Archiwa tagu: Tadeusz Boy-Żeleński

Lektura na wakacje: Tadeusz Żeleński, „Reflektorem w mrok”

Tadeusz Żeleński (Boy), Reflektorem w mrok, Państwowy Instytut Wydawniczy Warszawa 1985.

reflektorem w mrok.jpg

Najpierw deszcze niespokojne, teraz upały – tyle okazji do sam na sam z książką! Korzystajcie! Wśród książek, do których lubię wracać, znajduje się zbiór felietonów Boya, „Reflektorem w mrok”. Moje wydanie pochodzi z 1985 roku, ma pożółkłe kartki i zalicza się do grona książkowych „cegieł”. Jest także jedną z najprzyjemniejszych w odbiorze książek, jakie miałam w swoich rękach.

Jeśli lubicie czytać biografie i książki dokumentalne, w tym tomie znajdziecie wiele dla siebie. Teksty Tadeusza Żeleńskiego są pisane pięknym językiem, pełne humorystycznych anegdot o świecie dawnej, krakowskiej (i nie tylko) bohemy, przemyśleń na temat kultury i społeczeństwa sprzed wieku i tego wszystkiego, co stanowiło pożywkę dla publicystów i satyryków z tamtych lat. Znajdziecie tutaj plotki, półprawdy i całe prawdy o dawnym Krakowie, Zielonym Baloniku, teatrze, salonach, dziennikach, artystach i wydarzeniach, z zastrzeżeniem, że nie zawsze wiadomo, do której kategorii można zaliczyć wpis Boya.

Sama czytałam ten zbiór już kilka razy i na pewno jeszcze do niego wrócę. Choć każdą z 650 stron wypełnia drobny druk, pozbawiony ilustracji, nie przeszkadza mi to w wyświetlaniu sobie w wyobraźni całych filmów, opartych na tych tekstach. Zwłaszcza, że Boy pisze plastycznie, obrazowo i tak, że czytelnik odnosi wrażenie dotykania mebli Wyspiańskiego, wdychania dymu cygar w kawiarni i stąpania po nierównym bruku.

Zanim sięgnie się po znane wszystkim „Słówka”, dobrze jest zanurzyć się na chwilę w tym świecie widzianym oczami Boya-prozaika, publicysty i kronikarza. „Reflektorem w mrok” to świetny pomysł na letni wypoczynek z książką. Znajdziecie tutaj sprawy poważne i mniej poważne, lekkie i wagi ciężkiej, a wszystko to spisane sprawnie i w taki sposób, że trudno oderwać się od lektury aż do ostatnich stron.

PAULINA JARZĄBEK

Reklamy

Boyowe życzenia na Gwiazdkę

Boy_Święta.png

Temat tego artykułu obmyślałam na wszelkie możliwe sposoby. Chciałam, żeby był świąteczny w duchu, pozytywny i oczywiście nawiązywał do kabaretu. I nagle mnie olśniło. 21 grudnia 1874 roku urodził się Tadeusz Boy-Żeleński. 4 dni później świętujemy już zupełnie inne urodziny, ale zasadniczo jest to niezła okazja do urodzinowej fety, tak czy siak. W tym roku chciałabym podzielić się z Wami pozytywnymi przesłaniami za pośrednictwem słów Boya.

Życzę Wam więc (wraz z Anetą i Agatą):

  1. Odwzajemnionych uczuć sympatii. I owocnej współpracy międzyludzkiej, bo

Z tym największy jest ambaras,

Żeby dwoje chciało naraz.

To oczywiście pointa „Stefanii”. Osiągnięcie porozumienia nie zawsze jest łatwe, ale wierzę, że możliwe.

  1. Wyrozumiałości wobec samych siebie i swoich błędów. Przecież pomyłki to rzecz ludzka. Poza tym mój dziadek mawiał „Jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz”.

Boy popiera:

Smutno byłoby, gdyby nikt się nie mylił i wszyscy robili dobrze.

Przyznaję, że na ten cytat trafiłam przypadkiem i nie potrafię zlokalizować dokładnie źródła pochodzenia, ale jest to bardzo trafna myśl.

  1. I tradycyjnie: szczęścia, nie tylko od święta, ale i na co dzień. Radujcie się chwilą i cieszcie życiem, przy wigilijnym stole i przy biurku zawalonym zaległymi papierami.

A co na  to Boy?

Byle chciał tylko, znajdzie szczęście człowiek
Nie ma co mówić: dobrze jest, jak jest!
Więc choć świat biada: «lepiej wcale nie żyć»
I pesymizmu słychać zewsząd jęk,
Najmilsi bracia, zechciejcie mi wierzyć,
Życie jest piękne, życie ma swój wdzięk!!

Ten cytat pochodzi z piosenki „Joie de vivre” z przypisem „pieśń ku pokrzepieniu serc”. Pamiętajcie, „Życie jest piękne!”. Choć nie zawsze jest to oczywiste.

Życzymy Wam radosnego świętowania i wielu chwil na odpoczynek. Jakaś lekka i przyjemna lektura powinna ułatwić Wam świąteczny relaks. U mnie sprawdzają się „Słówka”. Naprawdę. No dobra – i „Opowieść wigilijna”.

Radosnych Świąt!

PAULINA JARZĄBEK

oraz

ANETA TABISZEWSKA i AGATA NOWAKOWSKA

7 kabaretowych twarzy taty na Dzień Ojca [zestawienie]

Kabaretowe twarze taty

23 czerwca obchodzimy w Polsce Dzień Ojca. Pomyślmy ciepło o naszych tatach i pozwólmy sobie na chwilę uśmiechu, przeglądając „ojcowski” dorobek kabaretowych twórców.

Ojciec ma zawsze rację?

Kilka lat temu jedna z konkurencji na RYJKU odbywała się pod hasłem „Ojciec ma zawsze rację”. Nie wnikając czy to prawda, przywołuję dwa rozwinięcia tego hasła. Kabaret Jurki użył klasycznego zestawienia ojciec-matka-syn, z wątkiem damsko-męskim w tle. Ten skecz obejrzycie tutaj.

Natomiast Kabaret Ani Mru-Mru w swoim skeczu przedstawił konflikt pokoleniowy i aż trzech ojców. Całość osadzono w przeszłości i oparto na zabawnych aluzjach do współczesności. Świetny pomysł i wykonanie. A i podejście do tematu ojcostwa niestandardowe. Polecam, jeśli jeszcze nie widzieliście. Wersję Ani Mru Mru znajdziecie po kliknięciu w tym miejscu.

Niesforny syn

Mariusz i jego ojciec, w którego wciela się Robert Górski, to jedna z najbardziej znanych, kabaretowych rodzinek. W skeczu o odrabianiu lekcji pojawia się także dziadek. Nikt tak nie mówi „Mariusz!” jak lider Kabaretu Moralnego Niepokoju! Pamiętacie, jak Wy odrabialiście lekcje z rodzicami? Zobaczcie, jak robią to Mariusz i jego tata, kiedy w telewizji rozgrywa się ważny mecz. Czy Mariusz opisze sasankę? Skecz znajdziecie klikając w link.

Makabreska

Nie ma już kabaretu Szarpanina (ze Szczecina, jak Krzysiek Jarzyna – przypadek?), ale pamiętam piorunujące wrażenie, jakie wywarł na mnie ich program Pierepałki. Czego tam nie było! Był to jeden z tych programów kabaretowych, które jadą po tzw. bandzie, nie szczędzą czarnego humoru, a widza pozostawiają z uczuciem “WTF” wypisanym po wewnętrznej stronie powiek. Oto bowiem okazuje się, że można się nieźle bawić, oglądając jak to innym jest gorzej. I nie zawsze jest to uczucie komfortowe.

W jednym ze skeczów Szarpanina wykorzystuje postać ojca, który odszedł już z tego świata, jako ilustrację bezwzględności urzędników, próbujących nie dopuścić do wypłacenia ubezpieczenia na życie synowi. I chociaż trudno się nie uśmiechnąć, oglądając tę scenkę, trochę uwiera granie na emocjach wizerunkiem bliskiej osoby. Przynajmniej mnie. Może dlatego, że ten scenariusz niebezpiecznie zbliża się do rzeczywistości. Niemniej jednak jest to doskonały czarny humor. Skecz zobaczycie klikając tutaj.

Dzieci z przedświatów

Nie zapominajmy o przyszłych tatusiach. Piosenka Kabaretu Róbmy Swoje zachęca koncertowo do przywołania nowych istnień z przedświatów i wyjawia szereg korzyści z tego wypływających. A także pewną delikatną groźbę. Czy może sugestię?  Krakowskiej grupy posłuchacie np. tutaj, ale zachęcam do zapoznania się z całą płytą, Róbmy swoje piosenki.

Trochę archiwum

Oczywiście muszę wpleść i tutaj jakiś historyczno-kabaretowy wątek. Coś do poczytania znajdziecie w internetowym wydaniu Słówek Tadeusza Boya-Żeleńskiego. W interpretacji zielonobalonikowego poety Pochwała ojcostwa dotyczy Stasinka Sierosławskiego, któremu autor włożył w usta m.in. taką wypowiedź:

Właśnie kwili w kolebce

siódma dziecina,

Poprzysiągłem nie spocząć

niżej tuzina […]

Zdaje się, że Stasinek chętnie odpowiedziałby na apel dzieci z piosenki Róbmy Swoje. Cały tekst Boya znajdziecie w serwisie Wolne Lektury.

I na zakończenie klimatyczna piosenka w wykonaniu niezastąpionej Kaliny Jędrusik. „Bądź mi tatą” – śpiewała w Kabarecie Starszych Panów słowami Jeremiego Przybory, przyprawiając widzów o palpitacje.

Dużo uśmiechu dla Was i dla Waszych Tatusiów na co dzień!

PAULINA JARZĄBEK

 

Kabaret w bibliotece – książkowe inspiracje

lacie-slezak_ksiazki_verbumnapolu_kabaret-w-bibliotece

Źródło fot.: unsplash.com

Niedawno pojawiła się w mediach informacja, że z bibliotek znikają książki nie pasujące do pewnego ideowego szablonu (przeczytacie o tym np. w liście Jana Bińczyckiego w Gazecie Wyborczej). Niewesoło. Na szczęście mamy kabaret.  Poniżej krótka prezentacja twórczości kabaretowej inspirowanej książkami, ich bohaterami i twórcami. Celem nie było wartościowanie w jakikolwiek sposób ani podmiotów, ani przedmiotów – interesująca jest już sama różnorodność tego zestawienia. Zapraszam do lektury.

 WSZYSTKIE STRONY KSIĄŻKI

Wśród kabaretowych skeczy opowiadających o samej książce, znajduje się ten autorstwa Kabaretu Moralnego Niepokoju, którego akcja dzieje się w bibliotece. To już kabaretowa klasyka. Bohater tej scenki uprawia iście finezyjne figle intelektualne, usiłując odpowiadać na pytania sprytnego bibliotekarza.

Kabaret Chyba zaprosił nas za to do księgarni, w której co prawda jest dużo atrakcyjnych promocji, ale oferta książkowa jest mocno ograniczona. Mimo wszystko właściciel organizuje wieczór autorski autorowi Pięćdziesięciu twarzy Andrzeja, co możecie obejrzeć tutaj (Uwaga, w tytule filmiku przypisano ten skecz Kabaretowi Ciach, ale to na pewno jest Kabaret Chyba).

Szukałam innego przymiotnika, ale kolejny skecz, o którym chciałam wspomnieć, potrafię określić tylko jednym słowem: uroczy. W scence Kabaretu Inaczej miłość do książki nabiera nowego, pełniejszego znaczenia.  Warto obejrzeć, bo poza tym jest bardzo zabawny.  I jak tu nie pokochać.

Kabaret Dudek w skeczu Książka życzeń i zażaleń podaje najprostszy przepis na napisanie własnej książki.  Przynajmniej w czasach świetności tego kabaretu był to najprostszy sposób. Teraz częściej wysyła się maile ze skargami. A szkoda, ileż dzieł literackich moglibyśmy stworzyć!

Na zakończenie tego zestawu znakomity monolog Stanisława Tyma, Grisza i Czapajew, w którym czytelnictwo jest przykrywką dla zupełnie innego, bardzo polskiego nałogu.  Bohaterowie tej scenki byli naprawdę bardzo oczytani! Wersji radiowej możecie posłuchać tutaj.

 W SIECI LITERACKICH POWIĄZAŃ

Druga kategoria twórczości kabaretowej inspirowanej książkami, którą wydzieliłam w tym zestawieniu, to nawiązania i parodie związane z konkretnymi dziełami. W taki sposób powstał znany cykl Kabaretu Moralnego Niepokoju o historii literatury. Lirycznym przykładem takiego nawiązania jest piosenka wspomnianego KMN-u, Dziewczynka z zapałkami. Chyba zbyt smutna jak na dzisiejsze standardy kabaretowe. Znajdziecie ja również na płycie Piosenki, czyli walizki pełne wody.

W zupełnie innym kierunku poszedł Tadeusz Boy-Żeleński, pisząc  Dziwną przygodę rodziny Połanieckich, gdzie sparodiował Rodzinę Połanieckich Henryka Sienkiewicza, oraz Bodenhain, w którym w żartobliwy sposób dostało się Lucjanowi Rydlowi, a dokładniej jego sztuce o tym samym tytule. Obie te parodie znajdziecie w Słówkach, na pewno w wydaniu Zakładu Ossolińskich, w serii Biblioteka Narodowa z 1988 roku. Ten pierwszy tekst możecie także przeczytać w serwisie Wolne Lektury, tutaj.

NIE TYLKO ZASŁUGA PIÓRA

W kategorii bezpośrednich nawiązań do pisarzy też znajdziemy liczne przykłady. W międzywojniu Marian Hemar napisał tekst Maryla, z chwytliwym refrenem : „Literatura, literatura, to nie jest tylko zasługa pióra. Trzeba dziewicy, która wie, kiedy poecie szepnąć: Nie!”. Strach pomyśleć, ilu wieszczy straciliśmy w sposób opisany w piosence.

Konstanty Ildefons Gałczyński powołał do życia ekscentryczną poetkę, Hermenegildę Kociubińską, w którą wcielała się Irena Kwiatkowska. „Boże mój, jakież zimne piersi mam. To zawsze tak przed wyborami”, żaliła się, a potem deklamowała wiersz Księżyc nad Warszawą.

 W innym tekście, Rower, Gałczyński zastanawiał się, czy Norwid jeździł na rowerze. A jakim rowerem poruszała się Polska? „Rama wprawdzie trochę fatalna, somo-sierryczna, sienkiewiczowsko-zakrystiańska, przybyszewsko-dulska, ale opony ujdą”.

Kabaret Stańczyk prezentował zaś scenkę Stefanii Grodzieńskiej i Janusz Minkiewicza, Smutno mi Boże, w której dwóch Słowackich, ten prawdziwy i ten stworzony przez opinię publiczną, usiłowało przedstawić uczennicy swoje racje. Dla zaostrzenia apetytu, mały fragmencik:

SŁOWACKI I: (z uśmiechem) Ależ ja udowodnię, że jestem sobą. Przecież to mój wiersz, to moje słowa: „Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami…”

UCZENNICA: (zimno) Wcaleście ze mną nie żyli. Ja jestem porządna dziewczyna.

SŁOWACKI II: Uspokójcie się. To początek jednego z moich artykułów publicystycznych. Wypowiadam się tam między innymi w sprawie wieczorów autorskich „Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi iść?”.

Jak zwykle mam nadzieję, że te krótkie wzmianki zachęcą Was do sięgnięcia po tego rodzaju repertuar kabaretowy i  do własnych poszukiwań. Czytanie książek oznacza wolność. Ma zatem wiele wspólnego ze sztuką kabaretową.

PAULINA JARZĄBEK

BIBLIOGRAFIA:

Ryszard Marek Groński, Od 7 Kotów do Owcy. Kabaret 1946-1968, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1961.

Tadeusz Boy-Żeleński, Słówka, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, w serii Biblioteka Narodowa, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź, 1988.

MUZA PODKASANA. O NIEGRZECZNYM KABARECIE [cz. IV]

MUZA PODKASANA. O NIEGRZECZNYM KABARECIE

IV Pieprzne Słówka – skandale obyczajowe w poezji Boya

Kabaret literacki w Polsce nie miałby w sobie tej lekkości zabawy z językiem, gdyby nie Tadeusz Boy-Żeleński i jego Słówka. Oczywiście byłoby wielką niesprawiedliwością ograniczać twórczość Balonika tylko do tekstów Boya. Pisywali tam przecież i Edward Leszczyński, i Adolf Nowaczyński, a i inni autorzy się pojawiali. Niemniej jednak to Żeleńskiego cytuje do dziś cała Polska. Zobaczmy, jakież to zakazane obyczajowo treści kryły się w tych niepozornych wierszykach.

400px-Page_Tadeusz_Boy-Żeleński-Słówka_008_grafika

Zdjęcie Tadeusza Boya-Żeleńskiego dołączone do jednego z pierwszych wydań Słówek

Cały ten ambaras

Zacznijmy od tego, że sam autor należał do mężczyzn kochliwych, a jego uczucia były raczej chętnie odwzajemniane, nie tylko przez uroczą żonę, Zosię (tak, tę z Wesela). W pamiętnikach z tamtych lat zostało sporo domniemań i przypuszczeń, ale i Boy nie wypierał się specjalnie tych swoich miłostek. Nic dziwnego, że ślady fascynacji płcią piękną pozostały i w jego wierszach.

Dodajmy do tego, że jako młodzieniec był zafascynowany swoim kuzynem, Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem, autorem gorących erotyków. Słówka obejmują nie tylko satyryczne wierszyki i piosenki z Zielonego Balonika, ale również inne formy wierszowane, w tym także poświęcone konkretnej kobiecie wiersze miłosne. Ale o tym dalej.

Swój zmysł obserwatorski autor wykorzystywał do odmalowywania zachowań konserwatywnego mieszczaństwa Krakowa. W znanym wierszu, zaczynającym się od słów „Kto poznał panią Stefanią / ten wolał od innych pań ją”, krytykował m.in. bałwochwalczy, a równocześnie pełny hipokryzji, kult dziewictwa. Pointa tego wiersza jest z nami do dzisiaj: „I w tym cały jest ambaras / Żeby dwoje chciało na raz”.

Po ten temat sięgał zresztą dosyć często, co sprowadzało się mniej więcej do opinii zawierającej się w dwuwersie Ernestynki: „Mówili o niej bógwico / że jest tylko półdziewicą”.

Z kolei niesforny Franio „Lubił widzieć u siostrzyczki / Kiedy zdejmuje spódniczki. / Zaraz robił się niebieski / I w oczach miał rzewne łezki”. Za tego oto Frania poeta przebrał się podczas jednej z sylwestrowych zabaw kostiumowych w kawiarni Michalika.

Czwartą historią, zamykającą ten zestaw (Tetralogię z kajetu pensjonarki), była opowieść o Ludmile, która mimo pokaźnych rozmiarów była „dosyć marzycielska” i śniła o Rycerzu, którego „z wielką ochotą” „uwieńczała (…) swą cnotą”. Czyniła to z takim zapałem, że „łóżko wpadło w Urynał”, co zakończyło się znaną nam aż nazbyt pointą: „Oto jak nas, biednych ludzi, / Rzeczywistość ze snu budzi”.

Takie wiersze recytował autor w Zielonym Baloniku. Dzisiaj te treści wydają się dosyć niewinne. Wtedy gotowały krew w niejednej polskiej matronie.

Krakowskie smaczki

Autor najwyraźniej również i w swej twórczości nie umiał oprzeć się urokom pań, także tych sporo od siebie młodszych. W wierszu Z nastrojów wiosennych opisywał spacer pensjonarek:

Nie masz nic milszego ponad
Ciągnący żeński pensjonat.

[…]
Idą: duża, mniejsza, mała,
Kobiecości gama cała.

[…]
Pod kapotką granatową
Rysuje się to i owo.

[…]
Ta mała mogłaby troszkę
Obciągnąć sobie pończoszkę…

Tak spisał swoje wrażenia estetyczne z krakowskich plant. Panienki owe kroczyły ponoć najczęściej w dwóch rzędach, prowadzone przez wychowawczynię, nazywaną Kuropatwą.

Tadeusz również w utworach mocno dokumentalnych nie stronił od tematyki podszytej erotyką. Pisząc o znanym dziennikarzu, Ferdynandzie Hoesicku, w tekście Dzień P. Esika w Ostendzie, nie oszczędzał bohatera:

Strojna dziewczyna
Kibić przegina,
Luxus-kabina
Rozkoszą tchnie,
Ruchem pantery
Zrzuca jaegery
I gdzie hetery,
Tam Esik mknie.

Barwne półświatki,
Pulchne mężatki,
Obcisłe gatki
Śmieją się doń,
Esik się nurza,
Szczypie w odnóża,
To znów jak burza
Wciąga je w toń.

Później ta skrupulatność dokumentalisty przejawi się m.in. w bardzo odważnym odmalowaniu prozą historii Marysieńki Sobieskiej (ze słynną frazą „Włóż gatki, zwycięzco podhajecki!”).

Nóżka Markizy

Tymczasem jednak Boy pisze wiersze. W 1911 roku poznaje kobietę, która rzuci go do swych stóp. Jadwiga Mrozowska, aktorka teatralna, staje się adresatką ognistych erotyków i sentymentalnych wierszy miłosnych.

Najpierw w tekście Markiza jej postać rysuje się jako niebezpieczna kusicielka, której nie można się oprzeć.

Jam jest Markiza – ta sama,
Znana wam z dawnych powieści,
Ideał: kochanka, dama,
Co razem gardzi i pieści,

Co razem nęci i kusi,
W powabne iskrząc się błędy,
To znów w snach dławi i dusi
Zmorą straszliwej legendy;

Ja, której kaprys korony
Królewskie deptał tą nóżką,
A czasem znowu, szalony,
Paziów przygarniał w me łóżko;

W pochlebstwie od miodu słodsza,
W szyderstwie jak pocisk prędka,
W pieszczocie od bluszczu wiotsza,
To jak stal ostra i giętka.

Anegdota głosi, że tekst ten powstał, by artystka mogła zaprezentować się w drogiej sukni, sprowadzonej z Włoch specjalnie na spektakl w Krakowie, który to spektakl się nie odbył. Za ten gest Boy został wynagrodzony. Ponoć w naturze.

W świetle tych informacji nie dziwią zanadto odważne wyznania, zapisane mową wiązaną np. w Madrygale spod ciemnej gwiazdy (posłuchajcie też wersji muzycznej zespołu Nie-Toperz). Choć oficjalne wydania przemilczały imię adresatki, nikt nie miał wątpliwości, do kogo skierowany był ten tekst.

Chciałbym przy pani …uchnie
Być takim skromnym amantem,
Co go się puszcza przez kuchnię,
Zanim się puści go kantem.

(…)

Obmywszy z kurzów me ciało,
Jak można najidealniej,
Pukałbym potem nieśmiało
Do jej bieluchnej sypialni.

(…)

Z emocji leciutko dyszę
(Zwyczajnie, osoba w wieku),
Aż szept najdroższy usłyszę:
„No, właźcież prędzej, człowieku!”

Z szacunku słowa nie gadam,
Liberię szybko zdejmuję,
Kładę się w łóżko i: „Madame
est servie”, głośno melduję…

Ten romans pozostawił więc ślady nie tylko we wspomnieniach, ale i w poezji. Nawet w tych wrzących od emocji tekstach można jednak wyczytać między wierszami poczucie humoru autora.

Zmysłów szał

Jeszcze lepiej uwidacznia się ono w subtelnych parodiach francuskich piosenek sentymentalnych.

W jednej z nich już tytuł mówi wszystko: Piosenka sentymentalna, której jednak nie trzeba brać zanadto serio.

Może czasem wspomnisz słodkie chwile, gdym
Uczył pierwszych pieszczot twe nieśmiałe rączki,
Kiedym się upijał pierwszym dreszczem twym,
Młodziutkiego ciała gdym rozwijał pączki…
Dziś ty w pełnej krasie, jak dojrzały kłos,
Innym dajesz szczęście na twej piersi białej,
(Kłos nie ma piersi? To nic nie szkodzi, proszę nie przeszkadzać!)
Mnie w inne ramiona rzucił dobry los,
Dziś u moich kolan igra synek mały…

Gdy to dziecko dojdzie już chłopięcych lat,
(…) Ocal biedne dziecię od miłosnych mąk,
Niech je twoja dobroć do siebie przygarnie,
Niechaj pierwszą słodycz weźmie z twoich rąk,
Niech nie zna, co pragnień młodzieńczych męczarnie.

Dosyć bezpośrednia prośba. Ciekawa jestem reakcji odbiorców tego tekstu w czasie jego premiery. Tym bardziej, że Boy zaraz po ślubie rzeczywiście dorobił się syna, Stasia.

Autor nie żałował też sobie ironii w Piosence przekonującej:

Na wieki pomnieć będę ten
O twej miłości cudny sen,
Upojeń tyle;
Lecz nim me serce strącisz w grrrrrrrób –
Ach, pozwól zostać u twych stóp
Jeszcze choć chwilę!

Nim pójdę cicho i bez skarg,
Scałować pozwól z twoich warg
Ten wdzięk dziewczęcy –
Niech twoich ust niestarty ślad
Na ustach mych uniosę w świat,
Nie pragnę więcej…

W twych sukniach pozwól twarz mi skryć
I choć przez chwilę jeszcze żyć
Szczęścia wspomnieniem…
Gdy pieszczot mych palący szał
Twych zmysłów szukał, aż się stał – –
Wspólnym westchnieniem…

Ach, te upojenia, szały, drżenia zmysłów… Słychać tu chyba jeszcze echa fascynacji młodopolskimi rewelacjami Stacha Przybyszewskiego. Pytanie na ile działały te namowy na ewentualne wybranki. Być może wyśpiewane ze sceny przez Alfreda Lubelskiego (a może i przez samego poetę) nabierały podwójnej mocy.

Jeśli te wiersze gorszyły opinię publiczną i były czytane przez dorastające panienki po kryjomu, pod kołdrą, co musiało się dziać, gdy światło dzienne ujrzała Nowoczesna sztuka chędożenia. Niewtajemniczonym powiem tylko, że Trzynasta Księga Pana Tadeusza Fredry przy tym to nic! Choć trzeba przyznać, że Boy wykazał się wielką empatią, skupiając się w tej soczystej instrukcji dla uwodzicieli na potrzebach płci pięknej. Sam najwyraźniej takich instrukcji nie potrzebował.

Słówka skruchy

Na zakończenie fragment wiersza, w którym Boy rozlicza się ze swoją burzliwą przeszłością wielbiciela kobiecych wdzięków. A ponieważ był to dopiero rok 1915, to i teraźniejszością… i przyszłości. Miał chłopak zdrowie! Trzeba jednak przyznać, że każdą nową wybrankę kochał szczerze i ciężko znosił rozstania, zaś z żoną do końca życia łączyła go głęboka przyjaźń i wzajemne zrozumienie. A o swoich przeszłych miłościach we wspomnianym wierszu Ekspiacja pisał tak:

O paniach, co mnie kochały,
serdecznie nieraz myślę;
mają swój kącik mały,
lecz ciepły w mym umyśle.

(…)

wy, szałów wczorajszych dreszcze
rozwiane kędyś po świecie,
wy… czy pomnicie mnie jeszcze…
przebaczcie, jeśli możecie…

PAULINA JARZĄBEK

Muza Podkasana. O niegrzecznym kabarecie [cz. III]

III FEMMES FATALES – ĆMY BAROWE, DIVY SCEN

Historia kabaretowych kusicielek potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby nie awangardowe dzieło przypadku sprzed ponad wieku. Gwiazda monachijskiego kabaretu literackiego Die Elf Scharfrichter (Jedenastu Katów), Marya Delvard, rozdarła suknię, w której miała wystąpić. Postanowiono, że mimo to wystąpi – w obcisłej sukni spodniej w ciemnym kolorze.

Thomas_Theodor_Heine_Marya_Delvard_1911

Marya Delvard na plakacie Jedenastu Katów, domena publiczna (Źródło: Wikipedia)

Narodziny kusicielki – Marya

Było to o tyle nieprzyzwoite, co spektakularne. Oświetlona mdłym światłem estrady, odziana w głęboki, niemal czarny fiolet, przylegający wyzywająco do ciała, z burzą ciemnych włosów, Marya stała się jedną z głównych atrakcji lokalu. Była ponoć niezrównaną diseusą (czyli recytatorką) wierszy o nad wyraz rozwiniętych małolatach, zbuntowanych panienkach i zagubionych sierotkach.

Pewne pojęcie o atmosferze panującej w tym i podobnych lokalach daje recital Janusza Radka, Królowa Nocy, w reżyserii Łukasza Czuja, w którym znajduje się utwór Ich bin ein Vamp Ja jestem wamp. Ten song był wykonywany w jednym z niemieckich kabaretów.

„Ja jestem wamp!
Ja jestem wamp, kobieta-zwierz!
Ja mężczyzn wabię, bawię się,
Kuszę i duszę, ich dusze ssę!
[..] Chcę być łagodna, każdy wie!
Ale nie! Ale nie!
Ja mam obowiązek być wciąż na dnie,
No więc jest ze mnie bestia, i cześć!”

Tak śpiewa tytułowy Wamp – Królowa Nocy, w tekście w tłumaczeniu Artura Kożucha. To właśnie obraz Femme Fatale, który utkwił w świadomości zbiorowej, gdzieś między Kurtyzaną a Artystką. Kobieta-niszczycielka i marzenie, Genesis i Apokalipsa w jednej osobie, którą w objęcia Kabaretu rzuciła rozdarta suknia.

Muza Szatana – Dagny

Nieco bliższa naszego podwórka była rudowłosa żona Smutnego Szatana, Stanisława Przybyszewskiego, norweska pianistka i pisarka, Dagny Juel-Przybyszewska.

Co prawda nie występowała na kabaretowej estradzie, przyczyniła się jednak w znacznym stopniu do ożywienia młodopolskiego środowiska artystycznego, w którym wkrótce powstał pierwszy polski kabaret – Zielony Balonik.

Zanim do tego doszło łamała serca niemieckiej bohemie w Berlinie. Była modelką i kochanką Muncha. Romansowała ze Strindbergiem. W knajpie Czarny Prosiak poznała Stanisława Przybyszewskiego, który właśnie tworzył swoją ideę „sztukę dla sztuki”.

Z nim przyjechała do Krakowa, na zaproszenie Adolfa Nowaczyńskiego, późniejszego autora Zielonego Balonika i Figlików. Kochali się w niej poeci, Wincenty Korab-Brzozowski i Stanisław Brzozowski, tragicznie zakończyła się znajomość z zakochanym do nieprzytomności Władysławem Emerykiem. Kto wie jednak, czy dzisiaj cytowalibyśmy (często nieświadomie) Słówka Tadeusza Boya-Żeleńskiego, gdyby nie jego młodzieńcza miłość do Dagny. Dla niej popełnił mnóstwo głupstw, m.in. zaciągnął się do armii austriackiej i rzucił studia medyczne.

Dagny zginęła w Tbilisie, zastrzelona przez nieszczęśliwie kochającego ją Emeryka. Do dzisiaj można oglądać ją na płótnach malarzy europejskich, w tym także polskich. Przetrwała we wspomnieniach jako inteligentna, rozpalająca zmysły „norweska księżniczka”. A Boy co prawda skończył studia, ale już od 1906 roku rozwijał się jako satyryk i pisarz.

Bogini z ekranu – Kalina

Kalina Jędrusik była objawieniem w PRL-owskiej rzeczywistości. Wielkość dekoltu może mieć znaczenie polityczne. Tak było w tym przypadku.

Kalina nosiła stroje przylegające do kształtnego ciała, często mocno wydekoltowane. Znana jest anegdota o tym, jak Władysław Gomułka, widząc ją na ekranie, rzucił w niego kapciem. Nawet jeśli nie do końca jest to historia prawdziwa, z pewnością odzwierciedla nastawienie Towarzysza Gomułki do niewątpliwej siły erotyzmu pani Kaliny.

Kiedy nakazano aktorce zmniejszyć dekolt, wystąpiła w sukni, która zakrywała ją od stóp do głów… z wyjątkiem głębokiego wycięcia na plecach.

Miała ciepły, powabny głos, wspierany zamglonym spojrzeniem spod wpółprzymkniętych powiek. Była utalentowaną artystką i inteligentną, charakterną kobietą, która nie dała rozstawiać się po kątach. Była świetna i jako „Jesienna dziewczyna”, i jako pewna siebie kobieta wyznająca „Bo we mnie jest seks”. I był. Mnóstwo seksapilu, który i teraz po latach emanuje z zachowanych na taśmach obrazów.

Przy okazji pojęcia sex appealu wspomnę jeszcze jedno z filmowych wcieleń Eugeniusza Bodo, artysty Kabaretu Czarny Kot i Qui Pro Quo – „nasza urodziwa, krajowego wyrobu Mae West” (Piętro wyżej, 1937). Kiedyś najwyraźniej nie wystarczyło na scenie „przebrać się za babę”. Trzeba było się nią stać. I jakoś nikomu to nie przeszkadzało.

Anioły czy demony?

Tak wygląda mój wybór demonicznych kusicielek związanych z estradą. Oczywiście nie jest to zamknięta lista, a każdy pewnie ma swój ideał estradowej kusicielki.

Nie wiem, czy potrafiłabym wskazać współczesną Femme Fatale kabaretu. Na myśl przychodzi mi jedynie Ute Lemper, którą fascynuje dawny świat kabaretu, czemu daje wyraz na scenie. Na przykład śpiewając oryginalną wersję językową piosenki, o której pisałam na początku tego tekstu – Ich bin ein Vamp.

Te postawy, związane z damsko-męskim magnetyzmem, to najczęściej tylko pozy. Wspólnym mianownikiem na pewno jest silne oddziaływanie na sferę marzeń i pragnień.

Maria Delvard świadomie grała kusicielkę, podobnie Kalina Jędrusik. Ale już np. Dagny Juel została w tę rolę wepchnięta przez okoliczności – wierzyła w fatalizm. Tak wyglądało jej życie.

Myślę, że należy pamiętać i o tym – to są mimo wszystko prawdziwe kobiety: kochają i płaczą, śmieją się i żyją naprawdę. I naprawdę umierają. Poza pozorem i postawą niedostępnej pożeraczki męskich serc, tzw. femme fatale jest ludzką istotą, nie cackiem, które można postawić na półce. Nie trofeum do zdobycia. Każda z nich jest człowiekiem, posiadającym indywidualny zbiór cech. Jeśli ten sceniczny pokrywa się z tym życiowym, wtedy można zacząć się bać – Wamp jest wśród nas.

PAULINA JARZĄBEK