Archiwa tagu: kabaret Róbmy Swoje

Zmagania konkursowe finałów 32. EDF PAKI [recenzja]

Co prawda będąc Wolontariuszką nie mogłam pozwolić sobie na obejrzenie wszystkich koncertów PAKI, ale postanowiłam, że pokazy konkursowe (15 i 16 kwietnia) muszę zobaczyć za wszelką cenę. I postanowienia dotrzymałam!

zbiorowe

Finaliści podczas koncertu galowego, fot. Anna Jackowska

Zawsze czekam na ten moment w czasie Paki, gdy będę mogła obejrzeć programy wszystkich finalistów. W tym roku nikt mnie nie powalił na kolana, ale też nie mogę powiedzieć, że poziom był zły. Owszem, był może nierówny, ale w każdym z tych wystąpień jestem w stanie znaleźć jakiś pozytywny element, bez szczególnego wysilania się. To dobrze. To znaczy, że jest na czym budować.

DZIEŃ PIERWSZY

Pokazy finałowe PAKI w tym roku obejrzałam po raz ósmy. Przez tyle lat nauczyłam się inaczej patrzeć na kabarety konkursowe. Widzieć w nich, poza potknięciami, wszystkie cechy rokujące dobrze na przyszłość.

Z racji moich preferencji scenicznych najmniej podobali mi się soliści, a najbardziej śpiewające kabarety, w tym genialnie wykonane piosenki konkursowe.

Bo pierwszego dnia konkursu na scenie zaprezentowali się także finaliści konkursu piosenek PAKI, walczący o nagrodę im. Mirka Wujasa. Rotundowa publiczność obejrzała więc wykonania czterech utworów słowno-muzycznych.

Trzech uczestników: Michalina Putek, Kabaret BudaPesz i Kabaret Róbmy Swoje, przeszło do tego etapu z eliminacji konkursu piosenki, czwarty – Nic Wielkiego, to laureat przeglądu OSPA, zaproszony do udziału przez organizatorów.

Pisałam już o tym, ale co tam: podoba mi się głos Michaliny Putek. Dosyć nietypowy, jak na dziewczynę, mocny i niski, dobrze brzmiący w bluesie. Nie dziwi więc, że jej utwór nosi tytuł „Kartonowy Blues”. Natomiast nie jestem pewna, czy nazwałabym tę piosenkę kabaretową, choć mam dużą tolerancję dla form używanych w kabarecie. Na pewno jest to dobra piosenka, choć nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć jako taka. Głos wykonawczyni za to pamiętam znakomicie.

Michalina Putek

Michalina Putek, fot. Anna Jackowska

Bardzo cieszy mnie wygrana Kabaretu BudaPesz, ale choć gorąco im kibicowałam, byłam przekonana, że serca Jury zdobędzie raczej utwór Kabaretu Róbmy Swoje. Też zresztą świetny, ale o tym za chwilę. Wracając do zwycięzców konkursu piosenki, ich „Rodzina na swoim” to nie tylko dobrze napisana, ale i znakomicie zagrana piosenka. Zagrana aktorsko, bo w warstwie muzycznej był to pół-playback. Czego odrobinę żałuję, bo wiem jak dobrze Panowie brzmią z muzyką na żywo. Rozumiem jednak takie posunięcie. Na pewno pozwoliło im to w pełni zaprezentować umiejętności interpretatorskie, których im nie brakuje. Podejrzewam, że i przysłowiową książkę telefoniczną byliby w stanie wyśpiewać w interesujący sposób. Tekst tej piosenki znam już niemal na pamięć. Dobrze, że po 7 minut Po mam komu fanować. Tak trzymać!

BudaPesz

Kabaret BudaPesz, fot. Anna Jackowska

Moi drudzy faworyci do piosenkowej nagrody, Kabaret Róbmy Swoje, wykonali utwór na czasie, „Smog Song”. Z ostatniej płyty Krakowskiego Barda. Tego kabaretu zawsze słucham z ogromną przyjemnością, więc i tutaj się nie zawiodłam. I nawet scena była „szarsza i szarsza”. Bardzo dobry utwór, szybko wpadający w ucho, zgrabnie napisany i skomponowany. Po prostu Róbmy Swoje w scenicznej pigułce. I jeszcze ciekawie zaprezentowana treść. Czego chcieć więcej.

Róbmy Swoje

Kabaret Róbmy Swoje, fot. Anna Jackowska

Podobała mi się również melodyjna piosenka zespołu Nic Wielkiego, „Idealna”, zaśpiewana przez dwie dziewczyny, przy męskim akompaniamencie. Radosna i niebanalna.

Nic wielkiego

Nic Wielkiego, fot. Anna Jackowska

Ogólnie poziom konkursu piosenki oceniam jako wysoki. To dobrze wiedzieć, że piosenka kabaretowa ma się tak dobrze. Artyści do gitar!

Po prezentacjach muzycznych przyszedł czas na konkurs główny przeglądu. Szymon Łątkowski zaprezentował program w formie one man show, którego akcja działa się na przystanku autobusowym. O ile treść programu niezbyt mi odpowiadała, o tyle muszę przyznać, że formalnie nie mam temu wykonawcy nic do zarzucenia. Występ sprawiał wrażenie przygotowanego perfekcyjnie. Szymon wywalczył sobie u Jurorów trzecie miejsce, wspólnie z drugim solistą wieczoru, Davidem Mbeda Ndege.

Szymon Łątkowski

Szymon Łątkowski, fot. Anna Jackowska

Drugi punkt tej części wieczoru według mnie był bardzo dobry. Czołówka Piekła to dosyć klasyczny kabaret, oparty na skeczach i piosenkach. Tym razem spiętych tematyką sportową w programie „Pęknięty Bidon”. Urzekły mnie zwłaszcza hymny kibiców, śpiewane w konwencji chóru chłopięcego. Piękne! Do tej pory śmieję się do wspomnień. Nic dziwnego, że Panowie zdobyli pierwsze miejsce. Według mnie całkiem zasłużenie, choć w prywatnym rankingu ustawiłam ich nieco niżej ze względu na zajęcie w nim pierwszego miejsca przez inny kabaret, A jak. Ale nie uprzedzajmy faktów. Czołówko, szacunek za piękną, sportową walkę!

Czołówka Piekła

Czołówka Piekła, fot. Anna Jackowska

Jako trzeci wystąpił tego wieczoru David Mbeda Ndege, o którym wspomniałam już wyżej. Tak oto w nielicznym gronie artystów estrady uprawiających stand-up, a których lubię słuchać, pojawił się kolejny twórca. Podobał mi się dystans, z którym David mówił o sobie, który wydawał się naturalnym elementem jego osobowości, a nie tylko narzuconą przez konwencję pozą sceniczną.

David Mbeda Ndege

David Mbeda Ndege, fot. Anna Jackowska

DRUGI DZIEŃ

W drugim dniu konkursu zabrakło co prawda prezentacji konkursowych piosenek, ale za to wystąpiły dwa mocno rozśpiewane kabarety. Pojawili się również dwaj soliści.

Marcin Zbigniew Wojciech nie zaskoczył mnie niczym. Choć uważam, że jego monologi brzmią lepiej niż przed kilkoma laty, gdy słyszałam go po raz pierwszy, to nadal nie moje klimaty. Podobała mi się za to bardzo użyta w jego programie animacja z kilkoma Marcinami na ekranie.

Marcin Wojciech

Marcin Zbigniew Wojciech, fot. Anna Jackowska

Grupa Paszkot, w której czterem kobietom towarzyszy trzech mężczyzn, stworzyła bardzo ciekawy, mocno muzyczny, „brzydki” tematycznie program. Ujęło mnie to musicalowe ogranie niewygodnych tematów oraz pokrętne zapowiedzi Karoliny Pańczyk. Cieszy mnie tak mocne oparcie programu na piosence. Chętnie obejrzę występ tego kabaretu raz jeszcze na spokojnie, jeśli tylko nadarzy się okazja.

Paszkot

Paszkot, fot. Anna Jackowska

Wojciech Fierdorczuk wywalczył sobie swoim stand-upem Grand Prix festiwalu. Należą mu się za to gratulacje, chociaż ja nie przyznałabym tej nagrody w tym roku. Niemniej jednak styl nagrodzonego określiłabym jako elegancki stand-up. Rzeczywiście dobrze słuchało się tego programu, choć nieszczególnie zapał mi w pamięć. Ogólne wrażenie mam jednak bardzo pozytywne i żałuję, że nie potrafię dokładniej określić jego stylistyki. Myślę jednak, że ten repertuar spodobałby się także osobom, które ze stand-upem są raczej na bakier.

Wojciech Fiedorczuk

Wojciech Fiedorczuk, fot. Anna Jackowska

Najmocniej (poza kabaretem BudaPesz, rzecz jasna, ale to już ustaliliśmy) trzymałam kciuki za kabaret A jak! Po pierwsze dlatego, bo już w czasie Niebywalencji wiedziałam, że muzycznie dziewczyny dają radę. Po drugie – bo to skład w pełni kobiecy, a takie zasługują na pielęgnację i szczególne szerzenie wici w świecie. I po trzecie – bo to grupa krakowska i mój lokalny patriotyzm mógł się wyżyć. Cztery panie zdobyły miejsce numer dwa uśmiechami numer 5 i Mchem Zbigniewem. Zbigniew na pewno jest dumny. Ich program był mocno, ale bez przesady, feministyczny, pokazujący raczej tę silniejszą stronę kobiecości. I jakże pięknie użyto w nim tłuczka do mięsa! Kwartet Okazjonalny by się nie powstydził. Zapowiada się to bardzo dobrze. Mam nadzieję, że na zapowiedziach się nie skończy, bo w takiej tematyce nie trudno o przekroczenie granic dzielących sztukę od kiczu. A tutaj, choć nadal ze smakiem, bywało blisko pójścia po bandzie. Niemniej jestem dobrej myśli i życzę dziewczynom dalszych sukcesów.

A jak

Kabaret A Jak, fot. Anna Jackowska

Wspomnę jeszcze mimowolny debiut mojej redakcyjnej koleżanki, Anety, która drugiego dnia, w przerwie miedzy dwoma kabaretami, pełniąc swoje obowiązki, przeszła do historii festiwalu wymiatając spektakularnie scenę. Rozwój jej kariery możecie już śledzić na fan page’u One Woman Show Bez Przesady. Polecam.

Tej niespodziewanej premiery nie byłoby, gdyby nie prowadzący, Tomasz Jachimek, który pełnił rolę konkursowego konferansjera. I to całkiem nieźle. Na uwagę zasługuje przede wszystkim jego piosenka o Jury, w składzie: Jacek Fedorowicz, Jacek Kołodziej, Krzysztof Jaślar, Rafał Kmita i Marcin Wójcik.

Może nie wszystkie wystąpienia finalistów przykuły moją uwagę i zdobyły moje serce, ale zawsze chętnie poznaję nowe formy i grupy, oraz programy tych, których już kiedyś widziałam. To niezwykle interesujące i budujące, śledzić czyjś rozwój od początków. Mam nadzieję, że zwycięzcy tegorocznej edycji Paki wykorzystają swoje szanse w kreatywny sposób i nie spoczną na laurach, tylko będą dalej szukać dróg rozwoju. Życzę im tego. Szacunek!

PAULINA JARZĄBEK

Krakowska Kronika Kabaretowa: Pierwszy etap Konkurs Piosenek 32. PAKI [relacja]

KTO?
Uczestnicy III Konkursu Piosenek PAKI: Drzewo A Gada, Trzecia Strona Medalu, Zespół Orange, Mieszko Minkiewicz, Michalina Putek, Paszkot, Róbmy Swoje, BudaPesz, PS

CO?
Konkurs Piosenek 32. PAKI, etap pierwszy

KIEDY?
4-5.03.2016 r., 18.00

GDZIE?
ROTUNDA, ul. Oleandry 1

KRAKOWSKA KRONIKA KABARETOWA
4-5 marca 2016 r.

[UWAGA: przed przeczytaniem tekstu koniecznie wsłuchaj się w sygnał Polskiej Kroniki Filmowej.]

I tak, już po raz trzeci, nasi dzielni uczestnicy zmierzyli się w boju o laur pierwszeństwa w dziedzinie piosenki kabaretowej. Walczyli w jedynej słusznej sprawie, albowiem piosenka od wieków stanowi podwaliny silnego kabaretu. W tej walce wspierał ich jedyny w swoim rodzaju konferansjer Piotr „Guma” Gumulec.

04.03.2016, piątek, 18.00
Pierwszego dnia zmagań rozradowana publiczność w klimatyzowanej inaczej sali krakowskiego klubu Rotunda obejrzała pięć podmiotów artystycznych: Kabaret „Drzewo A Gada”, Kabaret „Trzecia Strona Medalu”, Zespół „Orange”, Mieszka Minkiewicza oraz Michalinę Putek.

„Drzewo A Gada” zaatakowało piosenką Chłop się moczy przez oczy i był to atak zajadły i dynamiczny, choć utwór opowiadał o łzach męskich. Wykonaniu towarzyszyła choreografia pełna ekspresji, chyba nawet artystycznej. Warto zapoznać się z działalnością tej grupy kabaretowej, gdyż jest to działalność wpadająca w ucho i długo tam pozostająca.

Kabaret „Trzecia Strona Medalu” odpowiedział pytaniem , konkretnie Dlaczego?, stwierdziwszy jednoznacznie, że odpowiedzi nie ma. Po co zatem pytać? A choćby i po to, żeby mieć pretekst do napisania tekstu, połączenia go z muzyką i wykonania w takim oto konkursie, popierającym postulat „Więcej piosenek w kabarecie!”.

Zespół „Orange” zdecydowanie może pochwalić się intrygującym składem: instrumentalista (Maciej Bukłaga) wzorując się na swoim muzycznym guru, gitarzyście z Jaka to melodia?, zagrał z playbacku, wokalista (Mateusz Sitko) zaśpiewał bez playbacku. Panowie, kto wie, czy nie korzystniej wypadłoby odwrócenie tych ról. Życie jest życie, głosiło przesłanie utworu. Głosiło donośnie i w zróżnicowanych tonacjach wokalnych.

Mieszko Minkiewicz przypuścił szturm na widzów i Jury (Ewa Błachnio, Rafał Kmita, Zuzanna Dobrucka-Mendyk, Agnieszka Kozłowska) z piosenką Miłość to taka gra. Idealny poradnik dla mężczyzn szukających odpowiedniego prezentu dla swoich dam. Najlepiej na rocznicę, ale pewnie można podpiąć i inne święta. Idea słuszna, jako i wykonanie.

Michalina Putek wyróżniała się doskonałą techniką gry na gitarze i mocnym głosem, którym wyśpiewała Kartonowy Blues. I to tak wyśpiewała, że Jurorzy zaprosili ją do drugiego etapu konkursu. Jest siła w narodzie! Po piosence Pudło „7 minut Po”, to kolejna opowieść o przenośnym, kartonowym mieszkanku. Czyżby trend?

Ten utwór zakończył pierwszy dzień piosenkowych zmagań. Na placu boju, w pocie i znoju, pozostało jeszcze pięć piosenek.

05.03.2016, sobota, 18.00
Drugiego dnia do walki stawili się: Grupa „Paszkot”, Kabaret „Róbmy Swoje”, „BudaPesz” i Kabaret „PS” („Profanum Sacrum”).

Członkowie Grupy „Paszkot” wykonali brawurowo utwór o kocicach biurowych. „Baby górą!” chciałoby się krzyknąć, choć plątały się po scenie i osobniki płci męskiej. Ale, jak to mówią, każdy obraz potrzebuje tła, czyż nie? Tak czy inaczej, zaspokojono ponad normę dopływ kobiecości na scenę.

Kabaret „Róbmy Swoje” zaprezentował dwie piosenki. Smog song z ostatniej płyty krakowskiego barda (której bym wysłuchała z chęcią, gdyby istniała) oraz Marzenie, z pierwszej płyty krakowskiego kabaretu, Róbmy Swoje Piosenki (którą mam i polecam). Obie na czasie, obie barwnie opisujące rzeczywistość, choć ta pierwsza nieco szarsza. Smog Song zgarnął również miejsce w finale konkursu piosenki. Czuj duch! (Czuj, ale nie wdychaj! Przynajmniej nie w Krakowie.)

„BudaPesz”, czyli Marek Stawarz i Adam Wacławiak, poruszyli jakże ważną tematykę społeczną w piosence o wielu tytułach, oficjalnie nazywanej Rodzina na swoim. Pamiętajmy jednak, że choć Polska to dziki kraj, nadal jest to kraj piękny i postępowy (nie uściślając dokąd postępuje, przyjmijmy, że cały czas do przodu). Ten strzał także okazał się celny i zapewnił naszym dzielnym uczestnikom udział w drugim etapie konkursu.

Kabaret „PS” zgodnie z rozwinięciem nazwy („Profanum Sacrum”), rzucił się na głęboką wodę i przytoczył działa solidnej, stuletniej pieśni kabaretowej, wykonywanej niegdyś przez jej autora, Aristide’a Bruant, na ulicach Paryża, w „Czarnym Kocie” a i pewnie w innych przybytkach podkasanej muzy. Czarna zyskała drugą młodość, w nowym opracowaniu, z polskim tekstem i muzyką Kabaretu „PS”. Zakrzyknijmy gromko: „Niech żyje Czarna i (a co tam!) piersi jej!”.

Tym lirycznym akcentem bój o miejsca w finale dobiegł końca. Droga naszej partii muzycznej jest drogą słuszną, zatem należy nią podążać bez wahania! Niech duch Waszej walki będzie niezłomny. Idźmy z pieśnią na ustach powiewając sztandarem kabaretu wśród niedowiarków. Z bojownikami o wolność naszej i Waszej piosenki, którzy przeszli do drugiego etapu, do zobaczenia w finale 32. PAKI!

Pisała
PAULINA JARZĄBEK

Wakacyjna PAKA z Pompą [reportaż]

KTO?
Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej „PAKA”

CO?
Wakacyjna PAKA z Pompą

KIEDY?
12.06-28.08.2015 r. [w każdy piątek o 20.00, wyjątek: 14.08 – o 20.30]

GDZIE?
Scena Przy Pompie, Plac Św. Ducha 4

Lato zazwyczaj oznacza koniec sezonu artystycznego dla artystów scen i otwarcie sezonu imprez plenerowych. W tym roku Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej „PAKA” postanowiło zaprezentować swoim widzom wakacyjny przekrój młodej sceny kabaretowej. Kto akurat spędzał czas w mieście, nie musiał martwić się o piątkową rozrywkę – „Wakacyjna PAKA z Pompą” zapewniała ją co tydzień. To pierwsza tego typu impreza cykliczna „PAKI”, przygotowana we współpracy ze „Sceną przy Pompie”, należącą do Teatru im. Juliusza Słowackiego. Nie można bardziej krakowsko… A może jednak?

Legendarna krakowska publiczność w wydaniu letnim.

Czym PAKA bogata, czyli co mogliśmy zobaczyć

Stand-up, one-man/woman-show, kabaret klasyczny, koncert, improwizacja… Słowem chyba wszystkie możliwe formy, poza pantomimą, które obecnie można znaleźć na estradach kabaretowych. Można było wpaść raz w tygodniu, żeby sprawdzić, co nam się najbardziej podoba, tym bardziej, że cena nie była zbyt wygórowana (15 zł za spektakl i możliwość spędzenia czasu w uroczym ogródku przy słynnej Pompie). Kto miał ochotę, mógł dodatkowo uraczyć się chłodnym napojem chmielowym, lub innymi specjałami kawiarnianymi.

Karol nie radzi.

Co zadecydowało o doborze artystów do cyklu? Po tę informację sięgnęłam do źródła, czyli do samej „PAKI”.

Izabela Leonarczyk (Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA)
„Organizatorem cyklu jest Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA – niesie to dla nas naturalną konsekwencję, by do występów zaprosić artystów, którzy brali udział w Konkursie pakowskim, byli Laureatami, lub chociaż pokazali się z dobrej strony podczas Przeglądu. Jak jednak łatwo zauważyć, nie wszyscy z występujących spełniają to kryterium. Ponieważ kolejnym wyznacznikiem, jaki nam przyświecał, było pokazanie jak największej ilości form kabaretowych i około kabaretowych – stąd oprócz klasycznego kabaretu piosenka kabaretowa, stand-up, one man show, improwizacja. Ostatni, bardzo ważny wyznacznik był najbardziej ogólny – pokazanie krakowskiej publiczności „młodych zdolnych” kabaretów (tak, wiem jak wyświechtana to formułka, jednak naprawdę adekwatna), z którymi być może nigdy wcześniej nie mieli okazji się zetknąć, a szkoda.”

Od 12 czerwca do 28 sierpnia mogliśmy obejrzeć siedemnaście podmiotów artystycznych, w tym np. Izę Kałę w spektaklu Kredyt Zaufania i programie stand-up’owym (razem z Agatą Biłas, w tandemie „Same Baby”). Antoni Gorgoń Grucha, czyli Damian Kubik, agitował na scenie swoim politycznym wystąpieniem. Karol Kopiec i Rafał Pacześ przedstawili dwa kompletnie różne oblicza stand-up’u, a kabarety „Dabz” (Wrocław) i „Tiruriru” (Zielona Góra) swoje programy kabaretowe.

Antoni Gorgoń Grucha może być Waszym kandydatem na prezydenta.

Przede wszystkim było jednak wielu przedstawicieli krakowskiego środowiska kabaretowego: „Stand-Up Kraków”, „7 minut Po”, „Nomen Omen” (jako support „Samych Bab”), „Grupa AD HOC”, „Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn”, Janek Malinowski (z Łukaszem Zaczkiem), „Róbmy Swoje”. Było w czym wybierać. W to mi graj!

Ogródek – szczególny rodzaj pleneru

Ogródek kawiarniany to całkiem niezłe miejsce na wakacyjny relaks. Obserwując przepełnione stoliki na zewnątrz krakowskich knajp przy Rynku Głównym w sezonie letnim, łatwo można stwierdzić, że jest to opinia dość powszechna. Czemu by więc w takich warunkach nie obejrzeć spektaklu kabaretowego, przepijając kolejne wybuchy śmiechu napojem chłodzącym? Niekoniecznie z alkoholem, ale co kto lubi. O powód wyboru akurat takiego miejsca zapytałam ponownie jedną z organizatorek cyklu:

Izabela (PAKA)
Dlaczego Scena Przy Pompie – jest to miejsce z tradycją, historią i renomą, kryjące się w cieniu Teatru im. J. Słowackiego. A przede wszystkim – to miejsce z niesamowitym klimatem i kameralną atmosferą. Położone w samym centrum dużego miasta, a gdy się tam przychodzi ma się wrażenie, że przeniosło się gdzieś w miejsce bardzo ustronne, na peryferiach małego miasteczka, gdzie czas płynie wolniej a wszyscy są uśmiechnięci. To idealne plenerowe miejsce na gorące letnie wieczory, dające satysfakcję i radość oglądania publiczności i komfort występowania artystom.
A mówiąc o miejscu, nie sposób nie wspomnieć o naszym Partnerze w organizacji tego cyklu – Cafe Mimika w Teatrze im. J. Słowackiego. To dzięki nim mogliśmy w każdy wakacyjny piątek gościć w tym pięknym miejscu.

No dobrze, a jakie były wrażenia samych artystów? Jak oceniają swoje występy w tych „pięknych okolicznościach przyrody”? Dobre samopoczucie na scenie to połowa sukcesu. Sądząc po reakcjach widowni, które miałam okazję zaobserwować, również i kabareciarze wczuli się w wakacyjny charakter „Sceny Przy Pompie”.

Marek (7 minut Po)
„Pomimo dość chłodnej aury tego dnia w Krakowie, a także niekompletnego składu kabaretu, to był naprawdę udany występ. Pozytywnie odebrana próba połączenia dwóch naszych programów, PAONU oraz LAUDANUM, w jeden półtoragodzinny. Z innymi imprezami plenerowymi porównanie raczej nie ma sensu, ze względu na fakt, iż imprezy te w moim odczuciu cechują się zupełnie innym charakterem.”

Matełko King (SMKKPM)
„Może źle o mnie to świadczy, ale nie znałem wcześniej tego miejsca. Jest rewelacyjne, bardzo urokliwe, przytulne, zielone i myślę, że wszyscy czują się tam swobodnie, co znacząco wpływa na przyjemność z występu.”

Magda (Nomen Omen)
„Z pewnym lękiem czekałyśmy na ten występ, ponieważ nigdy wcześniej nie grałyśmy w plenerze. Na szczęście było bardzo sympatycznie, kameralnie i swobodnie. To przyczyniło się do tego, że widownia chętnie brała udział w przygotowanych skeczach.”

„I ja tam byłam…”, choć piwa nie piłam

Ja, jak to ja, na PAKĘ z pompą skusiłam się przede wszystkim ze względu na krakowskie rodzynki estradowe. Od dłuższego czasu uważam, że Kraków kabaretem stoi. I to nie tylko dlatego, że to tutaj powstał pierwszy polski kabaret.

W Krakowie mam wszystko, czego mi, jako widzowi kabaretowemu, do szczęścia potrzeba. Przede wszystkim wspaniałych artystów piosenki, bo piosenki to zdecydowanie 90% moich zainteresowań estradowych. Dobrze napisana i wykonana piosenka kabaretowa stanowi osobny świat. Jest bytem multimedialnym, w znaczeniu wykorzystywania wielu środków przekazu. Mamy w niej warstwę literacką, muzyczną i teatralną, bo zazwyczaj jest nie tylko dobrze wykonana, ale i odpowiednio zinterpretowana, nierzadko przy pomocy rekwizytów.

Dlatego w czasie koncertu „Sekcji Muzycznej Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn”, już bez Oli, ale nadal we wspanialej formie, byłam wniebowzięta. Zawsze jestem. Jest to jeden z zespołów, który polecam zawsze z czystym sumieniem. Koncert w ramach wakacyjnego cyklu PAKI był o tyle wyjątkowy, że pojawiło się na nim kilka nowości, m.in. piosenka o superbohaterze. Ale kto by potrzebował superbohatera, jeśli ma pod ręką takich super (choć zwykłych) chłopaków, jak panowie z „Kuźni”. W dodatku odsłaniających wrażliwszą stronę mocy, bo przyznających się do swoich Kobiecych Pragnień. Emanuje z nich esencja dobrej zabawy, co udziela się i publiczności.

Matełko – wirtuoz gitarrry.

Pozostając w klimatach muzycznych nie mogę nie wspomnieć o znakomitym programie „Kabaretu Róbmy Swoje”. Biuroza jest programem doskonałym. Już o tym kiedyś wspominałam – dla mnie to kabaretowa odsłona musicalu. Nie da się nie lubić. Zwłaszcza, że biurowa tematyka jest bliska sporej części społeczeństwa. A piosenki z tego programu znalazły się również na płycie, Róbmy Swoje Piosenki, której to sceniczną odsłonę mogliśmy podziwiać na „Scenie Przy Pompie”. Wielka szkoda, że ostatnio pod marką „Róbmy Swoje” nic nowego (poza wspomnianą płytą) nie powstaje, bo są to produkty estradowe najwyższej jakości.

Kabaret Róbmy Swoje odmłodzony na scenie.

Do artystów, których mogę oglądać nieskończoną ilość razy i nigdy mi się nie nudzą zalicza się również „7 minut Po”. Według mnie jest to najbardziej klasyczny w formie kabaret artystyczno-literacki, w którym tekst nie jest tylko kłopotliwym dodatkiem do szeregu gagów, ale tworzywem artystycznym. Dodatkowo oczywiście pojawiają się utwory słowno-muzyczne. Bardzo dobre. Na „Scenie przy Pompie” zabrakło co prawda Maćka Kwiatkowskiego, ale pozostała czwórka radziła sobie całkiem nieźle. Sytuacja wymusiła nowe wersje starych numerów, pochodzących z programów Laudanum i PAON. I chociaż co do piosenki o sprzątaczce Apolonii mam mieszane uczucia (bo chociaż z przesłaniem niejako się zgadzam, to ta forma jest dla mnie chyba zbyt ostra), to nie da się ukryć, że tekst jest zrymowany świetnie. Nie zabrakło postaci demonicznego Kucharza i Śmierci (Adam Wacławiak), Grzesia (Michał Wiewióra) brylującego muzycznie w piosence Pudło i Barmana (Marek Stawarz) wygłaszającego życiowe mądrości. W roli ćmy barowej – Magda Ślósarz. Zawsze podobała mi się w „Siódemkach” równowaga między muzyką i tekstem, oraz między sekcją muzyczną i aktorską.

Kucharz z piekła rodem w akcji.

W pamięć zapadł mi również występ „Grupy AD HOC”, która w czteroosobowym składzie improwizowała na scenie rzeczy nie z tej ziemi. „Krakowską masakrę gumowym kurczakiem” będę wspominać jeszcze długo.

Grupa AD HOC w szale uniesień scenicznych.

Ogólnie udało mi się obejrzeć siedem z dwunastu spektakli w ramach „Wakacyjnej PAKI z Pompą”. Spoza kręgu krakowskiego zapamiętałam dość dobrze m.in. grupę stand-up’ową „Same Baby”, w której, zgodnie z nazwą grupy, monologi serwują same baby. Niewiele jeszcze w Polsce kobiet, które się tą sztuką trudnią. Supportujący je kabaret „Nomen Omen” (Magdalena Kubicka, Karolina Buszczak) to także grupa kobieca, więc rzeczywiście bab na scenie tego wieczoru nie brakowało. Choć prezentowany przez dziewczyny styl to nie do końca moja bajka, to trzymam kciuki za „Nomenki”, bo przyda się więcej kobiet w polskim kabarecie. I z przyjemnością obserwuję, jak z każdym spektaklem się rozwijają.

Iza Kała opowiada.

A co na to inni? Przegląd opinii z perspektywy widza.

Nie ma kabaretu bez publiczności. Poniżej prezentuję wypowiedzi kilku osób, które miały okazję uczestniczyć w wydarzeniach cyklu także jako widzowie.

P1170673„Nasza” na widowni. Aneta bawi się świetnie.

Magdalena (Miłośniczka kabaretu)
„Pompa to zaskoczenie lata. Chyba nie tylko mnie mało było Paki, dlatego wpasowała się ona idealnie w wakacyjny klimat. Wprawdzie „sala” pod chmurką rzadko była wypełniona po brzegi – pewnie przez urlopowe rozjazdy – niemniej jednak ci, którzy przyszli raczej nie żałowali. Było wszystko, co jest potrzebne do dobrej zabawy: wspaniali artyści, doborowe towarzystwo, świeże powietrze, a nawet okienko barowe. Mam nadzieję, że Wakacyjna Paka z Pompą na stałe wpisze się w kabaretowy repertuar.”

Aneta (Verbum Na Polu)
„Rafał Pacześ i Karol Kopiec, których występ miałam okazję oglądać, dali prawdziwy pokaz stand-up’u. Rafał pokazał szeroki wachlarz tematów, które poruszały sprawy codzienne, patrząc na nie z tej śmieszniejszej strony. Karol Kopiec przedstawił część swojego programu, stawiając na interakcje z publicznością i luźną (ale także śmieszną) pogawędkę. Prawdziwym hitem wieczoru była wycieczka młodzieży z Elbląga, którzy przypadkiem natrafili na występ Kopca, wdając się z nim w rozmowę. Podsumowując, bawiłam się świetnie, wyszłam z obolałym brzuchem i szczęką od śmiechu. Sami artyści chyba także dobrze się czuli, bowiem występ przedłużył się o ok. 30 min. To z pewnością nie był zmarnowany wieczór.”

Agata (Verbum Na Polu)
„Chociaż miałam okazję widzieć jedynie występ Izy Kały, który niewątpliwie bardzo przypadł mi do gustu, to cały cykl Wakacyjnej PAKI z Pompą uważam za strzał w dziesiątkę. Młode kabarety w letnie, piątkowe wieczory na klimatycznej scenie w otoczeniu Teatru im. J. Słowackiego stworzyły zestaw idealny, trafnie dopełniający wakacyjną ofertę kulturalną Krakowa.”

Matełko King (SMKKPM)
„Całą imprezę oceniam w ogóle na piątkę z plusem. Bardzo dobry repertuar, zróżnicowane występy i totalna rewelacja.”

Izabela (PAKA)
„Jako widz jestem całym cyklem bardzo usatysfakcjonowana, i mówię to bardzo szczerze i z pełną odpowiedzialnością. Z tygodnia na tydzień coraz bardziej czekałam na kolejny piątkowy występ. Trudno wskazać jeden element, który podobał mi się najbardziej, bo wszystkie składały się na wyjątkowość tego cyklu. I w tym jest cała tajemnica. Powtarzając i podsumowując: ciepłe, pogodne, letnie wieczory „pod chmurką” a w centrum miasta, kameralna atmosfera miejsca, śmiech, zabawa i radość, różnorodność i zmienność form, wysoki poziom występów – czegóż trzeba więcej.”

Monika [Początkująca fanka kabaretu na żywo]
„Podobała mi się kameralna atmosfera tego miejsca, to że mogłam obejrzeć kabarety, o których dotąd tylko słyszałam, na świeżym powietrzu. Poza tym lokalizacja była bardzo przyjazna przyjezdnym, co również miało dla mnie znaczenie. Świetnie się bawiłam. Mam nadzieję na powtórkę za rok.”

„Summer time” w stylu PAKI

„PAKA” ułożyła interesujący scenariusz wakacji w mieście dla mola kabaretowego: różnorodny repertuar, miejsce w sam raz na letni relaks i możliwość poznania młodej sceny kabaretowej. I chociaż nie mogę powiedzieć, że wszystko, co widziałam, podobało mi się w równym stopniu, to chętnie wrócę pod „Scenę Przy Pompie” za rok.

PAULINA JARZĄBEK

Pełna lista występów w ramach cyklu „Wakacyjna PAKA z Pompą”:

12.06: Iza Kała, „Kredyt Zaufania”
19.06: Stand-Up Kraków (Marcin Zbigniew Wojciech, Adam Grzanka i Tomek Biskup)
26.06: Same Baby, support: Nomen Omen
03.07: Antoni Gorgoń Grucha (vel. Damian Kubik)
10.07: Kabaret 7 minut Po, „Laudanum” + „PAON”
17.07: Karol Kopiec i Rafał Pacześ
24.07: Kabaret Dabz
31.07: Grupa Ad Hoc
07.08: Kabaret Tiruriru
14.08: Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn
21.08: Janek Malinowski i Łukasz Żak Zaczek
28.08: Kabaret Róbmy Swoje, „Róbmy Swoje Piosenki”

Premiera płyty „Róbmy Swoje Piosenki” [recenzja]

KTO?
Kabaret Róbmy Swoje
CO?
Premiera płyty „Róbmy Swoje Piosenki”
KIEDY?
19.06.2015 r., 20.00
GDZIE?
Kinoteatr WRZOS, ul. Zamoyskiego 50

Nie umiem wyrazić słowami, jak kocham piosenki kabaretowe. Chyba nie ma nic lepszego w świecie kabaretu. To wspaniałe, że coraz więcej dobrych piosenek kabaretowych jest rejestrowanych profesjonalnie dla potomności. Dlatego też popadłam w niemy zachwyt, gdy udało mi się dopaść płyty Grupy Rafała Kmity, czy „Walizki Pełne Wody” od Kabaretu Moralnego Niepokoju. Nie mówiąc już o krążących w Internecie nagraniach młodszych kolegów wspomnianych twórców, a jeśli do tego są to twórcy krakowscy – to już w ogóle pełnia szczęścia.

Nic dziwnego, że koncert z okazji premiery płyty Kabaretu Róbmy Swoje spotkał się u mnie z dzikim entuzjazmem. Było pięknie: wspaniała muzyka na żywo zagrana przez niezwykle utalentowany band, uzupełniona barwnymi interpretacjami Magdaleny Caputy, Mariusza Szmita, Pawła Sadowskiego i Tomasza Zatorskiego.

Lubię piosenki Kabaretu Róbmy Swoje za to, w jaki sposób komentują otaczającą nas rzeczywistość. Przez tematykę są bliskie współczesnemu człowiekowi, zanurzonemu w życiu biurowym, pędzącemu nie wiadomo dokąd, albo, wręcz przeciwnie, stojącemu w korkach. Są lekką w formie satyrą społeczną w stylu Wojciecha Młynarskiego. A poza tym, to po prostu świetne piosenki, nawet jeśli rozpatrywać je w kategoriach poza kabaretowych.

Wracając jeszcze do samego koncertu, z pewnością uroku dodawało mu dwóch Michałów – takich, co to wszystko poprowadzą, wnosząc do imprezy dodatkowy akcent artystyczny. Bo dobra konferansjerka to też sztuka.

Zastanawiam się, do czego mogłabym się przyczepić, bo zaczyna się robić strasznie słodko, ale z tym będzie ciężko. Było kilka technicznych potknięć, rewolucji dźwiękowych, ale to jakby nie wpłynęło znacząco na całość odbioru.

Ewentualnie mogę dodać, że nie wszystkie utwory zaprezentowane na koncercie lubię w tym samym stopniu. Wolałbym np. na bis usłyszeć coś innego, niż pean o Śp. Polaku. Muszę też przyznać, że nie do końca przepadam za „Przyśpiewkami biurowymi”. I nie wiem dlaczego, ciężko powiedzieć. Może to te przaśne nuty, albo faceci w chustkach na głowie. Chociaż sam obrazek jest dosyć atrakcyjny a przyśpiewki długo nie opuszczają umysłu 😉

Dla równowagi: całą resztę utworów kocham z podobną siłą. Płyta jest świetna, także wizualnie. Znajduje się na niej dwanaście nagrań z repertuaru Kabaretu Róbmy Swoje i są to dobre nagrania. W książeczce nie brakuje pięknych zdjęć i tekstów piosenek, a okładka jest pełna dobrej energii dzięki żywej, mocnej kolorystyce. Serdecznie polecam. Myślę, że nie tylko dla fanów kabaretu.

A kto nie dotarł na premierę płyty ma czego żałować. To był jeden z lepszych koncertów kabaretowych, jakie w życiu widziałam. I co ciekawe, wśród pozostałych moich faworytów też są grupy krakowskie. Jak oni to robią?

PAULINA JARZĄBEK