Archiwa tagu: Grupa AD HOC

Najlepsze momenty VII ImproFestu [relacja]

IF (3)

VII edycja ImproFestu dobiegła końca. Przez trzy dni krakowską publiczność w Klubie Studio rozbawiało dziewięć grup improwizatorów z różnych stron Polski i świata. Rozbawiało skutecznie, gdyż odgłosom śmiechu nie było końca. Podejrzewam, że słyszano je po drugiej stronie miasteczka. Co dokładnie działo się na ImproFeście, opowiedzą Wam Ci, którzy byli najbliżej dziejących się rzeczy, czyli wsparcie organizacyjne. Pokusiłam się o zebranie różnych głosów, ponieważ sama nie mogłam zobaczyć wszystkiego.

Zadałam rozmówcom dwa pytania. Pierwsze dotyczyło występów i brzmiało: Który z występów najbardziej Ci się podobał i dlaczego? Drugie zaś dotyczyło sfery zakulisowej: Zdradź nam jakiś zakulisowy „smaczek”. Coś o utkwiło Ci w pamięci, zszokowało, rozweseliło, zdziwiło bądź przestraszyło.

ANETA

Który z występów najbardziej Ci się podobał i dlaczego?

Widziałam jedynie „Zagadkowe morderstwo”, które wyszło improwizatorom naprawdę świetnie! Tajemnicze morderstwo trenera jednej z uczestniczek podczas mistrzostw w psich zaprzęgach w Saneczkowie na szczęście zostało rozwiązane przez niezawodnego i zadającego bardzo pomocne pytania inspektora. A wysuwane przez niego tezy powaliłyby z nóg samego Rutkowskiego! Nikt nie spodziewał się, że denat umarł ze śmiechu, a bezpośrednim zabójcą był duchowny we wsi. Powód? Brak chęci przyjęcia przez trenera błogosławieństwa przed mistrzostwami. Zagadka rozwiązana, „kurde, kurde”!

Rozpoczęcie koncertu widziałam jedynie na próbach, nie chcę sobie nawet wyobrażać, co działo się na faktycznym rozpoczęciu! Jeśli był taki sam szał, to żałuję, że nie mogłam przeżyć tego jeszcze raz.

Zdradź nam jakiś zakulisowy „smaczek”.

Co do zakulisowych smaczków, było ich bardzo dużo, niektórych nie mogę ujawniać, ale zdecydowanie czekałam momentu, aż będę mogła przywdziać wypaśny strój różowego ImproFestowego królika, na który każdy miał chrapkę. A mi udało się to dnia trzeciego, około północy. Mission completed! 🙂 Ponadto część wolontariuszy znalazła w sobie żyłkę do biznesu, stawiając sobie za misję sprzedanie jak największej liczby gadżetów i biletów, co nie każdemu się udaje. Sprytnie przemyślana strategia marketingowa nie poszła w las, wynik jest zadawalający! Druga część wolontariuszy odkryła w sobie dar dziennikarski, relacjonując na bieżące wydarzenia na profilowym Instagramie PAKI. Inna część postanowiła sprawdzić się w improwizacji, grając nieustannie w pytania. Mistrzynią okazała się Kinga, ale to było wiadomo już dawno przed Festiwalem. Ponadto tańcom, rozmowom, śmiechom nie było końca. Takie imprezy zapadają w pamięć na długo.

1

Foto A. Mirota, Mam cię, króliczku!

ANIA

Który z występów najbardziej Ci się podobał i dlaczego?

Zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co grupy improwizacyjne potrafią zrobić na podstawie jednego słowa czy sugestii. Podczas tegorocznego ImproFestu rozbawiła mnie wrocławska Improkracja. Grupa zaprezentowała grę „Before and After”, polegającą na scenach odbywających się przed i po jakimś ważnym wydarzeniu. W tym wypadku publiczność wybrała, że takim wydarzeniem będzie pogrzeb. Podczas tej „chrześcijańskiej” improwizacji śledziliśmy perypetie księdza, od momentu powołania, przez seminarium, posługę, zrzucenie sutanny dla kobiety, aż po powrót na łono Kościoła, a także losy „bohatera” samego pogrzebu, który nie prowadził najzdrowszego trybu życia. Ale tym co najbardziej rozbawiło całą publikę była niezniszczalna altana, która osłoniła zaciętych grillowiczów przed huraganem porywającym różne przedmioty, a nawet zwierzęta gospodarskie. Występ bardzo mi się podobał, poszczególne sceny były ze sobą spójne i z wielkim zainteresowaniem śledziło się akcję.

Zdradź nam jakiś zakulisowy „smaczek”.

Jako wolontariusz miałam okazję spotkać za kulisami występujących artystów. I to co mi utkwiło w pamięci, to przerwa podczas warsztatów i krótka, i bardzo miła rozmowa z Susan Messing. Byłam bardzo zaskoczona i rozbawiona postępami Susan w nauce naszego ojczystego języka, chciała się upewnić czy dobrze wymawia pewne słowa, co zaprezentowała później również na scenie. Wydaje mi się, że nie muszę tutaj wymieniać, o które słowa mi chodzi. Wystarczy, że napiszę – najbardziej popularne polskie słowa za granicą.

DAWID

Nie potrafię sobie przypomnieć żądnych zakulisowych smaczków, ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w tym roku naprawdę parę razy byłem zaskoczony. Po pierwsze Kacper Ruciński i Łukasz Szymanek, którzy wcześniej kojarzyli mi się z humorem raczej niewyszukanym, potrafią być naprawdę śmieszni. Szczególnie rozbawił mnie ten drugi, w roli detektywa przesłuchującego wieś Saneczkowo, wyciągającego szereg oczywistych, choć nigdzie nieprowadzących wniosków. Drugie zaskoczenie to grupa „Klancyk”. Wiedziałem, że są dobrzy, ale podczas tej edycji festiwalu ich rymowany spektakl pozostawił mnie z bolącym brzuchem i dymiącą czachą. Maciek Buchwald, absolutny mistrz rymów, narracji i niewymuszonego komizmu, w połączeniu z muzykiem, który za pomocą klarnetu, kalimby i własnego głosu potrafił stworzyć niezwykle oryginalną muzykę, to bezsprzecznie dwa największe atuty tego widowiska. Ktoś tu „AD HOCOM” mocno depcze po piętach. Na koniec przytoczę tylko cytat z występu „Klancyka” – „Przepraszam, chyba cię zabiłem”. Miałem wrażenie, że skierowany był do mnie, bo momentami naprawdę trudno było między śmiechami złapać oddech.

MAGDALENA

Który z występów najbardziej Ci się podobał i dlaczego?

Najbardziej podobała mi się piosenka rozpoczynająca ImproFest. Uważam, że organizatorzy sami sobie podnieśli wysoko poprzeczkę i będzie trudno to przebić. 😉  Zaskakująco, rozbrajająco cudowny początek Festiwalu. Poza tym grupa AD HOC jak zwykle w świetnej formie, zdecydowanie powinni występować każdego dnia! Ogólnie cały Festiwal zdawał się mieć coraz wyższy poziom organizacji i to trzeba docenić, bez względu na gust i odbiór poszczególnych występów. Oby tak dalej.

Zdradź nam jakiś zakulisowy „smaczek”.

Zakulisowe zostawię lepiej dla siebie, bo to raczej „niesmaczki”.

23467234_1692387294157083_4356031509726789240_o

Foto pochodzi z fejsbukowej strony Improfestu

MARTYNA

Który z występów najbardziej Ci się podobał i dlaczego?

Z występów, które widziałam najbardziej podobał mi się występ grupy „Klancyk”. Zaprezentowali długą formę impro. Zawiesili wysoko poprzeczkę, bo cała opowieść była rymowana. Wyszło im cudownie. Całość była spójna, fajnie rymowali (robili to z wielką lekkością i nie wymuszali rymów w miejscach, które nie pasowały, bądź się nie dało), no i, co najważniejsze, było śmiesznie. Czapki z głów! Publiczność doceniła ich występ owacjami na stojąco.

MILENA

Który z występów najbardziej Ci się podobał i dlaczego?

Jako, że był to mój pierwszy Festiwal jako wolontariusz, jestem pod mega wrażeniem organizacji takiego wydarzenia! Mega atmosfera, super ludzie! Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła uczestniczyć w takim wydarzeniu „od kuchni”. To było świetne uczucie, gdy za kulisami przechodzi obok Ciebie osoba, którą podziwiasz od lat i kojarzysz ze szklanego ekranu i mówi Ci „Siema”. Wtedy czujesz się jak w wielkiej, pozytywnie zakręconej rodzinie Możliwość oglądania grupy „Siedem razy jeden” zza kulis – mega sprawa! Zupełnie inne doświadczenie. Poza tym niezawodna grupa AD HOC! Strasznie żałuję, że nie mogłam być do końca festiwalu i już odliczam dni do kolejnej edycji.

23550982_1693572884038524_4149131169455960044_o

Wypowiedzi zebrała ANETA „Bunny” TABISZEWSKA.

Zapraszamy także na fanpage ImproFestu i PAKI, gdzie znajdziecie więcej podsumowań.

Małopolskie Festiwale Kabaretowe [II]

Grafika

W poprzedniej części mówiliśmy o PACE, czyli o najpopularniejszym festiwalu kabaretowym w Krakowie. A dziś skupimy się na największym festiwalu improwizacji scenicznej, czyli…

IMPROFEST

ImproFest- Międzynarodowy Festiwal Improwizacji Scenicznej. Jest to jeden z pierwszych festiwali w Polsce, gdzie można zobaczyć najlepsze grupy improwizacyjne z kraju jak i zza granicy (nieprzypadkowo bowiem w nazwie słowo międzynarodowy). Początki tej imprezy nie sięgają daleko, bo 2011 roku, w którym to odbyła się jego pierwsza edycja. Inicjatorem tego wydarzenia jest Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA. Każdy festiwal ma swój cel. Celem ImproFestu jest wypromowanie improwizacji teatralno-kabaretowej. Podczas tego wydarzenia publiczność nie zaznaje nudy, bo wszystko to co dzieje się na scenie jest tworzone tu i teraz, często z pomocą widowni. Symbolem ImproFestu są króliki.

 

1

 

I ImproFest miał miejsce w dniach 6-8 grudnia 2011 roku w Rotundzie. Odbyło się wówczas siedem imprez.

II edycja odbyła się nieco wcześniej, bo 16-18 listopada 2012 roku, również w Rotundzie. Odbyło się dwanaście imprez, także poprzeczka idzie w górę. 😉 Wystąpili m.in. W Gorącej Wodzie Kompani (Trójmiasto), Teatr Improwizowany Klancyk (Warszawa), No Potatoes (Lublin), Improkracja (Wrocław), SIEDEM RAZY JEDEN (Zielona Góra). Krakowska grupa AD HOC wystąpiła w roli gospodarza oraz współorganizatora i pełnią tę funkcję do dnia dzisiejszego. Ponadto publiczność mogła zobaczyć członków znanych kabaretów, m.in.: Limo, Jurki, Łowcy.B w zupełnie nieznanych dotąd rolach. Gościem specjalnym tej edycji była brytyjska grupa improwizacyjna – Mischief – Improvised Comedy Theatre.

III ImproFest odbył się 13-17 listopada 2013 roku. Organizatorzy postanowili jeszcze bardziej rozpowszechnić to wydarzenie. W związku z czym w pierwszych dwóch dniach miał miejsce „Wieczór Komedii Improwizowanej” w Niepołomicach oraz Tarnowie. Ale na tym się nie skończyło. Festiwal zaczął wychodzić poza legendarne mury Rotundy. Większość imprez oczywiście odbyła się w słynnej klimatyzowanej sali, ale niektóre imprezy miały miejsce na przykład w Restauracji Pod Sokołem czy w Klubie Żaczek. Tego roku wystąpili m.in.: GZIK (Poznań), Hofesinka (Warszawa), Afront (Warszawa), Peleton (Gdańsk), Improkracja (Wrocław), So Close (Kraków) AD HOC (Kraków) oraz Tubajfor (Kraków). Międzynarodowym gościem specjalnym był teatr improwizacji z Wielkiej Brytanii – Racing Minds, a krajowymi gośćmi byli: Magdalena Stużyńska, Mikołaj Cieślak, Wojciech Tremiszewski, Bartosz Gajda i Adam Grzanka.

IV edycja festiwalu miała miejsce w dniach 12-16 listopada 2014 roku. I podobnie jak rok temu, podczas pierwszych dwóch dni odbyły się „Improwizacje Kabaretowe” oraz „Wieczór Komedii Improwizowanej” w Niepołomicach i Tarnowie. W kolejnych dniach imprezy odbywały się głównie w Rotundzie, ale także w Artefakt Cafe i Klubie Żaczek. Podczas IV festiwalu improwizacji wystąpili: AD HOC (Kraków), Peleton (Gdańsk), wymyWammy (Bydgoszcz), ŻBIK (Białystok), Improkracja (Wrocław), So Close (Kraków) oraz Tubajfor (Kraków). Międzynarodowym gościem specjalnymi był duet szwajcarskich improwizatorów Simone Schwegler i Gerald Weber oraz najlepsi improwizatorzy z Czech – Czech Impro All Stars. Ponadto widzowie oglądać mogli Wojciecha Tremiszewskiego i Abelarda Gize.

1

Redakcja Verbum zawładnięta przez crazy króliki. 

V ImproFest odbył się w dniach 20-22 listopada 2015 roku. 14 i 15 listopada podobnie jak w zeszłych latach miały miejsce „Improwizacje kabaretowe” oraz „Wieczór Komedii Improwizowanej” w Niepołomicach i tym razem nie w Tarnowie, a w Skawinie. Podczas V edycji wystąpili: AD HOC (Kraków), Peleton (Gdańsk), Improkracja (Wrocław), Musical Improwizowany (Warszawa), Przyjezdni (Warszawa), Teraz (Toruń), So Close (Kraków), Tubajfor (Kraków) oraz Sic! (Kraków). Międzynarodowym gościem specjalnym był teatr improwizacji ze Słowenii – IGLU Theatre, a gośćmi krajowymi byli: Aneta Zając, Szymon Majewski, Tomasz Majer.

VI edycja planowana jest na 18-20 listopada 2016 roku. Na razie szczegółów nie znamy.

Z takach zakulisowych smaczków, o czym może nie wszyscy wiedzą, ale ja Wam uchylę rąbka tajemnicy (bo tak się składa, że od dwóch lat mam przyjemność pomagać przy tym wspaniałym wydarzeniu) są… pokoje, w których śpią grupy improwizacyjne. Przyjeżdżają z różnych stron Polski, zmęczeni podróżą, kwaterują się, wchodzą do pokoi, a tam niespodzianka! W jednym pokoju wszędzie ponaklejane cukierki, w drugim pełno zdjęć boysbandów, w trzecim wszystko w papierze toaletowym… I jak tu odpocząć po podróży, jak nie wiadomo z której strony zaatakuję cię na przykład Justin Bieber… 😀

12272905_953624464704553_687506009_n

Toaletowy pokój.

Festiwal ten wyróżnia się dwoma rzeczami, na tle innych wydarzeń kabaretowych. Oprócz tego, że występy są w pełni improwizowane i tworzone na oczach widzów, a także i z ich pomocą, to również organizowane są warsztaty improwizacji. Dla każdego, trzeba tylko wcześniej się zapisać i wpłacić nieznaczną sumę. Drugą rzeczą, która wyróżnia ImproFest jest koncert dla jednego widza. Jeśli ktoś chce, by tylko dla niego występowały i improwizowały poszczególne grupy, płaci określoną sumę (w ostatniej edycji było to 1500zł) i cieszy się prywatnym występem grup improwizacyjnych. Nie wiem na jakiej zasadzie się to odbywa, które grupy występują, czy widz może sobie wybrać czy jest to narzucone z góry, bowiem jeszcze się taki śmiałek nie zdarzył, a ja czekam na takiego z niecierpliwością! 😉 Zapewne byłoby to wydarzenie całego festiwalu.

ImproFest jest jedyny w swoim rodzaju, a takiej dawki improwizacji jak na nim z pewnością nigdzie nie znajdziecie! Zapraszam serdecznie i na festiwal i na kolejną część cyklu.

 

ANETA TABISZEWSKA

Króliczki ImproFestu – w ogniu improwizacji [relacja]

KTO?
Grupa AD HOC, Przyjezdni, Teraz, Musical Improwizowany, Improkracja, Peleton, IGLU Theatre, Szymon Majewski, Aneta Zając

Stowarzyszenie PAKA, wolontariusze i Króliczki ImproFestu

CO?
V Międzynarowdowy Festiwal Improwizacji Scenicznej ImproFest

GDZIE?
Rotunda, ul. Oleandry 1

KIEDY?
20-21.11.2015 r.

 

Aneta_1

Trzy, dwa, jeden… Impro! Tak zaczynałyśmy. (fot. G. D.)

Nasza grupa zwiadowczo-desantowa, Króliczki ImproFestu, składała się z kilku podgrup. Jedne z nas wysłano na ściany – wyglądałyśmy tam bajecznie! Nasze starsze rodzeństwo, jeszcze z poprzedniej edycji, uświetniło występy na scenie. My z hallu trochę im zazdrościłyśmy, bo były najbliżej wydarzeń artystycznych. Szczęściarze! Chociaż kilku naszych też przedostało się do klimatyzowanej sali. Te na plakatach i ulotkach pozwiedzały świat, co najmniej Kraków, Tarnów i Skawinę, bo zostały wysłane na misję informacyjną w miasto. A część została z nami w Rotundzie i pomagały na miejscu. No i byli jeszcze ci… No… Organizatorzy. To oni nami zarządzali, ale o tym dalej. Oj, działo się w Rotundzie w ten weekend, w czasie V „ImproFestu”!

RAPORT KRÓLICZKÓW IMPROFESTU WYSŁANYCH NA MISJĘ DEKORACYJNĄ

Aneta_3

Mówiłyśmy, że była nas cała armia? (fot. A. T.)

Pochodzimy z papieru, konkretnie z różowego (chociaż my twierdzimy, że to fuksja) i białego. Wycinali nas i wycinali! Namnożyłyśmy się, jak, nie przymierzając, króliki! Setki! Silna grupa. Cieszyłyśmy się, bo wiadomo, „ImproFest” to nie byle jaka impreza, a w świecie królików też znana szeroko. Nie bez powodu. Co prawda w tym roku nie poznałyśmy słynnych Space Rabbits, ale nadrobimy to (taką mamy nadzieję).

Wymyślili nas organizatorzy, wśród nich, rzecz jasna „Grupa AD HOC” z Krakowa. Ci to mają pomysły! Taki „Festiwal” zorganizować to tylko oni mogli. I to międzynarodowy. Słyszałyśmy, że wycinają nas na ImproFest 2015 i że organizują go, jak zwykle, razem ze „Stowarzyszeniem PAKA”.

Aneta_13

Uzbrojenie SuperWolo. (fot. A. T.)

PIĄTEK

W piątek zaczęła się nasza misja. Przystrojono nami caaaały hol. Poza tym pomagałyśmy też przy szykowaniu recepcji i kącika dla prasy. Słyszałyśmy też sporo informacji wymienianych na korytarzu przez organizatorów. Nie od parady mamy takie pokaźne uszy. Wiemy na przykład, że na gości z całej Polski (a nawet i zza granicy!), którzy brali udział w części artystycznej, czekały pokoje z niespodziankami. Oj, ciekawe jesteśmy, jak przyjęli te atrakcje. Grzegorz Dolniak z „Przyjezdnych” (Warszawa) był chyba zadowolony.

Warto było spędzać całe dnie na korytarzach, naprawdę! Po schodach biegali członkowie „Grupy AD HOC”, był Szymon Majewski, grupa Teraz z Torunia. Wolontariusze, techniczni i organizatorzy dwoili się i troili, rozkładając roll-upy, banery, przygotowując garderoby, recepcję, szykując kącik prasowy, rozdając identyfikatory gościom. I takie balony były, chyba na naszą cześć, bo białe i różowe.

Później nasi koledzy z sali przekazali nam, że na scenie wystąpili „Przyjezdni” (Warszawa) ze spektaklem Pendolino, grupa „Teraz” (Toruń) zagrała „Wlesie”, a grupa AD HOC (Kraków) zaprezentowała Wieczór komedii improwizowanej, a Szymon Majewski był gościem specjalnym. Słyszałyśmy śmiech z sali aż na korytarzu. A, no i prowadzili to wszystko Michał Ociepa i Michał Próchniewicz. Podobno najlepsi konferansjerzy wieczoru, jeśli nie Festiwalu (co najmniej)!

Aneta_7

Nasi na sali. Przyczaili się i czekają. (fot. A. T.)

SOBOTA

W sobotę, jak się dowiedziałyśmy podsłuchując rozmowy wolontariuszek na korytarzu (nieładnie podsłuchiwać, wiemy, ale i tak nie miałyśmy nic do roboty na tych ścianach), rano było śniadanie dla gości. I tak już miało być do poniedziałku. Miłe. Też lubimy, jak nam ktoś podsunie marchewkę (np. z origami) na śniadanko.

W sobotę było trochę mniej biegania, bo nas już wszystkie zamontowano. Co prawda kilka z nas straciło wątek i padło ze zmęczenia, ale szybko uniosły nas troskliwe dłonie wolontariuszy i przyczepiły na właściwych miejscach. Upadł król, niech żyje król (hehe, taki dowcip branżowy).

Przez cały „Festiwal” obserwowałyśmy też, jak przedstawiciele mediów kręcą wywiady z gwiazdami „ImproFestu”. Ale zabawa!

Aneta_4

Kącik dla prasy. Tutaj też nas pełno. (fot. A. T.)

Co do improwizowania, widziałyśmy, że wolontariusze tez musieli się nieźle nagimnastykować, żeby wypełnić luki w planie. Zdolne bestie. Dobrze, że mieli okazję podwędzić czasem jakieś ciasteczko z cateringu (ups, a może nie powinnyśmy o tym wspominać?). Cieszymy się, że nie było potraw z królika. To by nam się nie spodobało. (Ale z tego, co mówili nasi przedstawiciele z garderoby, to jedzenie było super. Sprawdźcie na stronie organizatora dobroczyńców, co je tam dowozili, bo takich informacji nigdy za wiele, prawda?)

Wieczorem znowu było słychać echa śmiechu z sali. A zebrała się naprawdę spora publiczność. Wystąpili tym razem przedstawiciele impro z Gdańska – „Peleton”, ze spektaklem Coś nieoczekiwanego, „Improkracja” (Wrocław) z Improkracja penetruje. A potem był taki duuuży koncert z „AD HOC”, „Peletonem”, „Improkracją”, „Teraz”, „Przyjezdnymi” i „Musicalem Improwizowanym” (Warszawa), pod tytułem Punkt wyjścia. Właściwie to był punkt zejścia, bo po tym spektaklu wieczór się zakończył.

Aneta_8

Opanowałyśmy całą  recepcję. (fot. A. T.)

NIEDZIELA

Z niedzieli niewiele pamiętamy. Jak już nikogo nie było w nocy, to zlazłyśmy z tych ścian, i potupałyśmy trochę do rytmów z małej sali. Tamci to się dopiero bawili! Aż dudniło. Rano wróciłyśmy na miejsca, ale niewykluczone, że część z nas pomyliła miejscówki. Nikt nie zauważył, bo chyba wszyscy byli w naszym stanie. Ponoć nazywa się to „Rotunda 5 rano”.

Te z plakatów nad kącikiem prasowym to nawet się nie zdążyły porządnie do ścianki dokleić, bo potem widziałyśmy, że wolontariuszki je poprawiały. Szanujemy to. Ich sprawa.

Ostatni dzień ImproFestu otworzył „Musical Improwizowany” ze spektaklem Dwudziesty pierwszy wiek. później byli goście ze Słowenii – „IGLU Theatre” z Three faces. No i na końcu wieeelki finał ze wszystkimi uczestnikami Festiwalu. Gościem specjalnym tego dnia była Aneta Zając. Słyszałyśmy, że bardzo się podobało.

Później publiczność opuściła salę, w garderobie zostali jeszcze artyści, a wolontariusze zaczęli składać dekoracje. Zebrali nas do pudełek i teraz czekamy na przyszły rok, aż znowu nas wyciągną i powieszą na ścianach, bo to była genialna zabawa. Na pewno jeszcze o nas usłyszycie.

Agata_2

Upadł król… Niech żyje król! Hłe, hłe, hłe. (fot. A. N.)

ZEZNANIA ŚWIADKÓW

A tak o koncertach festiwalu opowiadali nam później świadkowie tych wydarzeń:

Paulina
Widziałam „Wieczór Komedii Improwizowanej” Grupy AD HOC. Do AD HOCów zawsze chętnie wracam. Nie ukrywam, że to moja ulubiona grupa impro. Z biegiem lat stają się coraz lepsi. I naprawdę lubię te „Wieczory”, nigdy mnie nie rozczarowują, a widziałam ich już sporo. Tym razem też wyszło wspaniale.

Udało mi się obejrzeć także „Improkracja Penetruje”. Ciekawa forma. Nie wszystkie scenki podobały mi się w równym stopniu, ale ta „Improkracja” również jest bardzo mocną grupą, może nieco bardziej teatralną niż kabaretową w charakterze. Na pewno są świetni technicznie. To był dobry spektakl, wspominam go z przyjemnością.

Aneta
W piątek miałam okazję oglądać występy „Przejezdnych”, „Teraz” oraz „Wieczór Komedii Improwizowanej” „Ad Hoc”, ze specjalnym udziałem Szymona Majewskiego. Program pierwszej z wymienionych grup bardzo mi się podobał, miał ciekawe wątki, był dynamiczny, nie pozwalał widzowi się nudzić. Druga z grup nie przypadła mi do gustu. Według mnie na scenie był straszny chaos i zbyt dużo absurdu. Ostatni występ powalił mnie na kolana. Widziałam kilkakrotnie występy „Ad Hoc” i byłam przygotowana na to, że dadzą czadu, ale nie sądziłam, że aż tak! Majstersztyk. Brawo, brawo, brawo! Ponadto nie mieli łatwego zadania, ponieważ występowali z gościem specjalnym, dla którego improwizacja to nowość, ale wybrnęli z tego obronną ręką. Widać było, że Szymon czuje się wśród nich jak syrenka w wodzie (na dodatek pędząca bimber).

W sobotę pozwoliłam sobie zobaczyć występy „Peletonu”, „Improkracji” oraz „Punkt wyjścia” Ad Hoc. Od roku jestem fanką „Peletonu”, tak że co do tej grupy się nie zawiodłam, dali świetny popis swoich umiejętności. „Improkracja” ze swoim programem „Improkracja Penetruje” na pewno zadziwiła widza, bowiem do fragmentów początków filmów pornograficznych, dogrywali swoje własne zakończenia. Pomysł ciekawy, a i wykonanie dobre. Z występów improwizatorów podczas „Punktu wyjścia”, oczywiście najbardziej podobała mi się interpretacja „Ad Hoc’ów”. I już chyba nic więcej nie napisze, bo pomyślicie, że jestem mało obiektywna, ale to co oni robią na scenie przemawia do mnie i bawię się przy tym świetnie!

Karina
Z racji tego że byłam wolontariuszem, nie miałam okazji zobaczyć wszystkich występów podczas „ImproFestu”, ale z tych które udało mi się obejrzeć jestem bardzo zadowolona. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Szymon Majewski, którego pierwszy raz widziałam w roli improwizatora, i który według mnie podołał powierzonemu mu zadaniu. Z grup improwizacyjnych najbardziej podobała mi się „Improkracja”. Nie ukrywam, ze formę „Improkracja penetruje” miałam okazję widzieć po raz pierwszy i powiem też, że trochę się jej bałam, ale zostałam pozytywnie zaskoczona, jak zawsze. Wielki szacunek należy się także „Musicalowi improwizowanemu”, który mimo tego, że wystąpił po raz pierwszy na „ImproFeście”, tak szybko wzbudził sympatię i miłość rotundowskiej publiczności.

Jan Rabbit (dyżurny królik sceniczny)
Nie podobało mi się. To znaczy formalnie ok, ale nie było nic o królikach. Skandal! Hańba! Ujma! … [Dalszą wypowiedź ocenzurowano ze względu na jej brutalność – Red.].

Festiwalowe wspomnienia KRÓLICZKÓW IMPROFESTU spisała PAULINA JARZĄBEK

Wakacyjna PAKA z Pompą [reportaż]

KTO?
Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej „PAKA”

CO?
Wakacyjna PAKA z Pompą

KIEDY?
12.06-28.08.2015 r. [w każdy piątek o 20.00, wyjątek: 14.08 – o 20.30]

GDZIE?
Scena Przy Pompie, Plac Św. Ducha 4

Lato zazwyczaj oznacza koniec sezonu artystycznego dla artystów scen i otwarcie sezonu imprez plenerowych. W tym roku Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej „PAKA” postanowiło zaprezentować swoim widzom wakacyjny przekrój młodej sceny kabaretowej. Kto akurat spędzał czas w mieście, nie musiał martwić się o piątkową rozrywkę – „Wakacyjna PAKA z Pompą” zapewniała ją co tydzień. To pierwsza tego typu impreza cykliczna „PAKI”, przygotowana we współpracy ze „Sceną przy Pompie”, należącą do Teatru im. Juliusza Słowackiego. Nie można bardziej krakowsko… A może jednak?

Legendarna krakowska publiczność w wydaniu letnim.

Czym PAKA bogata, czyli co mogliśmy zobaczyć

Stand-up, one-man/woman-show, kabaret klasyczny, koncert, improwizacja… Słowem chyba wszystkie możliwe formy, poza pantomimą, które obecnie można znaleźć na estradach kabaretowych. Można było wpaść raz w tygodniu, żeby sprawdzić, co nam się najbardziej podoba, tym bardziej, że cena nie była zbyt wygórowana (15 zł za spektakl i możliwość spędzenia czasu w uroczym ogródku przy słynnej Pompie). Kto miał ochotę, mógł dodatkowo uraczyć się chłodnym napojem chmielowym, lub innymi specjałami kawiarnianymi.

Karol nie radzi.

Co zadecydowało o doborze artystów do cyklu? Po tę informację sięgnęłam do źródła, czyli do samej „PAKI”.

Izabela Leonarczyk (Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA)
„Organizatorem cyklu jest Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA – niesie to dla nas naturalną konsekwencję, by do występów zaprosić artystów, którzy brali udział w Konkursie pakowskim, byli Laureatami, lub chociaż pokazali się z dobrej strony podczas Przeglądu. Jak jednak łatwo zauważyć, nie wszyscy z występujących spełniają to kryterium. Ponieważ kolejnym wyznacznikiem, jaki nam przyświecał, było pokazanie jak największej ilości form kabaretowych i około kabaretowych – stąd oprócz klasycznego kabaretu piosenka kabaretowa, stand-up, one man show, improwizacja. Ostatni, bardzo ważny wyznacznik był najbardziej ogólny – pokazanie krakowskiej publiczności „młodych zdolnych” kabaretów (tak, wiem jak wyświechtana to formułka, jednak naprawdę adekwatna), z którymi być może nigdy wcześniej nie mieli okazji się zetknąć, a szkoda.”

Od 12 czerwca do 28 sierpnia mogliśmy obejrzeć siedemnaście podmiotów artystycznych, w tym np. Izę Kałę w spektaklu Kredyt Zaufania i programie stand-up’owym (razem z Agatą Biłas, w tandemie „Same Baby”). Antoni Gorgoń Grucha, czyli Damian Kubik, agitował na scenie swoim politycznym wystąpieniem. Karol Kopiec i Rafał Pacześ przedstawili dwa kompletnie różne oblicza stand-up’u, a kabarety „Dabz” (Wrocław) i „Tiruriru” (Zielona Góra) swoje programy kabaretowe.

Antoni Gorgoń Grucha może być Waszym kandydatem na prezydenta.

Przede wszystkim było jednak wielu przedstawicieli krakowskiego środowiska kabaretowego: „Stand-Up Kraków”, „7 minut Po”, „Nomen Omen” (jako support „Samych Bab”), „Grupa AD HOC”, „Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn”, Janek Malinowski (z Łukaszem Zaczkiem), „Róbmy Swoje”. Było w czym wybierać. W to mi graj!

Ogródek – szczególny rodzaj pleneru

Ogródek kawiarniany to całkiem niezłe miejsce na wakacyjny relaks. Obserwując przepełnione stoliki na zewnątrz krakowskich knajp przy Rynku Głównym w sezonie letnim, łatwo można stwierdzić, że jest to opinia dość powszechna. Czemu by więc w takich warunkach nie obejrzeć spektaklu kabaretowego, przepijając kolejne wybuchy śmiechu napojem chłodzącym? Niekoniecznie z alkoholem, ale co kto lubi. O powód wyboru akurat takiego miejsca zapytałam ponownie jedną z organizatorek cyklu:

Izabela (PAKA)
Dlaczego Scena Przy Pompie – jest to miejsce z tradycją, historią i renomą, kryjące się w cieniu Teatru im. J. Słowackiego. A przede wszystkim – to miejsce z niesamowitym klimatem i kameralną atmosferą. Położone w samym centrum dużego miasta, a gdy się tam przychodzi ma się wrażenie, że przeniosło się gdzieś w miejsce bardzo ustronne, na peryferiach małego miasteczka, gdzie czas płynie wolniej a wszyscy są uśmiechnięci. To idealne plenerowe miejsce na gorące letnie wieczory, dające satysfakcję i radość oglądania publiczności i komfort występowania artystom.
A mówiąc o miejscu, nie sposób nie wspomnieć o naszym Partnerze w organizacji tego cyklu – Cafe Mimika w Teatrze im. J. Słowackiego. To dzięki nim mogliśmy w każdy wakacyjny piątek gościć w tym pięknym miejscu.

No dobrze, a jakie były wrażenia samych artystów? Jak oceniają swoje występy w tych „pięknych okolicznościach przyrody”? Dobre samopoczucie na scenie to połowa sukcesu. Sądząc po reakcjach widowni, które miałam okazję zaobserwować, również i kabareciarze wczuli się w wakacyjny charakter „Sceny Przy Pompie”.

Marek (7 minut Po)
„Pomimo dość chłodnej aury tego dnia w Krakowie, a także niekompletnego składu kabaretu, to był naprawdę udany występ. Pozytywnie odebrana próba połączenia dwóch naszych programów, PAONU oraz LAUDANUM, w jeden półtoragodzinny. Z innymi imprezami plenerowymi porównanie raczej nie ma sensu, ze względu na fakt, iż imprezy te w moim odczuciu cechują się zupełnie innym charakterem.”

Matełko King (SMKKPM)
„Może źle o mnie to świadczy, ale nie znałem wcześniej tego miejsca. Jest rewelacyjne, bardzo urokliwe, przytulne, zielone i myślę, że wszyscy czują się tam swobodnie, co znacząco wpływa na przyjemność z występu.”

Magda (Nomen Omen)
„Z pewnym lękiem czekałyśmy na ten występ, ponieważ nigdy wcześniej nie grałyśmy w plenerze. Na szczęście było bardzo sympatycznie, kameralnie i swobodnie. To przyczyniło się do tego, że widownia chętnie brała udział w przygotowanych skeczach.”

„I ja tam byłam…”, choć piwa nie piłam

Ja, jak to ja, na PAKĘ z pompą skusiłam się przede wszystkim ze względu na krakowskie rodzynki estradowe. Od dłuższego czasu uważam, że Kraków kabaretem stoi. I to nie tylko dlatego, że to tutaj powstał pierwszy polski kabaret.

W Krakowie mam wszystko, czego mi, jako widzowi kabaretowemu, do szczęścia potrzeba. Przede wszystkim wspaniałych artystów piosenki, bo piosenki to zdecydowanie 90% moich zainteresowań estradowych. Dobrze napisana i wykonana piosenka kabaretowa stanowi osobny świat. Jest bytem multimedialnym, w znaczeniu wykorzystywania wielu środków przekazu. Mamy w niej warstwę literacką, muzyczną i teatralną, bo zazwyczaj jest nie tylko dobrze wykonana, ale i odpowiednio zinterpretowana, nierzadko przy pomocy rekwizytów.

Dlatego w czasie koncertu „Sekcji Muzycznej Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn”, już bez Oli, ale nadal we wspanialej formie, byłam wniebowzięta. Zawsze jestem. Jest to jeden z zespołów, który polecam zawsze z czystym sumieniem. Koncert w ramach wakacyjnego cyklu PAKI był o tyle wyjątkowy, że pojawiło się na nim kilka nowości, m.in. piosenka o superbohaterze. Ale kto by potrzebował superbohatera, jeśli ma pod ręką takich super (choć zwykłych) chłopaków, jak panowie z „Kuźni”. W dodatku odsłaniających wrażliwszą stronę mocy, bo przyznających się do swoich Kobiecych Pragnień. Emanuje z nich esencja dobrej zabawy, co udziela się i publiczności.

Matełko – wirtuoz gitarrry.

Pozostając w klimatach muzycznych nie mogę nie wspomnieć o znakomitym programie „Kabaretu Róbmy Swoje”. Biuroza jest programem doskonałym. Już o tym kiedyś wspominałam – dla mnie to kabaretowa odsłona musicalu. Nie da się nie lubić. Zwłaszcza, że biurowa tematyka jest bliska sporej części społeczeństwa. A piosenki z tego programu znalazły się również na płycie, Róbmy Swoje Piosenki, której to sceniczną odsłonę mogliśmy podziwiać na „Scenie Przy Pompie”. Wielka szkoda, że ostatnio pod marką „Róbmy Swoje” nic nowego (poza wspomnianą płytą) nie powstaje, bo są to produkty estradowe najwyższej jakości.

Kabaret Róbmy Swoje odmłodzony na scenie.

Do artystów, których mogę oglądać nieskończoną ilość razy i nigdy mi się nie nudzą zalicza się również „7 minut Po”. Według mnie jest to najbardziej klasyczny w formie kabaret artystyczno-literacki, w którym tekst nie jest tylko kłopotliwym dodatkiem do szeregu gagów, ale tworzywem artystycznym. Dodatkowo oczywiście pojawiają się utwory słowno-muzyczne. Bardzo dobre. Na „Scenie przy Pompie” zabrakło co prawda Maćka Kwiatkowskiego, ale pozostała czwórka radziła sobie całkiem nieźle. Sytuacja wymusiła nowe wersje starych numerów, pochodzących z programów Laudanum i PAON. I chociaż co do piosenki o sprzątaczce Apolonii mam mieszane uczucia (bo chociaż z przesłaniem niejako się zgadzam, to ta forma jest dla mnie chyba zbyt ostra), to nie da się ukryć, że tekst jest zrymowany świetnie. Nie zabrakło postaci demonicznego Kucharza i Śmierci (Adam Wacławiak), Grzesia (Michał Wiewióra) brylującego muzycznie w piosence Pudło i Barmana (Marek Stawarz) wygłaszającego życiowe mądrości. W roli ćmy barowej – Magda Ślósarz. Zawsze podobała mi się w „Siódemkach” równowaga między muzyką i tekstem, oraz między sekcją muzyczną i aktorską.

Kucharz z piekła rodem w akcji.

W pamięć zapadł mi również występ „Grupy AD HOC”, która w czteroosobowym składzie improwizowała na scenie rzeczy nie z tej ziemi. „Krakowską masakrę gumowym kurczakiem” będę wspominać jeszcze długo.

Grupa AD HOC w szale uniesień scenicznych.

Ogólnie udało mi się obejrzeć siedem z dwunastu spektakli w ramach „Wakacyjnej PAKI z Pompą”. Spoza kręgu krakowskiego zapamiętałam dość dobrze m.in. grupę stand-up’ową „Same Baby”, w której, zgodnie z nazwą grupy, monologi serwują same baby. Niewiele jeszcze w Polsce kobiet, które się tą sztuką trudnią. Supportujący je kabaret „Nomen Omen” (Magdalena Kubicka, Karolina Buszczak) to także grupa kobieca, więc rzeczywiście bab na scenie tego wieczoru nie brakowało. Choć prezentowany przez dziewczyny styl to nie do końca moja bajka, to trzymam kciuki za „Nomenki”, bo przyda się więcej kobiet w polskim kabarecie. I z przyjemnością obserwuję, jak z każdym spektaklem się rozwijają.

Iza Kała opowiada.

A co na to inni? Przegląd opinii z perspektywy widza.

Nie ma kabaretu bez publiczności. Poniżej prezentuję wypowiedzi kilku osób, które miały okazję uczestniczyć w wydarzeniach cyklu także jako widzowie.

P1170673„Nasza” na widowni. Aneta bawi się świetnie.

Magdalena (Miłośniczka kabaretu)
„Pompa to zaskoczenie lata. Chyba nie tylko mnie mało było Paki, dlatego wpasowała się ona idealnie w wakacyjny klimat. Wprawdzie „sala” pod chmurką rzadko była wypełniona po brzegi – pewnie przez urlopowe rozjazdy – niemniej jednak ci, którzy przyszli raczej nie żałowali. Było wszystko, co jest potrzebne do dobrej zabawy: wspaniali artyści, doborowe towarzystwo, świeże powietrze, a nawet okienko barowe. Mam nadzieję, że Wakacyjna Paka z Pompą na stałe wpisze się w kabaretowy repertuar.”

Aneta (Verbum Na Polu)
„Rafał Pacześ i Karol Kopiec, których występ miałam okazję oglądać, dali prawdziwy pokaz stand-up’u. Rafał pokazał szeroki wachlarz tematów, które poruszały sprawy codzienne, patrząc na nie z tej śmieszniejszej strony. Karol Kopiec przedstawił część swojego programu, stawiając na interakcje z publicznością i luźną (ale także śmieszną) pogawędkę. Prawdziwym hitem wieczoru była wycieczka młodzieży z Elbląga, którzy przypadkiem natrafili na występ Kopca, wdając się z nim w rozmowę. Podsumowując, bawiłam się świetnie, wyszłam z obolałym brzuchem i szczęką od śmiechu. Sami artyści chyba także dobrze się czuli, bowiem występ przedłużył się o ok. 30 min. To z pewnością nie był zmarnowany wieczór.”

Agata (Verbum Na Polu)
„Chociaż miałam okazję widzieć jedynie występ Izy Kały, który niewątpliwie bardzo przypadł mi do gustu, to cały cykl Wakacyjnej PAKI z Pompą uważam za strzał w dziesiątkę. Młode kabarety w letnie, piątkowe wieczory na klimatycznej scenie w otoczeniu Teatru im. J. Słowackiego stworzyły zestaw idealny, trafnie dopełniający wakacyjną ofertę kulturalną Krakowa.”

Matełko King (SMKKPM)
„Całą imprezę oceniam w ogóle na piątkę z plusem. Bardzo dobry repertuar, zróżnicowane występy i totalna rewelacja.”

Izabela (PAKA)
„Jako widz jestem całym cyklem bardzo usatysfakcjonowana, i mówię to bardzo szczerze i z pełną odpowiedzialnością. Z tygodnia na tydzień coraz bardziej czekałam na kolejny piątkowy występ. Trudno wskazać jeden element, który podobał mi się najbardziej, bo wszystkie składały się na wyjątkowość tego cyklu. I w tym jest cała tajemnica. Powtarzając i podsumowując: ciepłe, pogodne, letnie wieczory „pod chmurką” a w centrum miasta, kameralna atmosfera miejsca, śmiech, zabawa i radość, różnorodność i zmienność form, wysoki poziom występów – czegóż trzeba więcej.”

Monika [Początkująca fanka kabaretu na żywo]
„Podobała mi się kameralna atmosfera tego miejsca, to że mogłam obejrzeć kabarety, o których dotąd tylko słyszałam, na świeżym powietrzu. Poza tym lokalizacja była bardzo przyjazna przyjezdnym, co również miało dla mnie znaczenie. Świetnie się bawiłam. Mam nadzieję na powtórkę za rok.”

„Summer time” w stylu PAKI

„PAKA” ułożyła interesujący scenariusz wakacji w mieście dla mola kabaretowego: różnorodny repertuar, miejsce w sam raz na letni relaks i możliwość poznania młodej sceny kabaretowej. I chociaż nie mogę powiedzieć, że wszystko, co widziałam, podobało mi się w równym stopniu, to chętnie wrócę pod „Scenę Przy Pompie” za rok.

PAULINA JARZĄBEK

Pełna lista występów w ramach cyklu „Wakacyjna PAKA z Pompą”:

12.06: Iza Kała, „Kredyt Zaufania”
19.06: Stand-Up Kraków (Marcin Zbigniew Wojciech, Adam Grzanka i Tomek Biskup)
26.06: Same Baby, support: Nomen Omen
03.07: Antoni Gorgoń Grucha (vel. Damian Kubik)
10.07: Kabaret 7 minut Po, „Laudanum” + „PAON”
17.07: Karol Kopiec i Rafał Pacześ
24.07: Kabaret Dabz
31.07: Grupa Ad Hoc
07.08: Kabaret Tiruriru
14.08: Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn
21.08: Janek Malinowski i Łukasz Żak Zaczek
28.08: Kabaret Róbmy Swoje, „Róbmy Swoje Piosenki”