„Poczet kabaretu polskiego” w retrospektywie [cz. IV]: Maria Czubaszek

RETROSPEKTYWA

W tym tygodniu, w naszym retrospektywnym cyklu zagościła nie lada postać. Pisarka, satyryczka, felietonistka, dziennikarka, komentatorka w „Szkle kontaktowym”, babcia Maggie w improwizowanym serialu „Spadkobiercy” – Maria Czubaszek. O czym rozmawiała z Małgorzatą E. Malicką? Odpowiedź w dzisiejszej części. Zapraszamy!

 

Dziennikarka: Jest pani specjalistką od poczucia humoru, czyli czegoś, czego tak mało w naszym życiu. Ale mimo to są kabarety.

Maria Czubaszek:  Ja z kabaretem głównie się stykam jako odbiorca. Sama dla kabaretu w zasadzie nie pisałam.

D.: Dlaczego?

M. C.: Ponieważ kabaret musi być aktualny, a w dodatku zrobiła się moda – nad czym bardzo boleję – na kabaret wyłącznie polityczny. Od kabaretu oczekuje się dowcipów politycznych. Natomiast wydaje mi się, że kobiety wolą innego rodzaju humor, niekoniecznie polityczny. Raczej obyczajowy, na temat miłości, a te kobiety, które są wciągnięte w sprawy polityczne i sprawy społeczne, moim zdaniem, przestają być kobietami, niestety. Nie ma już takich kabaretów, jak np. „Szpak”, „Owca” czy kabarety literackie, gdzie obok aktualnych spraw, które w kabarecie być muszą, są teksty literackie – śmieszne, na zasadzie troszkę purnonsensu, troszkę absurdu, abstrakcji.

D.: Pisze pani więc przede wszystkim dla kobiet?

M. C.: Ja piszę zawsze z pozycji mężczyzny i wydaje mi się, że to, co piszę, jest bardziej dla mężczyzn.

D: Ale polityka pani nie interesuje?

M. C.: Ostatnio nawet się w nią wciągnęłam. Interesuje mnie na tyle, że jestem zupełnie zdezorientowana. Im więcej czytam, im więcej oglądam telewizję i słucham radia, tym bardziej czuję się zagubiona. (…) Tak więc przyznaję, że ostatnio wciągnęło mnie to, co się dzieje, a co jedni nazywają grą o premiera, inni jeszcze jakoś inaczej, ale zawsze w nazwie jest coś z gry i walki, a nie normalnej polityki.

20170316_131745

D.: Kimże więc jest Maria Czubaszek?

M. C.: Zawsze mówię, że jestem autorką małych form, czyli tzw. głupot. Tak siebie określam i na ogół nikt nie chce tego wydrukować, ale jest to prawda. Może wreszcie pani o tym napisze. Ja piszę takie małe, krótkie tekściki – ludzie nie mają czasu czytać długich – na tematy męsko-damskie. Polityka i ekonomia funkcjonują w moich tekstach tylko pośrednio – po prostu i kobieta, i mężczyzna osadzeni są, niestety, w pewnych warunkach polityczno-ekonomicznych, nigdy jednak nie są one tematem moich krótkich form literackich.

D: Czy (…) może pani powiedzieć, skąd się wzięło pani pisanie?

M. C.: Jako mała dziewczynka chciałam być Indianinem, zamiast „Ani z Zielonego Wzgórza” czytałam książki typu „Winnetou”. Potem chciałam być lekarzem, ale i to mi przeszło. W pewnym momencie stwierdziłam, że będę dziennikarzem, i to mi zostało. Gdy robiłam maturę, a było to siedemset lat temu, w Liceum Ogólnokształcącym im. Żmichowskiej, przyszła do szkoły pani z kuratorium i pytała, gdzie kto chce iść. Byłam jedyną osobą, która chciała iść na dziennikarstwo. Wtedy na Uniwersytecie Warszawskim był taki wydział. Dowiedziałam się, że nie mam szans dostać się na wydział dziennikarski, ponieważ nie należałam do ZMP. Złożyłam więc papiery na anglistykę, chociaż wcale mnie to nie interesowało. Dostałam się – nie chcąc. Myślę, że dlatego się dostałam, że nie chciałam. Tak się złożyło, że wydział anglistyki i dziennikarstwa mieściły się w jednym budynku. Jako wolny słuchacz – wciąż marząc o dziennikarstwie – uczęszczałam na zajęcia sąsiedniego wydziału. Zauważył mnie prodziekan wydziały dziennikarskiego, opowiedziałam mu swoją historię i w następnym roku akademickim studiowałam już na wydziale dziennikarskim – od razu na drugim roku. po skończeniu studiów trafiłam do telewizji, potem zainteresował się mną program III Polskiego Radia i tak właściwie zostało do dziś.

 

Wywiad bardzo rzeczowy i konkretny, a przede wszystkim nie „przegadany”, co rzadko się zdarza w przypadku rozmowy dwóch kobiet. 😉 Pani Maria Czubaszek była charyzmatyczną osobą, odważnie wyrażającą swoje zdanie, przez co stała się postacią wyjątkową i podziwianą.

ANETA TABISZEWSKA

 

Fragmenty wywiadu pochodzą z artykułu Małgorzaty E. Malickiej Boję się polityków i bandytów, „Rzeczpospolita”, Warszawa, 1991.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s