Kabaretowy Kącik Wspomnień [odc. 2]

Pogoda po raz kolejny nas zaskoczyła, a mnie znów zmusiła (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) do przywołania pięknych kabaretowych wspomnień. Dziś, w to deszczowe popołudnie, leżąc sobie pod kocykiem, tym razem bez muzyki i bez herbaty, ale za to z błogą ciszą i szumem deszczu za oknem oraz z koktajlem truskawkowym wspominałam swoją pierwszą PAKĘ. Wiem, że niektórzy z Was właśnie na to wspomnienie czekali, więc mówicie i macie. 

1901458_10203541732650205_1881155941_n

Chwila wytchnienia podczas pracy na recepcji.

KABARETOWY KĄCIK WSPOMNIEŃ ANETY [2]

PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY

Swoją pierwszą PAKĘ, rozpoczęłam z pompą, ponieważ była to 30., Jubileuszowa PAKA. I może Was to zdziwić, ale pamiętam ją jakby przez mgłę… I nie, nie przez spożywanie napojów  wysokoprocentowych. Myślę, że przez to, że byłam bardzo zestresowana, a zarazem podekscytowana i właśnie te dwie emocje stworzyły mieszankę wybuchową w postaci owej mgły w mojej pamięci. Zastanawiacie się pewnie czemu zestresowana? Bo, że podekscytowana to chyba nie muszę mówić. 😉  A zestresowana byłam, ponieważ, tak jak pisałam w poprzedniej części, wciąż nie byłam w pełni przekonana, że się do tego nadaje, bałam się także czy odnajdę się w nowym środowisku (a bardzo chciałam się odnaleźć) i czy sprostam wymaganiom jakie zostaną przede mną postawione.

Patrząc z perspektywy czasu, dla świeżego wolontariusza, błogosławieństwem są Półfinały, gdyż podczas nich może się poznać z pozostałymi członkami Stowarzyszenia, ale także wdrożyć w zakres wykonywanych prac oraz mniej więcej zobaczyć jak przebiega Festiwal. Na Finałach jest bardzo podobnie, tylko jest trzy razy więcej roboty. 😉 Takie właśnie były dla mnie Półfinały 30. PAKI- wdrażaniem w nowe środowisko, poznawaniem tego całego mechanizmu. Uświadomiłam sobie jaki ogrom pracy muszą włożyć ludzie zaangażowani w organizacje tego Festiwalu. Półfinały były też okazją do poznania nowych ludzi i kabaretów. Zapisałam się w naszej festiwalowej rozpisce wszędzie tam gdzie tylko mogłam, by jak najwięcej móc pomagać i obserwować jak to wszystko działa „od kuchni”. Pamiętam, że jak tylko dostałam jakieś zadanie do wykonania, zadawałam mnóstwo pytań Ali, by jak najwięcej się dowiedzieć, a co za tym idzie perfekcyjnie je wykonać. Głównie siedziałam na recepcji, udzielając informacji, czy wydając identyfikatory kabaretom, ale także miałam swój udział w tworzeniu scenografii. Już po drugim dniu stwierdziłam, że to jest moje miejsce na ziemi, że tego mi w moim życiu brakowało, że to właśnie „TO”.

Miesiąc później odbył się 30. Finał PAKI, na którym byłam tylko przez weekend, bo w tygodniu miałam nawał zajęć na uczelni i musiałam odpuścić dwa dni Festiwalu. Nawet sobie nie wyobrażacie jak w duszy przeklinałam mój plan zajęć, widząc na Facebook’u zdjęcia wrzucane przez nowych znajomych z kabareciarzami. Roznosiło mnie wręcz od środka, ale odbiłam to sobie przez pozostałe dni. I obiecałam, że już nigdy w życiu nie opuszczę jakiegokolwiek dnia Festiwalu. Stąd też jestem znana z tego, że zazwyczaj przebywam na PACE „all day, all night”, wchodzę do Rotundy o 9, wychodzę ok. 3 w nocy. 😉 Na Finałach, tak jak wcześniej pisałam jest dużo więcej pracy. Robiłam tyle rzeczy, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiś szczegółów. Na pewno znowu siedziałam na recepcji, pilnowałam czy w garderobie niczego nie brakuje, pomagałam w tworzeniu scenografii, stałam na biletach i wiele, wiele innych czynności. Pamiętam dokładnie jedną rzecz: do rozpoczęcia występów zostało ok. 40 min., ludzie byli już wpuszczani, a my zamknięci w klimatyzowanej sali Rotundy szybko numerowaliśmy krzesełka, bo nie było na to czasu wcześniej. Zdążyliśmy i wszystko zaczęło się punktualnie.

Przedostatniego dnia 30. Finału PAKI miał miejsce uroczysty koncert galowy, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, bawić się razem z kabareciarzami, ale także pomagać w jego organizacji. Najbardziej w głowie utkwiło mi sushi, które podczas tego koncertu po raz pierwszy spróbowałam (w nawiasie napiszę, że średnio mi posmakowało). To z takich przyziemnych spraw. A z nieprzyziemnych, które mi się nawet jeszcze nie zdążyły wtedy przyśnić, to było przebywanie i wspólne bawienie się razem z kabareciarzami. To było coś niesamowitego. Nagle to, co było dla mnie oddalone o milion lat świetlnych, miałam na wyciągnięcie ręki. Byłam w kabaretowym niebie. A to wszystko za sprawą wysłania jednego zgłoszenia. Jedno zgłoszenie zmieniło moje życie na dużo, dużo lepsze.

Ostatniego dnia odbyło się nagranie w Telewizji Polskiej, na które niestety nie mogłam pójść i przyznaje, żałuję do dziś. Zwłaszcza, że prowadził go Maciej Stuhr… Ale mam nadzieje, że jeszcze nie raz zawita do Rotundy.

WP_000571

Pamiątkowe zdjęcie identyfikatora i otrzymanych kwiatów.

Tak właśnie pamiętam moją pierwszą PAKĘ, może nie było szału, jakiegoś wielkiego „WOW”, ale wspominam ją z uśmiechem na twarzy. Od niej zaczęła się moja cudowna przygoda z kabaretem, która trwa w najlepsze.

P.S Wciąż zachęcamy naszych czytelników do dzielenia się swoimi wspomnieniami kabaretowymi! Nie muszą być one związane z PAKĄ, może to być jakiś inny festiwal czy chociażby występ Waszego ulubionego kabaretu. Piszcie, jesteśmy ciekawe jakie Wy macie wspomnienia!

 

ANETA TABISZEWSKA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s