Schodząc ze sceny udało jej się ubrać Marcina Zbigniewa Wojciecha w ramę. Taneczną ramę.

dsc_6669

Fot. Magdalena Rachwał

Jako trzeci swój monolog zaczął Robert Korólczyk, występujący także w Kabarecie Młodych Panów. Zaczął on, jak typowy Polak, od narzekania. Narzekania na swoje dzieciństwo, kiedy to musiał słuchać disco polo, wychował się na nim, bo jego tata lubił tego rodzaju muzykę. Publiczność mogła dowiedzieć się, że Roberta do szkoły budził tekst: „Ty i ja, ty i ja, mydełko fa…” Standuper zdradził także wykonywany przez siebie kiedyś zawód, który nie jest lubiany przez większość społeczeństwa, a mianowicie zawód strażnika miejskiego. Z sali od razu można było usłyszeć standardowe „Buuuuuu!”, co chyba nikogo nie dziwi. Lecz jest plus tej profesji, bowiem nauczyła Roberta dystansowania się do wyzwisk, a co ważniejsze, nie przejmowania się nimi, co według mnie jest w życiu bardzo przydatną cechą. Robert poruszył też bardzo powszechny temat, jakim są dzwonki ustawiane przez ludzi w  telefonach. Przyznam, że temat mi bliski, bo sama zwracam na to uwagę, głównie jeżdżąc MPK i jestem tego samego zdania, co Robert: człowieka można poznać po dzwonku. Zgadzam się również w kwestii typu muzyki ustawionej jako dzwonek. Zdarzają się tacy, którzy mają ustawiony fajny hit, aż chciałoby się posłuchać go dalej, niestety zaraz go wyciszają, ale zdarzają się też i tacy, którzy mają ustawione, wspomniane już wcześniej, disco polo i twierdzą, że wszyscy muszą wysłuchać tego do końca. Wspomniał także m.in. o oznaczaniu się na portalach społecznościowych, o operacjach plastycznych kobiet oraz o reklamach leków, płynnie przechodząc do tematów dla dorosłych. Na tym zakończę, bo może czytają nas niepełnoletni, nie będę gorszyć młodzieży jeszcze bardziej. 😉

dsc_6719

Fot. Magdalena Rachwał

Na koniec standupowego wieczoru wystąpił Tomasz Jachimek, który zaczął z tak zwanej „grubej rury”, mówiąc, że stand-up jest dość wymagającą formą, bo trzeba być zarówno zabawnym, jak i przerażającym, śmiesznym, ale też kontrowersyjnym i obserwując środowisko kabareciarzy, nikt tak nie rzuca mu się w oczy, jak Antoni. Tak rozpoczęty występ zapowiedział, że nie będzie grzecznie… I nie było. Artysta skupił się na temacie seksu, który według niego nie jest w dzisiejszych czasach sferą tabu. Mimo że podczas tego wieczoru, na ten temat powiedziano już dość sporo, jednak Tomasz mówił o nim w zupełnie innym aspekcie, niż poprzednicy. Poruszył także wątki m.in. okłamywania dzieci przez rodziców czy sposobu traktowania gości w restauracji przez kelnerów. Swoją drogą, jeśli traficie kiedyś na danie zatytułowane tak: „Zielono-wiosenne listowie nadziewane szlachetnym mięsiwem w gęstej otulinie z sosu imbirowo-śmietanowego, a wszystko to w delikatnej nucie kopru włoskiego” i zastanawiacie się, co to może być, Jachimek odpowiada: gołąbki. Na koniec występu nie omieszkał ponaśmiewać się z naszych polityków, czym też uświadomił nam kilka paradoksów w Polskim życiu politycznym, innych niż poprzednicy.

dsc_6809

Fot. Magdalena Rachwał

Podsumowując, standupowy wieczór zaliczam do jak najbardziej udanych. Poruszane przez artystów wątki, mimo że niekiedy się powtarzały, były jednak ujęte z innej perspektywy, co uwidoczniło zarazem wszechstronność występujących, jak również odmienne spojrzenie na te same zagadnienia. Trzeba także zaznaczyć, że podczas tego wieczoru został podjęty szereg tematów. Nie wszystkie zawarłam w swojej relacji, ponieważ chcę Was zachęcić do wybrania się na ten program. Według mnie warto. Część z monologów była mi w pełni znana, więc na niej się zbytnio nie ubawiłam, ale ja tak po prostu mam, że nie za bardzo lubię „odgrzewane kotlety”. Część tylko trochę, więc przyjemnie było je sobie przypomnieć. Jeszcze inna część była całkiem nowa i na niej bawiłam się świetnie! Na wyróżnienie zasługuje także interakcja z publicznością, każdy z występujących ją nawiązał, więc publiczność została dopieszczona.

Teraz taka mała refleksja, która naszła mnie drugiego dnia standupowej trasy: reakcje ludzi. Publiczność w Krakowie nie reagowała tak ochoczo i spontanicznie, jak ta w Gliwicach. Zaczęłam się zatem zastanawiać, od czego to zależy… Od mentalności, ludzi, miejsca, dostępności tego typu rozrywki, a może czegoś jeszcze innego? Wydaje mi się, że każda z wymienionych przeze mnie przyczyn ma w to swój wkład. Jednak nie znalazłam satysfakcjonującej mnie odpowiedzi i zastanawiam się dalej. Może Wy macie jakieś pomysły?

ANETA TABISZEWSKA

 

Mała notka od Bez Przesady:

Mnie się wszystko mega podobało (choć niestety nie było czego zamiatać), a zwłaszcza występ mojego scenicznego Tatusia! 😀 Tata daje radę!

P S Bo wiecie, że Tata mnie rozpoznał? Jeśli nie, klikajcie TUTAJ

Półfinały 33. EDF PAKI [część konkursowa, recenzja]

Tym razem swoje wrażenia z Półfinałów spisał nasz korespondent, Marcin Chudoba, który tym samym debiutuje w tej roli na naszym blogu. Zapraszamy do lektury.

polfinaly-33-edf-paki

Co?

Część konkursowa Półfinałów 33. EDF PAKI

Kto?

Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, Tomasz Biskup, Kabaret A jak!, Kabaret Inaczej, Mieszko Minkiewicz, Tomasz Giefert, Paulina Potocka, Kabaret Czołówka Piekła, Kabaret Trzecia Strona Medalu, Szymon Łątkowski, Kabaret NOC, Kabaret Zalotka, Kabaret Nomen Omen

Kiedy?

17 i 18 luty 2017 rok

Gdzie?

Scena Piast, Kraków

Odkąd dwa lata temu trafiłem na PAKĘ jako widz, z utęsknieniem oczekuję kolejnych edycji Przeglądu. W tym roku nic się pod tym względem nie zmieniło, z odpowiednim wyprzedzeniem zarezerwowałem nawet wolne dni w pracy. Konkursowi Piosenki, który odbył się podczas pierwszego dnia półfinałów 33. PAKI poświęcono już osobny tekst, w niniejszych rozważaniach chciałbym skupić się na „zwykłych” występach.

17 lutego miałem okazję obejrzeć wszystkie programy konkursowe. Chociaż nie jestem uprzedzony do stand-upu, Tomasz Biskup rozpoczynający pierwszy dzień Półfinałów, nie przekonał mnie do siebie swoją formą uprawiania stand-upu. Potrafię zrozumieć, że współczesną publiczność bawią takie elementy, jak np. wulgaryzmy, jednak gdy składają się one na znaczą część występu, jest to dla mnie nieprzyjemne. Przebłyski dobrych i śmiesznych przemyśleń dawały o sobie znać, jednak pojawiały się one zbyt rzadko.

Występ dziewczyn z krakowskiego Kabaretu Nomen Omen sprawił, że powoli zacząłem zapominać o niesmaku, który pozostał po występie Tomasza Biskupa. Chociaż parodia telewizji śniadaniowej, rozmowa z kandydatką na prezydenta, prostytutką Magdaleną Figiel-Migiel, dialog dziennikarek z „Gazety Krakowskiej” i „Gazety Warszawskiej” oraz wytykanie wad kabaretowej widowni w dużej mierze oparte były na powszechnie znanych niskolotnych żartach i skojarzeniach, całość zrobiła na mnie pozytywne wrażenie.

Strzałem w dziesiątkę okazał się natomiast fragment programu Męskość dla mężczyzn! przygotowany przez Kabaret A Jak!. Dziewczyny kolejny raz udowodniły (po zeszłorocznych Matkach, żonach i kucharkach), że z połączenia odmiennych charakterów scenicznych, inteligentnego żartu, abstrakcyjnego poczucia humoru, nutki szaleństwa i piosenek są w stanie stworzyć oryginalny i zabawny występ.

Kabaret Trzecia Strona Medalu przedstawił skecz na bardzo oklepany temat uzależnienia od Internetu. Jednak całość została zaprezentowana w przystępnej i przyjaznej odbiorcom formie.

Należy wspomnieć również o „Balladzie dziadowskiej o jurorach”, którą przygotował konferansjer wydarzenia – Piotr Gumulec. Chociaż do mistrza tego typu utworów, czyli Artura Andrusa trochę mu brakuje (co sam zresztą przyznał), całość  miała swój specyficzny urok.

Paulina Potocka z Białegostoku okazała się damską wersją Andrzeja Poniedzielskiego. W jej stand-upowym szaleństwie, specyficznym poczuciu humoru i hermetycznym świecie jest metoda. Pozostaje mieć nadzieję, że rozwinie skrzydła oraz swoje możliwości.

Pierwszy dzień Półfinałów zakończył pozytywny występ Kabaretu Inaczej. Było o żulach, którzy znaleźli sposób na otworzenie własnej działalności, utrzymywaniu przyjaźni w czasach, gdy na Facebooku mamy setki znajomych, a tak naprawdę wiemy o nich bardzo niewiele oraz tym, co by było, gdyby podczas terapii łączonej u psychologa pojawił się Koń Rafał.

Krótkie podsumowanie dnia pierwszego: W kobietach siła i nadzieja.

18 lutego z różnych powodów obejrzałem zaledwie część występów.

W bardzo dobry nastrój wprawili mnie panowie z Sekcji Muzycznej Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, którzy przygotowali program składający się z niemal samych piosenek. Utwór Superbohater na długo zapisał się w mej pamięci, nuciłem go nawet w drodze powrotnej do domu.

Niestety, po miłych chwilach spędzonych z SMKKPM poziom zaczął drastycznie spadać. Tomasz Giefert występujący 18 lutego nie wzbudził we mnie żadnych uczuć (może poza ogromną nudą). Nie przypadło mi do gustu tłumaczenie przez artystę swoich żartów publiczności.

Kabaret NOC ma u mnie plus za próby włączenia do programu elementów muzycznych. W pamięci zapisał mi się również stary suchar mówiący, że „Hitler to niby był antysemita, a jednak żyd” (w sensie sknera).

Z nadzieją wyczekiwałem występu Szymona Łątkowskiego, niestety, chwilę po tym, gdy dość energicznie wkroczył on na scenę, musiałem zająć się zupełnie innymi sprawami. Później już cały czas byłem „w ruchu”. Widziałem jedynie fragmenty skeczy Czołówki Piekła, Zalotki, BudaPeszu oraz monologu Mieszka Minkiewicza, dlatego powstrzymam się od ich oceny.

MARCIN CHUDOBA

PS Za zdjęcia w grafice dziękujemy Karinie Kąsek.

Śpiewająco przez Półfinały 33. EDF PAKI, czyli piosenka w kabaretach półfinałowych

CO?

Konkurs Piosenek 33. EDF PAKI, Półfinały

KTO?

Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, Kabaret A Jak, Kabaret Bez Próby, Artur Hamot

KIEDY?

17.02.2017 r.

GDZIE?

Scena Piast, Kraków

spiewajaco-przez-polfinaly

Muzycznych akcentów było sporo w tegorocznych półfinałach. Zanim przybliżymy Wam całą część konkursową z 17 i 18 lutego, chciałabym podzielić się kilkoma przemyśleniami o piosenkach. Tak, znowu 😉

Na początek kilka uwag pozytywnych. Cieszy mnie, że kabarety coraz chętniej wracają do piosenek. Że uzupełniają program muzyką (albo go na niej opierają). I że publiczność chętnie poddaje się magii rytmu i słowa piosenki kabaretowej. Bo to nie jest takie oczywiste.

17 lutego obejrzeliśmy cztery piosenki konkursu piosenek PAKI. Jurorzy nie zdecydowali się nagrodzić żadnej z nich wystąpieniem na finałach. Nie do końca zgadzam się z tą decyzją jako widz, natomiast jestem w stanie ją zrozumieć. Chociaż poziom konkursowych wykonań był według mnie naprawdę dobry, tylko jeden utwór był w pełni autorski. Pozostałe to covery znanych przebojów. Na szczęście z niezłymi, własnymi tekstami.

Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, w składzie rozmnożonym o dwóch panów, wykonała piosenkę Wakacji czas. Tym samym przeniosła publiczność w radosną atmosferę letniego wypoczynku. Oczywiście piosenka była w 100% rozpoznawalna jako utwór wyżej wymienionej grupy: tekst i muzyka stanowiły idealną symbiozę. Jednak wiem, że tych Panów stać na dużo więcej, czego dowiedli drugiego dnia półfinałów swoim programem konkursowym.

Kabaret A Jak skradł me serce już dawno, nie tylko w pełni żeńskim składem i niewątpliwą urodą, ale także swoim sentymentem do piosenek. Tom Jones z pewnością byłby dumny z tej interpretacji melodii utworu Delilah. Echo jeszcze długo powtarzało “Daj, daj, daj mi lajka!”. A jaka bogata choreografia towarzyszyła tej piosence! I jednak jest coś magicznego w tym, kiedy tłum pod sceną ochoczo śpiewa zgodnym chórem wraz z wykonawczyniami.

Artur Hamot zaprezentował nieco brutalny song o tym, że boli, i nie wiadomo dlaczego. A wszystko to w rytm tajemniczego Ameno grupy Era. Przyznaję, że tekst udało się autorowi skroić idealnie do tej muzyki. Co do treści piosenki, zdecydowanie ma ona właściwości przestrzegające. Dzieci, nie próbujcie tego w domu!

Była także jedna piosenka z przesłaniem prozdrowotnym. Grupa wampirów z Kabaretu Bez Próby zachęcała do oddawania krwi, która ratuje nie tylko wampiry bez kiełków, ale i ludzi. Gdyby ktoś chciał dokarmić wampira, to piosenka Dracula, z krwawym tekstem do muzyki z pieśni o Dmuchawcach, latawcach i wietrze, stanowi gotowy instruktaż.

Jak już wspomniałam, piosenek było sporo, nie tylko te wymienione powyżej. Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn rozpoczęła drugi dzień półfinałów swoim wybuchowym programem muzycznym. Kabaret A Jak użył piosenek jako kanwy swojego spektaklu Męskość dla mężczyzn!. 18 lutego prezentował się Kabaret BudaPesz, który również chętnie sięga po piosenki (autorskie), jako elementy swoich programów, dodając do nich bogatą warstwę interpretacyjną. Także grupy, których programy zasadniczo opierają się na skeczach, coraz częściej uzupełniają je piosenkami. Śpiewa np. Mieszko Minkiewicz, a Kabaret Trzecia Strona Medalu również dodał piosenki do swojego ostatniego programu.

Niestety, nie widziałam wszystkich uczestników półfinałów, ale jeśli chodzi o stronę muzyczną tego etapu konkursu, czuję się dopieszczona. No prawie, bo jednak nie wszystkich moich ulubionych wykonawców piosenki kabaretowej udało mi się obejrzeć. Czekam na więcej. A jest na co.

PAULINA JARZĄBEK

PS Za zdjęcia w grafice ŚPIewająco Przez Półfinały.pngdziękujemy Karinie Kąsek.

Bogactwo kabaretowej muzyki na pięciu płytach

Piosenki Kabaretowe.png

Stowarzyszenie PAKA po raz kolejny organizuje konkurs piosenek. Drugi etap piosenkowych zmagań otwiera Półfinały 33. EDF PAKI. Jest to ta część konkursowa, na którą czekam najbardziej. Jestem ciekawa nowych piosenek w branży kabaretowej, bo ta dziedzina kabaretowej twórczości daje naprawdę szerokie pole manewru dla twórców. Z piosenką kabaretową jest jak z piosenka aktorską: w zasadzie odpowiednie wykonanie i kontekst z każdego utworu słowno-muzycznego może uczynić piosenkę kabaretową. To zagadnienie opisałam już szerzej w innym artykule, więc jeśli interesuje Was ten temat, możecie poczytać o nim na naszym blogu.

Tymczasem chciałabym się z Wami podzielić ulubionymi płytami z piosenkami kabaretowymi. Z mojej kolekcji wybrałam pięć wydawnictw. Każdy z tych zbiorów nagrań jest inny, zrealizowany w innej stylistyce, przez różnych wykonawców. Łączy je dbałość o tekst, równowaga między zabawą i powagą oraz znakomita interpretacja. Sprawdzą się także u wielbicieli dobrej piosenki w ogóle, bo te płyty po prostu bardzo dobrze brzmią. Słucha się ich z prawdziwą przyjemnością i myślę, że wielu osobom mogą się spodobać zwyczajnie jako interesujące utwory muzyczne. Wśród płyt, które wybrałam, są cztery krążki konkretnych grup kabaretowych (lub quasi-kabaretowych) i jedna składanka. Dokonanie tego wyboru nie było zbyt łatwe, ale ten artykuł musi mieć jakieś zakończenie, więc ostatecznie skupiłam się na pięciu płytach, których słucham najczęściej.

Kabaret Hrabi, Pienia i jęki, 2011

To właściwie zapis koncertu Pienia i jęki – Hrabiego piosenki, zrealizowanego w studio im. Agnieszki Osieckiej w radiowej Trójce. Jest to przekrój przez piosenkową twórczość kabaretu Hrabi. Song porzuconej, w którym Joanna Kołaczkowska robi zawodzące wyrzuty Andrzejowi, kojarzy chyba każdy, to już klasyk. Poza tym w podróży przez krainę pień i jęków spotkamy pewnego łysego pana, sklerotyka, uroczego małpoluda, ciężarną, ryczącego Lopeza. Są tutaj klimaty krakowskie, piosenka erotyczna a nawet pieśń o podatku VAT.

Grupa Rafała Kmity, Aj waj! czyli piosenki z cynamonem, 2010

Przepięknie wydana płyta z piosenkami ze spektaklu Aj waj! czyli historie z cynamonem. Śliczne teksty Rafała Kmity z muzyką Bolesława Rawskiego opowiadają historie o świecie, którego już nie ma, a być może, nigdy nie istniał. O świecie z pogranicza jawy i snu, prawdy i fantazji. Cudownie słucha się tych barwnych historii, zwłaszcza, że wykonują je wspaniałe głosy: Sonia Bohosiewicz, Tadeusz Kwinta, Andrzej Róg. A wszystko to z nutką cynamonu.

Kabaret Róbmy Swoje, Róbmy Swoje Piosenki, 2015

Co prawda forma nie jest najważniejsza, ale muszę i tutaj wspomnieć o przepięknej grafice, której autorką jest Karolina Stawarz. Wiele utworów z płyty znajdziemy także w programie Biuroza. Bo o takim świecie opowiadają nam te piosenki. O rzeczywistości korporacji. Myślę, że można by tu mówić o poezji codzienności, oczywiście z wyraźnym mrugnięciem w stronę odbiorcy. Dobra, dopracowana płyta. Więcej na jej temat pisałam przy okazji recenzji z premiery tego wydawnictwa w Kinoteatrze Wrzos.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Piosenki czyli walizki pełne wody, 2008

Płyta utrzymana w stylu retro. Tutaj towarzyszyć nam będą klimaty międzywojennych kabaretów i teatrzyków rewiowych. Smutne piosenki o durnej miłości, piękne tragedie, hydraulik-poeta i księżyc wycięty ze złota – takie obrazki opisywał niegdyś Kabaret Moralnego Niepokoju. Delikatnie, lirycznie i uroczo. Te piosenki brzmią tak, jakby pomyliły epoki i przeniosły się w nasze czasy wprost z dwudziestolecia międzywojennego.

Piosenki Przeglądów Kabaretów PaKA. The best of PaKA 1985-2003, 2004

Tę płytę zostawiłam na koniec, bo w zasadzie jest to niemal dwudziestoletni przekrój przez kabaretową scenę muzyczną. Piosenki Konia Polskiego, kabaretu Fajf, Czystych Jak Łza, Czerwonego Tulipana, Hi-Fi, Potem, Aleksandra Grotowskiego i Małgorzaty Zwierzchowskiej… A to tylko kilka przykładów. W tym dwupłytowym wydawnictwie zaklęto spory kawałek kabaretowej historii.

Tym samym chciałabym zaznaczyć, że piosenka kabaretowa ma ogromne znaczenie dla całej twórczości kabaretowej. Piosenkę też najłatwiej wnieść w życie codzienne. Wynieść z sali i ponieść na ustach w świat. Zauważcie, że często powtarzamy szlagworty piosenek kabaretowych, czasem nie zdając sobie nawet sprawy, skąd pochodzą: “Czy pani Marta jest grzechu warta?”, “Chciałabym a boję się”, “Bo ja jestem proszę pana taka mala”, “Ta mała piła dziś i jest wstawiona”, “A uszy miał ogromne muskularne”, “Lecz jaka piękna tragedia”, “Po prostu zrób kabaret”, “Róbmy swoje…”, “Jesteś najpiękniejsza na całej kolonii”… Znacie?

Może konkurs piosenek organizowany przez Stowarzyszenie PAKA jest jakimś sposobem na powrót do korzeni kabaretu. Oczywiście odświeżonych i zaserwowanych współcześnie, ale takich dających solidną podstawę pod prawdziwą sztukę. No, może jednak bardziej kiełków. Świeżutkich, piosenkowych kiełków kabaretowych. Przytoczone wyżej przykłady płyt kabaretowych pokazują bowiem, że w piosence kabaretowej tkwi ogromna siła i potencjał.

PAULINA JARZĄBEK

Jak Gwiazda stała się Gwiazdą Bez Przesady [Kabaretowy Kącik Wspomnień, odc. 5]

n-ways-todecoratewith-lants

Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj… Może dlatego, że właśnie wczoraj moja paparazzo przywoływała tą historię. Przy okazji natchnęła mnie, abym spisała to na papierze. Tak więc piszę. Dla Was, moich wiernych Fanów, stałych Fanów i przyszłych Fanów. Po prostu dla potomnych!

16 kwiecień 2016 roku na zawsze wpisze się w mój (i myślę, że Wasz również) kalendarz, a przede wszystkim pamięć. Wtedy to zdarzyło się to, czego nikt się nie spodziewał, nawet ja…  Leżałam sobie wygodnie na poduszkach, z moimi kompanami  (teraz już Fanami) na dolnej sali w legendarnej klimatyzowanej Rotundzie, aż tu nagle telefon! „Pilne potrzebuję kogoś do zamiatania sceny!”- brzmiał w słuchawce głos producenta Igora. Niewiele myśląc i długo się nie zastanawiając, stwierdziłam twardo „Idę!” Lecz w głębi duszy czułam strach, a przez głowę przewijały mi się myśli: „Czy, aby na pewno podołam temu trudnemu wyzwaniu? Czy wielka scena mnie nie pochłonie? Czy da się szybko pozamiatać? Czy konferansjer będzie litościwy? Jak zareagują ludzie?” Gdy stanęłam za zastawką, ona już na mnie czekała, zwarta i gotowa do działania (też się bała, później mi to wyznała). Wówczas żadna z nas nie pomyślała, że połączy nas coś tak nagłego i wyjątkowego.

Nadszedł ten moment, chwyciłam moją towarzyszkę i wyszłyśmy na scenę, blask fleszy nas oślepił. Scena była tak brudna, że nie wiedziałam od czego zacząć, więc zaczęłam od początku, jak to zwykle bywa. Pierwsze minuty na scenie nie były takie strasznie jak podejrzewałam, byłam niewidzialna dla publiczności i konferansjera, robiłam swoją robotę, jakby nikogo nie było wokół. Pomyślałam: „Jest dobrze, przetrwałam pierwsza minutę, już nic się nie wydarzy”. Jednak miotła nie była tego samego zdania. Tak się bidulka zestresowała, gdy zobaczyła publiczność, że nagle odmówiła współpracy i przestała zamiatać. Szepnęłam jej szybko: „Miotła, wiem, że się za dobrze nie znamy, Ty mnie widzisz pierwszy raz, ja Cię też, nie miałyśmy okazji porozmawiać i się bliżej poznać, ale dostałyśmy wspólne zadanie i siedzimy w tym razem, więc nie rób mi tego!” Niestety moja szybka konkluzja nie podziałała.

I właśnie wtedy konferansjer zwrócił na nas uwagę. Gdy podchodził z mikrofonem miotła była w krytycznym stanie, włos jej zesztywniał, kij się napiął, wyszeptała tylko: „Nie dam rady” i opadła bez sił. Cała uwaga zatem zeszła na mnie. Konferansjer podchodził ze słowami: „Wiecie państwo, ja tu sobie z Wami rozmawiam, a tu Pani sprząta, mi jest tak głupio, że ja nic nie robię, więc jak ma Pani na imię?” I to jest właśnie ten moment, z moich ust padają słynne słowa: „No BEZ PRZESADY!” Konferansjer nie potrzebował nic więcej, zaraz to podchwycił i się zaczęło. Sława, blichtr, śmiech, brawa, zdjęcia i autografy. Zastanawiacie się czemu akurat powiedziałam te dwa słowa? Wiem, że się zastanawiacie, wiele osób po moim występie mnie o to pytało. Już tłumaczę:  po prostu to były słowa do miotły, w reakcji na jej omdlenie.

Jednak to nie koniec. Scena nie została w pełni pozamiatana. Czekało mnie drugie wyjście. Odstawiłam miotłę w kąt, żeby trochę odpoczęła, a poszłam po jej siostrę. Wychodząc drugi raz i słysząc te brawa i śmiechy, wiedziałam, że to jest to! Że to moje przeznaczenie! Skrywany, podejrzewam od zawsze, pierwiastek gwiazdy drzemał we mnie i tego dnia postanowił wyrwać się na światło dzienne.

I oto jestem! Wasza jedyna w swoim rodzaju Gwiazda Bez Przesady!

Podsumowując powyższe wspomnienie: najwspanialszy dzień w życiu, nie tylko w moim życiu, ale również i moich Fanów! W końcu mają Gwiazdę na poziomie do uwielbiania.

Z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego sukcesu. Ma on wiele Matek i Ojców, a także Fanów, bez których jestem nikim. Razem tworzymy jedną wielką, szczęśliwą rodzinę, w której Gwiazda jest tylko jedna. 😀

Zapraszam serdecznie na tegoroczną, 33. EDF PAKĘ. Jestem żywym dowodem na to, że PAKA to wylęgarnia młodych, nieodkrytych talentów.

Oczywiście ja będę! I już nie mogę się doczekać zdjęć z Wami i rozdawania Wam autografów!

Lovciam Was i przesyłam bez przesadowe buziaki! :*

 

Wasza Gwiazda Bez Przesady

Linki do wydarzeń:

https://www.facebook.com/events/627882144063818/ -33. Półfinały PAKI

https://www.facebook.com/events/271633039919677/ -„Dziennik Długodystansowca”, czyli urodziny Jacka Fedorowicza

https://www.facebook.com/events/1811554645725149/ -PAKA przełamuje schematy, czyli Koncert Pojedynków

https://www.facebook.com/events/1832618023683762/ -Przełam się na PACE, czyli Koncert Improwizacji

https://www.facebook.com/events/1825112524417650/ -Przeło/mowa Gala

 

PS Gwiazda w swej wrodzonej skromności pominęła fakt, że w dniu debiutu zdobyła 8 głosów w głosowaniu na Nagrodę Publiczności. Redakcja Verbum Na Polu.

PS 2: Link do profilu Gwiazdy w serwisie Facebook: Bez Przesady – One Woman Show

Szczęśliwy styczeń, czyli podsumowanie „Miesiąca w Szczęściu”

szczesliwy-kolaz1

Nasz   styczniowy cykl okolicznościowy, Miesiąc w Szczęściu, dobiegł końca. W sumie udało nam się obejrzeć i zrelacjonować w różnych formach pięć spektakli znajdujących się w repertuarze Teatru Szczęście i porozmawiać z założycielem tej sceny, Andrzejem Talkowskim. Jedną relację napisała gościnnie nasza wspaniała wysłanniczka, podpisująca się jako Kabaretowa Szczęściara. Udział w tworzeniu cyklu miał także Szymon Jureczka, z którym Paulina rozmawiała o Spektaklu Bardzo Dobrym.

Jeśli dotąd nie czytaliście naszych tekstów z tego cyklu, możecie to nadrobić w dogodnym momencie, na przykład korzystając z poniższej listy, w której zestawiamy wszystkie wpisy z tej serii.

MIESIĄC W SZCZĘŚCIU, styczeń 2017:

CZĘŚĆ I: „Teatr jest naturalnym środowiskiem dla żartu”. Andrzej Talkowski o Teatrze Szczęście; rozmawiała Paulina Jarząbek.

CZĘŚĆ II: Rozmówki kabaretowe, odc. 2: Bardzo dobra rozmowa o teatrze. Z Szymonem Jureczką o „Spektaklu Bardzo Dobrym” w Teatrze Szczęście; rozmawiała Paulina Jarząbek.

Galeria na Facebooku:  Spektakl Bardzo Dobry – Kabaret Kuzyni w Szczęściu

CZĘŚĆ III:  Przeleciał cichy anioł. Spektakl „Czterdzieści i cztery” w Szczęściu, Paulina Jarząbek.

Galeria na Facebooku:  Czterdzieści i Cztery w Teatrze Szczęście

CZĘŚĆ IV: Wieczór ImproKRK, Aneta Tabiszewka, Agata Nowakowska.

Galeria na Facebooku: Wieczór ImproKRK w Teatrze Szczęście

CZĘŚĆ V: „Biuroza” Kabaretu Róbmy Swoje w Kwestionariuszu Prousta, Paulina Jarząbek.

Więcej na temat tego spektaklu przeczytacie w pierwszym odcinku Rozmówek Kabaretowych, z Alicją Rzepą.

Galeria na Facebooku: Szczęśliwa „Biuroza”

CZĘŚĆ VI: Wieczór ze Szczęściarzami, napisała gościnnie Kabaretowa Szczęściara.

Co poza tym w Szczęściu?

To tylko ułamek tego, na co stać najszczęśliwszy teatr w Krakowie. W czwartkowe wieczory pojawia się tam Doktor Absurdu, czyli Ścibor Szpak. Niejaki pogląd na jego twórczość daje tekst Pauliny, napisany po jednej z pierwszych wizyt w Teatrze Szczęście, który możecie przeczytać tutaj.

Z bliskich nam, kabaretowych klimatów, warto zaproponować także krakowski Kabaret A jak!, który również się tam pojawiał z programem Matki, żony i kucharki, i pewnie jeszcze powróci.

Przy Karmelickiej 3 organizowane są także Bale Szczęściarzy, czyli imprezy z biesiadowaniem w tle, trwające do wczesnych godzin porannych, albo późnych godzin nocnych, w zależności od punktu widzenia.

Gościnnie grywane są farsy i spektakle teatralne, monodramy i inne małe formy komediowe. W styczniu grany był m.in. spektakl Libański Łącznik.

Prężnie rozwija się także komediowa scena dla dzieci, gdzie prym wiodą spektakle Klauna Feliksa, Ale cyrki! i Klaun w Balonie. Nieprzypadkowo tę część repertuaru twórcy określili mianem Sceny Rodzinnej: te spektakle spodobają się zarówno dzieciom, jak ich rodzicom. Więcej na ten temat przeczytacie na stronie Teatru Szczęście, w odpowiedniej zakładce.

Ewidentną misją Teatru Szczęście jest niesienie radości, jeśli więc rzeczywistość Was przygniata, pozwólcie się rozpieścić szczęśliwym spektaklom. My na pewno będziemy tam wracać! Zapraszamy w imieniu Teatru do lokalu przy Karmelickiej 3. Dla jasności dodamy, że cykl był wynikiem szczerego zainteresowania nową krakowską sceną komediowo-kabaretową, i ani jeden z wpisów nie był sponsorowany 😉

 

WASZE USZCZĘŚLIWIONE VERBUM

 

Repertuar Teatru znajdziecie na www.teatrszczescie.pl oraz na www.facebook.com/teatrszczescie

 

PS Może macie własne propozycje krakowskich miejsc kabaretowo-komediowych ze stałym repertuarem, które mogłybyśmy w taki przekrojowy sposób zaprezentować?

 

 

Wieczór ze Szczęściarzami [Miesiąc w Szczęściu, odc. 6]

Miesiąc w Szczęściu trwa. 22 stycznia w Teatrze Szczęście spotkali się Szczęściarze, czyli artyści blisko z tym miejscem związani, by zaprezentować widzom jedyny, niepowtarzalny program, komponowany na ten jeden wieczór. O spisanie swoich wrażeń z tego spotkania poprosiłyśmy jego uczestniczkę. Przed Wami gościnnie, relacja ze styczniowych Szczęściarzy. Nas zachęciła.

 

Co?

Szczęściarze

Kto?

Ścibor Szpak, Andrzej Talkowski, Paweł Sadowski, Tomasz Zatorski, Kuba Gucik, Magdalena Kubicka, Czesław Jakubiec, Michał Mazanek, Damian Skóra

Kiedy?

22.01.2017 r., 19:00

Gdzie?

Teatr Szczęście

 

Nawet  najlepszy program telewizyjny nie odda uroku i klimatu występu na żywo. Dlatego takie rozrywki preferuję, dlatego taki kabaret polecam. Co tam ewentualne potknięcia, brak jakiegoś rekwizytu, ewentualne niedociągnięcia… Takie emocje dzieją się tylko raz. Już nikt nie powtórzy identycznie danej sceny, nie wypowie monologu tym samym tonem, nie zareaguje tak samo spontanicznie na nieprzewidzianą sytuację. Ten spektakl jest tylko dla nas, tu i teraz, możemy czuć się niemal jak w teatrze jednego widza. Co tam parę osób więcej, ja zatapiam się we własnej percepcji tego momentu. Zatopcie się i Wy.

Teatr Szczęście – chyba lepszej nazwy nie mógł otrzymać. Dla każdego  owo szczęście może być czymś innym. Dla mnie jest nim, ponieważ powstało miejsce, które choć trochę wypełni lukę w mym sercu, pozostałą po „Wrzosie”. Mogę nadal spotykać postacie, które mnie nie tylko bawią, ale i pogłębiają pewien poziom wrażliwości. Uczą nowego spojrzenia na humor, zmuszają do refleksji. Nie opowiem Wam wszystkiego o „Szczęściu”, odkryjcie je po swojemu, np. podczas cyklu „Szczęściarze”, który odbywa się co miesiąc. Na ostatnim z takich pokazów w tym mini teatrze poczułam się jakbym odwiedziła nie tylko teatr, ale i operę, i kabaret, i coś bliżej nieokreślonego, a wszystko to w sympatycznej, wręcz „rodzinnej” atmosferze. Magiczne miejsce na mapie Krakowa.

Chyba już czas opowiedzieć coś więcej o samych występach i artystach. Nie licząc zabawnej przed zapowiedzi, której dopuścił się główny konferansjer tamtego wieczoru – Doktor Absurdu, Ścibor Szpak; Pan Domu, Dyrektor Teatru Szczęście – Andrzej Talkowski opowiedział o maszynie szczęścia, którą sam zbudował i umieścił na sali. Jeden z widzów chętnie z niej skorzystał i wyszedł zeń jeszcze szczęśliwszy. Zarówno wówczas, jak i później Pan Andrzej nie szczędził nam efektów specjalnych, które bardzo urozmaicały spektakl.

img_0002

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Główna część artystyczna rozpoczęła się od utworu, którego nazwa, jeśli nie brzmi „ał”, to zdecydowanie mogłaby tak brzmieć. Zranione serce pewnego pana zostało rozkrojone niczym tort, ał, bolało, ale jak przyjemnie brzmiało… Paweł Sadowski przy akompaniamencie Tomasza Zatorskiego spokojnie wprowadził mnie w klimat najbliższych dwóch godzin.

img_0008

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Kolejny występ, przyznam, zaskoczył mnie. Może dlatego, iż nie spodziewałam się zobaczyć nowych twarzy, tym bardziej takich, które przeniosą mnie w nowy wymiar kabaretu. Opera to nie jest coś, co lubię szczególnie, tymczasem głos Czesława Jakubca od razu mnie urzekł. Nie tylko głos, ale cała osobowość zasługiwała na uznanie: ta teatralna mimika, wyczucie, że o wyjątkowym stroju nie wspomnę. Podobnie, jak w przypadku jego towarzysza, Michała Mazanka, który pięknie przygrywał swemu koledze i równie pięknie wyglądał. Tak właśnie lubię być zaskakiwana, takie persony cenię. Chętnie zobaczę ich  jeszcze niejeden raz.

img_0017

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Było to idealne wprowadzenie do tego, co nastąpi za chwilę, bo dla mnie to już deser 🙂 Na scenę wchodzi Ścibor Szpak wraz z charakterystycznymi dla swojej twórczości rekwizytami. Tym razem jednym rekwizytem składającym się z kilku elementów. Geniusz tego absurdu jest nie do opisania, to trzeba zobaczyć na żywo. Hymn Ikei (mam tendencje do nadawania nazw własnych) sprawił, że robiliśmy to, co potrafimy nieźle jako naród  ̶  śmialiśmy się sami z siebie.

img_0029

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Tylko po to, by zaraz potem dać się rozbawić jedynej kobiecie występującej tego wieczoru na scenie Teatru Szczęście. Magdalena Kubicka idzie jak burza ze swoim dowcipem, który zaserwowała nam pod postacią stand-upu. Uwielbiam takie spostrzegawcze, bezkrytyczne spojrzenie, choćby na siebie, przeistoczone w mocny żart. Niedoszła prawniczka z wieloma pomysłami, strumieniem świadomości i błyskiem w oku. Polecam. Tym bardziej, że kobieta w kabarecie to nieczęsty widok, a kobieta w stand-upie jeszcze rzadszy. Cudowna ironia o tym, jak my kobiety nie doceniamy facetów oraz metoda na Jastrzębia wspaniale wkomponowały się w moje poczucie humoru.

img_0045

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Przyszła pora na celebrytów, a dokładniej jednego celebrytę i tu znów pojawia się duet Pawła Sadowskiego i Tomasza Zatorskiego oraz Kuba Gucik przy klawiszach. Zabawny tekst z pewną refleksją o sławie, krótko i na temat.

img_0069

Fot. Kabaretowa Szczęściara

 

Po krótkiej przerwie od stand-upu wracamy. Kolejny naturszczyk nowej sceny pieczołowicie dopracowuje swój program, którego nazwy tym razem nie wymyśliłam. Zdecydowanie utkwił mi w pamięci tekst o wegetarianach, pewnie dowcipny dla wielu. Ze stand-upem bywa różnie,  ale, jak to mówią, jest ryzyko, jest zabawa. Nigdy do końca nie wiadomo,   jak publiczność zareaguje na nieco ostrzejszy dowcip, co zresztą Damian Skóra sprawdzał przed głównym wystąpieniem. Próba żartu chyba przebiegła po jego myśli, skoro zdecydował się zostać na scenie 😉

img_0078

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Oprócz tego, że lubię kabaret, lubię też dobry kryminał, toteż tekst Ścibora Szpaka w wykonaniu Czesława Jakubca: „Renata denata”, to już gejzer przyjemności. Zaśpiewana w iście aktorski sposób sprawiła mi dużą przyjemność.

 Ale, proszę Państwa, to nie wszytko, co to się będzie teraz działo: fakir przedstawia prawdziwą mozaikę dowcipu, iluzji, teatru i sama już nie wiem, czego jeszcze 🙂  (Nawiasem mówiąc, muszę się dowiedzieć, gdzie Dyrektor zaopatruje się w kostiumy). Pan Talkowski tworzy niepowtarzalny klimat swoimi barwami, minami i naprawdę wyjątkowym poczuciem humoru, którym wyraźnie zaskarbił sobie sympatię publiczności.

img_0081

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Na tym można by zakończyć, ale nie! W Teatrze szczęśliwości impreza trwa nadal. Tym razem u Dentysty spotykają się znów Czesław i Michał, którym tekstu dumnie użyczył Ścibor, po raz kolejny zresztą, a zaraz potem sam zaprezentował nowy utwór i nowy instrument, zwany egzotycznie, jak na tego artystę przystało, Pistolutnią. Nie powiem za wiele, żeby nie zepsuć zabawy tym, którzy nie widzieli. Jak wszystkie programy Pana Szpaka  –  to po prostu trzeba zobaczyć. Niech wymowna nazwa sama zachęci do wysłuchania i obejrzenia.

img_0122

Fot. Kabaretowa Szczęściara

Tyle z części głównej długiego i wesołego wieczoru ze Szczęściarzami. I ja się czuję szczęściarą, że mogłam tam być. Nie myślcie sobie, że wyjątkowy wieczór w wyjątkowym miejscu skończył się tak zwyczajnie. Na koniec wszyscy występujący zaśpiewali „Refren”,  który miał nawet zwrotki 😉  A potem… A potem to już było after party, w którym wszyscy mogli wziąć udział. Ja tam nie byłam, miodu i wina nie piłam, ale na pewno tam powrócę. Kto pójdzie ze mną?

Napisała KABARETOWA SZCZĘŚCIARA