Archiwum kategorii: Bez kategorii

19. Mazurska Noc Kabaretowa [relacja/recenzja]

Co?

19. Mazurska Noc Kabaretowa

Kiedy?

8 lipca 2017 roku

Gdzie?

Amfiteatr w Mrągowie

Kto?

Ani Mru-Mru, Artur Andrus, Jerzy Kryszak, Ireneusz Krosny, Katarzyna Pakosińska, Kabaret Pod Wyrwigroszem, Ewa Błachnio i Muzikanty, Formacja Chatelet, Ciach, Jurki, Antoni Gorgoń Grucha, Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn

 

19510520_10150860342914990_883418461102580172_n

 

Pod hasłem „19. Mazurska Noc Kabaretowa” kryje się nie tylko wieczór pełen zabawy i śmiechu przy najlepszych skeczach kabaretowych, cudowna atmosfera mrągowskiego Amfiteatru, otoczonego Jeziorem Czos oraz drzewami, ale również ogrom pracy reżysera, artystów, organizatorów.

Próby zaczęły się w piątek w samo południe i trwały do samej nocy z niewielkimi przerwami. Na próbach skrupulatnie ćwiczono skecze, choreografię do wspólnych piosenek, zejścia, wejścia, sprawdzano czy skecz mieści się w zaplanowanym czasie… No dosłownie przećwiczono wszystko co było możliwe, od deski do deski.

19814205_1421612721239056_1489425192_o

Drugi dzień zaczął się również od prób, tym razem już z kamerami. Mimo późnego zakończenia prób dnia poprzedniego, wszyscy artyści zjawili się punktualnie w Amfiteatrze. Telewizja rządzi się własnymi prawami i niestety ze względu na czas trzeba było wyciąć ze scenariusza skecz Ireneusza Krosnego, Formacji Chatelet i mini monolog Marylki. Próby trwały do późnego popołudnia. Po nich nastąpiło oficjalne odsłonięcie podpisów na legendarnej ścianie Mazurskiej Nocy Kabaretowej, znajdującej się tuż przy Amfiteatrze. W tym roku znalazły się na niej podpisy Artura Andrusa i Jerzego Kryszaka.

19876178_1425908984142763_342481784_o

Zabawa w Amfiteatrze zaczęła się już o godzinie 19:30. Na scenie pojawili się Sasza i Znany Wojtek Kamiński z Kabaretu Jurki, aby rozgrzać zgromadzoną publiczność.

Pierwsza część rozpoczęła się piosenką, którą zaśpiewał Jabbar (Marcin Wójcik) oraz wszyscy artyści tegorocznej 19. Mazurskiej Nocy Kabaretowej. A hasłem przewodnim było „Na fali sukcesu”. Całość żwawo poprowadził Artur Andrus. W tej części mogliśmy zobaczyć skecze Kabaretu Ani Mru Mru i Jurki, pantomimę Ireneusza Krosnego oraz mini monolog z piosenką Artura Andrusa. W tym fragmencie najbardziej podobał mi się skecz Ani Mru Mru „Sanatorium”, ponieważ został on ciekawie przedstawiony i mimo, że był dość długi- nie było miejsca na nudę. Skecz został skonstruowany w sposób bardzo przemyślany, a to zapewne zasługa doświadczenia jaki posiadają członkowie kabaretu. Podobała mi się także piosenka „Baba na psy” Artura Andrusa, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego… 😉 Andrus generalnie jest mistrzem w tym co robi, piosenka wpada w ucho, tekst jest spójny i logiczny. Jest to jedna z dwóch piosenek, przy których świetnie bawiłam się na próbach.

Jeśli myślicie, że w przerwie telewizyjnej nie dzieje się nic w Amfiteatrze to się grubo mylicie! Wtedy również publiczność zabawiają kabarety, nie jest to po prostu emitowane w TV. W tej przerwie widzów zabawiała Formacja Chatelet.

19829886_1421494631250865_1855196719_o

Drugą część prowadził Jerzy Kryszak, a piosenkę powitalną śpiewał Michał Pałubski wraz z pozostałymi artystami. W tym fragmencie hasłem było „Na fali przemian”, a pojawili się Kabaret Pod Wyrwigroszem, Formacja Chatelet, Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn oraz wspomniany prowadzący Jerzy Kryszak. To była moim zdaniem najsłabsza część 19. Mazurskiej Nocy Kabaretowej. Wyrwigrosze zdecydowanie za długo jak dla mnie. Chatelet i mini monolog Kryszaka- odgrzewane kotlety. Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn z piosenką „Grill” uratowała tę część. W przerwie publiczność zabawiał Kabaret Ciach.

Trzecia część była w całości poświęcona kabaretowym kobietom. Piosenkę początkową zaśpiewały: Ewa Błachnio, Gosia Czyżycka, Marylka Litwin-Sobańska, Kasia Pakosińska, Beata Rybarska i Basia Tomkowiak. W tym fragmencie hasłem było „Na fali kobiecości”, a mogliśmy zobaczyć Kabaret Ani Mru Mru, Ciach, wspólny skecz wszystkich dziewcząt z kabaretów, monolog Kasi Pakosińskiej oraz piosenkę w wykonaniu Ewy Błachnio i Muzykantów. Tym razem nie przemówił do mnie skecz Ani Mru Mru „Gunnar”. W moim odczuciu był trochę za długi i zbyt wieloznaczny, co nie zmienia faktu, że publiczność bawiła się świetnie (przynajmniej ta w Amfiteatrze). Wspólny skecz dziewcząt i monolog Pakosńskiej najbardziej przypadł mi do gustu. Skecz krótki i na temat, riposta za ripostą obśmiewająca kobiety, a rzadko się zdarza, żeby kobiety śmiały się z kobiet. Monolog artystki był polityczny, ale przekazany w sposób przystępny i wyważony. W przerwie widzów zabawiał kandydat na prezydenta Antoni Gorgoń Grucha.

Czwartą część poprowadził Kabaret Pod Wyrwigroszem, piosenkę początkową zaśpiewał Andrzej Kozłowski i artyści występujący w tej części, a hasłem było „Na fali życia”. Zaprezentowali się w niej Kabaret Ciach, Pod Wyrwigroszem, Antoni Gorgoń Grucha oraz Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn. W tym fragmencie zdecydowanym przebojem okazał się występ Andrzeja Kozłowskiego z piosenką „Po co nam drzewa”. Myślę, że mogę okrzyknąć tę piosenkę hitem 19. Mazurskiej Nocy Kabaretowej. 😉 Kandydat na prezydenta zdobył serca publiczności zgromadzonej w mrągowskim Amfiteatrze, mojego nie musiał, bo już je dawno zdobył. Kabaret Pod Wyrwigroszem w tej części lepiej niż w poprzednich. Na zakończenie kabaretonu Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn wykonała piosenkę pożegnalną pod tytułem „Wakacje”. Za oprawę muzyczną wieczoru odpowiedzialny był zespół The Jobbers.

19724142_1421494654584196_1428077245_o

Podsumowując całość kabaretonu, uważam, że była to jedna z najlepszych nocy kabaretowych, jakie było mi dane oglądać. Była to moja pierwsza wyprawa na Mazury i pierwsza Mazurska Noc Kabaretowa oglądana od kulis i na żywo w Amfiteatrze. Zaś druga realizacja telewizyjna tego typu wydarzenia, w którym mogłam uczestniczyć. Żadne słowa nie oddadzą atmosfery jaka panuje w mrągowskim Amfiteatrze podczas trwania prób czy kabaretonu. Jest wprost magicznie i niesamowicie! Zachęcam każdego do odwiedzenia tego wspaniałego miejsca!

ANETA TABISZEWSKA

Na miotle do kabaretu… [Wywiad z Gwiazdą Bez Przesady]

 

n-ways-todecoratewith-lants

Zadebiutowała rok temu na scenie krakowskiej Rotundy, podczas 32. Przeglądu Kabaretów Amatorskich PAKA i natychmiast podbiła serca widzów. Swoją upartością i wytrwałym dążeniem do celu udowadnia, że chcieć to móc, a wydarzenia z jej życia pokazują, że marzenia się spełniają… nieoczekiwanie. Jak sama o sobie mówi, jest kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boi, co odzwierciedla w życiu wcielając się w różne role. Objawienie ostatniego roku – Gwiazda Bez Przesady.

 

Dziennikarka: Witam największą kabaretową Gwiazdę ostatniego roku…

Gwiazda Bez Przesady: Dzień dobry, owszem działo się wiele przez ten rok, na co absolutnie nie narzekam!

D: Zanim zapytam cię o szczegóły twojej sławy, opowiedz nam, od jak dawna interesujesz się kabaretem?

G.B.P: Kabaretem zaczęłam interesować się jako nastolatka. Od zawsze byłam radosnym dzieckiem, uwielbiałam się śmiać i oglądać festiwale kabaretowe. Jednak myślę, że momentem przełomowym w moim życiu, kiedy stwierdziłam, że chciałabym być  jakąkolwiek częścią kabaretu, było odkrycie przeze mnie improwizowanego serialu „Spadkobiercy”, który dosłownie powalił mnie na kolana! Wtedy zaczęła kiełkować we mnie myśl, aby coś zadziałać w tym kierunku.

D: I stało się, lecz nie tak szybko, jak twoja nagła, późniejsza sława… Po kilku latach weszłaś w ten świat.

G.B.P: Tak, długo nie mogłam się dostać do świata kabaretu. Jednak nie rezygnowałam i starałam się być chociaż bierną jego częścią w postaci widza i zapalonej fanki, zarówno wszelakich programów kabaretowych, jak i festiwali, i występów na żywo. To również nie było proste, ponieważ o ile dostęp do telewizji miałam nieograniczony, o tyle do występów na  żywo dostęp już nie był taki prosty.

D: Dlaczego?

G.B.P: Pochodzę ze wsi, która znajduje się pod Kielcami. Kielce nie są miastem wybitnie kulturalnym, gdy byłam w gimnazjum czy liceum mało się w nim działo, góra dwa, trzy występy do roku, to było coś. Wiejskie festyny też nie stawiały na kabaret, ale na gwiazdy muzyczne. Chociaż pamiętam, na dwóch festynach pojawiły się kabarety – jeden to był bodajże Kabaret Jurki, a drugi Kabaret Skeczów Męczących. Wiem, że teraz jest lepiej pod tym względem, jest Polska Noc Kabaretowa, Świętokrzyska Gala Kabaretowa, organizowane są też jakieś małe festiwale. Druga kwestia to oczywiście pieniądze, jako zapalona fanka musiałam mieć miejsce w pierwszym rzędzie, a wiadomo, to trochę kosztowało.

D: Jak to się stało, że w końcu zaczęłaś czynnie uczestniczyć w życiu kabaretowym?

G.B.P: Cieszę się, że o to pytasz, bo bez przesady, ale to jest po prostu moja opowieść życia! Gdy dostałam się na studia do Krakowa, myślałam, że wszystkie drzwi będą stać dla mnie otwarte na oścież. Myślałam, że w końcu spotkam ludzi, którzy podobnie jak ja interesują się kabaretem. Myliłam się i to bardzo. Na moim roku nikt nie interesował się tego typu rozrywką. Wracając pewnego dnia do mieszkania stwierdziłam, że tak dłużej być nie może! Bo nie jest przecież możliwe, żeby nikt oprócz mnie nie interesował się kabaretem, ale przede wszystkim niemożliwością było to, żeby w takim mieście jak Kraków nie działo się nic kabaretowego. I tak wertując strony internetowe natrafiłam na studia kabaretowe organizowane przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA. Bez namysłu, natychmiast się zgłosiłam. Jednak studia nie ruszyły, ponieważ było za mało chętnych. I tutaj następuje moment kulminacyjny, od którego wszystko się zaczęło. Alicja – osoba, która zajmowała się rekrutowaniem ludzi na studia, zaproponowała mi wolontariat kabaretowy właśnie przy wspomnianym Stowarzyszeniu. I tak oto, 4 lata temu, wstąpiłam w zaszczytne szeregi  pakowskich wolontariuszy, wchodząc tym samym w świat kabaretu.

D: Brzmi jak zrządzenie losu…

G.B.P: Bo tak właśnie było! Powtarzam to wielokrotnie: nic nie dzieje się przez przypadek, wszystko jest zaplanowane, gdzieś tam na górze. Bo jak wytłumaczyć fakt, że rekruterka zaproponowała mi wolontariat, jeśli nie miała w zwyczaju tego praktykować? To było mi pisane, ale musiałam zawziąć się w sobie, wziąć się w garść i działać, reszta potoczyła się już z górki. Dlatego z tej okazji mam przesłanie do wszystkich: uwierzcie, że marzenia się spełniają, co pewnie jeszcze nie raz udowodnię w tej rozmowie.

D: Mam nadzieję. Jak się czułaś, gdy już byłaś po tej drugiej, wymarzonej stronie?

G.B.P: Świat kabaretu był i nadal jest dla mnie, pod wieloma względami, niesamowity. Po pierwsze, mogłam przebywać wśród kabareciarzy, których wcześniej znałam tylko z telewizji i krótkich rozmów podczas zdjęć czy autografów. Po drugie w końcu znalazłam fantastycznych ludzi, którzy podzielali moją miłość do kabaretu, niektórzy nawet byli bardziej zafiksowani ode mnie! Co szczególnie mnie dziwiło, że można być bardziej zakręconym na punkcie kabaretu niż ja. Po trzecie niekończąca się ilość imprez kabaretowych, solowych występów czy kilkudniowych festiwali jak PAKA czy ImproFest. Czułam się po prostu wspaniale, bo przecież nie codziennie spełniają się twoje marzenia.

D: Dalej należysz do grona wolontariuszy?

G.B.P: Owszem, gdy tylko mój harmonogram występów na to pozwala, a zazwyczaj tak jest, bo supportuję organizowane przez nas kabaretowe występy.

D: Jak udaje ci się łączyć te dwie funkcje?

G.B.P: Dajmy na to występ mam zaplanowany na godzinę 20:00, więc tak do 19:00/19:30 występuję w roli zwykłego wolontariusza, chociaż od pewnego czasu już nie takiego zwykłego, bo jestem rozpoznawalna…

D: Niezwykłego wolontariusza…

G.B.P: To ty to powiedziałaś… (śmiech) No więc jestem sobie tym zwykłym, niezwykłym wolontariuszem, przychodzi czas występu, wchodzę na scenę, robię swoje, zamiatam, schodzę i zasiadam wygodnie na widowni, wcielając się tym razem w rolę widza. Bo ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję!

D: To ciebie szukali podczas tegorocznej Płockiej Nocy Kabaretowej!

G.B.P: Tak, nie znaleźli, bo byłam w domu. Jakby mnie zaprosili to by tyle nie szukali.

D: Kończąc już temat kabaretu, czym on dla ciebie jest?

G.B.P: Kabaret jest dla mnie odskocznią od dnia codziennego, innym wymiarem, który pozwala mi się odstresować i oderwać od problemów dnia codziennego.

D: A jakie to problemy ma taka gwiazda?

G.B.P: A wiesz, jak każdy zwykły człowiek:  na obiad sushi czy owoce morza, założyć sukienkę od Coco Chanel czy Prady? Ot, zwykłe problemy dnia codziennego.

D: Wiemy już jak rozpoczęła się twoja przygoda z kabaretem. A jak to się stało, że zostałaś gwiazdą?

G.B.P: Stało się to na 32. PACE w 2016 roku, kiedy to byłam jeszcze zwykłą wolontariuszką. Producent Festiwalu pilnie potrzebował kogoś do pozamiatania sceny. I znów „jakimś” nieoczekiwanym zbiegiem okoliczności trafiło na mnie. Poszłam zamiatać scenę i się zaczęło… Sława, blichtr i pieniądze…

D: Po prostu wyszłaś i podbiłaś serca widzów?

G.B.P: Tak właśnie było! Trochę zasługi miał w tym konferansjer – Tomasz Jachimek, który od tego momentu jest nazywany moim scenicznym Tatusiem.

D: Nie bądź taka tajemnicza, nie daj się prosić, zdradź nam coś więcej!

G.B.P: No dobrze… Z przyjemnością to zrobię! Wyszłam na scenę, cała zestresowana, bo nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Zresztą wyjść i pozamiatać to żaden problem, ale weź to zrób przed prawie sześciuset osobową publicznością. Nie było to łatwe zadanie, zwłaszcza, że konfetti, które wcześniejszy kabaret rozsypał nie chciało się wcale zamiatać. Dlatego też znacznie dłużej byłam na scenie niż pierwotnie zakładałam. W pewnym momencie Tomek Jachimek zauważył, że nie jest na niej sam i podchodząc do mnie zapytał jak mam na imię…

D: I tu padły te słynne słowa…

G.B.P: Tak! Chcąc wyjść na osobę skromną, bez namysłu odpowiedziałam: BEZ PRZESADY! Mając oczywiście na myśli to, że ja tu nie jestem nikim ważnym, tylko zamiatam, więc nie zasługuję na uwagę.

D: Konferansjer był innego zdania…

G.B.P: Tomek natychmiast to podchwycił, obrócił sytuację w żart, śmiali się wszyscy, łącznie ze mną i nim. W tym momencie pierwszy raz mocniej zabiło mi serce, tak jakby chciało mi powiedzieć, że właśnie tu jest moje miejsce, że mogę być stworzona do rozśmieszania ludzi.

D: Na jednym wyjściu z miotłą się nie skończyło.

G.B.P: Jak już wspomniałam konfetti strasznie źle się zamiatało, producent nie był zadowolony, że scena dalej była w opłakanym stanie, więc wyszłam drugi raz i ku mojemu zdziwieniu, ludzie, gdy mnie tylko zobaczyli, ponownie zaczęli się śmiać. To samo było przy trzecim i czwartym wyjściu. Wtedy wiedziałam, że to jest to co chciałabym robić. Rozśmieszanie ludzi – to moje powołanie!

D: A jak na tę sytuację zareagował konferansjer? W kulisach mówiło się, że wykonałaś publiczny „roast konferansjera”.

G.B.P: Tomek, jako osoba pracująca w kabarecie od lat, ma dystans do siebie, tak więc absolutnie nie był na mnie zły. Rozmawiałam z nim zaraz po tym zdarzeniu, przepraszając, że nie chciałam go urazić, ale był zadowolony, mówił, że wszystko jest w porządku i fajnie to wyszło. Od tego momentu ja nazywam go ojcem mojej kariery, scenicznym Tatą, a on mówi na mnie po prostu sceniczna córcia.

D: Jak po tym nieoczekiwanym debiucie potoczyła się twoja kariera?

G.B.P: Wręcz błyskawicznie. Myślałam, że ludzie szybko zapomną o tym incydencie, ale było wręcz przeciwnie. Po skończonych występach, przychodzili do mnie i gratulowali udanego występu. Moja przyjaciółka podchwyciła temat, założyła mi fanpage’a na Facebook’u, który w szybkim czasie osiągnął liczbę 160 like’ów! Wtedy uświadomiłam sobie, że to nie była jednorazowa przygoda. W tym miejscu po raz kolejny udowadniam, że marzenia się spełniają.

D: I nie była. Rok później, czyli podczas tegorocznej PAKI, wystąpiłaś w duecie z Tomaszem Jachimkiem, w roli jego asystentki. Jak się w niej czułaś?

G.B.P: Wspaniale! Ludzie ponownie żywo reagowali na moje przytyki i dopowiadania. Z późniejszych opowieści wiem, że wyszło świetnie, z czego się niesamowicie cieszę. Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że to jest to, co chcę robić.

D: Zapytałam twoich fanów na Facebook’u o co chcieliby cię zapytać. Domyślasz się jakie mogły paść pytania?

G.B.P: Pewnie o miotły, ludzie są ich najbardziej ciekawi (śmiech).

D: Zgadłaś! Twoi fani najczęściej pytali o sprzęt, jaki wykorzystujesz podczas występów. Pytanie które najbardziej utkwiło mi w pamięci, brzmi: Czy nie boisz się, że roboty sprzątające, reklamowane przez perfekcyjną panią domu, utrudnią rozwój twojej kariery?

G.B.P: Ależ skąd! Żaden unowocześniony sprzęt nie zastąpi mojego zamiatania! Ręczne miotły są ponadczasowe, a żywy człowiek zawsze lepszy niż kupa żelastwa!

D: Twoi fani zadali jeszcze pięć pytań do Ciebie, odpowiesz na nie?

G.B.P: Oczywiście, że tak! Moi fani są dla mnie najważniejsi, zrobię dla nich wszystko!

D: Super! Rotunda pyta: swoją karierę rozpoczęłaś na mojej scenie. Widziałam, że grywałaś też na scenie Kijowa, Piasta Pastrami Deli, itd. Gdzie Ci się najlepiej grało i dlaczego?

G.B.P: Moja kochana Rotundo! Oczywiście, że najlepiej występowało mi się na Twej pięknej i legendarnej scenie! Żadna inna scena nie dorówna Twojej powierzchni i chropowatości! Miotła również to potwierdza. No i ta klimatyzowana atmosfera…

D: Kolejne pytanie: Jak długo planuje Pani karierę, wiadomo, że czas leczy, a sprzęty  z wiekiem stają się coraz cięższe.

G.B.P: Będę występowała do końca życia i o jeden dzień dłużej! Sprzęt, gdy jest dobrze dopieszczony i użytkowany nigdy nie staje się dla wykonawcy ciężarem!

D: A jakich kosmetyków używają Twoje miotły?

G.B.P: Oj, wszelakich… Zaczynając od balsamów do nawilżania kija, po odżywki do włosia, kończąc na wizytach w Spa.

D: Pytanie od Organizatorki tegorocznej PAKI: Na tegorocznej PACE występowałaś na jednej scenie z Tatusiem, co dalej?

G.B.P: Tak jak wspomniałam wcześniej, jestem kobietą pracującą, więc żadnej pracy się nie boję! Zamierzam powoli podbijać Polską scenę kabaretową, a potem kto wie… Może podbije Hollywood? W każdym razie czekam na propozycje! Jestem otwarta.

D: I ostatnie pytanie: Czy zdarzył Ci się już psychofan? Ale płci męskiej, który wypisuje non stop do Ciebie?

G.B.P: Jako prawdziwa gwiazda, mam wielu psychofanów, zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet. Oczywiście, więcej jest tych płci męskiej, co mnie niezmiernie cieszy. Tak, mam psychofanów, których również kocham i doceniam! Tak oto żyjemy sobie w szczęśliwej bez przesadowej rodzince.

Rozmawiała

Aneta Tabiszewska

 

P.S Jeśli po przeczytaniu tego tekstu zastanawiasz się, o co właściwie chodzi, to podpowiadamy, że prywatnie Bez Przesady to nasza redakcyjna koleżanka, Aneta Tabiszewska. A historię burzliwej kariery Bez Przesady możesz śledzić na fanpage’u One Woman Show Bez Przesady, który parodiuje profile celebrytów 😉

Młodsza PAKA, czyli I Podkarpacki Przegląd Kabaretów Młodzieżowych w Jarosławiu [relacja]

Co?

I Podkarpacki Przegląd Kabaretów Młodzieżowych „Młodsza PAKA”

Kiedy?

24.05.2017 r.

Gdzie?

Miejski Ośrodek Kultury w Jarosławiu, województwo podkarpackie

Młodsza PAKA

W minioną środę miało miejsce nie lada wydarzenie, bo I Podkarpacki Przegląd Kabaretów Młodzieżowych „Młodsza PAKA” w Miejskim Ośrodku Kultury w Jarosławiu. Przed pięcioosobowym Jury i salą wypełnioną kilkuletnią publicznością, zaprezentowały swoje autorskie programy cztery grupy młodzieżowe. Całość wydarzenia poprowadził Paweł Sroka – aktor, instruktor do spraw teatru i plastyki.

„Młodsza PAKA” to nowatorski pomysł dwóch organizacji kulturalnych: Miejskiego Ośrodka Kultury w Jarosławiu oraz Stowarzyszenia Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA w Krakowie, które są jego organizatorami. Celem tego Przeglądu jest ożywienie w młodych ludziach zainteresowania sztuką kabaretową, prezentacja oraz promowanie na szerszą skalę talentu artystycznego młodzieży, jak również integracja tego środowiska.

Konkurs rozpoczęła grupa z Miejskiego Domu Kultury w Lubaczowie, „BOMB-LE”. Zaprezentowali oni program pod tytułem „Śpiąca królewna”, natomiast za scenariusz i reżyserię widowiska odpowiedzialna była Pani Grażyna Bielec. Spektakl, bo tak go trzeba nazwać, był połączeniem sztuki teatralnej z nutką humoru. Bazując na dość znanym motywie bajki „Śpiąca królewna”, młodzież z Lubaczowa zaprezentowała ją w zupełnie inny, oryginalny sposób. Przedstawili ciąg dalszy opowieści o zaspanej królewnie, nie do końca szczęśliwy, jak sami zresztą stwierdzili podczas przedstawienia. Wyróżnić tu na pewno należy niesamowitą grę aktorską uzdolnionej młodzieży z Lubaczowa oraz słowne nawiązywanie do współczesności, co nadało przedstawieniu cech humorystycznych.

2

 Współczesna „Śpiąca królewna”, fot. Aneta Tabiszewska

Kolejnym zespołem kabaretowym były dwie dziewczyny: Magdalena Zarembska oraz Małgorzata Stopyra, również z Miejskiego Domu Kultury w Lubaczowie. Dziewczęta zaprezentowały skecz pod tytułem „Kryminał”, podobnie jak przy poprzedniej grupie za scenariusz i reżyserię odpowiedzialna była Pani Grażyna Bielec. Występ całkowicie różnił się od wcześniejszego przedstawienia. Ten z kolei był nawiązaniem do powszechnie panujących stereotypów: otyłości oraz kobiet oglądających wspólnie seriale. Dziewczyny, kłócąc się o to, kto w serialu okazał się mordercą, odegrały swoje role wprost wyśmienicie! Podczas skeczu śmiech na sali nie ustawał, do tego stopnia, że same aktorki zaczęły delikatnie „gotować się”  na scenie. Co moim zdaniem wcale nie jest złe, ponieważ pokazuje naturalność i dystans występujących.

3

Kłótnia podczas oglądania serialu, fot. Aneta Tabiszewska

Następną grupą kabaretową była „Dziewiąteczka” ze Szkoły Podstawowej nr 9 w Jarosławiu, która przedstawiła program „Migawki zza biurka i ławki”, a za scenariusz i reżyserię odpowiadała Pani Barbara Jańczak. Występ w sposób satyryczny i humorystyczny ukazywał zajęcia szkolne. Wyróżniały go scenki przeplatane piosenkami, co zdecydowanie było plusem programu, ze względu na nietypowość, ponieważ jak dotąd żadna grupa w swoim programie nie zaprezentowała piosenki. Dało się także zauważyć dwie przeciwstawne postacie na scenie: pilną uczennicę oraz tę powszechnie zwaną „leserką”, które były podstawą całego występu. Można było odnieść także wrażenie, że program był nawiązaniem do filmu „Akademia Pana Kleksa”. Końcowe odczucia były zdecydowanie pozytywne.

4

Kabaret Dziewiąteczka, fot. Aneta Tabiszewska

Ostatnim zespołem była „Jedyneczka” z Publicznego Gimnazjum nr 1 w Jarosławiu, która zademonstrowała program o nazwie „Everybody klaszczą”, za scenariusz i reżyserię odpowiadał Pan Maciej Inglot. Młodzież postawiła na muzykę, prezentując swoje wersje piosenek disco polo, wykonawców: Tomasza Niecika, Zenka Martyniuka oraz zespołu „Weekend”. Na scenie pojawiły się tancerki oraz król disco polo, a wraz z nimi dużo tańca, szaleństwa i improwizacji, jak to podczas występów tego gatunku muzyki bywa.

5

Król i królowe disco polo, fot. Aneta Tabiszewska

Po ostatnim występie Jurorzy udali się na naradę, która wbrew pozorom okazała się nie taka łatwa, jak na początku przypuszczali. Miałam zaszczyt być jedną z osób zasiadających w tegorocznej komisji Przeglądu i powiem Wam, że wybór nie był łatwy. Wśród Jury dominowały dwie wiodące prym grupy kabaretowe, każda strona walczyła zaciekle o przekonanie pozostałych, ale jakoś doszliśmy do kompromisu.

Następnie przyszedł czas na warsztaty kabaretowe, które poprowadził Łukasz Błąd – artysta kabaretowy, radiowiec, lider kabaretu Kaczka Pchnięta Nożem. Podczas warsztatów młodzież dowiedziała się między innymi jak pracować z mikrofonem czy rekwizytem, tak by nie przeszkadzał, a tylko pomagał w występie; jak nawiązać interakcję z widownią, a także jakie ćwiczenia są przydatne na rozgrzanie aparatu mowy.

6

Praca z mikrofonem, fot. Aneta Tabiszewska

Po warsztatach miało miejsce oficjalne ogłoszenie wyników oraz wręczenie nagród rzeczowych i pieniężnych, a także nagrody specjalnej – nagrania w Radiu Rzeszów, o czym na bieżąco informowaliśmy. Jednak, żeby tradycji stało się zadość, przedstawię dwa zwycięskie zespoły tegorocznego I Podkarpackiego Przeglądu Kabaretów Młodzieżowych. Zostali nimi: „BOMB-LE” oraz Magdalena Zarembska i Małgorzata Stopyra.

7

Fot. Grażyna Bielec, Jury wraz z Laureatami

Podsumowując I Podkarpacki Przegląd muszę zaznaczyć, że jest to wspaniała inicjatywa, która pozwala nastolatkom „wyżyć” się artystycznie, czerpiąc równocześnie z tego przyjemność. Poziom konkursu był zaskakująco wysoki, nie spodziewałam się aż tak uzdolnionej młodzieży, a atmosfera podczas Przeglądu była fantastyczna.

Bardzo mnie cieszą takie przedsięwzięcia, a serce, zapewne nie tylko moje, a każdego związanego z kabaretem, raduje się i bije mocniej widząc, że młodzież nie tylko siedzi przed komputerem, telewizorem czy w swoich iPhone’ach, lecz pragnie rozwijać swoje pasje i uczyć się nowych rzeczy.

Jednocześnie chciałabym zaapelować do stowarzyszeń, fundacji i ośrodków kulturalnych, zwłaszcza tych z małych miejscowości, aby nie bały się podejmowania takich projektów! Sama, będąc z małej miejscowości, nie miałam możliwości rozwoju swojej pasji w latach młodzieńczych, nad czym dzisiaj ubolewam, widząc satysfakcję i radość, jaką dzieciaki czerpią z takich inicjatyw. Dlatego tym bardziej cieszę się z takich przedsięwzięć.

 

ANETA TABISZEWSKA

Kabaretowo w Teatrze: Młynarski [przegląd]

kabaretowo-w-teatrze

Dzisiaj miała być druga część artykułu o kabarecie w teatrze. Zrobimy tu jednak takie małe Intermezzo i cały artykuł poświęcimy spektaklom teatralnym, które skupiają się wokół postaci i twórczości Wojciecha Młynarskiego. Będzie nam go brakować. Na szczęście mamy jego teksty.

Wojciech Młynarski, znany jako autor tekstów piosenek satyrycznych, lirycznych, śpiewanych felietonów oraz tłumacz, był także związany ze środowiskiem kabaretowym. Współtworzył kabaret Dreszczowiec, współpracował z Hybrydami, Dudkiem i Owcą. Szlagworty z jego piosenek żyją dzisiaj własnym życiem. Jego przekłady stanowiły podstawę polskich wersji zagranicznych musicali, Kabaret, Jesus Christ Superstar, czy Chicago. Znalazłam trzy spektakle, inspirowane twórczością tego poety piosenki, które na pewno warto byłoby zobaczyć.

Róbmy Swoje – piosenki Wojciecha Młynarskiego, Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

Scenariusz, reżyseria, kierownictwo muzyczne: Wojciech Borkowski

Występują: Julia Konarska, Joanna Kulig/Olga Sarzyńska, Katarzyna Ucherska, Krzysztof Gosztyła, Piotr Fronczewski, Sebastian Jasnoch, Tomasz Schuchardt

Spektakl złożony z piosenek do tekstów Wojciecha Młynarskiego, w taki sposób, aby ukazać podwójną naturę jego twórczości: z jednej strony bardzo subtelnej i lirycznej, z drugiej, ironicznej i zadziornej, komentującej bezlitośnie rzeczywistość.

Więcej o spektaklu: teatrateneum.pl

Trailer:

Młynarski obowiązkowo!, Teatr 6. Piętro, Warszawa

Reżyseria: Jacek Bończyk

Muzyka: Jerzy Derfel

Występują: Jacek Bończyk, Arkadiusz Brykalski, Anna Sroka-Hryń, Klementyna Umer, Wiktor Zborowski

Autorski spektakl Wojciecha Młynarskiego. Stworzył jego scenariusz, roztoczył nad nim opiekę artystyczną. Sam wybrał także aktorów. Ten spektakl określa się jako śpiewaną autobiografię autora. Poza stałą obsadą, pojawiają się tu także goście specjalni: Stanisława Celińska, Hanna Śleszyńska, Piotr Fronczewski, i inni. Teraz z pewnością to przedstawienie zyska na znaczeniu.

Więcej o spektaklu: teatr6pietro.pl/spektakle/mlynarski-obowiazkowo/

Relacja z premiery:

Młynarski plays Młynarski

Spektakl wyjątkowy, bo w interpretacji piosenek Wojciecha Młynarskiego bierze udział jego syn, Jan, który wykonuje te utwory w duecie z Gabą Kulką. Ten muzyczny projekt swój początek miał w 2010 roku, kiedy to ukazała się płyta pod takim samym tytułem. Swoimi interpretacjami duet pokazuje, że do twórczości Młynarskiego można podchodzić na wiele sposobów, bo nadal jest ona bardzo aktualna. Każdy może odnaleźć swojego Młynarskiego.

Więcej o projekcie na stronie Och Teatru: ochteatr.com.pl/event-data/1757/mlynarski-plays-mlynarski-feat-gaba-kulka

Przykładowa interpretacja, Ogrzej mnie:

 

A żeby nie było, mimo wszystko, tak smutno, na osłodę urocze wykonanie Cukierków Jacques’a Brela w wersji Grzegorza Halamy:

A nam pozostaje już chyba tylko, zgodnie z zaleceniami Mistrza Młynarskiego, „robić swoje”.

PAULINA JARZĄBEK

 

Szczęśliwy styczeń, czyli podsumowanie „Miesiąca w Szczęściu”

szczesliwy-kolaz1

Nasz   styczniowy cykl okolicznościowy, Miesiąc w Szczęściu, dobiegł końca. W sumie udało nam się obejrzeć i zrelacjonować w różnych formach pięć spektakli znajdujących się w repertuarze Teatru Szczęście i porozmawiać z założycielem tej sceny, Andrzejem Talkowskim. Jedną relację napisała gościnnie nasza wspaniała wysłanniczka, podpisująca się jako Kabaretowa Szczęściara. Udział w tworzeniu cyklu miał także Szymon Jureczka, z którym Paulina rozmawiała o Spektaklu Bardzo Dobrym.

Jeśli dotąd nie czytaliście naszych tekstów z tego cyklu, możecie to nadrobić w dogodnym momencie, na przykład korzystając z poniższej listy, w której zestawiamy wszystkie wpisy z tej serii.

MIESIĄC W SZCZĘŚCIU, styczeń 2017:

CZĘŚĆ I: „Teatr jest naturalnym środowiskiem dla żartu”. Andrzej Talkowski o Teatrze Szczęście; rozmawiała Paulina Jarząbek.

CZĘŚĆ II: Rozmówki kabaretowe, odc. 2: Bardzo dobra rozmowa o teatrze. Z Szymonem Jureczką o „Spektaklu Bardzo Dobrym” w Teatrze Szczęście; rozmawiała Paulina Jarząbek.

Galeria na Facebooku:  Spektakl Bardzo Dobry – Kabaret Kuzyni w Szczęściu

CZĘŚĆ III:  Przeleciał cichy anioł. Spektakl „Czterdzieści i cztery” w Szczęściu, Paulina Jarząbek.

Galeria na Facebooku:  Czterdzieści i Cztery w Teatrze Szczęście

CZĘŚĆ IV: Wieczór ImproKRK, Aneta Tabiszewka, Agata Nowakowska.

Galeria na Facebooku: Wieczór ImproKRK w Teatrze Szczęście

CZĘŚĆ V: „Biuroza” Kabaretu Róbmy Swoje w Kwestionariuszu Prousta, Paulina Jarząbek.

Więcej na temat tego spektaklu przeczytacie w pierwszym odcinku Rozmówek Kabaretowych, z Alicją Rzepą.

Galeria na Facebooku: Szczęśliwa „Biuroza”

CZĘŚĆ VI: Wieczór ze Szczęściarzami, napisała gościnnie Kabaretowa Szczęściara.

Co poza tym w Szczęściu?

To tylko ułamek tego, na co stać najszczęśliwszy teatr w Krakowie. W czwartkowe wieczory pojawia się tam Doktor Absurdu, czyli Ścibor Szpak. Niejaki pogląd na jego twórczość daje tekst Pauliny, napisany po jednej z pierwszych wizyt w Teatrze Szczęście, który możecie przeczytać tutaj.

Z bliskich nam, kabaretowych klimatów, warto zaproponować także krakowski Kabaret A jak!, który również się tam pojawiał z programem Matki, żony i kucharki, i pewnie jeszcze powróci.

Przy Karmelickiej 3 organizowane są także Bale Szczęściarzy, czyli imprezy z biesiadowaniem w tle, trwające do wczesnych godzin porannych, albo późnych godzin nocnych, w zależności od punktu widzenia.

Gościnnie grywane są farsy i spektakle teatralne, monodramy i inne małe formy komediowe. W styczniu grany był m.in. spektakl Libański Łącznik.

Prężnie rozwija się także komediowa scena dla dzieci, gdzie prym wiodą spektakle Klauna Feliksa, Ale cyrki! i Klaun w Balonie. Nieprzypadkowo tę część repertuaru twórcy określili mianem Sceny Rodzinnej: te spektakle spodobają się zarówno dzieciom, jak ich rodzicom. Więcej na ten temat przeczytacie na stronie Teatru Szczęście, w odpowiedniej zakładce.

Ewidentną misją Teatru Szczęście jest niesienie radości, jeśli więc rzeczywistość Was przygniata, pozwólcie się rozpieścić szczęśliwym spektaklom. My na pewno będziemy tam wracać! Zapraszamy w imieniu Teatru do lokalu przy Karmelickiej 3. Dla jasności dodamy, że cykl był wynikiem szczerego zainteresowania nową krakowską sceną komediowo-kabaretową, i ani jeden z wpisów nie był sponsorowany 😉

 

WASZE USZCZĘŚLIWIONE VERBUM

 

Repertuar Teatru znajdziecie na www.teatrszczescie.pl oraz na www.facebook.com/teatrszczescie

 

PS Może macie własne propozycje krakowskich miejsc kabaretowo-komediowych ze stałym repertuarem, które mogłybyśmy w taki przekrojowy sposób zaprezentować?