Kabaretowy Kącik Wspomnień [odc. 3]

ekipa

KABARETOWY KĄCIK WSPOMNIEŃ [3]

MÓJ POWAŻNY RYJEK. 

„Karolina, kiedy w końcu zaczniesz zarabiać na tych kabaretach?” – te słowa słyszę średnio kilka razy w miesiącu od swojej mamy. Kabaret w moim życiu pojawił się 8 lat temu i od tej pory zadaję sobie pytanie czym tak naprawdę dla mnie jest. Czy to hobby? Pasja? A może już pomału zmienia się w sposób na życie?

Przez te wszystkie lata zjeździłam słuszny kawałek kraju pojawiając się na różnego rodzaju festiwalach i przeglądach kabaretowych – w roli widza oczywiście. Widziałam na scenie niejedną formację – od Kabaretu Moralnego Niepokoju po kabarety młode jak Kabaret Socratiron, czy Bartnicy. Niektórych grup programy znam już na pamięć, jednak za każdym razem odkrywam w nich coś nowego. Jedno jest pewne, idąc na występ człowiek przenosi się do innego świata, w którym wszystko jest kolorowe.

Pisząc o swoich wspomnieniach  nie mogę pominąć tego jak ta przygoda w ogóle się zaczęła. Kabaret w moim życiu pojawił się w trudnym momencie.  Jak z wszystkim co najlepsze nas spotyka w życiu, wyszło przypadkiem. Kabareton z okazji dni mojego miasta. Na scenie pojawili się między innymi Męczący, w swojej najlepszej formie. Piosenka trenera, Kolizja, Piosenka improwizowana – od razu się zakochałam. Ciężka sytuacja sprawiła, że szybko wsiąknęłam w to środowisko, to była moja droga ucieczki od codzienności.

Potem poznałam Kabaret Młodych Panów, który uwielbiam do dziś. Liczne spotkania z chłopakami pomagały mi odbudować w sobie poczucie wartości i pewność siebie. Panowie występujący w telewizji witali się ze mną, pamiętali moje imię. Dla mnie, młodej osoby z nieskończoną liczbą kompleksów, była to wielka rzecz.

Tym bardziej ważna była dla mnie jedna z rozmów z managerem kabaretu – Piotrem Sobikiem. Pamiętam jak dziś. Ja, Marta Topol i właśnie Piotrek, Starbucks w Katowicach, przed nami wielkie kubki z kawą i przewijający się temat Rybnickiej Jesieni Kabaretowej. „Dziewczyny, chcę żebyście pojechały na ryjka, dostaniecie mikrofon do ręki, kamerę i trzeba będzie nakręcić reportaże” – to usłyszałyśmy z jego ust. Szczęki opadły nam do samego blatu i z szoku wychodziłyśmy dobrych kilka minut. Dla nas, dla osób bez poważnego doświadczenia dziennikarskiego, była to bardzo poważna i odpowiedzialna misja. Wyjazd do Rybnika poprzedził miesiąc przygotowywań, ćwiczeń z kamerą, wyszukiwania informacji, wszystko po to, by wypaść jak najbardziej profesjonalnie.

Picture1

W roli początkującej dziennikarki.

Na Ryjku, podobnie jak Marta,  miałam okazję być już rok wcześniej w charakterze pomocnika w biurze organizacyjnym, więc wiedziałam jak to wszystko wygląda. Bardzo poważna impreza, a jednocześnie dla nas ciężka przeprawa. Towarzyszyła nam czteroosobowa ekipa: Edyta Woźnica, Paweł Brzezina, Maciej Lukaszczyk oraz Maciej Lewandowski. Już od pierwszych minut wspólnej pracy udało nam się jednak stworzyć zgrany zespół. Jak to się stało zastanawiamy się do dziś.

Nasze zadanie wiązało się z pracą praktycznie 24h na dobę przez cały festiwal. Po zakończeniu koncertów siadaliśmy w naszym pokoju po to,by napisać scenariusz odcinka  i nagrać lektora do materiału, który miał się ukazać na kanale ryjka z samego rana. Wychodziliśmy z Elektrowni jako ostatni, około 2-3 w nocy. Gdy my kładliśmy się spać, Paweł siadał do montowania. Około godziny 8 rano dostawałyśmy gotowy filmik do obejrzenia, wspólnie nanosiliśmy poprawki i publikowaliśmy. Paweł szedł spać, a my zaczynałyśmy przygotowania do kolejnego dnia pracy.

Tego ryjka okupiliśmy sporym zmęczeniem, balansującym na granicy całkowitego wyczerpania. Lały się hektolitry kawy i napojów energetycznych. Paweł ustanowił nawet rekord, po zakończeniu pracy na jednym z materiałów nie zdążył się już położyć spać i na nogach był ponad 40 godzin.Zasypiał w każdym możliwym miejscu. Podobnie jak Edzia, która pewnego wieczoru rozłożyła się na krzesłach i po prostu zasnęła. Nie przeszkodziło nam to jednak w chłonięciu niezwykłej atmosfery festiwalu.

spiaca edzia

Każde miejsce robiło za łóżko. 🙂

Pamiętam jak dziś też momenty po opublikowaniu naszego pierwszego materiału. Byliśmy nieskromnie to ujmując z siebie szalenie dumni. Chcieliśmy jak najszybciej poznać opinię Piotrka. Nie mogliśmy się jednak z nim skontaktować, a gdy spotkaliśmy go w Elektrowni wyglądał na zdenerwowanego i złego. „Nie podobało mu się!” – pomyślałyśmy od razu z Martą. Trzymał nas w niepewności jeszcze jakiś czas. Jak w końcu usłyszeliśmy, że wyszło lepiej niż oczekiwał nie wiedziałam, czy mam go uściskać czy zabić.

Z perspektywy czasu patrząc na tysiące wyświetleń naszych materiałów do głowy przychodzi mi tylko jedna myśl. Było warto.  Przecież z tylu milionów Polaków wybór padł akurat na naszą szóstkę.

To była krótka historia o tym, że marzenia jednak się spełniają. Hobby pomalutku przeradza się w coś co chcę i będę robić z wielką przyjemnością. Cały czas się uczymy i staramy się, by kolejne materiały były coraz lepsze. Ta sama ekipa (w nieco okrojonym składzie) następnie dostała szansę pojechania na Polsat SuperHit Festiwal, ale o tym już może innym razem…

 

KAROLINA KONIECKO

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s