Archiwa tagu: piosenka kabaretowa

Lektura na wakacje: Andrzej Janeczko, „Trzeci Oddech Kaczuchy. O życiu i scenie”

Andrzej Janeczko, Trzeci Oddech Kaczuchy. O życiu i scenie, wyd. Dom Wydawniczy Księży Młyn, Łódź 2017

Janeczko książka

Kończy się ostatni, deszczowy weekend tych wakacji. W moim mini cyklu o wakacyjnych lekturach chciałabym jeszcze wspomnieć o książce, której recenzję, autorstwa Andrzeja Domagalskiego, już publikowałyśmy gościnnie na naszym blogu. Tutaj więc nie będzie wyczerpującej recenzji, raczej spis kilku prywatnych wrażeń i przemyśleń. Ta pozycja wydaje mi się znakomicie spełniać wymogi książki odpowiedniej na wakacje, i nie tylko. Ja nie mogłam się oderwać.

Andrzej Janeczko napisał „Trzeci Oddech Kaczuchy. O życiu i scenie” w sposób lekki i przyjemny w odbiorze, ujmując historię Kaczuch w serię anegdotycznych opowiastek. Jest o czym opowiadać. A do bohaterów tych historii natychmiast czuje się sympatię. Podoba mi się nie do końca linearne przedstawienie faktów, które przypomina snucie opowieści przy ognisku, a nie spisywaną punkt po punkcie, według ścisłego planu, biografię w encyklopedii.

Książka jest pięknie wydana, zawiera wiele czarno-białych zdjęć oraz ilustracji, w tym grafik wykonanych przez autora. Czyta się ja niemal jednym tchem, odkrywając z zadowoleniem kolejne smaczki. Dodatkowo książka zawiera nieco tekstów piosenek Trzeciego Oddechu Kaczuchy, co dla mnie stanowi wartość dodaną.

Co ciekawe, opowieści z życia prywatnego autora oraz Mai Piwońskiej czyta się z podobnym zainteresowaniem, jak wszystkie anegdoty związane ze sceną i kulisami. Teraz naprawdę muszę lepiej poznać twórczość Kaczuch. Dla mnie to raczej nietypowa kolejność bo zazwyczaj, zanim sięgnę po czyjeś zapiski kronikarskie, biograficzne itp., już bardzo dobrze (lub w zadowalającym mnie stopniu) znam twórczość ich bohatera. W przypadku Trzeciego Oddechu Kaczuchy znałam zaledwie kilka tytułów. Nic straconego – będę nadganiać te zaległości z przyjemnością.

Tym bardziej, że wraz z książką otrzymałam na stronie tytułowej przepiękną, osobistą dedykację, za co Panu Autorowi z całego serca dziękuję. Dzięki niej czytało mi się te opowieści życiowo-sceniczne jeszcze przyjemniej.

Polecam serdecznie. Znajdziecie tutaj wiele znajomych nazwisk, trochę realiów ze słusznie minionej epoki, liczne zwierzaki (przy)domowe, nieco sztuki graficznej i całe garście humoru, ale i powagi, tam gdzie trzeba. Książka spodoba się artystycznym duszom i wszystkim tym, którzy szukają swojej drogi w świecie sztuk scenicznych. Może nie sprzeda Wam złotego środka rozwiązującego wszystkie problemy, które na tej drodze spotkacie, ale pokaże Wam, że nawet jeśli natraficie na szlaban, zawsze można go jakoś obejść, by iść dalej. A przy tym jest po prostu barwną opowieścią o barwnych ludziach.

PAULINA JARZĄBEK

Reklamy

Retro-czar Ute [propozycja]

Retro-czar

Znalazłam ją przez przypadek. Szukałam czegoś o Edith Piaf, a może o Marlenie Dietrech? Nie pamiętam. Ale wiem, ze znalazłam znacznie więcej. Ute Lemper to niemiecka piosenkarka, która wykonuje piosenki obydwu wspomnianych pań i robi to znakomicie.

Już kilka razy o niej wspominałam, ale uznałam, że zasługuje na osobny tekst. Gdybym miała ją określić kilkoma słowami, powiedziałabym, że to współczesne wcielenie dawnego kabaretu. Oprócz piosenek Piaf i Dietrich piosenkarka wykonuje także utwory Bertolda Brechta czy Jacques’a Brela.

Ute jest również aktorką, grała w filmach, w musicalach, dubbingowała niemieckie wersje animacji Disneya. Jest wspaniałą interpretatorką, wkłada w wykonanie mnóstwo serca, utożsamia się szczególnie z bohaterkami utworów z repertuaru Edith Piaf i Marleny Dietrich. To z jej filmu o kabarecie tych pań dowiedziałam się o ich znajomości. Współpracujący z paryska diwą George Moustaki podarował jej piosenkę napisaną dla Piaf, której tamta nie zdążyła już wykonać.

Ute Lemper czuje się obywatelką świata, dobrze jej w wielkich miastach. Wspomniała kiedyś, że zarówno w Berlinie, jak i w Nowym Jorku czy w Paryżu czuje się u siebie. Sama w wielkim mieście. Poza niemieckim świetnie posługuje się angielskim i francuskim, utwory najczęściej wykonuje w oryginalnych językach. Nie boi się nowych aranżacji, ale często pozostaje blisko klasycznego wykonania. W jej wersjach pojawiają się elementy bigbandowe i jazzujące, zawsze jednak na pierwszym planie znajduje się interpretacja tekstu.

Tworzy kreację do każdego utworu, traktując go jak mini show. Każda piosenka to osobny spektakl, często inny kostium. Pracuje nad koncertami z choreografem, aranżerem. Szuka swoich sposobów wykonania.

Posiada niezwykle bogatą mimikę i potrafi przejść płynnie od rozpaczy do euforii, cały czas prezentując jedną postać. Zmusza widza do podążania za przedstawionym przez nią światem. Jest pewna siebie, ale podchodzi do interpretowanych utworów z ogromnym szacunkiem, równocześnie wydobywając ich kabaretowe smaczki. Nie zapomina o pochodzeniu tych piosenek.

Ute ożywia na scenie międzywojenny kabaret europejski. Polecam jej wykonania jako wstęp do dawnego kabaretu piosenki.

Przyznaję, że słabo znam jej niekabaretowe realizacje, ale te, o których wspomniałam są zachwycające. Jeśli macie ochotę wejść w świat Ute Lemper, polecam film In serach Of Cabaret.

PAULINA JARZĄBEK

Recital Kabaretowy Artura Andrusa [recenzja / relacja]

Co?

Artur Andrus – Recital Kabaretowy

Kto?

Artur Andrus

Kiedy?

22.04.2017 r.

Gdzie?

Nowohuckie Centrum Kultury

arturandrus_biletyna

Artur Andrus, źródlo: http://www.biletyna.pl

Niepisaną tradycją stał się fakt, że chodzę na wszystkie krakowskie występy Artura Andrusa. Dlatego, gdy w grudniu ubiegłego roku dowiedziałem się o recitalu zaplanowanym na 22 kwietnia tego roku, natychmiast zakupiłem bilet. Znajomi pytają mnie często, czy nie szkoda mi czasu i pieniędzy na ciągłe oglądanie tego samego. Otóż nie – nie ma dwóch takich samych recitali (w czym utwierdził mnie występ omawiany w niniejszym tekście), a obcowanie z Jeremim Przyborą współczesnego polskiego kabaretu jest przeżyciem wartym wszystkiego.

Artur Andrus tradycyjnie już powitał zebraną publiczność tekstem, w którym przedstawił się jako „ulubiony artysta tego wieczoru” i zaproponował, aby „zawrzeć pewną kompromitację”, polegającą na tym, że on śpiewa, a nam się to podoba. Był to wstęp do piosenki Nie zaczynaj przeplatanej barwną choreografią oraz dygresjami na temat proszenia się o brawa.

W podobnym tonie został utrzymany następny utwór – Baba na psy (dedykowany Marii Czubaszek). W jego trakcie Artur Andrus przytoczył wyniki „amerykańskich badań naukowych” głoszących, że jeśli w jednym miejscu spotkają się „inteligentna i wrażliwa publiczność” oraz „świetny artysta”, to dojdzie do tego, że widzowie będą klaskać, a nawet śpiewać z wykonawcą.

Trzecią piosenką tego wieczoru była Mona Lisa – Rodowód, poprzedzona żartami o wynikach „amerykańskich badań naukowych” (bardzo dobre nawiązanie do sytuacji, w których ludzie powołują się na takie rzeczy i wierzą w nie bez żadnych refleksji) oraz o „współpracy” Artura Andrusa z Nat King Colem. Tekst Mona Lisy został zmodyfikowany, aby historia w niej opowiedziana częściowo rozgrywała się w Nowej Hucie (stały zabieg polegający na dostosowaniu się pod publiczność). Po rozważaniach dotyczących dysproporcji w utworach sportowych, Artur zaśpiewał piosenkę będącą przedstawicielką nowego gatunku, tj. Nazywali go Marynarz – Szanta Narciarska.

Ku mojemu zaskoczeniu, w programie recitalu, który do tej pory przebiegał standardowo, nastąpiły zmiany. W sierpniu zeszłego roku, z okazji Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro Artur Andrus nagrał Prawdziwą historię Leonidasa z Rodos, czyli piosenkę o tym, co to tak naprawdę znaczy, że ktoś spoczął na laurach. Utwór nie trafił jeszcze na żadną płytę, dostępny jest jedynie w Internecie. Dlatego śmiało mogę stwierdzić, że podczas omawianego recitalu nastąpiła jego krakowska premiera (za prapremierę uznaję natomiast wykonanie przywołanej piosenki podczas Benefisu Jacka Fedorowicza 30 marca 2017 r. w Kinie Kijów).

Nie zabrakło również mojego ulubionego elementu programu, w którym Artur Andrus śpiewa utwory „przetłumaczone” przez siebie z języków obcych lub zapożyczone od innych artystów. Rozpoczął go piosenką Petersburg, w oryginale wykonywaną przez Jaromira Nohavicę (drugie zaskoczenie tego wieczoru). Następnie zaśpiewał Czego nam trzeba z tamtych lat (pod takim tytułem ten utwór widnieje na stronie www TVP ze skeczami kabaretowymi; w zbiorze tekstów Andrzeja Poniedzielskiego Dla duszy gram nazwany został Ciepła wódka, zimne kobiety). W dalszej części występu przyszedł czas na przeróbki Quando, quando, quando Tony’ego Rennisa oraz Diridondy chorwackiego zespołu Novi fosili.

Od lutego 2017 r. na potrzeby trójkowej Akademii Rozrywki Artur Andrus pisze teksty piosenek nawiązujące do wydarzeń, o których można usłyszeć w radiu. Podczas audycji z dnia 3 marca 2017 r. słuchaczom został zaprezentowany utwór Od bociana, wykonany w trakcie recitalu pod zmienionym tytułem Sokratesa 18. Umieszczenie go w programie było ostatnim zaskoczeniem, które czekało na mnie tego wieczoru.

Oficjalną część występu zakończyły Cyniczne córy Zurychu. Następnie przyszedł czas na potrójny bis, w trakcie którego Artur Andrus zaśpiewał jedne ze swoich najpopularniejszych utworów: Królową nadbałtyckich raf, Piłem w Spale, spałem w Pile oraz Glanki i pacyfki. Wykonanie tego ostatniego było bardzo rockowe pod względem stylistyki, jak również choreografii, w wyniku czego zrywało z klasycznym obrazem spokojnego Artura Andrusa.

Reasumując: było warto. Bardzo miłym zaskoczeniem okazały się zmiany w programie, które nadały mu świeżości. Jak zwykle jestem zadowolony z występu Artura Andrusa, z pewnością wybiorę się na następny.

MARCIN CHUDOBA

Wiosennie w piosence kabaretowej

Wiosenne Słowiki

Wiosna zapukała do naszych drzwi, zupełnie jak w piosence Marka Grechuty. Zapukała z impetem i podkreśliła obecność szumem deszczu, ale nic to! Na poprawę może mało  jeszcze wiosennych humorów proponuję kilka około kabaretowych piosenek. Bo wiadomo, piosenka jest dobra na wszystko.

 

Wiosna, ach, to ty, Marek Grechuta

Nie mogło zabraknąć tego utworu, bo to wiosenny klasyk. Lekka, liryczna, nieco ironiczna piosenka o tym, że, co prawda, po wiośnie czas płynie aż do zimy, ale zaraz potem znowu jest wiosna. Trochę optymizmu na co dzień ukrytego w cykliczności przyrody. Posłuchajcie tego utworu, tym razem w wykonaniu Michała Bajora, klikając tutaj.

 

Nie zakocham się tej wiosny już w nikim, Kabaret Starszych Panów

Pozostając w kręgu lirycznych uniesień przejdźmy do piosenki Starszych Panów, z wyraźną deklaracją nie zakochiwania się już w tytule. Zakochać się wiosną to każdy potrafi. Ot co! A spróbujcie tego nie robić! Mimo tych przeklętych słowików… W wybranej przeze mnie wersji nie zakochują się Straszni Panowie Trzej.

 

Wiośnie nie, Basia Stępniak-Wilk i Wojciech Mann

Stanowcze i zdecydowanie „nie” mówi wiośnie także Basia Stępniak-Wilk. A wspiera ją w tym Wojciech Mann. Ale jak oni to robią! Aż chce się właśnie mówić „tak”! Na wszystko, co wiosna przyniesie. O ile nie przyniesie tego bocianem. No chyba, że właśnie na bociana czekamy najbardziej. Piosenki można posłuchać np. tutaj.

 

Wiosenna pieśń radości, Kabaret Potem

„Mówią, że prawdziwa sztuka obroni się sama. Ale nie przede mną.” Takimi słowami Władysław Sikora zapowiada piosenkę, którą zna z pewnością każdy miłośnik kabaretu. Kwintesencja kabaretowej wiosny. Esencja świeżego, wiosennego powiewu na estradzie. Nawet jeśli z niedorozwiniętymi zwrotkami.

 

Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę, Wojciech Młynarski

Nikt tak nie przeżywał wiosennych uniesień, jak Wojciech Młynarski.  Zwłaszcza, gdy leciało solo muzyczne. Życzymy Wam, Panowie, abyście natrafiali na życzliwe dziewczyny nie tylko wiosną. I żebyście nie tylko wiosną na tę życzliwość zasługiwali. I możecie też poprzeżywać, wraz z Panem Wojciechem.

Mam nadzieję, że ten krótki zestaw wiosennych utworów poprawi Wasze samopoczucie, chociaż na chwilę. Może macie jakieś swoje ulubione piosenki kabaretowe z wiosną w tle?

 

PAULINA JARZĄBEK

Bogactwo kabaretowej muzyki na pięciu płytach

Piosenki Kabaretowe.png

Stowarzyszenie PAKA po raz kolejny organizuje konkurs piosenek. Drugi etap piosenkowych zmagań otwiera Półfinały 33. EDF PAKI. Jest to ta część konkursowa, na którą czekam najbardziej. Jestem ciekawa nowych piosenek w branży kabaretowej, bo ta dziedzina kabaretowej twórczości daje naprawdę szerokie pole manewru dla twórców. Z piosenką kabaretową jest jak z piosenka aktorską: w zasadzie odpowiednie wykonanie i kontekst z każdego utworu słowno-muzycznego może uczynić piosenkę kabaretową. To zagadnienie opisałam już szerzej w innym artykule, więc jeśli interesuje Was ten temat, możecie poczytać o nim na naszym blogu.

Tymczasem chciałabym się z Wami podzielić ulubionymi płytami z piosenkami kabaretowymi. Z mojej kolekcji wybrałam pięć wydawnictw. Każdy z tych zbiorów nagrań jest inny, zrealizowany w innej stylistyce, przez różnych wykonawców. Łączy je dbałość o tekst, równowaga między zabawą i powagą oraz znakomita interpretacja. Sprawdzą się także u wielbicieli dobrej piosenki w ogóle, bo te płyty po prostu bardzo dobrze brzmią. Słucha się ich z prawdziwą przyjemnością i myślę, że wielu osobom mogą się spodobać zwyczajnie jako interesujące utwory muzyczne. Wśród płyt, które wybrałam, są cztery krążki konkretnych grup kabaretowych (lub quasi-kabaretowych) i jedna składanka. Dokonanie tego wyboru nie było zbyt łatwe, ale ten artykuł musi mieć jakieś zakończenie, więc ostatecznie skupiłam się na pięciu płytach, których słucham najczęściej.

Kabaret Hrabi, Pienia i jęki, 2011

To właściwie zapis koncertu Pienia i jęki – Hrabiego piosenki, zrealizowanego w studio im. Agnieszki Osieckiej w radiowej Trójce. Jest to przekrój przez piosenkową twórczość kabaretu Hrabi. Song porzuconej, w którym Joanna Kołaczkowska robi zawodzące wyrzuty Andrzejowi, kojarzy chyba każdy, to już klasyk. Poza tym w podróży przez krainę pień i jęków spotkamy pewnego łysego pana, sklerotyka, uroczego małpoluda, ciężarną, ryczącego Lopeza. Są tutaj klimaty krakowskie, piosenka erotyczna a nawet pieśń o podatku VAT.

Grupa Rafała Kmity, Aj waj! czyli piosenki z cynamonem, 2010

Przepięknie wydana płyta z piosenkami ze spektaklu Aj waj! czyli historie z cynamonem. Śliczne teksty Rafała Kmity z muzyką Bolesława Rawskiego opowiadają historie o świecie, którego już nie ma, a być może, nigdy nie istniał. O świecie z pogranicza jawy i snu, prawdy i fantazji. Cudownie słucha się tych barwnych historii, zwłaszcza, że wykonują je wspaniałe głosy: Sonia Bohosiewicz, Tadeusz Kwinta, Andrzej Róg. A wszystko to z nutką cynamonu.

Kabaret Róbmy Swoje, Róbmy Swoje Piosenki, 2015

Co prawda forma nie jest najważniejsza, ale muszę i tutaj wspomnieć o przepięknej grafice, której autorką jest Karolina Stawarz. Wiele utworów z płyty znajdziemy także w programie Biuroza. Bo o takim świecie opowiadają nam te piosenki. O rzeczywistości korporacji. Myślę, że można by tu mówić o poezji codzienności, oczywiście z wyraźnym mrugnięciem w stronę odbiorcy. Dobra, dopracowana płyta. Więcej na jej temat pisałam przy okazji recenzji z premiery tego wydawnictwa w Kinoteatrze Wrzos.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Piosenki czyli walizki pełne wody, 2008

Płyta utrzymana w stylu retro. Tutaj towarzyszyć nam będą klimaty międzywojennych kabaretów i teatrzyków rewiowych. Smutne piosenki o durnej miłości, piękne tragedie, hydraulik-poeta i księżyc wycięty ze złota – takie obrazki opisywał niegdyś Kabaret Moralnego Niepokoju. Delikatnie, lirycznie i uroczo. Te piosenki brzmią tak, jakby pomyliły epoki i przeniosły się w nasze czasy wprost z dwudziestolecia międzywojennego.

Piosenki Przeglądów Kabaretów PaKA. The best of PaKA 1985-2003, 2004

Tę płytę zostawiłam na koniec, bo w zasadzie jest to niemal dwudziestoletni przekrój przez kabaretową scenę muzyczną. Piosenki Konia Polskiego, kabaretu Fajf, Czystych Jak Łza, Czerwonego Tulipana, Hi-Fi, Potem, Aleksandra Grotowskiego i Małgorzaty Zwierzchowskiej… A to tylko kilka przykładów. W tym dwupłytowym wydawnictwie zaklęto spory kawałek kabaretowej historii.

Tym samym chciałabym zaznaczyć, że piosenka kabaretowa ma ogromne znaczenie dla całej twórczości kabaretowej. Piosenkę też najłatwiej wnieść w życie codzienne. Wynieść z sali i ponieść na ustach w świat. Zauważcie, że często powtarzamy szlagworty piosenek kabaretowych, czasem nie zdając sobie nawet sprawy, skąd pochodzą: “Czy pani Marta jest grzechu warta?”, “Chciałabym a boję się”, “Bo ja jestem proszę pana taka mala”, “Ta mała piła dziś i jest wstawiona”, “A uszy miał ogromne muskularne”, “Lecz jaka piękna tragedia”, “Po prostu zrób kabaret”, “Róbmy swoje…”, “Jesteś najpiękniejsza na całej kolonii”… Znacie?

Może konkurs piosenek organizowany przez Stowarzyszenie PAKA jest jakimś sposobem na powrót do korzeni kabaretu. Oczywiście odświeżonych i zaserwowanych współcześnie, ale takich dających solidną podstawę pod prawdziwą sztukę. No, może jednak bardziej kiełków. Świeżutkich, piosenkowych kiełków kabaretowych. Przytoczone wyżej przykłady płyt kabaretowych pokazują bowiem, że w piosence kabaretowej tkwi ogromna siła i potencjał.

PAULINA JARZĄBEK

Piosenka kabaretowa – co to właściwie znaczy? [felieton]

Kai Oberhauser_Microphone

Kabaret 7 minut Po szerzył pogląd, że każda piosenka wykonana w kabarecie, jest piosenką kabaretową. Myślę, że to jedyna słuszna definicja, jeśli już koniecznie chcielibyśmy się pokusić o ogólne zdefiniowanie tego pojęcia.

Tak naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, które zadałam w tytule tego artykułu. Mogę jedynie wyjaśnić, czym jest piosenka kabaretowa dla mnie. Nie będzie to jednak proste wyjaśnienie.  Niedawno pisałam o nurcie muzycznym nazywanym dark cabaretmrocznym kabaretem. To jedna z twarzy „mojej” piosenki kabaretowej. Tutaj mieści się twórczość Franka Wedekinda, Bertolda Brechta, Macieja Zembatego.

Ale na początku był Paryż. Odkąd odkryłam twórczość Aristide’a Bruant, potrafię lepiej zrozumieć pochodzenie wątków apaszowskich w kabarecie literackim. Te pierwsze ballady, układane przez twórcę z Czarnego Kota, opowiadały właśnie o takim ulicznym życiu: o prostytutkach, mieszkańcach ulic, bandach awanturników. Kamuflowały tą tematyką wyraźny sprzeciw wobec polityki państwa, wojny i niesprawiedliwości społecznej. Takie awanturnicze, apaszowskie ballady uliczne to druga twarz piosenki kabaretowej, która jest mi znana.

Trzecie oblicze, to liryzm Kabaretu Starszych Panów, parodia francuskiej piosenki miłosnej, którą Boy stosował w Zielonym Baloniku, ironia tekstów Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego. Elegancja kabaretu Tuwima, Hemara i Jarosego. Staromodny czar utworów Kabaretu Moralnego Niepokoju z Walizek Pełnych Wody.

Czwarta odsłona to absurdalne i nawiązujące do niezwykłości piosenki Kabaretu Mumio, Łowców. B, zaczarowane teksty Gałczyńskiego i „czar iluzji Anawa”. To także piosenki służące zabawie. Bo nie ma nic złego w tym, żeby piosenka była po prostu zabawna, bez jakichś dodatkowych przesłań, czy ambicji komentatorskich.

I wreszcie piąta twarz „mojej” piosenki kabaretowej to Kabaret Olgi Lipińskiej: piosenka opisująca aktualną sytuację polityczno-społeczną przy użyciu licznych metafor i zabiegów stylistycznych. To adaptacje tekstów klasyków poezji na potrzeby kabaretu. To uchwycenie aktualnych wątków w taki sposób, by i za wiele lat tekst był zrozumiały dla odbiorcy.

Jest jeden problem: trudno znaleźć przykłady twórców, którzy zajmowaliby się tylko jednym, konkretnym rodzajem piosenki. Ja chyba nie znam nikogo takiego. I chociaż podałam konkretne przykłady w tych nakreślonych naprędce kategoriach, na które mogłabym podzielić piosenki kabaretowe, które znam i lubię, to u każdego z tych podmiotów artystycznych można znaleźć przejawy innego rodzaju twórczości piosenkarskiej. Dopiero połączenie tych wątków daje pełny obraz tematyki piosenki kabaretowej. Nadal „mojej”.

Co zatem dla mnie oznacza pojęcie „piosenki kabaretowej”? Piosenka kabaretowa to piosenka wykonana przez artystów kabaretowych, której główną cechą jest odpowiednia do kontekstu interpretacja tekstu, niekoniecznie zabawnego. Najogólniej rzecz ujmując tym właśnie jest dla mnie piosenka kabaretowa – piosenką dobrze zinterpretowaną przez artystów kabaretu. Co w zasadzie zbliża ją do mojego pojęcia piosenki aktorskiej. A co dla Was oznacza to pojęcie?

PAULINA JARZĄBEK

Małopolskie Festiwale Kabaretowe [III]

Grafika

W kolejnej części naszego cyklu o Festiwalach Małopolskich przyszedł czas na – można by rzec – niemowlę w tej kategorii. Bowiem festiwal, o którym dziś będzie mowa, nie ma nawet roku.

NIEBYWALENCJA

Niebywalencja, czyli Festiwal im. Jeremiego Przybory. Pomysł na ten festiwal zrodził się w głowie Agnieszki Kozłowskiej (dyrektorki artystycznej Niebywalencji), natomiast został zorganizowany przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA w Centrum Kultury Rotunda. Nasuwają się na myśl dwa pytania: co to Niebywalencja i dlaczego Jeremi Przybora? Już mówię. Zacznę trochę przewrotnie od drugiego pytania. Jeremi Przybora to pisarz, poeta, aktor, piosenkarz i satyryk, a także autor i współtwórca Kabaretu Starszych Panów. Jego twórczość była i jest dla innych punktem odniesienia. Był on wybitną postacią w świecie kultury. Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA postanowiło zorganizować festiwal, by upowszechnić jego dorobek artystyczny. A co to jest ta Niebywalencja? To wyjątkowa wyspa, która została stworzona przez Przyborę do musicalu „Piotruś Pan”. Organizatorzy o nazwie festiwalu na swojej stronie piszą tak: „Dla nas jest symbolem całej twórczości Pana Jeremiego. To wyspa wyjątkowości na morzu bylejakości, świat wzruszeń, komizmu i inteligencji w specyficzny sposób połączonych. Chcemy, aby te wartości nadal były w cenie – dlatego tak nazwaliśmy nasz Festiwal.”

Jeremi Przybora

Pierwsza edycja miała miejsce 18-19 grudnia 2015 roku. Festiwal składa się z części konkursowej, części upamiętniającej twórczość Jeremiego Przybory przez współczesnych artystów oraz z koncertu galowego. Gośćmi pierwszej Niebywalencji byli: Teresa Drozda, Magda Umer, Artur Andrus, Krzysztof Jaślar, Fair Play Crew, Karol Kopiec oraz warszawski chór Collegium Musicum z dyrygentem Andrzejem Borzymem, a także laureaci konkursu.

Druga odsłona Festiwalu ma się odbyć w dniach 21-23 października 2016 roku. Programu jeszcze nie znamy.

Niestety nie mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu, dlatego nie przytoczę Wam anegdotki, ale doszły mnie słuchy, że herbatka była wyśmienita! 🙂

Niebywalencja to jak na razie najmłodszy festiwal w Małopolsce, co nie oznacza, że jest gorszy. Wręcz przeciwnie, wprowadził on swego rodzaju powiew świeżości. Mam nadzieję, że powoli raczkując zdobędzie grono wiernych miłośników, bo twórczość Jeremiego Przybory na pewno jest tego warta! A i ja nie omieszkam się wybrać w tym roku na to zacne wydarzenie.

ANETA TABISZEWSKA